Irena Kuczyńska
Region Pleszewski Z historii

Zaduma nad początkami „Gazety Pleszewskiej”

28 lat temu wyszedł pierwszy  numer „Gazety Pleszewskiej”. Przeglądam dzisiaj najstarsze numery gazety – wtedy miesięcznika. Z wielkim sentymentem wspominam ludzi, którzy ją tworzyli.

Było to późnym latem 1990 roku. Od czerwca rządziła miastem i gminą Rada Miejska wybrana w wolnych wyborach. Znaleźli się w niej liderzy Komitetu Obywatelskiego „Solidarność”, który w 1989 roku przeprowadził w mieście wybory do Sejmu kontraktowego, a rok później przygotował wybory do samorządów miasta i gmin.

Działalność Komitetu Obywatelskiego przejęły kolejne osoby z przewodniczącym Kryspinem Kuberką na czele. Miałam zaszczyt być jednym z zastępców Kryspina. I to mi powierzono misję utworzenia gazety w Pleszewie. Do dziś pamiętam słowa Kryspina: Irena, robimy gazetę.

No i zaczęliśmy robić. Ale może najpierw kilka słów o tym, jak wyglądał Pleszew w czasie, kiedy rodziła się „Gazeta Pleszewska”. W ratuszu urzędował burmistrz Piotr Hasiński. Na czele Rady Miejskiej stał Tomasz Kuberka. Powiatu nie było, ale był Urząd Rejonowy, którego kierownikiem był Edward Kubisz.

Pleszew miał swoich posłów. W Sejmie kontraktowym był Edward Horoszkiewicz oraz Czesław Skowroński i Józef Sałata z Macewa. Na czele rządu Rzeczpospolitej Polskiej stał premier Tadeusz Mazowiecki.

1 września 1990 roku, kiedy mieliśmy już wymyślony tytuł gazety, nawiązujący do przedwojennej „Gazety Pleszewskiej”, religię wyprowadzano z salek katechetycznych i wprowadzano do szkół.

W szkołach wszyscy obowiązkowo, od V klasy, uczyli się języka rosyjskiego. Pleszewskie ulice miały nazwy przystające do ustroju, któremu 4 czerwca 1989 roku Polacy powiedzieli „nie”.

Ulica Mikołaja Reja była ulicą Polskiej Partii Robotniczej, ulicy Mariana Bogusza patronowała Gwardia Ludowa, a ulicy Artura Szenica – generał Świerczewski. On też był patronem Zespołu Szkół Technicznych na Zielonej.

W 1990 roku w obiegu były miliony. Pierwsze numery „Gazety Pleszewskiej” kosztowały 600 złotych. Jesienią 1990 roku była jeszcze w mieście jednostka wojskowa i na pewno chodzili po Pleszewie podpici i wystrzyżeni, wystrojeni w chusty z pomponami, rezerwiści.

Na pewno, na pełnej parze, kursowała do Pleszewa ciuchcia. Mało było w mieście samochodów. Na ulicach widać było nieliczne duże fiaty, trabanty, wartburgi i maluchy z przydziału.

W budowie był kościół Matki Boskiej Częstochowskiej. Na Boże Narodzenie roku 1990 – odbywała się tu pierwsza Pasterka z foliami w oknach i żarówkami na drucikach. Pisaliśmy o tym w „Gazecie Pleszewskiej”.

W 1990 roku nie było w Pleszewie Sądu Rejonowego, nie było Urzędu Skarbowego i nikt nie rozliczał osobistych PIT-ów. Nie było pizzerii, kebabów, hot dogów, bankomatów, marketów.

Handel był „uspołeczniony”, ale wolny rynek już wkraczał do Pleszewa. Sprzedawano z bagażników, rozkładanych łóżek, z chodników. Największe takie targowisko było przy pawilonie – obecnie Polo.

Wyrastały pierwsze prywatne firmy: sklep MAXIM, stacja paliw BOGMAR, Biuro paszportów KINAS.  Pleszewianie towarzysko spotykali się w takich lokalach jak: kultowa Ratuszowa na rynku, Złoty Miecz na Poznańskiej (tam gdzie ADMAT), Wielkopolanka na Poznańskiej, Kolorowa, Klubowa, BAKS na Maliniu. Tylko ten lokal przetrwał wszystkie zawirowania.

W październiku 1990 roku pojawili się pierwsi bezrobotni, zwalniani grupowo. Leszek Bierła organizował Urząd Pracy. Wciąż jeszcze granice Polski były zamknięte. A mieliśmy tylko trzech sąsiadów: od wschodu Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich, od południa Czechosłowację i od Zachodu Niemiecką Republikę Demokratyczną. Mur berliński obalono dopiero 3 października.

W takiej sytuacji społeczno – politycznej rozpoczęliśmy wydawanie gazety, oczywiście na początku był to miesięcznik, czarno – biały, robiony we współpracy ze Spółdzielnią Zryw.

Spotykaliśmy się w Domu Kultury w pomieszczeniu na samym dole. Tam przy dużym stole, w toku dyskusji, rodził się pierwszy numer.  Każdy pisał swój tekst, który przepisywany był w Zrywie na robotronie, potem wycinany, naklejany na makiety – czyli wielkie płyty ze sklejki i potem to wszystko było fotografowane i drukowane w Zrywie.

Potem przenieśliśmy swoje spotkania do siedziby MKK NSZZ „Solidarność”  w budynku przy ul. Poznańskiej 35 na parterze. Zgodził się na to przewodniczący  Tadeusz Włodarczyk a zatrudniona tam Krystyna Tuczyńska, weszła też w skład zespołu redakcyjnego. „Gazeta Pleszewska” nie miała pieniędzy. Pierwsze numery wydaliśmy za pieniądze sponsorów.

Leszek Bierła, Kryspin Kuberka, Irena Kuczyńska, Jerzy Jabczyński, Krystyna Tuczyńska, Edward Karnicki, Barbara Paluszczak, Roman Wróblewski, przy nim mało widoczny Waldemar Nawrocki, Marian Wolniak, Stanisław Antczak

Gazetę Pleszewską robili pasjonaci, ludzie różnych zawodów. Każdy z nich ma swoje miejsce w moim sercu i jest dla mnie bardzo ważny.  Nazwiska pionierów zamieściliśmy w stopce redakcyjnej drugiego numeru miesięcznika.

W pierwszym numerze artykuł swój pełnym imieniem i nazwiskiem podpisał Stanisław Małyszko, reszta jest ukryta pod pseudonimami.

Oto i stopka. Zespół redakcyjny : Irena Kuczyńska, Maria Mikołajczak, Hanna Rzeszutek, Marek Biernat, Kryspin Kuberka, Waldemar Nawrocki. Stali współpracownicy: Stanisław Antczak, Leszek Bierła, Jerzy Jabczyński, Jerzy Kaczmarek, Edward Karnicki, Tomasz Kuberka, Mieczysław Łapa, Stanisław Małyszko, Wiesław Mielczarek, Walenty Nowaczyk, Barbara Paluszczak, Roman Wróblewski, Marian Wolniak.

Za sprawy techniczne odpowiadali dwaj przyjaciele: Waldek Nawrocki i Romek Wróblewski. To dzięki nim czarno – biała gazeta była urozmaicona, miała różne wielkości i kształty literek, miała ciekawy układ.

Mieczysław Łapa przynosił artykuły o Dobrzycy, domeną Stasia Antczaka była kultura, trochę historia, bieżące informacje społeczne. Tomasz Kuberka lubił wsadzać przysłowiowy kij w mrowisko, dzięki czemu gazeta nie była grzeczna i nudna.

Leszek Bierła uwielbiał komentarze polityczne, Edward Karnicki radził i podpowiadał działkowiczom. Stanisław Małyszko dostarczał artykuły o ciekawych miejscach i zabytkach ziemi pleszewskiej. Potem o historii pisał też prof. Marian Wolniak.

Jerzy Kaczmarek redagował kronikę policyjną, którą potem przejął na wiele lat Leopold Lis. Artykuły społeczne pisały Marysia Mikołajczak  i Hania Rzeszutek. Jerzy Jabczyński dbał o poprawność polityczną gazety, jako przedstawiciel dużej firmy podrzucał tematy gospodarcze.

O finanse dbała Barbara Paluszczak, ale nie tylko. Basia także pisała, przede wszystkim o ludziach, przeprowadzała wywiady. Tego, żeby gazeta docierała do czytelników, pilnował Kryspin Kuberka. W Zrywie naszym człowiekiem był Marek Biernat. To dzięki niemu wszystko na czas było wydrukowane.

Pomieszczenia w Domu Kultury użyczał nam nieodpłatnie dyrektor  Wiesław Mielczarek, który przychodził na spotkania i jego głos też bardzo się liczył.

Od pierwszych numerów „Gazety Pleszewskiej” współpracował z nami Stanisław Janiak – matematyk z pleszewskiego liceum. To on układał ALGEBRAFY i wymyślał łamigłówki Jakie to słowo?

Pani Krysia Tuczyńska prowadziła rubrykę Z kulinarnej teki pani Zofii, w której podpowiadała pleszewiankom, co i jak ugotować z dostępnych na rynku produktów. Potem z nami zaczęła współpracować Marta Stecka – jej córka.

„Gazeta Pleszewska” pokazywała pracę nowych samorządów, zadawała pytania osobom na stanowisku, tłumaczyła zmiany zachodzące w społeczeństwie, opisywała wydarzenia.

I wciąż się rozwijała, zdobywała nagrody w konkursach prasy lokalnej organizowanych przez Fundację im. St. Batorego. Przez cztery lata była wydawana przez Komitet Obywatelski Solidarność.

Na zjeździe prasy lokalnej – stoisko  „Gazety Pleszewskiej” gdzie dostaliśmy nagrodę, którą mi wręczył prof. Piotr Buczkowski. Obok Krystyna Sorbian – Góral – szefowa Stowarzyszenia Prasy Lokalnej

W 1991 roku już mieliśmy komputer (z nagrody) i  skończyła się manufaktura, ale wciąż gazetę drukowaliśmy w Zrywie. Wtedy dołączył do zespołu Marcin Szpunt. Na rocznicę GP artysta z Gołuchowa Józef Witkowski uwiecznił nas na karykaturze.

Zespół redakcyjny spotykał się także nieoficjalnie np. na ogniskach w ogrodzie przy weterynarii – teraz są to ogrody starostwa, czy w restauracjach.

Marian Wolniak, Barbara Paluszczak, Edward Karnicki, Jerzy Jabczyński, Waldemar Nawrocki, Tomasz Kuberka, Walenty Nowaczyk, Irena Kuczyńska i Edward Kubisz, który też współpracował z gazetą.

I to Edward Kubisz  narysował na wydartej z zeszytu w kratkę kartce papieru pierwsze makiety pierwszego numeru.

Od lewej Leszek Bierła, przy stole: Marek Biernat, Tomasz Kuberka, Jerzy Jabczyński, Edward Karnicki, Stanisław Antczak

Zmiana prawa spowodowała utworzenie spółki, a pojawienie się konkurencji wymusiło przekształcenie miesięcznika w tygodnik.

Mimo wielu zmian, ‚Gazeta Pleszewska” od 27 lat  istnieje na rynku wydawniczym. Zmieniali się ludzie, którzy w niej pracowali, zmieniały się siedziby redakcji, ale gazeta wciąż jest.

A my, stare wiarusy z sentymentem wspominamy czas, w którym tworzyliśmy coś, co przetrwało i co pozostanie, tak jak nasze nazwiska w stopkach oraz pod artykułami.

 

 

 

 

 

 

 

Skomentuj na Facebooku