Irena Kuczyńska
Pleszewianie Region Pleszewski

Pożegnaliśmy śp. Marię Mikołajczak

Czy wiesz, że klikając w reklamy wspierasz funkcjonowanie mojego bloga?

W niedzielę 15 grudnia 2019 roku odeszła Maria Mikołajczak – emerytowana nauczycielka pleszewskiej Dwójki, pedagog, społecznik, poetka. 18 grudnia w ostatniej drodze towarzyszyli Jej krewni, znajomi, przyjaciele, sąsiedzi.

Kiedy 4 października 2019 uczestniczyliśmy w wieczorze literackim w Bibliotece Publicznej Miasta i Gminy Pleszew, podczas którego odbywała się promocja zbiorku wierszy Marii Mikołajczak  pt. „Tkam”, nikt nie przypuszczał, że dwa miesiące później spotkamy się na Jej pogrzebie.

Nie potrafię jeszcze dzisiaj napisać większego tekstu o mojej przyjaciółce.  Ale wrócę do tematu po spotkaniu, na którym będziemy w większym gronie wspominać Marysię.  Dzisiaj odsyłam do posta o promocji tomiku wierszy: Mario, tkaj dalej te swoje wiersze

Tymczasem wracam do dzisiejszej smutnej uroczystości. Mszę św. pogrzebową w kościele Najświętszego Zbawiciela koncelebrowali dwaj proboszczowie – aktualny – ks. Henryk Lemke i były – ks. kanonik Krzysztof Grobelny.

A oto słowa, którymi pożegnałam po mszy św.  śp. Marię Mikołajczak. Zamieszczam je na blogu na prośbę uczestników żałobnej uroczystości oraz tych, którzy nie mogli być na pogrzebie ale duchem byli razem z nami przy Jej trumnie.

… W niedzielę 15 grudnia 2019 roku Maria Mikołajczak przestała tkać swoje człowieczeństwo na kanwie podarowanej od Boga w dniu swoich urodzin 11 lutego 1954 roku.  Wyprostowały się supełki, wyrównała się nić.

Dzisiaj żegnamy Marię, która całe swoje życie związała z Pleszewem. Tu się urodziła jako najmłodsze dziecko Zofii i Leona Mikołajczaków. Mieszkała  przy ulicy Słowackiego, skąd blisko było i do pleszewskiej Dwójki na Ogrodową i potem do liceum przy ulicy Poznańskiej.

A potem studia w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Zielonej Górze i powrót do rodzinnego miasta i do Dwójki  jako nauczycielka języka polskiego. W latach 80., kiedy przy pleszewskim szpitalu powstała szkoła podstawowa, Maria zaczęła w niej pracować. Przez czas jakiś była nawet dyrektorką szkoły. Ostatnie lata przed emeryturą spędziła znów w Dwójce, była pedagogiem szkolnym.

Ale  nie tylko praca zawodowa wypełniała życie Marysi, bo tak ją nazywaliśmy.  W 1980 roku Zapisała się do nauczycielskiej „Solidarności”, a kiedy po ogłoszeniu stanu wojennego działalność związku zawieszono, zaangażowała się w działalność Duszpasterstwa Nauczycieli, które skupiało środowisko pleszewskiej inteligencji, nie tylko nauczycieli. Uczestniczyła w wykładach, wycieczkach, spotkaniach, pielgrzymkach i rekolekcjach dla nauczycieli na Jasnej Górze, będąc duszą towarzystwa.

Nie mogło zabraknąć Marii w 1989 roku, kiedy po Okrągłym Stole tworzył się w Pleszewie Komitet Obywatelski „Solidarność”, który przeprowadzał kampanię przed  wyborami 4 czerwca 1989 roku a potem też wybory. W 1990  roku Maria Mikołajczak była w zespole redakcyjnym pierwszych numerów „Gazety Pleszewskiej”.

Kiedy dwa lata później w marcu 1992 roku została erygowana Diecezja Kaliska i zaczęły powstawać parafialne grupy Akcji Katolickiej Marysia zaczęła realizować bardzo ambitny pomysł – utworzenie biblioteki przy parafii Najświętszego Zbawiciela. I udało się ją utworzyć od przysłowiowego zera.  Katolicka biblioteka funkcjonuje i służy pleszewianom.

Marysia miała przedziwny dar skupiania wokół siebie ludzi.  Jej notes był pełen adresów i numerów telefonów koleżanek z liceum, ze studiów, z pracy, znajomych poznanych na pielgrzymkach, wycieczkach, w sąsiedztwie. Dzwoniła, pisała listy, wysyłała kartki na imieniny czy na święta. Robiła je sama, każdego roku inne. Bo Maria umiała pielęgnować przyjaźnie.

Nie założyła własnej rodziny, ale wchodziła w relacje z rodzinami swoich znajomych i przyjaciół.  Dla naszych dzieci  była po prostu „kochaną panią Marysią”.  Rozdzielała uśmiech, miłość i dobre uczynki na prawo i na lewo. Nikogo nie oceniała, o nikim nie mówiła źle. Celnym dowcipem rozładować umiała każdą sytuację. Na Jej widok człowiek się uśmiechał.  Kochająca i oddana rodzicom  córka, dobra siostra, serdeczna przyjaciółka, mądra i czuła ale wymagająca matka chrzestna dla Macieja.

Miała Marysia jeszcze jedną wielką miłość – do gór, zaś do Tatr w szczególności. Kiedy raz się przyrodą tatrzańską zachwyciła, wracała w ukochane Tatry każdego lata. Wędrowała po tatrzańskich ścieżkach z wieloma osobami, poświęciła im wiersze napisane w 2015 roku, kiedy już wiedziała, że w Tatry nie pojedzie a „tęsknota jak tętniak pulsowała w jej duszy”.

Bo wiersze pisała Maria od czasów licealnych. W tym roku udało się je zebrać i wydać. Zbiorek zatytułowała jednym słowem  „Tkam”. Od niego rozpoczęłam opowiadanie o życiu mojej przyjaciółki.  Jest w wierszach  miłość do Boga, któremu bezgranicznie zaufała, miłość do ludzi i miłość do tatrzańskiej przyrody.

Wierzę, że tam po drugiej stronie tęczy, dobry Bóg przyjął utkaną przez Marysię  kanwę życia. A ona, prowadzona przez Anioła Stróża, który zawsze Jej towarzyszył na ziemi, wędruje po niebiańskich  szlakach, wolna od wszelakiego bólu.

Kończę wierszem Marii

Foto z pogrzebu A. Małyszko

 

 

 

Skomentuj na Facebooku