Irena Kuczyńska
Region Pleszewski Z historii

Tam gdzie stoją bloki na Reja, pół wieku temu były pola z kapustą

45 lat temu spółdzielnia mieszkaniowa oddała pierwszy blok przy ulicy Reja – wówczas Polskiej Partii Robotniczej. 30 szczęśliwców w marcu 1973 roku otrzymało klucze do swoich mieszkań w bloku nr 7

Reja 7 – najstarszy blok na ulicy

Wśród nich była Danuta Andrzejewska, która do dziś mieszka w dawnym M-3 na trzecim piętrze. Jako rodowita pleszewianka, pani Danuta doskonale pamięta czasy, kiedy nikomu się jeszcze o nowej ulicy nie śniło. A tu gdzie stoją bloki, ciągnęły się ogrody właścicieli domów przy ul. Poznańskiej, Liwerskich, Sękowskich. Pomiędzy kamienicą dr Sągina (Poznańska 35) a domem Sobczyńskich, było przejście do posiadłości państwa Radomskich. Nie było też ulicy Bogusza. Stał tam dom, który wyburzono w latach 60. , kiedy wytyczano nową ulicę łączącą Poznańską i Słowackiego. Do Spomaszu, jak mówi pani Danuta, chodziło się Łąkową i dalej przez park albo przez Kochanowskiego.  Park oraz targowisko, które przy nim się znajdowało, przylegało do pola państwa Radomskich.http://irenakuczynska.pl/pleszewski-park-kryje-tajemnic-warto-je-poznac-naprawde/

Danuta Andrzejewska – mieszkanka najstarszego bloku na Reja

Kiedy zrodził się pomysł budowy nowego osiedla, wykupiono (po symbolicznych cenach – tak podejrzewa pani Danuta) grunty, na których docelowo stanęło 10 bloków (wliczając ,,setki” przy Modrzewskiego i Kochanowskiego). Wytyczono ulicę PPR-u i zaczęto stawiać bloki. Pierwsza była „7”, potem „5”, na końcu „3”.  W każdym z nich było 30 mieszkań, niektóre z ciemnymi kuchniami. Ale pleszewianie się cieszyli. Własne „M” było marzeniem. Nie było drogi, nie było chodnika, podobnie  jak w filmie „Alternatywy 4”.

Jako pierwsza pod „7” wprowadziła się pani Sobczyńska z mamą. Było to w Wielkim Tygodniu w roku 1973. Nawet prądu jeszcze nie było, a one już Wielkanoc w nowym mieszkaniu spędziły. Andrzejewscy wprowadzili się po Wielkanocy. Najpierw trzeba było wynieść z mieszkania gruz, którzy zostawili budowlańcy.  A potem, grzęznąc w wiosennym błocie, w kaloszach, znajomi zaczęli wnosić na 3 piętro  swarzędzkie meble  rodziny Andrzejewskich. Było ich tyle, że wystarczyły na 3 niewielkie pokoje. Niektóre stoją w mieszkaniu do dziś.

blok nr 3

Byliśmy szczęśliwi, że mamy swoje mieszkanie.  Nie przeszkadzał fakt, że trzeba było z domu wychodzić w kaloszach i dopiero na rogu ul. Poznańskiej zakładać buty, żeby w sklepie jakoś wyglądać – wspomina pani Danuta.  Potem  budowlańcy ułożyli płyty i się skakało po nich, żeby butów nie ubrudzić.  Moja rozmówczyni mówi, że dobrze się mieszka w bloku nr „7”. W ciągu tych 44 lat zmarło 45 osób. Wszystkie nazwiska  pani Danuta ma odnotowane w starym pożółkłym zeszycie. U najdłużej mieszkających  już czwarte pokolenie się rodzi. Ale dawno nie było dzieci pierwszokomunijnych. W tym roku za to są trzy komunie. Pani Danuta dla całej trójki „ Julki Kołaskiej, Patryka Balcera i Moniki Mikołajczak ma pamiątki i upominki. Uważa, że to jest ważne w stosunkach międzyludzkich.

W bloku pod „5” mieszkała pani Aleksandra Nafalska. Przeniosła się z tam z prywatnej kamienicy przy ul. Słowackiego. Była moją przyjaciółką. Uczyła w liceum języka rosyjskiego, a ja zajęłam jej miejsce. Była wspaniałym człowiekiem, mądra, wykształcona, była dla mnie bardzo ważna. W jej mieszkaniu spędzaliśmy wiele czasu. Zostały mi po niej fotele. Kiedy na nich siadam, wspominam czas spędzony w mieszkaniu na II piętrze w bloku przy Reja 5. Pamiętam, że pomogliśmy pani Nafalskiej w przeprowadzce i w urządzaniu mieszkania. Ale tej niezwykłej przyjaźni z Osobą 40 lat starszą, poświęciłam oddzielny post. http://irenakuczynska.pl/wspomnienie-o-nauczycielce-pleszewskiego-liceum-sp-aleksandrze-nafalskiej/

 Na Boże Narodzenie 1973 roku stanął blok nr 3. – Szło piorunem,  budowa przypominała stawianie domków z klocków Lego – wspomina  pani Danuta. Na drugiej stronie ulicy wciąż jeszcze stała nieruchomość państwa Radomskich z oranżeriami i uprawami. Ja pamiętam pola z kapustą, które należały do znanego mi osobiście  pana Ludwika Radomskiego. Na polu były też oranżerie. W roku 1972/73 bywałam w tym domu ukrytym w starym ogrodzie wśród drzew. Na piętrze wynajmowała pokój Sława Świercz  – nauczycielka matematyki w pleszewskim liceum. Często ją tam odwiedzaliśmy. Byliśmy wszyscy młodzi i rozrywkowi.

W 1974 roku zbrojono teren pod kolejne bloki. Zwożono wielką płytę. Jako pierwsza stanęła „10”, potem kolejno „8”, „6”.  Równocześnie rozbierano stary dom Radomskich. Teraz tylko rachityczny i chory kasztan przypomina, że był ogród. Budowano Dom Kultury na ul. Gwardii Ludowej (bo tak się do 1990 roku nazywała ul. Bogusza). Mój blok nr 4 stanął  tam, gdzie był ogród Radomskich.

Pan Ludwik, dla przyjaciół „Lulu” przeniósł się z siostrą do nowego domu przy ul. Zachodniej. Ale wracał w okolice swojej ojcowizny. Spotykałam go tu często, jak spacerował m.in. z Teodorem Krawczykiem, który przez park i Reja biegł z Zamkowej do Technikum na Zielonej, gdzie uczył przedmiotów zawodowych.

Rok 1976 –

Lata 70. ulica PPR-u

Nasza „4” była gotowa w październiku 1975 roku. Klucze odebraliśmy w Dzień Nauczyciela – 14 października.  Sąsiedzi – państwo Lewerowie wprowadzili się prawie natychmiast, jeszcze przed podłączeniem prądu. My też szybko, bo byłam w zaawansowanej ciąży. Oktawia się urodziła w Sylwestra tego roku. Na 3 piętrze zamieszkali Rorotowie. Potem, kiedy już się zaprzyjaźniliśmy, Andrzej opowiadał mrożącą krew w żyłach historię. Zaraz po odebraniu kluczy poszedł obejrzeć mieszkanie. Wszedł do toalety i wypróbować chciał zamek. Ten się zaciął. W bloku nie było nikogo, nie było telefonów komórkowych, nikt nie wiedział, że on tam jest. Zdesperowany wytłukł szybkę  w okien ku w drzwiach i wysunął się (!) przez nią na korytarz.

Bloki jeszcze bez zieleni

Kolejny blok nr 2, oddano w grudniu przed Bożym Narodzeniem. Wielka płyta to nieszczelne okna, blaszane kaloryfery na ścianie (nie pod oknem), które często pękały  co powodowało wyłączanie ogrzewania, zalewanie sąsiadów, punkty świetlne nad drzwiami zamiast w suficie. Ale wszyscy byli szczęśliwi, bo za mieszkaniem czekało się w kolejce. W „2” dostała mieszkanie 90 – letnia teściowa Danuty Andrzejewskiej.  Żałowała, że 30 lat temu nie dostała tego mieszkania z ciepłą wodą i ogrzewaniem – mówi pani Danuta. Po dwóch latach staruszka zmarła.

„Górka” pomiędzy setką a rzędem bloków przy Reja

Potem przyszła kolej na „setkę” przy ul. ZMS czyli Związku Młodzieży Socjalistycznej.  Kropką nad „i” była „setka” przy ul. Kochanowskiego. Ale żeby ją zbudować, trzeba było wyburzyć kilka domków. Pamiętam niektóre, stały w ogrodach. Potem ich lokatorzy otrzymali mieszkania w blokach. Pomiędzy blokami pozakładano trawniki, place zabaw. Ludzie zaczęli robić ogródki pod oknami. Pod balkonami bawiły się dzieci, a tam gdzie potem zbudowali żłobek  rosły grusze a starsi  chłopcy grali w piłkę.

W końcówce lat 70. przy Gwardii Ludowej zbudowano żłobek. Teraz w tym budynku jest Urząd Skarbowy, 40 lat temu było to fajne miejsce, gdzie rano zaprowadzało się dziecko, a po południu wyspane i nakarmione odbierano. Kiedyś pamiętam, że mój synek z piaskownicy przy żłobku zobaczył, że wracam do domu. Wyszedł sobie i niezauważony przez nikogo, przyszedł sam do domu. Mieszkanie było na parterze. Ulica PPR-u była wtedy jeszcze bezpieczna, bo autobusy nie jeździły tędy, a aut było mało.

Blok nr 3 i żłobek – końcówka lat 70. XX w

Na końcu pojawił się pawilon, ale jego budowa trwała długo. Dzisiejsze czterdziestoparolatki wspominają, że na budowie pawilonu lubiły się bawić i to najchętniej w dom. Rozcierano kredę i cegły i z tej mieszanki na płytach gotowano „zupę”. Zbierane w resztkach ogrodu po Radomskich chwasty, nadawały się na „drugie danie”.  Kiedy już sklep wybudowano, to należał do PSS Społem. Otwierano go przed świętami Bożego Narodzenia w czasach, kiedy jedzenie sprzedawano na kartki. W dzień otwarcia podobno sprzedawano masło bez kartek, po kostce na osobę w kolejce. Stoisko nabiałowe było tam, gdzie teraz jest alkohol.

Pawilon przetrwał, chociaż zmieniały się firmy, które go prowadziły. Ale ludzie lubią swój sklep i nazywany on jest niezmiennie pawilonem, chociaż teraz coraz częściej mówi się POLO. W końcówce lat 80 przy pawilonie wyrosło targowisko, początek gospodarki wolnorynkowej i wolnego handlu. Najpierw sprzedawano towar z bagażników albo z chodnika, potem z łóżka rozkładanego, „szczęk” zamykanych na noc, potem z budek, które ostatecznie przeniosły się na Manhattan przy Muzeum Regionalnym a potem na Targowisko Miejskie.

Kiedyś ważnym miejscem w bloku była pralnia i suszarnia, gdzie co kilka tygodni (wg grafiku) miało się możliwość zrobienia dużego prania w pralce typu Frania (z gotowaniem) i wysuszenia. Niektórzy nawet prasowali w pralni i gotowali słoiki z zaprawami. W piwnicach trzymano worki z ziemniakami na zimę, beczki z kapustą, słoiki z zaprawami, potem też rowery.

Garaże na Modrzewskiego

Mieszkańcy osiedla czasem się mobilizowali i coś na rzecz osiedla robili w ramach czynów społecznych. Ale zupełnie żywiołowo i bez popędzania przystroili swoje domy i okna na Nawiedzenie Obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Było to w roku 1977. Na ulicy były budowane bramy, mimo iż obraz tędy nie przejeżdżał.

Był na PPR-u kultowy kiosk. Jesienią ub. roku go rozebrano. Teraz tam rosną iglaki. W czasach, kiedy na towar się polowało, bo sklepy były puste, w kiosku czasem coś się pojawiało, a to szampon brzozowy, a to papier toaletowy, czasem wata lub lignina, albo papierosy. Wtedy dzieciaki, które miały za zadanie bawić się blisko kiosku, stawały w kolejce i kupowały to, co akurat rzucili. Czasem krzyczały, żeby mama przez okno zrzuciła pieniądze.

W latach 70. i 80. na osiedlu było mnóstwo dzieciaków. Starsze opiekowały się młodszymi. Pod oknami było słychać: Mama, rzuć chleba! I z okien wylatywały torebki po cukrze z kanapkami. Dzieci krzyczały z dołu, matki z okien. Było życie na osiedlu. W zimie Mieczysław Piotrowski wylewał wodę na boisku pod blokiem ZMS czyli Modrzewskiego i było lodowisko. Marian Radomski uczył dzieci jeździć na łyżwach. Od wiosny do jesieni chodniki były wymalowane kredą. Dziewczynki grały w klasy, chłopcy w kapsle. Nastolatki flirtowały przy trzepakach.

Było też na PPR-u kilka prymicji. Pani Danuta wspomina prymicję ks. Michała Kielinga – mieszkańca jej bloku. Pierwszą mszę św. ks. profesor odprawił w nowym kościele Matki Boskiej Częstochowskiej 25 lat temu. Także blok nr 4 ma swojego księdza – Roberta Nurskiego, który pozostał w diecezji gnieźnieńskiej. Nieco starszy ks. Przemysław Książek odwiedzał mamę i siostrę przy ul. Reja 6. W setce przy Modrzewskiego mieszkał ks. kanonik Józef Maciołek po przejściu na emeryturę.

Moja rozmówczyni pamięta, że jej blok nawiedził też biskup gnieźnieński Jan Czerniak. Musiało to być w latach 80. Na II piętrze był ustawiony tron dla biskupa, był ułożony czerwony dywan i powieszony obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. Jeszcze wtedy żyła pani Halina Hellonowa – nauczycielka – więźniarka obozu w Ravensbruk – wychowawczyni pani Danuty w pleszewskiej Dwójce. I ona, jako najstarsza, czyniła honory domu przy biskupie.

Widok na osiedle

Na Osiedlu Reja w latach 70. i 80. mieszkali pracownicy Pleszewskiej Aparatury Przemysłu Spożywczego Spomasz. Przed godziną 6.00 a potem przed 7.00 słychać było tupot pod oknami. Biegli do pracy. Najpierw „fizyczni” potem „umysłowi”. O 14.00 i 15.00 wracali, jedli obiad i na działki jechali rowerami. Na Reja dostali też mieszkania  nauczyciele liceum. Biegliśmy do szkoły przez korytarz kamienicy przy Poznańskiej albo przy Domu Kultury. Żartowaliśmy, że wystarczy, że dyrektor głośniej krzyknie a się zbiegniemy. Mieszkali na Reja Małgorzata i Ryszard Maciaszkowie, Wiktor Biliński, Maria i Andrzej Szymańscy, Dorota Trzęsicka, potem Danuta Blandzi, po roku 1990 Barbara Stadtmuller – Kosmala.

Osiedle się zmieniało, posadzono wierzby, które rosnąc, korzeniami rozwalały chodniki i jak mówi pani Danuta, uszkadzały sieć wodociągową. Kilka lat temu je wycięto i przy remoncie drogi posadzono drzewa mniej inwazyjne. W latach 90. była możliwość wykupu mieszkań, wstawiano nowe okna, drzwi, pojawiły się domofony, dzięki czemu na parterze było cieplej w mieszkaniach i nie każdy mógł sobie wejść.

Niedawno bloki docieplono, posadzono krzewy, urządzono nowe place zabaw. są przed blokami ławeczki, na których siadają zaprzyjaźnieni mieszkańcy bloków.  I samochodów przybyło. Są nieodłącznym elementem bloków na Osiedlu Reja, bo tak ogólnie się mówi o wszystkich 10 blokach nie tylko przy Reja ale też Kochanowskiego i Słowackiego. Teraz, każdy, kto ma kasę, albo zdolność kredytową, może sobie mieszkanie kupić, albo wynająć. W latach 70. wpłacało się tzw. wkład i czekało w kolejce na swój przydział. Tak jak w ,,Czterdziestolatku”‚ albo w filmie „Alternatywy 4”.

Osiedle w kwietniu 2017 roku

Stare zdjęcia pochodzą ze zbiorów Muzeum Regionalnego w Pleszewie i ze zbiorów Zbigniewa Jana Haina

Skomentuj na Facebooku