„Lutnia” to było całe życie. Rodzinne historie przed jubileuszem 130-lecia pleszewskiego chóru WIDEO

Avatar photoIrena Kuczyńska20 września 202614min
20260909_172653-1280x598.jpg
Dla jednych „Lutnia” to chór, dla nich – całe życie: miłości, przyjaźnie, rodzina i wspólne wspomnienia. Przed jubileuszem 130-lecia spotykamy tych, którzy śpiewają w niej od kilkudziesięciu lat i najlepiej wiedzą, ile ludzkich historii kryje się za jej 130-letnią tradycją.

Przy stole siedzą Wanda Kaseja oraz Barbara Karczowska z domu Politowicz, jej brat Eugeniusz i jego żona Małgorzata. Oglądamy kroniki, zdjęcia, wycinki z gazet. Oni wspominają, a ja próbuję nadążyć za historiami, w których „Lutnia” przewija się niemal w każdym ważnym momencie życia.

70 lat ze śpiewem

Wanda Kaseja, jeśli wliczyć wcześniejszy chórek młodzieżowy prowadzony przez tego samego dyrygenta, śpiewa w pleszewskim środowisku chóralnym już 70 lat. – Zaczęłam w chórze dziewczęcym, prowadzonym przez Józefa Szpunta – wspomina pani Wanda. – Był 1954 rok, miałam wtedy 11 lat. A kiedy dziewczęta podrosły, przyszłyśmy do „Lutni”. Właśnie w „Lutni” wydarzyło się coś jeszcze. Wanda poznała tutaj swojego przyszłego męża – Kazimierza. On śpiewał w basach, ona w altach. Poznali się w 1963 roku. – Całe życie kręciło się wokół „Lutni” – mówi z uśmiechem. W małżeństwie przeżyli razem 62 lata. Kiedy oboje wychodzili na próby chóru, dziećmi zajmowała się babcia. Chór był dla nich czymś znacznie więcej niż tylko miejscem wspólnego śpiewania. Był rodziną, przyjaciółmi, życiem towarzyskim. Do dziś Wanda z sentymentem i ogromną atencją wspomina Józefa Szpunta. – Kiedy przyjmował kogoś nowego do chóru, mówił: „No to panna śpiewaj, co umiesz” – opowiada. – A potem decydował: sopran czy alt. Jeśli kandydatka nie umiała śpiewać, potrafił powiedzieć: „Niech się pani poduczy!”. Politowicze śpiewać umieli.

Rodzina Politowiczów – prawdziwa lutniowska dynastia

Jeśli próbować policzyć, ilu przedstawicieli rodziny Politowiczów śpiewało przez lata w „Lutni”, łatwo się pogubić. Barbara Karczowska z domu Politowicz podaje kolejne nazwiska. Śpiewał jej ojciec Józef Politowicz. W chórze był także jego brat Henryk oraz siostry: Wanda, Ludwika, Janina i Kazimiera. Śpiewał również Feliks Karolczak, mąż Ludwiki. Ich córka, Ludomiła Borowicz, śpiewa w „Lutni” do dziś i z pewnością wystąpi podczas jubileuszowego koncertu. Był też czas, kiedy do chóralnej tradycji dołączyła jej córka Ewa. Wracamy do Józefa Politowicza. W „Lutni” śpiewały jego trzy córki. Jedną z nich jest obecna na naszym spotkaniu Barbara Karczowska, obdarzona pięknym sopranem. Śpiewała także Aneczka, czyli Anna Wujsowa. Podobno przez pewien czas towarzyszył jej w chórze również mąż Wojtek. – A Marylka też kiedyś śpiewała w „Lutni” – dodaje Basia. – Dzisiaj mieszka w Olkuszu. Synów Józefa Politowicza reprezentuje Eugeniusz, który w „Lutni” śpiewa już 58 lat. Dołączył do chóru w 1968 roku. Cztery lata wcześniej wstąpiła do niego jego siostra Barbara. – W latach sześćdziesiątych śpiewały tutaj jeszcze wszystkie moje ciotki – wspomina pani Basia. Dodaje jeszcze kolejne nazwisko – Elżbietę Kołaską, kuzynkę ze strony mamy. W jubileuszowym, 130. roku działalności „Lutni” śpiewającą rodzinę Politowiczów reprezentują Eugeniusz i jego żona Małgorzata, siostra Barbara oraz ich kuzynka Ludomiła Borowicz.

 

Na zdjęciu są przedstawiciele z rodziny Politowiczów
Wśród mężczyzn czwarty od prawej Eugeniusz Politowicz, trzeci od prawej Kazimierz Kaseja, jego żona Wanda w środkowym rzędzie druga od prawej, Barbara Karczowska zd. Politowicz, obok z lewej jej siostra Anna Wujs zd. Politowicz w pierwszym rzędzie czwarta od prawej, Ludomiła Borowicz – środkowy rząd trzecia od lewej, jej córka Ewa pierwszy rząd druga od lewej

64 lata Basi, 58 lat Eugeniusza i 15 lat Małgosi

Barbara Karczowska podarowała „Lutni” 64 lata swojego życia. Jej brat Eugeniusz – 58. To właśnie Eugeniusz zachęcił do śpiewania swoją żonę Małgorzatę. Od 15 lat Małgosia jest częścią „Lutni”, ale jej działalność nie ogranicza się tylko do śpiewania. Prowadzi kroniki Koła Śpiewackiego.Z dumą pokazuje pięć opasłych tomów. Są w nich najważniejsze wydarzenia z życia chóru, koncerty, wyjazdy, uroczystości. Teksty przeplatają się ze zdjęciami i wycinkami prasowymi. To bezcenna dokumentacja historii „Lutni”. Eugeniusz ma z kolei swoją wyjątkową pamiątkę – przechowuje marynarkę, w której chórzyści występowali w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. To nie jest zwykły element garderoby. To kawał historii.

„Zostawiałam Heniowi dom na głowie i biegłam na śpiewy”

Barbara Karczowska z ogromną wdzięcznością mówi o swoim mężu. – Nigdy mi nie przeszkadzał w działalności w „Lutni” – podkreśla. A przecież w domu były małe dzieci, którymi ktoś musiał się zająć, kiedy ona szła na próbę albo koncert. – Zostawiałam Heniowi dom na głowie i biegłam na śpiewy – śmieje się pani Basia. W jednym zdaniu zawiera się chyba cała historia jej przywiązania do chóru. Bo dla tych ludzi „Lutnia” nigdy nie była tylko dodatkowym zajęciem. Była częścią życia.

Miłość też miała swój głos

„Lutnia” to nie tylko śpiewające rodziny, w których jedno pokolenie inspirowało kolejne. To także małżeństwa. I te „lutniowe”, w których – jak mówią chórzyści – Amor wypuścił swoją strzałę podczas próby albo koncertu. Tak było w przypadku Wandy i Kazimierza Kasejów. Chór połączył ich na całe życie. Wanda z sentymentem wspomina także swój ślub. Towarzyszyli im wtedy koledzy i koleżanki z chóru. – Kiedy wychodziliśmy z kościoła, koledzy z chóru spuścili nam prosto do rąk bukiet – opowiada. Takie chwile zostają w pamięci na zawsze.

Śpiewali dla papieża i dla generała

W kronikach i wspomnieniach przewijają się wielkie wydarzenia. W 1997 roku „Lutnia” śpiewała w Kaliszu podczas wizyty Ojca Świętego Jana Pawła II. Pleszewscy chórzyści znaleźli się w kilkusetosobowym chórze przygotowanym na tę wyjątkową uroczystość. W 1988 roku występowali podczas ostatnich Centralnych Dożynek w Marszewie. Gościem wydarzenia był generał Wojciech Jaruzelski. Śpiewali na uroczystościach, koncertach i ślubach. Jeździli wspólnie do opery – oglądali między innymi „Straszny dwór” i „Nabucco”. Z arią z tej drugiej opery „Lutnia” miała zresztą również swój własny repertuarowy epizod. Było śpiewanie, ale było też życie towarzyskie. – Bale „Lutni” w Domu Parafialnym to było wydarzenie! – wspominają. Uczestniczyła w nich prawdziwa pleszewska śmietanka towarzyska.

Między kościołem a sceną

Chórzyści przypominają, że „Lutnia” miała wyjątkowy charakter. W kościele Ścięcia św. Jana Chrzciciela była chórem kościelnym, poza kościołem – chórem świeckim. Oba światy łączyła jedna osoba – dyrygent Józef Szpunt. W najlepszych latach w „Lutni” śpiewało ponad 50 osób. Dzisiaj dawni chórzyści z żalem przyznają, że Pleszewianie nie garną się już do wspólnego śpiewania tak chętnie jak kiedyś. Może właśnie dlatego ich wspomnienia są tak ważne. Z ogromną estymą mówią o Józefie Szpuncie. Po raz ostatni dyrygował „Lutnią” w 2003 roku, podczas uroczystości związanych z 25-leciem pontyfikatu Jana Pawła II. W 2011 roku chór śpiewał podczas otwarcia ulicy Józefa Szpunta. Dyrygentką zespołu była wtedy Bogumiła Janiak.

„Lutnia” – całe życie

Siedzimy przy stole. Przed nami pięć tomów kronik. Zdjęcia sprzed kilkudziesięciu lat. Wyblakłe wycinki z gazet. Nazwiska ludzi, których część już odeszła, ale którzy nadal są obecni w opowieściach. I nagle staje się jasne, że historia „Lutni” nie jest tylko historią chóru. To historia rodzin.Ojców, matek, córek i synów. Braci i sióstr. Mężów i żon. Ludzi, którzy przyprowadzali do chóru swoich bliskich. Ludzi, którzy poznawali tu przyjaciół. A czasem także miłość swojego życia. Wanda Kaseja śpiewa w pleszewskim środowisku chóralnym od 70 lat. Barbara Karczowska związana jest z „Lutnią” od 64 lat. Eugeniusz Politowicz śpiewa już 58 lat. Małgorzata Politowicz od 15 lat nie tylko śpiewa, ale także skrupulatnie zapisuje historię zespołu w kolejnych tomach kroniki. 130 lat „Lutni” to więc nie tylko imponująca liczba. To tysiące prób. Setki koncertów. Dziesiątki rodzinnych historii.To dzieci zostawiane pod opieką babci, kiedy rodzice szli na próbę. To małżeństwa, które narodziły się między sopranem a basem. To wspólne wyjazdy, koncerty, bale i uroczystości. To także wzruszenia, które – jak bukiet podany Wandzie i Kazimierzowi po ślubie – zostają w sercu na całe życie. Bo dla tych, którzy przez dziesięciolecia tworzyli „Lutnię”, chór był czymś więcej niż muzyką. „Lutnia” była rodziną. I całym życiem.

Niżej program obchodów 40 – lecia Koła Śpiewackiego „Lutnia”

130 lat śpiewania dla Pleszewa. Koło Śpiewackie „Lutnia”, które łączy pokolenia WIDEO

 

Ostatnie Dożynki Centralne w Marszewie jak ostatnia wieczerza

Jan Paweł II gościł w Kaliszu 4 czerwca 1997 roku


Info Pleszew - Irena Kuczyńska - logo


© 2022 – Info Pleszew – Irena Kuczyńska