Irena Kuczyńska
Region szamotulski Rodzinnie

Cicha bohaterka z Ostroroga

Nominuję moją cioteczną babkę Stanisławę Nowacką z Ostroroga do  galerii, którą z okazji Roku Kobiet tworzy Instytut Pileckiego w Warszawie.

Kiedy przeczytałam na Facebooku zachętę do opisania kobiet, które w 1918 roku po raz pierwszy skorzystały z prawa wyborczego, już wiedziałam, że ciocia Stasia – najstarsza siostra mojej babci Józefy (na zdjęciu z 1920 roku siedzi z książką, obok stoi Marcjanna), musi się w tej galerii znaleźć.

Urodziła się w roku 1893 w Ostrorogu. Bardzo szybko straciła ojca, ale że ojczymem został stryj – brat taty Tomasz Nowacki, sieroctwa raczej nie odczuwała. Ale dopóki żyła pielęgnowała jego grób na cmentarzu w Ostrorogu.

Stanisława miała ośmioro młodszego rodzeństwa. Z najmłodszym bratem dzieliło ją 20 lat różnicy wieku. I to z jego rodziną związała swoje życie, pozostając na rodzinnym gospodarstwie i pomagając w wychowaniu czterech bratanic.

Wracam jednak do młodych lat cioci Stasi, bo tak ją w rodzinie nazywaliśmy. Jak wszystkie dzieci w Ostrorogu uczęszczała  do niemieckiej szkoły, która znajdowała się niedaleko jej domu przy ulicy Poznańskiej.

Kiedy weszło zarządzenie władz pruskich o nauczaniu religii  w szkole po niemiecku, Stasia zaprotestowała. Nie wyobrażała sobie odmawiania „Ojcze Nasz” w obcym języku.

Razem z nią zaprotestowało kilka koleżanek. Nie znam, niestety, ich imion ani nazwisk. Ale wiem, że wszystkie one, za karę, musiały pół roku dłużej chodzić do szkoły. Być może otrzymały też bicie od nauczyciela, ale ciocia o tym nie wspominała. Nigdy nie mówiła o nikim źle. Taka już była.

Rodzina moich pradziadków była bardzo religijna. Walentyna i Tomasz Nowaccy  prenumerowali „Przewodnik Katolicki”, który w 1895 roku zaczął wychodzić w Poznaniu z inicjatywy arcybiskupa Floriana Stablewskiego.

Pamiętam jeden z pierwszych roczników „PK”, jeszcze z XIX wieku, który był w domu moich dziadków w Ostrorogu przy ul. Wronieckiej.

Z bogatego księgozbioru uratował się on,  kilka tomików „Żywotów Świętych” wg ks. Piotra Skargi wydanych w Krakowie w 1899 roku oraz „Rok Święty członków Straży Honorowej i przyjaciół Najświętszego Serca Jezusowego”  (1932 Kraków)”, który ciocia ofiarowała w prezencie ślubnym swojej siostrzenicy Aleksandrze.

Z opowiadań mojej mamy wiem, że kiedy rozpoczynała się II wojna światowa, Stanisława zakopała skrzynię pełną książek i gazet na podwórku. Niestety, woda spływająca z dachu, wsiąkała w ziemię i książki zamokły. Tylko kilka egzemplarzy ze sporej biblioteki, przetrwało. „Żywoty Świętych” mam u siebie i czasem do nich zaglądam.

Z opowiadań mojej babci Józefy – siostry Stanisławy wiem, że  w ich domu rodzinnym jeszcze  w czasach zaboru pruskiego, zawsze  kupowano katolicką gazetę, „żeby dzieci mogły się uczyć czytać i pisać poprawnie po polsku”.

Kiedy w 1918 roku odrodziła się Polska, Stanisława miała 25 lat i  prawa wyborcze. Jestem pewna, że z nich skorzystała i poszła głosować. Podobnie jak jej młodsza siostra Marcjanna urodzona w 1897 roku. Józefa – moja babcia (rocznik 1901), prawa wyborczego jeszcze nie miała.

Stanisława Nowacka była oczytana,  umiała poprawnie pisać po polsku, co nie było tak powszechne, wszak w pruskiej szkole uczono dzieci tylko pisania w języku niemieckim.

Była aktywna w organizacjach katolickich.  Jej ojciec, czyli mój pradziadek Tomasz, działał w Radzie Parafialnej, a kiedy zbierano pieniądze na Pomnik Serca Jezusowego w Poznaniu, też znalazł się na liście ofiarodawców, czego ślad znalazłam w „Gazecie Szamotulskiej”.

Pewnie dlatego, w latach 20. XX wieku patronka kościoła w Ostrorogu hrabina Barbara Kwilecka z Dobrojewa, w porozumieniu z proboszczem, którym był ks. Włodzimierz Sypniewski, wysłała Stanisławę Nowacką na kurs ochroniarek do Poznania.

I kiedy w Ostrorogu zbudowano w latach 20. XX wieku Dom Katolicki, gdzie utworzono  ochronkę,  poprowadziła ją ciocia Stasia.

Dom Katolicki w Ostrorogu

Moja 93 – letnia mama Irena, która jest jej chrześniaczką, do dziś pamięta piosenkę „My jesteśmy krasnoludki” śpiewaną w ochronce w Ostrorogu. Chociaż do ochronki chodziła sporadycznie, kiedy wraz z rodzicami przyjeżdżała na wakacje do Ostroroga.

Po wojnie Dom Katolicki w Ostrorogu państwo Kościołowi zabrało i urządziło w nim kino. Ciocia Stasia odeszła w cień, nie angażowała się już w życiu parafii, jeśli nie liczyć Żywego Różańca i Straży Honorowej.

Należała też do III Zakonu św. Franciszka i na dni skupienia wędrowała z Ostroroga do  klasztoru Ojców Franciszkanów  Wronek pieszo. Pieszo też wracała, a jest to 13 km drogi w jedną stronę.

Zapytana  w nocy na drodze przez mężczyznę jadącego rowerem, czy się nie boi sama iść, wyjęła z kieszeni różaniec i powiedziała: nie jestem sama!

Stanisława Nowacka do końca życia, a odeszła w sierpniu 1980 roku, służyła bliźnim. Pojawiała się zawsze, kiedy była potrzebna.

Pamiętam ciocię, jak w długiej ciemnej spódnicy, z szyją oplątaną długim szalem, biegła przez pole do najmłodszej siostry Maryni, pomóc jej przy dzieciach. Wiem, że wspierała ubogich, dzieląc się tym, co miała. A miała niewiele. Bo z majątku zrezygnowała na rzecz brata.

Skromna, dobra, życzliwa, nazywana w Ostrorogu ochroniarką przez swoich dawnych wychowanków. Nie używała wielkich słów mówiąc o Bogu i Ojczyźnie. Lubiła książki, ufała Bogu  i kochała ludzi.

Nie miała swoich dzieci, ale kochała potomstwo swoich sióstr i braci a potem też ich wnuczęta i prawnuczęta. Przetrwała w naszych myślach i wspomnieniach. Dała początek licznemu i bardzo rozbudowanemu klanowi nauczycieli w naszej rodzinie.

Kiedy odwiedzamy cmentarz w Ostrorogu, zawsze zatrzymujemy się przy grobie, w którym razem z rodzicami i siostrą Marcjanną spoczywa Stanisława Nowacka – jedyna znana z imienia i nazwiska uczennica szkoły w Ostrorogu, która nie chciała modlić się po niemiecku i została za to ukarana.

 

Skomentuj na Facebooku