Irena Kuczyńska
Pleszewianie Z historii

Mieszkała w pałacach, chociaż nie jest hrabianką

Mieszkała w trzech pałacach, chociaż hrabianką nie była – Danuta Antczak – Burak  podzieliła się ze mną wspomnieniami z dzieciństwa i wczesnej młodości, kiedy to z rodzicami i z siostrami przenosiła się z pałacu do pałacu.

Pomysł na artykuł zrodził się podczas historycznego spaceru po Pleszewie z dyrektorem Muzeum Regionalnego Adamem Staszakiem. Rozpoczynał się on przy pałacu na Maliniu, gdzie aktualnie znajduje się siedziba Sądu Rejonowego w Pleszewie.

To wtedy Danuta Antczak – Burak zdradziła, że w tym pałacu z rodzicami i siostrami mieszkała. W spacerze uczestniczyła też Dorota Kilińska – dawna lokatorka pałacu. Obie panie zapozowały do zdjęcia przed wejściem do budynku, tam gdzie kiedyś  było wyjście do ogrodu.

Ale historia pałacu  zbudowanego  w latach 50. XIX wieku przez Benjamina Jouanne’a – protoplasty zniemczałej rodziny francuskich hugenotów, która na 100 lat zakotwiczyła na Maliniu – pod Pleszewem i w okolicznych wioskach, będzie opisana w innym artykule.

Pałac na Maliniu w połowie XIX wieku foto ze zbiorów Stanisława Małyszki

Dzisiaj przenosimy się w lata 40., 50., 60. i 70. XX wieku, kiedy w dworach i pałacach nie było już śladu po ich prawowitych właścicielach. Jouanne’owie opuścili Pleszew i Polskę w styczniu 1945 roku po przegranej wojnie.

Jeśli chodzi o dwa drugie pałace, w których zamieszkiwała moja rozmówczyni, to zarówno potomkowie Artura hr. Szenica z Korzkiew jak i rodzina ordynata Jana Taczanowskiego z Taczanowa, musieli po 1945 roku opuścić swoje domy i majątki.

Zespół Pałacowo - Parkowy w Taczanowie w połowie XIX wieku - Fotopolska

Dwory i pałace zagospodarowano. W przypadku Korzkiew, gdzie w 1911 roku pałac w stylu polskim zbudował dla swojej rodziny Artur Szenic, który w 1918 roku został pierwszym starostą powiatu pleszewskiego, przejmując funkcję po niemieckim landracie.

W 1945 roku w pałacu utworzono przedszkole, pozostałe pomieszczenia  zasiedlono pracownikami majątku w Korzkwach. Tak  było w przypadku rodziców Danuty Antczak. Obaj pochodzili z Korzkiew. Mieszkanie otrzymali na poddaszu w szczycie. To tu, po swoich narodzinach w pleszewskim szpitalu, zjechała mała Danusia.

Kiedy trochę podrosła, w wykrochmalonym fartuszku i warkoczykach z kokardkami, schodziła z poddasza na parter do przedszkola.

Przed pałacem był jeszcze klomb i pięknie przycięte drzewa, które „tworzyły tunel”. Taki obraz domu pozostał w pamięci małej dziewczynki.

Danuta z Mamą i siostrami w Korzkwach

Prawdopodobnie bawiła się w parku ze starszą siostrą Basią, urodzoną w 1948 roku. Najmłodsza Grażyna, urodzona w 1955, już pewnie nie zdążyła z nimi po parku za wiele biegać, bo w zimie roku 1956 Antczakowie z Korzkiew się wyprowadzili.

Krótko mieszkali w Sowinie a potem przeprowadzka do kolejnego pałacu – tym razem w Taczanowie. Początki pałacu sięgają XVIII wieku, ale aktualny kształt nadał mu w latach 40. XIX wieku Alfons Taczanowski. Stanisław Małyszko podkreśla, że nazwisko tego właściciela dóbr taczanowskich zostało zapisane złotymi zgłoskami w historii nie tylko powiatu pleszewskiego, ale całej Wielkopolski.

Rezydencję nieco rozbudowano w roku 1922 na ślub ordynata Jana Taczanowskiego. I tak mógł wyglądać w latach 50., kiedy sprowadziła się tu rodzina Antczaków z trzema córeczkami.

Zamieszkali  nie w pałacu, tylko w neogotyckiej ” galerii z tym wielkim gankiem”.  W pałacu głównym mieszkał kierownik Państwowego Gospodarstwa Rolnego z rodziną, była też sala posiedzeń i biura oraz klubo – kawiarnia, gdzie  była zatrudniona mama Danuty.   W galerii oprócz Antczaków, mieszkała jeszcze jakaś inna rodzina.

 Przed pałacem w Taczanowie

W latach 60., tam gdzie teraz jest blok mieszkalny, stał czworak  a obok niego zabudowania gospodarcze mieszkańców rezydencji.  Mieli tam swoje działeczki w chlewikach hodowali świnki, kurki.

Od drogi w zabudowaniach podworskich była remiza strażacka  a przed pałacem były resztki fontanny i ładny klomb. Kaplica Taczanowskich była udostępniona kościołowi dopiero później.

Ale Danuta pamięta, że w maju Stanisław Szóstak otwierał kaplicę i odprawiano nabożeństwa majowe. Wspomnienie o strażniku grobów Rodziny Taczanowskich w tym linku: http://wielkopolskie.naszemiasto.pl/artykul/taczanow-zmarl-stanislaw-szostak-ktory-strzegl-grobow,2464905,artgal,t,id,tm.html

W latach 60. i 70. w Taczanowie jeszcze mieszkali ludzie, którzy pracowali przed wojną u Taczanowskich. Jednym z  nich był wspomniany wyżej Stanisław Szóstak, którego poznałam na początku lat 2000. osobiście i usłyszałam od niego niejedną ciekawą historię.

Danuta pamięta pana Stanisława, pana Hańczę, który u Taczanowskich był piekarzem, pana Kaniewskiego, który opiekował się końmi w stajni i umiał robić zastrzyki koniom … i dzieciom też robił, kiedy  były chore.

Wszyscy ci ludzie opowiadali  o hrabiach, których dobrze wspominali. W latach 60. jeszcze w Taczanowie nie było prądu.  Ludzie zbierali się przy naftowych lampach na darciu pierza i opowiadali. A dzieci słuchały…

Danka pamięta, że w mieszkaniu jej rodziców na sufitach  były stiuki, a na piecu była płaskorzeźba anioła. Podobne elementy były też w innych mieszkaniach, na przykład kafle na piecach były bardzo ozdobne.

Życie toczyło się w cieniu pałacu, który  był oddalony od szkoły w Lubomierzu (teraz tam jest nowa szkoła) kilka kilometrów.  Do klas 1 -4 dzieci chodziły ścieżką przy szosie. Wzdłuż drogi stały domy pokryte strzechą. Do starszych klas chodziło się z pałacu pieszo do szkoły za torem.

Danka wspomina, że w Taczanowie przeżyła włączenie prądu. Z Taczanowa dojeżdżała też do szkoły średniej w Pleszewie. Z pałacu szło się 2,5 km na dworzec kolejowy, jechało się do Kowalewa, gdzie była przesiadka na ciuchcię. Po lekcjach ta sama trasa tylko w odwrotnym kierunku.

Jeszcze po maturze mieszkała w Taczanowie. Dojeżdżała stąd motorkiem do pracy w jednostce wojskowej. Tymczasem kombinat PGR Taczanów się rozrastał, potrzebne  były pomieszczenia, w których mieszkali ludzie. A ojciec Danki nie  był związany z PGR-em.

Zaproponowano więc rodzinie mieszkanie w kolejnym pałacu. Miał to być Chorzew, ale jakoś się udało zmienić przydział na Pleszew a dokładnie na pałac na Maliniu.

Przeprowadzka nastąpiła w 1973 roku czyli dokładnie 45 lat temu. Ale moja rozmówczyni dobrze pamięta pałac i jego otoczenie.

Była ulica  Malinie ze starymi czworakami, która prowadziła do podwórza. Do pałacu prowadziła od Placu Wolności ulica Malińska, która tam gdzie teraz jest restauracja GASTRO, odbijała po skosie pod pałac, do którego wiódł szpaler drzew i doprowadzał do wejścia do pałacu – tłumaczy moja rozmówczyni.

Wejście główne  było od strony parku, gdzie był jeszcze w latach 70. duży klomb i róże dookoła. Parku w zasadzie już nie było. Za ogrodzeniem była już siedziba Ligi Obrony Kraju.

W latach 70. pałac był niższy o jedną kondygnację. W całym budynku były mieszkania.  Antczakowie mieszkali na I piętrze. Pokój mieli na jednym końcu korytarza, kuchnię na drugim. Wspólna ubikacja była na drugim piętrze. Później zrobiono też toaletę na parterze.

Danka pamięta, że w pałacu na Maliniu były wielkie drzwi, wielkie okna i piece z ozdobnymi gzymsami.  No i było dużo powietrza. Kiedy potem wyprowadziła się do bloku, nie mogła przestawić się na niskie pomieszczenia. Dusiła się po prostu.

Z mieszkania w pałacu wspomina życie towarzyskie, jakie toczyło się przy wielkim klombie. Schodzili się tam mieszkańcy domu, dziewczyny się opalały, dzieciaki biegały. Trochę dalej od pałacu znajdowały się szopki na opał, chlewiki, gdzie rosły kury, świnki, ogródki warzywne.


Przed pałacem - w tle widoczne zabudowania gospodarcze foto Danuta Antczak - Burak
W tle widoczne domki zbudowane na przełomie lat 60. i 70. XX wieku

Siostrzeńcy Danuty Antczak - Burak w pałacu u dziadków

Lokatorzy pałacu wszystko o sobie wiedzieli. Schody skrzypiały, drzwi skrzypiały, ale konfliktów nie było. Kiedy był czas kiszenia kapusty, szatkownica była przekazywana z rąk do rąk. Wiadomo było co kto robi, co gotuje, kiedy wychodzi i kiedy wraca.

Po zakupy chodziło się do sklepiku, który był na końcu Malińskiej. Wkoło były pola. Dopiero w latach 80. pojawiły się pierwsze bloki na ul. Duboise’a (Mieszka I). Zmieniono bieg ulicy Malińskiej, którą wytyczono tuż przed pałacem na dawnym pałacowym ogrodzie.

Z balkonu był już tylko widok na bliźniacze domki pracowników RKS Nowy Świat, który przejął dawny majątek Jouanne’ów.

Od 15 roku życia oku życia  w pałacu mieszkała Dorota Sobierajczyk – Kilińska.Takie ma wspomnienia:

Do pałacu wprowadziłam się z rodzicami 15 lat mając. Mieszkałam na ostatnim piętrze, po lewej stronie w mieszkaniu szczytowym od strony ul Malinskiej,  były to okna od strony prawej. Wejście do pałacu było udostępnione od strony parku oraz z boku. Na ostatnim piętrze tego pałacu mieszkało 5 rodzin. Ja oraz moi rodzice Stefania i Kazimierz Sobierajczykowie, państwo Napierałowie, Nowiccy Klusakowie, Oleksy. W pałacu na tymże piętrze był duży hol zabudowany skrytkami. Mieściła się tam. wędzarnia z pięknymi metalowymi drzwiami, szczytowe pokoje były bardzo wysokie, podłogi były z desek, ogrzewanie piecowe ze starymi pięknymi kaflami. Od strony wejścia znajdował się piękny park ze starymi drzewami, tam bawiły się nasze dzieci i my tam odpoczywaliśmy. Znajdował się też klomb i studnia, którą pan Nowicki podłączył do pałacu abyśmy mogli korzystać z niej latem gdy bywały problemy z ciśnieniem wody. Mimo, że nie było specjalnych wygód, mieszkało się świetnie.. To miejsce miało niespotykany klimat i urok. Na zdjęciu pałac z wejściem od strony parku. Na drugim mój ojciec Kazimierz Sobierajczyk z moim synem Maciejem Kilińskim oraz bawiące się dzieci lokatorów pałacu.  Kazimierz Sobierajczyk - ojciec Doroty Kilińskiej z wnukiem Maciejem Kilińskim przed pałacem

Pałac zaczęli opuszczać lokatorzy. Otrzymywali mieszkania w blokach, niektórzy budowali swoje domy. Jako ostatnia wyprowadziła się z pałacu mama Danuty – pani Antczakowa. Dostałą mieszkanie w bloku przy ul. Poznańskiej.

Pałac zaczęto przygotowywać na siedzibę Sądu Rejonowego. Trzeba było dobudować kolejną kondygnację. Siedzibę sądu zwiedzałam podczas dnia otwartego. Pracę sądu, w tym ciekawostki, jakie się znajdują w Wydziale Ksiąg Wieczystych,  opiszę  w najbliższym czasie.

Tymczasem wracam do mojej rozmówczyni, która 30 lat przeżyła w pałacowych komnatach. Mówi, że wciąż ma sentyment do tych miejsc. I wszystko pamięta. Kiedy w czasie rajdu „Odjazdowy bibliotekarz” mijaliśmy pałac w Taczanowie, krzyczała z roweru, wskazując palcem: w tej galerii mieszkałam,  tam stał czworak, a tędy chodziłam pieszo do szkoły.

Dzisiaj pałacyk pierwszego pleszewskiego starosty Artura Szenica w Korzkwach jest własnością prywatną. Przez czas jakiś w latach 70. była tu restauracja.Korzkwy
W pałacu Jouanne'ów  na Maliniu jest siedziba Sądu Rejonowego 
.
Jeśli chodzi o Taczanów, to pałac i część parku odzyskali spadkobiercy rodziny Taczanowskich i sprzedali prywatnej osobie z Kalisza. http://irenakuczynska.pl/palac-sprzedany/

 

 

 

Skomentuj na Facebooku