
Ale zanim opowiem Wam o niej, chcę razem z Wami zajrzeć do tego starego pamiętnika. Przewrócić pożółkłe kartki. Zapatrzeć się na charakter pisma ludzi, którzy żyli ponad sto lat temu. I przeczytać to, co chcieli pozostawić małej Marysi na pamiątkę.
Zanim otworzymy pierwszą stronę…
Maria Iżewska – babcia Pleszewianki Zyty Marchwiak, która udostępniła mi sędziwy pamiętnik, urodziła się w 1892 roku w Stryju, mieście położonym dziś na Ukrainie. W tamtym czasie Stryj znajdował się w Galicji – części monarchii austro-węgierskiej (co było wynikiem I rozbioru Polski w 1772 roku). Był to niezwykły świat. Galicję zamieszkiwali Polacy, Rusini – dzisiejsi Ukraińcy – Żydzi, a także m.in. Niemcy, Czesi, Rumuni, Węgrzy, Słowacy i Chorwaci. Stolicą Galicji był Lwów. Wspominam o tym nie bez powodu. Bo kiedy zaczniemy przewracać kartki pamiętnika Marysi, zobaczymy ten wielokulturowy świat nie w podręcznikowym opisie, ale w kilku linijkach pisma na starej kartce.
Polski. Ukraiński. Niemiecki. Francuski. Czeski. Łacina. Greka. Tyle języków w jednym małym pamiętniku.



Chrzestna i nauczyciel
Kiedy dostała ten pamiętnik, miała prawdopodobnie osiem lat. Pierwszy wpis pochodzi z 1900 roku. Pierwszą osobą, która pozostawiła w nim swój ślad, była Aleksandra Ermin. Wpisała się po ukraińsku: tłumaczenie: „Mojej drogiej chrześnicy – na pamiątkę wpisała się Aleksandra Ermin.” Jak niewiele trzeba, żeby przetrwać ponad sto lat. Imię. Kilka słów. Data. I kartka, której ktoś nie wyrzucił.

Na sąsiedniej stronie – 28 maja 1900 roku. Tym razem wpis jest po francusku. Jego autorem był nauczyciel Witold Kurkowski z Kołomyi. Napisał o młodości, nadziei, przyszłości i ideałach. Marysia miała osiem lat. Nie mogła wtedy wiedzieć, jak bardzo zmieni się jej życie. Nie mogła też wiedzieć, że słowa zapisane przez nauczyciela pozostaną na kartce znacznie dłużej niż pamięć o tamtym szkolnym dniu.
Koleżanki
Kolejne strony wypełniają wpisy koleżanek. Jedne są po polsku. Inne po ukraińsku. Niżej wpis po polsku sąsiadujący z ukraińskimi, tak bardzo podobny do tych z pamiętników młodszych Wpisywano się w Kołomyi, Dąbkach i Horodence.
Moją uwagę przyciągnął taki wpis:
Gdy opuścisz szkolne mury
i daleki pójdziesz świat,
wspomnij sobie, wspomnij mile,
koleżankę z młodych lat… Ponad sto lat minęło, a słowa nadal są zrozumiałe. Ktoś chciał po prostu zostać zapamiętany.


Pomiędzy wpisami koleżanek i kolegów znajduję wpis brata – Stanisława Iżewskiego… w języku polskim

I właśnie wtedy zaczynam sobie uświadamiać, że ten pamiętnik jest czymś więcej niż tylko rodzinną pamiątką. To mały zapis świata, w którym dorastała Marysia. Świata, w którym różne języki i kultury spotykały się na jednej ulicy, w jednej szkole, czasem nawet w jednej rodzinie.
A potem pojawia się wpis Halki Gąsiorowskiej z Kołomyi – stolicy Pokucia, gdzie pisze o miłości do kraju rodzinnego

„Módl się, kochaj Ojczyznę…”
Na kolejnej stronie znajduję słowa o Polsce, której wtedy nie było na mapach świata. „Polska nie zginęła.”

A potem znowu inny język…
W pamiętniku pojawia się wpis po niemiecku.

Na kolejnych stronach – z językiem czeskim sąsiaduje, łacina i greka.

Trudno dziś wyobrazić sobie taki pamiętnik. A jednak dla Marysi była to część jej codziennego świata.
Rodzina
Znalazłam też kilka wpisów członków Marysinej rodziny – niżej, z lewej strony – wpisuje się kochający brat Stanisław Iżewski

Po ukraińsku wpisała się „kochająca siostra Olena”

I jeszcze tajemnicza kuzynka z Horodenki, która pisze: „Módl się, kochaj Ojczyznę i pamiętaj o mnie.” Tych kilka słów mówi więcej o czasach, w których dorastała Marysia, niż niejeden długi opis.

Jedna z sióstr – Wanda wpisuje się dwukrotnie – w 1903 roku w Dąbkach po polsku – „kochająca siostra Wanda”

Jest też figlarny wpis „zawsze życzliwego Bronisława” z Horodenki

I wreszcie ostatnia strona. 17 czerwca 1903. Ponownie Wanda. Tym razem pisze po ukraińsku.

A między kartkami… zasuszone kwiaty. Towarzyszy im wpis w języku rosyjskim.

Nie wiem, kiedy zostały tam włożone. Nie wiem, od kogo je dostała. Nie wiem, co wydarzyło się tego dnia. Nie wiem, kim była autor/autorka tego wpisu po rosyjsku. Ale właśnie takie drobiazgi, jak te zasuszone kwiatki najbardziej poruszają. Bo ktoś, ponad sto lat temu, uznał, że warto zachować tę chwilę.
️ I tutaj na chwilę zatrzymam opowieść…
Na ostatniej stronie tego pamiętnika Marysia jest jeszcze bardzo młodą dziewczyną. Przed nią całe życie. Nie zdradzę dziś, dokąd ją ono zaprowadzi. Powiem tylko, że ten pamiętnik nie jest jedynym, który po niej pozostał. Jest jeszcze drugi, który podarowała najstarszej wnuczce. A jego kartki zaczynają mówić już o zupełnie innej Marysi – właściwie o pannie Marii. Ale o tym opowiem innym razem. Dziś zostawmy ją tutaj. Wśród szkolnych koleżanek, nauczycieli, sióstr, kuzynów, wielu języków i zasuszonych kwiatów.
Marysia ma jedenaście lat. A jej życie dopiero się zaczyna.
Ciąg dalszy nastąpi…
Stare pamiętniki są jak Facebooki – ekspozycja w Książnicy Pedagogicznej w Kaliszu
Zdjęcie rodziny moich pradziadków Walentyny i Tomasza Nowackich stało się inspiracją do wspomnień
Moi dziadkowie Leśni i Ratajczakowie – wspomnienie dla dzieci i wnucząt

