Głos, który łączy pokolenia. 130 lat „Lutni” – moja opowieść podczas jubileuszu

Avatar photoIrena Kuczyńska28 września 20269min
irena1-1280x720.jpg
Z ogromnym wzruszeniem i dumą miałam zaszczyt wygłosić podczas jubileuszu 130-lecia Koła Śpiewackiego „Lutnia” w Pleszewie słowo poświęcone historii tego niezwykłego chóru.

Szanowni Państwo, Droga Rodzino „Lutni”, Mieszkańcy Pleszewa!

Stoję dziś przed Państwem z ogromnym wzruszeniem, bo jubileusz Koła Śpiewackiego „Lutnia” to nie jest po prostu święto kolejnej lokalnej instytucji. To święto ludzi, którzy od blisko 130 lat piszą najpiękniejszą, muzyczną kronikę naszego miasta. Gdybyśmy chcieli zamknąć historię „Lutni” w suchych datach i liczbach, powstałby pewnie poprawny, ale pozbawiony duszy referat. A przecież historia tego chóru to nie są zimne cyfry. To potężne emocje, to opowieść o wolności, o wielkich spotkaniach z historią i wreszcie o miłości – tej do Ojczyzny, tej do muzyki i tej najzwyklejszej, ludzkiej, która rodziła się na próbach.

Szalony plan

Aby w pełni zrozumieć, jak wielkiego dzieła dokonali nasi przodkowie, musimy przenieść się wyobraźnią do roku 1896. Pleszew nie wyglądał wtedy tak jak dzisiaj. Byliśmy pod twardym pruskim zaborem. Polskie słowo było zakazane w urzędach, a za naukę ojczystego języka groziły surowe kary. Trwała brutalna walka o to, byśmy zapomnieli, kim jesteśmy. I właśnie wtedy, w sercach dwóch pleszewskich społeczników – aptekarza Stanisława Suchockiego (dziadka późniejszej premier RP Hanny Suchockiej) oraz doktora Teodora Kubackiego – rodzi się szalony, odważny plan. Postanawiają założyć chór. Oficjalnie: dla rozrywki. Nieoficjalnie: po to, by polska pieśń stała się najsilniejszą bronią przeciwko germanizacji.

44 śmiałków

Władze pruskie były podejrzliwe. Statut zespołu musiał zostać przetłumaczony na język niemiecki, a urzędnicy pilnowali każdego kroku założycieli. Jednak 44 śmiałków, którzy jako pierwsi stworzyli ten chór męski, nie dało się zastraszyć. Każda ich próba była jak małe powstanie narodowe. Z czasem, na początku 1910 roku, dołączają kobiety, tworząc silny chór mieszany. Przetrwali zaborców, a kiedy w listopadzie 1918 roku nadeszła upragniona wolność, „Lutnia” była gotowa, by stać się oficjalną dumą niepodległego Pleszewa.

Dla bohatera

W okresie międzywojennym chór stał się naocznym świadkiem tworzenia się nowej Polski. To właśnie pleszewscy śpiewacy swoim potężnym, czystym brzmieniem witali we wrześniu 1927 roku legendarnego generała Józefa Hallera, gdy ten odwiedził nasze miasto. Możemy tylko sobie wyobrazić tę dumę, gdy przed bohaterem narodowym rozbrzmiewały głosy pleszewian, którzy jeszcze kilkanaście lat wcześniej musieli ukrywać swoje pieśni przed pruską policją.

Foto Farida Leśniewska
Józef Szpunt

Po mrocznych latach II wojny światowej, gdy polski śpiew znów był zakazany, „Lutnia” odrodziła się niczym feniks z popiołów. I tu dochodzimy do momentu, który na zawsze zmienił oblicze tego zespołu. Mówisz „Lutnia”, myślisz – Józef Szpunt. Kiedy 1 lipca 1936 roku ten genialny dyrygent wziął do ręki batutę, nikt nie przypuszczał, że stworzy historię, która zszokuje muzyczny świat. Józef Szpunt prowadził chór przez niesamowite 70 lat! To absolutny, trudny do pobicia fenomen na skalę światową. Wychował całe pokolenia śpiewaków. To on w latach 70., na okoliczność słynnego Telewizyjnego Banku Miast, skomponował muzykę do utworu „Pleszew to nasze miasto”. Ta pieśń zjednoczyła wtedy całą lokalną społeczność i stała się naszym nieoficjalnym hymnem. Dziś mistrza nie ma już wśród nas, ale pamięć o nim jest żywa – od 2011 roku na Osiedlu Chopina jedna z ulic dumnie nosi imię Józefa Szpunta.

Dla generała i dla papieża

Druga połowa XX wieku przyniosła chórowi kolejne wielkie wyzwania. Wszyscy pamiętamy wrzesień 1988 roku i Centralne Dożynki w Marszewie – gigantyczne widowisko, ostatnie w historii PRL. „Lutnia” śpiewała wtedy przed dygnitarzami państwowymi i generałem Wojciechem Jaruzelskim. Ale zaledwie dziewięć lat później, w czerwcu 1997 roku, chórzyści wzbili się na wyżyny zupełnie innych, duchowych emocji. Dostąpili zaszczytu oprawy muzycznej historycznej wizyty papieża Jana Pawła II w Kaliszu. Śpiewać dla Świętego – to chwila, która u wielu członków chóru wywołała łzy wzruszenia i pozostała w ich sercach na całe życie jako najpiękniejsza nagroda za lata pracy.

Mecenas Spomasz

Jednak, szanowni Państwo, „Lutnia” nie przetrwałaby tylu dekad, gdyby nie solidne fundamenty. Od lat 60. XX wieku chór posiada wspaniałego, wiernego przyjaciela. Mowa o Pleszewskiej Fabryce Maszyn Spożywczych „Spomasz”. W czasach, gdy wiele amatorskich ruchów w Polsce upadało, „Lutnia” zyskała mecenasa z prawdziwego zdarzenia. Firma przyjęła chór pod swój dach, dała wsparcie finansowe i logistyczne. To piękny przykład tego, jak lokalny biznes może współgrać z kulturą.

Lutnia swatka

Na koniec zostawiłam to, co w „Lutni” jest absolutnie najpiękniejsze. Ludzkie historie. Chór od zawsze działał jak wielki, magnetyczny swat. Wspólne próby, wyjazdy na koncerty, obozy i pasja rodziły bliskość. Z dumą i uśmiechem czytamy w kronikach, że w chórze zawiązało się ponad 20 małżeństw! Ludzie przychodzili śpiewać, zakochiwali się w sobie, brali śluby, a potem przyprowadzali na próby swoje dzieci i wnuki.

Śpiewający Politowicze

W ten sposób „Lutnia” stała się chórem rodzin śpiewających. Absolutnymi rekordzistami, żywym pomostem łączącym historię ze współczesnością, jest rodzina Politowiczów. Ich przedstawiciele zasilali szeregi „Lutni” już w czasach dwudziestolecia międzywojennego, śpiewali w trudnych latach powojennych, a ich reprezentanci stoją na tej scenie również dzisiaj. To niesamowity, unikalny w skali kraju testament wierności i pasji przekazywany z rąk do rąk, z pokolenia na pokolenie. O nich zresztą mogą Państwo przeczytać na moim blogu.

Wioletta z batutą

Dziś, pod czujnym okiem i ręką utalentowanej dyrygentki Wioletty Kuchty, „Lutnia” wkracza w kolejne lata. Przejęła ona pałeczkę po Bogumile Janiak.  Choć zmieniają się czasy, choć świat pędzi naprzód, to kiedy pleszewska „Lutnia” staje na scenie i zaczyna śpiewać, czas na chwilę się zatrzymuje. Słyszymy wtedy ten sam głos wolności, dumy i miłości, który narodził się w sercach pleszewian w 1896 roku.

Pleszew to nasze miasto

Drodzy Chórzyści, życzymy Wam kolejnych stu trzydziestu lat wspaniałej, muzycznej podróży. Śpiewajcie dla nas, łączcie nas i przypominajcie nam każdego dnia, że „Pleszew to nasze miasto”.

Dziękuję bardzo!

 

„Lutnia” to było całe życie. Rodzinne historie przed jubileuszem 130-lecia pleszewskiego chóru WIDEO

130 lat śpiewania dla Pleszewa. Koło Śpiewackie „Lutnia”, które łączy pokolenia WIDEO


Info Pleszew - Irena Kuczyńska - logo


© 2022 – Info Pleszew – Irena Kuczyńska