Irena Kuczyńska
Pleszewianie Region Pleszewski

Odeszła farmaceutka śp.Teresa Wolniak

pierwsza w Pleszewie aptekarka z tytułem magistra

Zmarła Teresa Wolniak  – pierwsza w historii Pleszewa farmaceutka z tytułem magistra i dyplomem Akademii Medycznej w Poznaniu. Miała 88 lat.
Kiedy 4 lata temu przeprowadzałam  z panią Teresą wywiad do „Gazety Pleszewskiej”, farmaceutka wciąż jeszcze pracowała. Już nie na etacie, ale kiedy kierowniczki prywatnych aptek szły na urlop, prosiły panią magister o dyżury na zapleczu.  Nie można zostawić apteki z samym technikiem farmacji. A ona chętnie do apteki szła.

Z Pleszewem Teresa Wolniak była związana od 1939 roku. Miała niecałe 7  lat, kiedy tu przyjechała do wujostwa Jenerowiczów.  W domu rodzinnym w Jarocinie było nas dwanaścioro, dziewięć sióstr i trzech braci. My z Wandą przyszłyśmy na świat ostatnie, w roku 1932. Najstarsza Jadwiga była już dorosła – wspominała pani Terenia. Więc kiedy Anna Jenerowicz zaproponowała, że jedną z bliźniaczek weźmie do siebie do Pleszewa, Terenia powiedziała, że z ciocią pojedzie.

Trzy lata później zmarł w Jarocinie ojciec,  kilka miesięcy po nim odszedł wujek Józef Jenerowicz. Mała Terenia została z ciocią Anią. W czasie wojny uczyła się w niemieckiej szkole w Pleszewie, po wojnie zgłosiła się do Dwójki. Zgodnie z wiekiem trafiła do VI klasy. Potem  przeprowadzono egzaminy i niektórzy musieli z klasy VI cofać się do II. Ona została w VI.

Kuzyn – Kaziu Pietz, namówił ją, żeby po skończeniu VI klasy,  przeszła  do Gimnazjum im. St. Staszica. Była taka możliwość, ale Teresa bardzo bała się matematyki. Po kilku lekcjach z kuzynem,  zdała do gimnazjum. Spotkała się tam z Krystyną Boguś. I ta znajomość przetrwała wiele lat.

Zaczynały naukę w gimnazjum, maturę zdawały już w  liceum, bo w tym czasie była reforma systemu edukacji. Prof. Tadeusz Miszke uczył matematyki, Jadwiga Kościńska języka angielskiego, prof. Józefiak historii. Książki były przedwojenne. Pani Terenia miała je po kuzynach.

Po maturze w 1951 roku pojawiło się pytanie, co dalej? – Wydział lekarski nie bardzo mi podchodził, ale farmacja ? Czemu nie – wspominała Teresa Wolniak – wtedy jeszcze Grzesińska. Przez całe studia mieszkała z siostrami, najpierw z najstarszą Jadwigą, a kiedy ta wyszła za mąż, to z Wandą. Często jeździła do cioci do Pleszewa, korzystając jako córka kolejarza, z darmowych i ulgowych biletów.

Cztery lata minęły. Z dyplomem magistra zapukała pani Teresa do jedynej w Pleszewie apteki Pod Orłem, gdzie kierownikiem był przedwojenny właściciel Józef Suchocki. Nie miał on zamiaru zatrudniać młodej farmaceutki z dyplomem magistra. – Kiedy mnie zobaczył, zapytał: kto dzieciom daje dyplomy magistrów – wspominała farmaceutka.
W końcu musiał ją przyjąć, bo właśnie do tej apteki w Pleszewie, ze względu na stan zdrowia, skierowała młodą panią magister Komisja Przydziału Pracy. – Wtedy w aptece oprócz kierownika pracowała jego żona Wanda oraz pani Helena Szcześniak – wspominała Teresa Wolniak.

60 lat temu lekarstwa były przeważnie robione na miejscu w aptece. Dziennie jedna osoba musiała zrobić nawet 80 leków, maści, kropli, syropów. Recepty wpływały i trzeba było robić. A klienci chcieli już, zaraz, za godzinę. Jak już przyjechali pociągiem, autobusem, rowerem, koniem, czy dotarli pieszo do miasta z receptą od lekarza, to chcieli to w tym samym dniu odebrać. Trzeba było się śpieszyć i robić.

 Najgorzej było w dni targowe, w poniedziałki i w czwartki, kolejka stała do samych drzwi – wspomina pierwsza pleszewska magister farmacji z nakazem pracy. W latach 60. lekarze często zaglądali do apteki, farmaceuci wiedzieli, co kto zapisuje.

W aptece były jeszcze przedwojenne ciemne szafy z napisami na szufladkach, ciemne słoje, kasa z ,,takim kręciołkiem’’. Były też nocne dyżury. Farmaceuci spali w aptece, a na początku były tylko trzy panie, więc dyżur przypadał co trzeci tydzień. – Do północy się nie spało, potem człowiek mógł się zdrzemnąć – mówiła Teresa Wolniak.

Męża Mariana poznała na zabawie w kasynie. – W tej grupie był Jasiu Łubiński z Wiesią Dominiczak, Józiu Boniarczyk, Maria Jurdecka z Jerzym Salamonem, Marian Wolniak. Wiedziałam, że jest nauczycielem. I tak zaczęliśmy się spotykać – mówi pani Terenia.

Z tej zabawy wyszły cztery małżeństwa. Z Marią Salamon, która rok po niej skończyła farmację, nawet razem później pracowały. Józef Suchocki bał się, że za chwilę wszystkie będziemy w ciąży i trzeba będzie aptekę zamknąć – mówiła pani Teresa.

Ich ślub odbył się w 1957 roku. Mąż był 6 lat starszy, pracował najpierw w wydziale oświaty, potem w pleszewskim liceum. Ciocia Ania pomagała wychowywać dzieci. Najpierw w 1960 roku urodził się Piotr, cztery lata później Dorota.  Kiedy rok później okazało się, że jestem znów przy nadziei, ciocia się przestraszyła. Bała się, czy da radę z trójką. Ale było dobrze.

Na ulicy ruch był niewielki. Wypuszczała małego Piotrusia do domu parafialnego, gdzie była ,,katechizacja’’ i patrzyła przez okno, czy dobrze idzie – wspominała Teresa Wolniak. Ciocia, zwana później babunią, wychowała całą trójkę. Jeszcze liceum wszyscy zdążyli pod jej opieką skończyć. Pani Teresa mogła spokojnie pracować.

I pracowała przez 42 lata, na pełnym etacie, do siedemdziesiątki. Kiedy w 1984 roku przechodził na emeryturę Józef Suchocki, została kierowniczką apteki Pod Orłem. Kiedy w Pleszewie CEFARM tworzył kolejne apteki, farmaceuci zmieniali miejsca pracy. Kiedy powstała apteka przy szpitalu, Teresa Wolniak też w niej pracowała.

 Komputer w aptece oswoiłam od razu, nie było problemu z systemem – mówiła farmaceutka. Jej córka Dorota poszła w ślady matki, skończyła farmację, przez jakiś czas panie pracowały w jednej aptece. Od kilku lat córka prowadzi własną aptekę w Czerminie.

Czym się różni apteka z lat 60. od współczesnej apteki? – Wtedy dużo leków się robiło, teraz prawie wszystkie lekarstwa są gotowe. Niezmiennie od 60 lat sprzedaje się pabialginę, pyralginę, polopirynę, krople na serce, krople na żołądek – mówiła 4 lata temu  farmaceutka.

60 lat temu była jedna apteka w powiecie, teraz jest ich 16 w samym tylko Pleszewie. Duże apteki sieciowe zabijają małe prywatne apteki. Przybyło lekarzy, przybyło recept. Kiedyś po piśmie farmaceuta  rozpoznawał  lekarza. Teraz coraz częściej recepty są pisane na komputerze. Aptekarz nie musi znać lekarza – mówiła najstarsza pleszewska farmaceutka 4 lata temu.

Teresa Wolniak była bardzo aktywną seniorką. Przez wiele lat była wdową. Można   było ją spotkać w Muzeum Regionalnym na wernisażach wystaw, na wykładach i koncertach. Uczestniczyła w zjazdach absolwentów pleszewskiego liceum, zwłaszcza w spotkaniach swojego rocznika.

Na zdjęciach poniżej mgr Teresa Wolniak na otwarciu wystawy Rodzina Suchockich w Muzeum Regionalnym w Pleszewie: zdjęcia z Hanną Suchocką, Elżbietą Suchocką – Gajewską, córką Dorotą i znajomymi m.in. farmaceutkami

Dzisiaj podczas spaceru znalazłam klepsydrę z informacją o odejściu Teresy Wolniak. Zrobiło mi się smutno. Spotykałyśmy się na imprezach organizowanych w liceum, gdzie bywała jako żona profesora Mariana Wolniaka. Otwarta na świat i na drugiego człowieka, pozostanie pani Teresa w mojej wdzięcznej pamięci.

Skomentuj na Facebooku