
Kroniki prowadzone są z ogromną starannością. Są w nich nazwiska pierwszych działkowców i kolejnych zarządów, informacje o budowie altanek, elektryfikacji, ogrodzeniach, ale także zdjęcia. Te najstarsze są czarno-białe. Są też fotografie, które dokumentują wydarzenia niezwykłe – jak wielka powódź z 1986 roku.

Ner, przepływający obok ogrodu, wtedy wystąpił z brzegów. Woda rozlała się po działkach, a nawet podchodząc pod rury znajdujące się przy bramie wjazdowej, praktycznie podzieliła Pleszew na „ten przed Nerem” i „ten za Nerem”. Do ogrodu nie można było wejść.
Historia zaczyna się jednak znacznie wcześniej. Na pierwszych stronach kroniki czytamy o 9 maja 1966 roku. Tego dnia pełnomocnik SPOMASZU Jerzy Michalski prowadził rozmowy z Powiatową Radą Narodową w sprawie przydzielenia gruntów pod działki. Ten właśnie dzień uznano za początek ogrodu.



Pierwszym prezesem został Czesław Madaliński. Już dwa lata później ogród zdobył drugie miejsce w konkursie na najpiękniejsze działki w Pleszewie. W 1971 roku został powiększony w kierunku zachodnim, a od strony Neru ustawiono ogrodzenie. Pod koniec lat 70. rozpoczęła się elektryfikacja.

W 1982 roku prezesem został Henryk Karczowski. Funkcję tę pełnił przez ponad 40 lat. Dwa lata temu działkowcy wybrali jego następcę – Krzysztofa Bąka. Pan Henryk nie rozstał się jednak z ogrodem. Został instruktorem, a swoimi radami dzieli się również z działkowcami w internetowej grupie.

W kronikach zapisano także sukcesy. W 1996 roku pleszewski ogród znalazł się wśród dziesięciu najlepszych ogrodów działkowych w Polsce. Była nagroda finansowa, a później kolejne konkursy i wyróżnienia – również na szczeblu lokalnym.
Ale działkowa historia to nie tylko nagrody. To również powodzie, wichury, wymiana drewnianych domków na murowane i powolna zmiana charakteru działek. Dawne ogródki, na których przede wszystkim uprawiano warzywa, coraz częściej stawały się miejscem odpoczynku i rekreacji.

Zmieniają się też sami działkowcy. Niektóre działki przechodzą z rodziców na dzieci, inne trafiają do nowych właścicieli – ludzi, którzy po prostu lubią pracę w ziemi i własny kawałek zieleni.
Kroniki potrafią odnotować nawet wydarzenia z pozoru błahe. W 2020 roku, kiedy świat zmagał się z pandemią, na działkach pojawiły się… bobry. Wycięły w stawie cztery drzewa i próbowały dobrać się do drzewek owocowych. I ten fakt znalazł swoje miejsce w kronice.
Rok 2022 przyniósł kolejną ważną zmianę – utwardzenie głównej alejki. Inwestycję udało się zrealizować dzięki pieniądzom z Urzędu Marszałkowskiego i Urzędu Miasta i Gminy Pleszew, przy wkładzie samych działkowców.
Dzisiaj ogród ma monitoring, z którego działkowcy są zadowoleni. Pleszewskie Przedsiębiorstwo Komunalne podstawia również kontenery na gałęzie, których nie wolno spalać. Jest jednak problem, z którym zarząd chce się teraz zmierzyć – brak wodociągu.
Woda na działkach pochodzi ze studni wybudowanych przy głównej alei. Ci, których ogródki znajdują się nad Nerem, korzystają także z wody z rzeki. Mają swoje zejścia nad strumyk i mogą przejść na drugą stronę, niektórzy stworzyli nawet własne, zielone zakątki z drzewami i krzewami.
Wracając do wodociągu, zarząd ma już projekt i kosztorys, a plan zakłada podłączenie ogrodu do sieci przy szpitalu. Inwestycja została rozłożona na cztery lata. Przez trzy lata działkowcy mają wpłacać po 300 zł od działki. Jeśli wszyscy się dołożą, uda się zebrać około 200 tysięcy złotych – mówi prezes Krzysztof Bąk. Zarząd liczy również na dotacje z Urzędu Miasta i Gminy Pleszew oraz Urzędu Marszałkowskiego.

Działkowcy mają jeszcze jedną ciekawostkę w swojej historii. Kilka lat temu część ogrodu została podzielona, ponieważ przez teren działek poprowadzono drogę dojazdową do lądowiska dla śmigłowców sanitarnych.
Dzisiaj za ogród odpowiada zarząd w składzie: prezes Krzysztof Bąk, jego zastępcy Rafał Biadaszkiewicz i Leszek Kołaski, sekretarz Genowefa Głębowska oraz skarbniczki Wanda Twarda, Katarzyna Biadaszkiewicz i Marta Michalak. Razem dbają o miejsce, z którego korzysta prawie 200 działkowców.
A kiedy spaceruje się alejkami późnym popołudniem, trudno nie zrozumieć, dlaczego przez sześć dekad kolejne pokolenia chciały tutaj mieć swój kawałek ziemi. Kiedy kilka dni temu spacerowałam po ogrodzie z prezesem, zapadał zmrok. Słońce chyliło się ku zachodowi, a między drzewami i altankami było coraz ciszej. 193 działki wyglądały jak małe, zielone światy.


I właśnie te światy przez 60 lat zapisują się w trzech kronikach. Są w nich ludzie, sukcesy, katastrofy, inwestycje, codzienna praca i zwyczajne działkowe życie. To nie jest tylko historia ogrodu. To kawałek historii Pleszewa zapisany między zielonymi alejkami nad Nerem.
Z kronik





