Irena Kuczyńska
Z historii

1 września 1939 roku w Pleszewie opłakiwano pierwsze ofiary wojny

Czy wiesz, że klikając w reklamy wspierasz funkcjonowanie mojego bloga?

1 września 1939 roku o godzinie 15.30 z nieprzyjacielskiego samolotu spadły na Aleje Mickiewicza bomby, które zabiły na miejscu 7 osób, a 3 śmiertelnie raniły. Wśród ofiar były matki z dziećmi. Najmłodszy chłopczyk miał 3 latka. Kto ich zabił?

W książce Stanisława Bródki i Witolda Hajdasza  „Miejsca Pamięci Narodowej w Pleszewie” można przeczytać zeznania „niektórych  świadków” tragicznej śmierci dziesięciorga pleszewian, w tym dwóch matek z dziećmi.

Śmiercionośne bomby miały spaść na ulicę Mickiewicza z „awionetki niemieckiego szpiega Edwarda Fischera von Mollarda – właściciela majątków w Parzęczewie i w Górze w pow. jarocińskim”.

Von Mollard jako jedyny w Wielkopolsce posiadał nie tylko prywatne lotnisko ale też prywatny samolot. Był też członkiem aeroklubu Rzeczpospolitej Polskiej w stopniu porucznika Wojska Polskiego.

To właśnie Fischer von Mollard przyleciał na awionetce z polskimi znakami i zrzucił 11 bomb. 5 bomb spadło na Aleje Mickiewicza a 6 spadło w lasku brzozowym – czytamy w książce autorstwa St. Bródki i W. Hajdasza.

Siedem osób zginęło na miejscu, a trzy kolejne zmarły w szpitalu.  Wśród ofiar były rodziny. Elżbieta Kubicka (lat 37) zginęła z dziećmi: 5 – letnią Marią i 3 – letnim Józefem.

Jej rówieśniczka – Józefa Malinowska zginęła z trojgiem dzieci: 16 – letnim Władysławem, 13 – letnim Mieczysławem i 9 – letnią Marią Teresą.

Zginęła też 10 – letnia Maria Boguś, 23 – letnia Jadwiga Tanaś i 67 – letni Stanisław Pańczak. Wszyscy zostali pochowani w jednym grobie na cmentarzu przy ul. Kaliskiej. Grobowiec ufundowali mieszkańcy Ziemi Pleszewskiej 1 września 1982 roku.

W Pleszewie przetrwała jeszcze inna wersja zdarzeń. W zacienionej uliczce 70 pułk piechoty miał organizować odwody transportu.

Podobno 1 września wychodzić miał ostatni tabor zaopatrzenia, o czym „jakiś szpieg z Pleszewa miał podać informację” –  usłyszał od swojego taty Henryka Wiesław Jarzębowski.

Tragiczne wydarzenie z pierwszego dnia wojny opisano też w  czasopiśmie AERO – technika lotnicza nr 9 z roku 1990 w artykule „Prywatna wojna” Janusza Ledwocha. Za artykuł dziękuję Wiesławowi Jarzębowskiemu.

Janusz Ledwoch, który opiera się na „zeznaniach niektórych świadków”  potwierdza, że samolot De Havilland DH-60G Gipsy Moth (SP AKL), który mogli widzieć 1 września 1939 roku pleszewianie,  należał do niemieckiego właściciela ziemskiego Edwarda Fischera von Mollarda.

Lotnictwem ziemianin zainteresował się na początku lat 30.  DH-60G Gipsy Moth  był jego czwartym samolotem.

Od 1934 roku był von Mollard członkiem rzeczywistym Aeroklubu Poznańskiego. Miał własne lotnisko o wymiarach 330X580 m w Parzęczewie 11 km od Jarocina, które  miało status lotniska zamkniętego.

Lotnicza pasja Fischera – jak pisze Ledwoch, była pod baczną obserwacją polskich władz wojskowych. Gipsy Moth latał w pobliżu polskich lotnisk wojskowych w Biedrusku czy Lesznie.

Przeloty do Wrocławia i Gdańska odbywały się po niezwykle skomplikowanych trasach, które niewiele wspólnego miały z normalną w takich warunkach nawigacją, ale władze wojskowe nie mogły oficjalnie interweniować.

Nie chciały dawać pretekstów do ataków ze strony władz niemieckich dążących do udawadniania, że mniejszość niemiecka jest w Polsce prześladowana – pisze autor artykułu.

Jedynym sposobem było uziemienie samolotu w sensie dosłownym, czyli unieruchomienie samolotu poprzez znalezienie usterki.

Podjął się tego mgr inż. Włodzimierz Leja. Było to powodem poszukiwania Lei przez Gestapo jesienią 1939 roku – podkreśla Janusz Ledwoch.

Pisząc o bezprecedensowym ataku bombowym na cywilną ludność,  powołuje się na artykuł Henryka Oszmiańca zamieszczonym w 36 numerze tygodnika „Za Wolność i Lud”.

Czytamy w nim, że samolot SP – AKL był dobrze znany pleszewianom, gdyż w każdy piątek przelatywał nad Pleszewem do Berlina.

Przelot 1 września nie wywołał więc zdziwienia. Dziwne było tylko to, że nieuzbrojony samolot cywilny wykonuje loty w obszarze, który znajdował się w zasięgu myśliwców Luftwaffe – pisze Oszmianiec.

Tymczasem podczas przelotu nad Alejami Mickiewicza  z samolotu niespodziewanie posypały się bomby (granaty ręczne?).  Ogółem Fischer von Mollard , a z dużym prawdopodobieństwem  można przyjąć, że to on pilotował SP – AKL, zrzucił 11 bomb.

Zginęli ludzie, zburzonych było kilka domów. Henryk Oszmianiec dodaje, że po zajęciu Pleszewa przez Niemców, pleszewianie widzieli przelatujący samolot SP – AKL. Co się z nim stało – nie wiadomo.

Bombardowanie Pleszewa w pierwszym dniu wojny budzi do dziś ciekawość historyków. Podważana jest  dotychczasowa wersja, jakoby to Mollard miał spuścić bomby na Pleszew.

 Jacek Norbert na portalu Zapomniane miejsca, pisząc o prywatnym lotnisku Fischera von Mollarda, przytacza zupełnie nowe fakty, powołując się na książkę Ludwika Miśka „Lotnicze historie”.

Zdaniem Ludwika Miśka (napiszę o nim 9 września przy okazji artykułu o nalocie dywanowym na stacji w Buczałach na Ukrainie, gdzie zginęło 116 pleszewian), którego miałam zaszczyt poznać osobiście w kwietniu 2016 roku podczas wyjazdu na Ukrainę, samolot Fischera von Mollarda był od sierpnia  1939 roku na przeglądzie na lotnisku Ławica koło Poznania, a sam Mollard przebywał w Niemczech.

Jego samolot odnaleziono na lotnisku Lublinek koło Łodzi poważnie uszkodzony, gdzie został przebazowany, zanim lotnisko na Ławicy zostało zbombardowane przez Niemców, a więc historia o zbombardowaniu domów w Alejach Mickiewicza przez Fischera von Mellarda, powinno ulec weryfikacji.

Ludwik Misiek ma własną teorię, która jest najbardziej prawdopodobna. Samolot dwupłatowy przyleciał z lotniska Stare Olesie a był nim samolot Henschel HS 123, niemiecki samolot dwupłatowy, który oprócz karabinów maszynowych, zabierał kilkanaście małych bomb przeciwpiechotnych po 2 kg każda – pisze Jacek Norbert na portalu Zapomniane miejsca.

Na Twoim forum o wojnach światowych http://www.dws.org.pl/viewtopic.php?f=5&t=134437 znajduję kolejną próbę wyjaśnienia  bombardowania Pleszewa.

21 lutego 2015 roku pojawił się zapis, podsumowujący dyskusję o bombardowaniu Pleszewa 1 września 1939 roku. Wynika z niego, że to nie Edward Fischer von Mellard zrzucił bomby na pleszewian.

Jeśli kogoś to interesuje, to Pleszew został zbombardowany 1.9.39 przez załogę Uffz Meichaner /Fw Eberhardt z 4.(H)/23. Zrzucono prawdopodobnie 12 bomb, celując w koszary południowo – wschodniej części miasta. Zameldowano trzy trafienia w budynki koszarowe. Załoga leciała na He 46- czytamy na Forum.

Pleszewianie widocznie skojarzyli samolot He 46 z Gipsy Moth Mollarda, jemu przypisując atak. I tak już zostało na lata – czytamy na Twoim forum o wojnach światowych.

Być może warto zweryfikować zawarte w pleszewskich opracowaniach informacje o winowajcy śmierci dziesięciorga pleszewian 1 września 1939 roku? Albo przynajmniej obok wersji domniemanej opartej na wypowiedziach „niektórych świadków zdarzenia”, umieścić wersje bardziej prawdopodobne?

Zdjęcia ulicy Aleje Mickiewicza zrobiłam 30 sierpnia 2018 roku. 80 lat temu stały tu tylko domki dla wojskowych, te ze spadzistymi dachami. Dopiero po wojnie zabudowano ulicę "bliźniakami" - pudełkami.

  

Aleja Mickiewicza 79 lat po tragedii 30 sierpnia 2018 roku

Zdjęcia z uroczystości poświęcenia pomnika na cmentarzu w Pleszewie 1 września 1982 roku z archiwum Zbigniewa Jana Haina

 

 

 

 

 

 

 

 

Skomentuj na Facebooku