Irena Kuczyńska
Region szamotulski Z historii

110 lat temu przez Ostroróg przejechał pierwszy pociąg, 22 lata temu przejechał pociąg ostatni

Czy wiesz, że klikając w reklamy wspierasz funkcjonowanie mojego bloga?

Przez 88 lat przez Ostroróg prowadziła linia kolejowa z Szamotuł do Międzychodu. Mieszkańcy Ostroroga kochali swój pociąg, nazywali go nawet „ostrorogskim jaśkiem”.

Linia kolejowa łącząca Szamotuły z Międzychodem powstała jeszcze za czasów pruskich. W 1907 roku zbudowano dwa odcinki torów: od Szamotuł przez Szczepankowo – Ostroróg do Binina i od drugiej strony z Chrzypska Wielkiego przez Ryżyn, Sieraków, Kłosowice, Zatom Stary do Międzychodu.

Rok później połączono Binino z Chrzypskiem Wielkim przez Nojewo i Kikowo. W sumie linia kolejowa z Szamotuł do Międzychodu liczyła 56 km.

O otwarciu nowej linii można było przeczytać w Dzienniku Poznańskim z dnia 11 kwietnia 1908 roku.

Kiedy zbudowano połączenie kolejowe Ostroroga z Szamotułami, moja babcia Józefa z Nowackich Ratajczakowa miała 6 lat, a dziadek Wincenty Ratajczak 14 lat.

Chodził wtedy z Kluczewa do Szczepankowa do szkoły a w niedzielę do kościoła w Ostrorogu i na pewno widział przejeżdżający pociąg.

Kiedy jednak  kilka lat później wyjeżdżał do pracy do Westfalii, na pewno jechał w kierunku Berlina z Pęckowa, które leżało przy trasie kolejowej Poznań – Szczecin, zbudowanej w roku 1848.

Z tego okna na świat na pewno korzystali mieszkańcy Ostroroga, kiedy przed 1907 rokiem musieli jechać np. do Poznania a może też do Szamotuł czy Wronek. Do stacji oczywiście szli pieszo albo byli dowożeni furmanką.

W 1907 roku na ostrorogskich polach pojawiły się tory kolejowe, przecięły nawet w połowie działkę zakupioną przez dziadków Ratajczaków pod mój rodzinny dom przy  ul. Wronieckiej 20. http://irenakuczynska.pl/dzbanuszek-ktory-stal-sie-inspiracja-urodzinowych-wspomnien/

A na peryferiach  miasteczka stanął  okazały budynek dworca kolejowego z napisem Scharfenort, bo tak się nazywał Ostroróg w czasach zaboru pruskiego. Obok jeszcze dwa podobne dla pracowników kolei.

Pojawiła się ulica Dworcowa, która prowadziła do dworca oraz Kolejowa, przy której stały budynki dla kolejarzy.

Nie wiemy, ile pociągów dziennie jeździło w pierwszych latach funkcjonowania kolei. Na pewno rozkłady jazdy były skorelowane z innymi połączeniami czyli z Szamotuł do Poznania a z Międzychodu do Międzyrzecza czy nawet do Gorzowa Wielkopolskiego. Wszystkie te miejscowości do 1918 roku leżały w granicach państwa pruskiego.

W czasach II Rzeczpospolitej pociąg kursował z Szamotuł do Międzychodu. Wiadomo, że jeździli „jaśkiem” uczniowie do Gimnazjum w Szamotułach a także ostrorożanie do pracy w szamotulskich zakładach czy urzędach.

W dalszej części tego posta, przywołam moje wspomnienia związane z „ostrorogskim jaśkiem”. W latach 60., bo tak daleko sięga moja pamięć, pociąg jeździł 9 razy dziennie.

Ok. 5.00 rano jechał do Międzychodu. Wiem, że jeździły nim panie do pracy w międzychodzkiej „Pomonie” czyli zakładzie przetwórstwa owocowo – warzywnego.

Po godzinie 6.00 od Międzychodu nadjeżdżał do Ostroroga pociąg na Szamotuły. Na przejeździe w Dobrojewie gwizdał, bo po pierwsze, nie było szlabanu, po drugie, żeby zasygnalizować mieszkańcom Ostroroga, że jedzie i trzeba pędzić na dworzec, jeśli chce się zdążyć.

Na ranny pociąg biegli ludzie z wszystkich stron, nawet z Wielonka czy z Zapustu, żeby zdążyć na 7.00 do pracy w olejarni czy cukrowni.

Biegli też uczniowie liceum, technikum rolniczego, czy mechaniczno – elektrycznego we Wronkach. Ci ostatni musieli w Szamotułach się przesiąść i pędzić potem we Wronkach na Zamość, gdzie była szkoła.

Uczniowie mieli w pociągu oddzielny wagon taki z napisem „dla młodzieży szkolnej”. Tam nawiązywały się znajomości, przyjaźnie, tam popalano pierwsze papierosy.

Kiedy sapiąca lokomotywa zatrzymywała się na stacji w Ostrorogu, wyskakiwał konduktor, krzyczał : Stacja Ostroróg, rozglądał się, czy ktoś jeszcze nie biegnie do pociągu, patrzył, czy zawiadowca stacji daje znak odjazdu i jak w wierszu Juliana Tuwima „ruszyła maszyna po szynach ospale”.

… i biegu przyśpiesza i gna coraz prędzej i dudni i stuka, łomoce i pędzi… a dokąd, a dokąd, a dokąd, na wprost… za lasem jest stacja Szczepankowo, gdzie wsiadają kolejni zaspani pasażerowie.

Wysiadają w Szamotułach. Pociąg stoi a lokomotywa objeżdża, żeby około 7.30 ruszyć w drogę powrotną do Międzychodu.

Tym pociągiem zwykle wracali pracownicy z nocnej zmiany. Natomiast w niedzielę w Ostrorogu do pociągu wchodzili mieszkańcy Dobrojewa i Binina, którzy pociągiem po godzinie 6.00 przyjechali do kościoła na mszę św.

Taką mszę św., dopasowaną do rozkładu jazdy pociągu, wprowadził w ks. proboszcz Józef Becker. Pamiętam, że cieszyła się dużym powodzeniem. Parafianie nie musieli iść pieszo do kościoła, mogli dojechać i odjechać pociągiem.

Kolejny pociąg od Międzychodu na Szamotuły, przyjeżdżał do Ostroroga około godziny 12.00. Tym pociągiem jechało się na ważniejsze zakupy, do dentysty, czasem na przesiadkę na pociąg do Poznania.

Pociąg o 12.00 był ważnym elementem życia w Ostrorogu. Kiedy lokomotywa gwizdała i przejeżdżała przez tory biegnące obok pól, wiadomo było, że jest południe i trzeba z pola schodzić czy zjeżdżać na obiad.

Następny kurs był z Szamotuł po godzinie 16.00. Wtedy pociąg był pełen. W podstawionych już wcześniej wagonach siedzieli uczniowie, pracownicy, urzędnicy, studenci wracający z Poznania.

Po 16.00 zapowiadano przez megafon, że „pociąg osobowy z Szamotuł do Międzychodu stoi gotowy do odjazdu przy torze drugim na peronie drugim”.

Wtedy biegli spóźnialscy a kierownik pociągu patrzył, czy wszyscy są. Wskakiwał na schodki, kiwał do dyżurnego ruchu a  „lokomotywa szarpnęła wagony i ciągnie z mozołem i kręci się kręci koło za kołem  i biegu przyśpiesza i gna coraz prędzej…”.

Pamiętam jak gdyby to było wczoraj, drewniane siedzenia w wagonach bez przedziałów z napisami: „Nie pluć”, „Nie zanieczyszczać pojazdu”. I dym papierosowy, bo wagonów dla niepalących było mało.

Stacja w Szczepankowie

Pociąg pędził z prędkością 60 km/godz. przez szamotulskie łąki, przez pola do Szczepankowa, potem przez lasek szczepankowski, przez szosę z niestrzeżonym przejazdem do Ostroroga, gdzie konduktor znów krzyczał: stacja Ostroróg.

Z wagonów wysypywali się pasażerowie i biegiem prawie ruszali w ulicę Dworcową i Szamotulską. Niektórzy odbijali w Poznańską, chociaż w latach 60. osiedle „ku cmentarzowi” było nieduże.

Na rynku znów jedni zostawali i znikali w swoich domach, drudzy odbijali w Pniewską na Wielonek, inni we Wroniecką, potem do POM-u…

Tymczasem „jasiek” pędził do Dobrojewa, gdzie był tylko przystanek, do Binina, gdzie był dworzec, Nojewa, Kikowa. Wysiadali ludzie związani zawodowo lub edukacyjnie z Szamotułami. Tu się kończył powiat szamotulski.

Stacja w Bininie

W Nojewie pociąg zjeżdżał na boczny tor i przepuszczał pociąg, który zmierzał ku Szamotułom. W Ostrorogu był o godzinie 17.00. Wracały nim do domu panie zatrudnione w międzychodzkiej przetwórni. Albo też osoby, które pracowały w Sierakowie. Bo i takie się zdarzały.

W okolicach Nojewa

Zdjęcia zrobione 2 czerwca 2019 roku pod wiaduktem w Nojewie

Na ten pociąg zwykle śpieszyli ci, którzy mieli w Szamotułach coś do załatwienia. Mógł to być seans w kinie „Halszka”, zabawa szkolna, jakieś zebranie, odwiedziny u rodziny. Mogła też być przesiadka na pociąg do Poznania.

Ostatnia możliwość wyjazdu do Szamotuł była przed godziną 20.00. Z tego pociągu w lecie korzystali m.in. plażowicze, którzy rano przyjeżdżali nad jezioro Mormin na plażowanie. Czasem wracali o 17.00 z przystanku w Dobrojewie.

Odjeżdżali też studenci, uczniowie mieszkający w internatach czy na stancjach, osoby, które przyjeżdżały w gościnę i ostatnim pociągiem wracały do domu. W soboty i w niedzielę w poczekalni był ruch. Pełno było odprowadzających.

Były też osoby czekające na tych, którzy pociągiem mieli przyjechać. Czekający nie mieli samochodów, brali w ręce walizki gości i pomagali je donieść do domu.

Bilety sprzedawał zawiadowca stacji, który zwykle mieszkał w budynku dworca. Do Szamotuł czy Poznania były bilety drukowane, tekturkowe, do dalszych miejscowości musiały być bilety wypisywane.

Przed 22.00 z Szamotuł w kierunku Międzychodu wyjeżdżał ostatni pociąg. Zawsze czekał, kiedy pociąg od Poznania albo od Wronek czy Krzyża się opóźniał.

Po 22.00 „jasiek” był w Ostrorogu. Koło północy docierał do Międzychodu, żeby koło 4.00 rano znów wyruszyć na trasę do Szamotuł.

Pociąg nigdy nie zawiódł, oj przepraszam, raz nie jechał. W styczniu 1964 roku była taka zima, że nawet „jasiek” nie jechał.

Pamiętam to, bo byłam w klasie VIII liceum szamotulskiego (szkoła podstawowa kończyła się na klasie VII, w liceum była VIII, IX, X i XI) i nie doszłam nawet do rynku, a tory „jaśka” były zasypane śniegiem.

W drugą stronę czyli na Międzychód jeździło się rzadziej. Chociaż pamiętam wyjazdy do Nojewa, gdzie miałam zaprzyjaźnione dziewczyny z drużyny harcerskiej. Tam chyba był najładniejszy odcinek trasy pociągu, wąwóz i most.

Pamiętam też wyjazdy z rodzicami do znajomych w Bininie. Wychodziło się z pociągu przy samej szosie i szło się na „Huby”. A wieczorem powrót do Ostroroga pociągiem. Jadąc do Binina, mijało się dom na Wronieckiej i pole, atrakcja więc była podwójna.

Pociągiem przyjeżdżał do Ostroroga wujek Stasiu Rybakowski z Tarnowskich Gór. Był maszynistą, pracował na kolei i miał bezpłatne bilety, co nas zawsze jako dzieci intrygowało.

Z Poznania przyjeżdżały też siostry mojego dziadka Wincentego z rodzinami. Zawsze odprowadzaliśmy gości na dworzec. Potem, kiedy pociąg odjeżdżał, kiwało się ręką, dopóki nie zniknął.

Jeszcze w latach 80. były pełne wagony. Wiem, bo jeździłam z Pleszewa do Ostroroga pociągami. Mieliśmy swoje ulubione połączenia. Pamiętam, jak wysiadaliśmy z dziećmi z pociągu w Ostrorogu, prosto w objęcia babci czy dziadka albo cioci.

Kiedy pociąg z gwizdem wyjeżdżał ze szczepankowskiego lasku, serce biło mocniej. Za chwilę przejazd i znajomy budynek dworca, z którego się wyjeżdżało coraz dalej od Ostroroga a potem się wracało.

W latach 90., pasażerów ubywało, aż w końcu kolej stała się nieopłacalna. Tak przynajmniej piszą w Wikipedii. W roku 1995 odbył się ostatni kurs pasażerski, rok później przestał jeździć pociąg towarowy.

Pociągi zjechały na bocznice, zniknęły z rozkładów, zostały budynki. Na szczęście ten w Ostrorogu wygląda przyzwoicie. Są w nim mieszkania prywatne, ale napis OSTRORÓG pozostał i genius loci (duch miejsca) też.

Cieszę się, że ktoś kupił budynki dworców w Nojewie i Bininie. Na portalu społecznościowym podpatruję, jak postępują remontowe. Trzymam kciuki i kibicuję wszystkim przedsięwzięciom nowych właścicieli.

I jeszcze słowo o „Jaśku”, bo tak nazywali szamotulanie pociąg, który jechał do „Jaśkowa”. A na nas, czyli tych z Ostroroga mówili „ostrorogskie Jaśki”.

Może to miało związek z Janem Ostrorogiem (1436 – 1501), wojewodą poznańskim, doradcą królów Kazimierza Jagiellończyka i Jana Olbrachta, pisarzem politycznym z epoki wczesnego renesansu, urodzonym w Ostrorogu autorem „Memoriału o naprawie Rzeczpospolitej”, który krytykował daniny na rzecz papiestwa, głoszenie kazań w języku niemieckim, a jego podpis znajduje się na pokoju toruńskim.

Ostatnio w Ostrorogu przy obelisku Jana Ostroroga ustawiono drewnianą rzeźbę męża stanu. Kiedyś o tym ciekawym człowieku, który swoim nowoczesnym myśleniem wyprzedzał całą epokę, napiszę na blogu.

 

Zdjęcia w poście pochodzą z profilu Ostroróg na kartach historii

 

 

 

 

 

 

 

 

Skomentuj na Facebooku