Irena Kuczyńska
Pleszewianie Region Pleszewski Z historii

Wirtualny spacer po grobach profesorów i pracowników pleszewskiego liceum

W Dzień Zaduszny wspominam moich zmarłych kolegów – nauczycieli i pracowników Liceum Ogólnokształcącego im. St. Staszica w Pleszewie. Ich groby znajdują się na wszystkich pleszewskich cmentarzach, ale nie tylko…

Wszyscy wspomniani  przeze mnie Zmarli, pracowali w tym budynku Liceum Ogólnokształcącego im. St. Staszica

Swój, pełen wspomnień i nostalgii spacer, zaczynamy na cmentarzu przy ul. Kaliskiej, gdzie w głównej alei, kilka kroków od bramy głównej, spoczywa ks. Stanisław Herwardt, który do historii polskiej szkoły średniej, przeszedł jako pierwszy dyrektor.

Idąc dalej,  odbijamy w lewo w pierwszą alejkę, po przejściu kilku kroków, dojdziemy do grobu Marii i Władysława Jachowskich. Prof. Jachowski był przez wiele lat dyrektorem Alma Mater Pleseviensis. Słynął z niezwykłej surowości, ale przez licealistów wspominany z szacunkiem. Mi znany tylko z opowiadań.

Kiedy w 1972 roku rozpoczynałam swoją 32 – letnią przygodę z pleszewskim liceum, w szkole zastałam wdowę po dyrektorze prof. Marię Jachowską – nauczycielkę języka francuskiego.

Bywałam zapraszana przez panią profesor. Wiele jej zawdzięczam. To Ona, między innymi, wprowadziła mnie w pleszewskie środowisko. Elegancka, zdystansowana, uśmiechnięta, prawdziwa dama. Uczyła francuskiego w mojej klasie 1E.

Kilka kroków dalej jest grób prof. Aleksandry Nafalskiej – nauczycielki języka rosyjskiego w latach 60. i 70. Pani Nafalskiej, po której przejęłam lekcje języka rosyjskiego, poświęciłam oddzielny post.http://irenakuczynska.pl/wspomnienie-o-nauczycielce-pleszewskiego-liceum-sp-aleksandrze-nafalskiej/

Wracamy na główną alejkę.  Kawałek dalej z prawej strony, odnajdujemy grób prof. Teodora Krawczyka – nauczyciela fizyki w liceum, a potem nauczyciela mechaniki w technikum na Zielonej.

Teodor (bo byliśmy ze sobą po imieniu) był człowiekiem renesansu. Interesowało go wiele dziedzin nauki. Zadawał uczniom zadania do rozwiązania z fizyki w języku rosyjskim. Był duszą każdego towarzystwa i wszystkich zjazdów absolwentów. Zmarł podczas wycieczki rowerowej, blisko swojej szkoły na Zielonej.

Niedaleko prof. Krawczyka, ale w głębi kwatery, spoczywa prof. Stanisław Bródka. Za mnie zastępca dyrektora szkoły, nauczyciel historii, języka łacińskiego.

Ten niezwykły człowiek, więzień obozów koncentracyjnych, cieszył się wielką sympatią swoich uczniów. Dla młodych nauczycieli był wzorem prawdziwego „belfra z klasą”. Prof. Bródka jest autorem kilku artykułów historycznych. Napiszę o Nim oddzielny post.

Wracamy na główną aleję. Przy końcu prawie, z lewej strony, spoczywa prof. Tadeusz Miszke z żoną. W roku 1972 był już nauczycielem emerytowanym, ale do szkoły przychodził, bo nadal prowadził chór szkolny i w czasie przerw zwoływał chórzystów.

Śpiew był jego pasją, chociaż uczył matematyki. Mówiono, że jeśli ktoś umiał śpiewać, to zawsze mógł liczyć na lekkie przymrużenie oka na matematyce.

Na samym końcu starej części cmentarza, z prawej strony, jest  grobowiec państwa Wrocławków. Pan Wrocławek uczył w liceum biologii w latach 60. Znałam Go tylko z opowiadań.

Tymczasem przechodzimy  w prawo i kierujemy się do ostatniego rzędu grobów przy parkanie. W tej kwaterze spoczywa kilku profesorów pleszewskiego liceum.

Znajdujemy tam grób prof. Mariana Wolniaka, czyli poczciwego „Gnomona”, który woził licealistów na wycieczki po Polsce. A każda była perfekcyjnie przygotowana i była taką lekcją geografii w terenie.

Profesor Wolniak pracował w szkole prawie 40 lat. Sympatyczny, uśmiechnięty, zafascynowany swoją pracą i chyba pierwszy w Pleszewie regionalista.

Swoje felietony z dziejów Pleszewa zamieszczał w „Gazecie Pleszewskiej”, która powstała w 1990 roku. O tej Jego działalności napiszę w poście poświęconym osobom, które stworzyły pierwszą niezależną gazetę w Pleszewie.

Osobiście dużo profesorowi Wolniakowi zawdzięczam. Nauczyłam się od Niego profesjonalnego prowadzenia wycieczek, z których uczeń miał jak najwięcej wynieść.

Niedaleko jest grób prof. Józefa Bekera – nauczyciela wychowania fizycznego i przysposobienia obronnego, organizatora obozów, wycieczek. To on ćwiczył musztrę przed pochodami pierwszomajowymi.

Miło Go wspominam. Wzbudzał respekt ale był otwarty na uczniów i młodych nauczycieli. Zwykle przebywał w swoim kantorku z prawej strony od wejścia do budynku.

Przesuwając się w kierunku ulicy Kaliskiej, z prawej strony,  znajdujemy grób prof. Genowefy Mroczkowskiej, która spoczywa razem ze swoimi rodzicami.

Uczyła języka francuskiego, stąd przezwiska „Madame” albo „Bonżura”. Uczniowie się Jej bali, bo była bardzo wymagająca. W swoim domu (stał przy ul. Kaliskiej, tam gdzie teraz jest LIDL) miała piękne gdańskie meble i bardzo bogaty księgozbiór.

Kilka starych XIX – wiecznych książek otrzymałam od pani Mroczkowskiej. Lubiła mnie, bywałam w Jej domu. Miała charakter i swoje  zdanie na każdy temat.

Czasem, kiedy było więcej zeszytów z klasówkami do przeniesienia do domu, czy przyniesienia z domu do szkoły, po panią profesor przychodziła panna Róża, która pomagała Jej w prowadzeniu gospodarstwa. Prywatnie wiem, że panie były bardzo zaprzyjaźnione.

Najbliżej ogrodzenia przy ul.Kaliskiej spoczywa prof. Kazimiera Kubacka nauczycielka geografii, języka francuskiego w pleszewskim liceum, działaczka PCK, przez swoich uczniów wspominana jako surowa i wymagająca ,,mała Kazia”.

Niestety, podczas „renowacji” stylowy (zabytkowy) grobowiec państwa Kubackich (ojciec Teodor był znanym pleszewskim lekarzem a mama Aniela siostrą pierwszego pleszewskiego starosty Artura Szenica) zlikwidowano. Na jego miejscu ustawiono nowy nagrobek. Dobrze, że w Warszawie na Powązkach ratuje się stare grobowce, zamiast stawiać nowe.

Na cmentarzu parafialnym spoczywa też  prof. Lubomira Radomska – nauczycielka geografii i wychowania fizycznego w latach 50., 60. i bibliotekarka w latach 70. Ja ją pamiętam już jako nauczycielkę emerytowaną, ale niezwykle sympatyczną i otwartą.

 Na cmentarzu przy Kaliskiej spoczywa też pani Markiewiczowa – kultowa woźna z lat 50. 60. kiedy jeszcze paliło się w piecach.  Jest też grób Anny Lisowskiej – Uzarowicz, która jest pochowana wraz z mężem Józefem (woźnym).

Żegnamy cmentarz parafialny przy ul. Kaliskiej, którego historię można przeczytać w tym linku.http://irenakuczynska.pl/krotka-historia-wszystkich-cmentarzy-ktorych-chowano-mieszkancow-miasta-pleszewa/

Profesorowie Liceum Ogólnokształcącego im. St. Staszica spoczywają też na Cmentarzu Komunalnym. Jako pierwszy został tu pochowany prof. Jan Piasecki.

W 1972 roku był dyrektorem szkoły, to on przyjmował mnie do pracy. „Jachu” był nowatorem, wprowadzał nowoczesne  metody nauczania. To on rozbudował stary budynek, dzięki czemu, od 1972 roku  nie było lekcji po południu, bo wszyscy mieścili się na jednej zmianie.

Na komunalnym, w alejce z lewej strony, spoczywa prof. Dorota Trzęsicka – nauczycielka fizyki. Przyszła do pracy rok po mnie, miałyśmy dzieci w tym samym wieku. Spokojna, opanowana, niekonfliktowa, lubiana przez uczniów i kolegów.

Śp. Dorota była nie tylko koleżanką z pracy, była też moją przyjaciółką. Spotykałyśmy się na rodzinnych imprezach. Jej śmierć wstrząsnęła nie tylko mną ale całą społecznością liceum. Odeszła przedwcześnie. Miała zaledwie 50 lat.  Zostało w pokoju nauczycielskim puste miejsce przy stole.

Niedaleko prof. Trzęsickiej miejsce wiecznego spoczynku znalazł prof. Heliodor Kwieciński. Uczył techniki w latach 60. i 70. W fartuchu, z nieodłączną fajeczką (którą odkładał w czasie lekcji), był typem „starego profesora”, który budował relacje z uczniami, zachowując dystans.

Z prawej strony w bocznej  alei,  jest grób Marii i Edwarda  Borowczyków, dobrych duchów budynku szkoły przy ulicy Poznańskiej 36. Pana Edwarda – woźnego na pewno z wielką sympatią wspominają kolejne pokolenia licealistów. Podobnie jak panią Marię – która w szkole sprzątała, gotowała kawę.

Kiedy w 1972 roku przyszłam do pracy, pan Edward był w sile wieku i ogarniał w szkole wszystko, łącznie z paleniem w piecu od centralnego ogrzewania. Uśmiechnięta pani Maria nie raz pomagała w trudnych życiowych sytuacjach.

  Na cmentarzu komunalnym spoczywa też  Zdzisława Matulewicz, która w latach 60. i 70. pracowała w sekretariacie szkoły.  Była jej częścią, znała wszystkich uczniów i nauczycieli. W latach 80. spotkałyśmy się w pleszewskim szpitalu w jednej sali chorych. Wtedy zbliżyłyśmy się do siebie. Pani Zdzisia – siostra prof. Lubomiry Radomskiej spoczywa na cmentarzu komunalnym.

Na najstarszym pleszewskim cmentarzu – przy kościele św. Floriana znajdujemy grób prof. Antoniego Szymańskiego i Jego żony. W połowie głównej alei, z lewej stron , idąc od zakrystii spoczywa dyrektor pleszewskiego liceum w latach 60.

Nie miałam okazji Go poznać osobiście, ale zawsze przy Jego grobie się zatrzymuję. Wiem, że fantastycznie uczył historii, był przez uczniów uwielbiany, a swoje pasje przekazał synowi Andrzejowi – długoletniemu dyrektorowi Alma Mater Pleseviensis.

Na cmentarzu przy kościółku św. Floriana znajduje się też grób Józefa Żuchowskiego, który w latach 70. i 80. pełnił funkcję lekarza szkolnego. Stanowił część społeczności szkolnej, leczył uczniów i nauczycieli. I wielu osobom bardzo pomógł. Przy Jego grobie też się zatrzymuję, ilekroć nawiedzam cmentarz.

Niedaleko Pleszewa w Brzeziu na cmentarzu parafialnym spoczywają  Ludmiła i Antoni Jabczyńscy. Prof. Jabczyńska uczyła języka polskiego, prof. Jabczyński – matematyki, fizyki i chemii.

Śp. Ludmiła  Jabczyńska, wkrótce po moim przybyciu do pleszewskiego liceum, odeszła i objęła  stanowisko dyrektorki Domu Dziecka. Ale pozostawiła po sobie opinię nauczycielki wymagającej wobec uczniów.

Pana profesora znałam bliżej, pracowaliśmy razem jeszcze kilka lat. Sympatyczny, otwarty na uczniów „Antek” , pozostał w licznych anegdotach szczególnie z lekcji chemii. Chętnie podpowiadał młodszej koleżance, jak sobie radzić z dorastającymi nastolatkami.

W Kuczkowie na cmentarzu jest grób   prof. Tadeusza Kończaka – nauczyciela biologii, który spędzał w szkole całe dnie i był mistrzem  jeśli chodzi o rozpoznawanie wszelkiego rodzaju roślin w parku czy w lesie.

Zawsze Go ceniłam, ale raz mnie zaskoczył, kiedy na wycieczce do Śmiełowa przy popiersiu Adama Mickiewicza, zaczął recytować „Pana Tadeusza”. I to nie tylko „Inwokacje” czy „Koncert Jankiela”. Mógł mówić i mówić…

Czasem w drodze do Ostrowa Wlkp. zatrzymuję się, na grobie dla mnie „Tadzia”, dla uczniów „Konia” i polecam dobremu Bogu Jego duszę.

W Żegocinie, na cmentarzu w swojej rodzinnej parafii, spoczywa  prof. Helena Praga. Przyszłyśmy do pracy razem w 1972 roku. Uczyłyśmy w równoległych klasach, spotykałyśmy się towarzysko. Ucząc matematyki, prof. Praga, umiała zdobywać sobie serca uczniów.

Razem pojechałyśmy na wycieczkę do Norwegii. Pół roku później pochowaliśmy koleżankę. Kiedy tylko skończyła pracować i przeszła na emeryturę, odezwała się choroba.

Na tym samym cmentarzu leży przedwcześnie zmarły  prof. Waldemar Mizerny – nauczyciel języka niemieckiego, prywatnie siostrzeniec prof. Pragi. Był naszym uczniem, „chłopakiem z gitarą”, mógł jeszcze żyć…

W Broniszewicach „na dołku”, niedaleko wejścia na cmentarz,  spoczywa prof. Stefan Pawlak – nauczyciel języka rosyjskiego i historii w latach 60. Uczyliśmy razem niedługo, ale wspominam Go z sympatią.

Do rodzinnego Turku powrócili po śmierci  Lidia i Andrzej Kuligowie. Prof. Lidia Kulig uczyła biologii. Miała gabinet biologiczny naprzeciwko mojej klasy nr 36. Miała rękę do olimpijczyków.

Andrzej Kulig był dyrektorem szkoły i nauczycielem historii. Był życzliwym człowiekiem. W trudnych czasach stanu wojennego, potrafił obronić swoich nauczycieli przed utratą pracy.

Państwo Kuligowie zdali swój egzamin życiowy nie tylko jako nauczyciele, ale też  jako rodzice, teściowie i dziadkowie. I za to także Ich podziwialiśmy. Byli po prostu dobrymi ludźmi.

Na cmentarzu w Jarocinie spoczywa prof. Waltraud Regulska, która w latach 70. uczyła w pleszewskim liceum języka niemieckiego. Wspominam „Walę” z wielką sympatią.

W ubiegłym roku zmarła prof. Alicja Ratajowa. W latach 70. i 80. uczyła języka polskiego w pleszewskim liceum. Pracowałyśmy razem także po południu w klasach dla pracujących. Pani Alicja udzieliła mi wielu cennych życiowych wskazówek. Niektóre bardzo mi się przydały. A spoczywa na cmentarzu parafialnym w Ociążu.

Dzisiaj na grobach moich zmarłych kolegów – profesorów i pracowników pleszewskiego liceum płoną znicze i płaczą anioły. Jeśli dzięki mojemu artykułowi ktoś sobie o Nich przypomni, to znaczy, że moje pisanie ma sens. Wszak ludzie umierają dopiero wtedy, kiedy już nikt o Nich nie pamięta.

 

 

Skomentuj na Facebooku