Irena Kuczyńska
Region Pleszewski Z historii

Córka przeżyła, ojciec zmarł

Mieczysław Wejchmann był jedną z ofiar  wybuchu wraku sowieckiego czołgu  w Pleszewie.  27 lutego 1945 roku, wyszedł na próg domu z dwuletnią Janeczką na ręku. Tam dosięgnął go odłamek i śmiertelnie ranił. Dziewczynce nic się nie stało.

Mieczysław Wejchmann z Janeczką

Kilka dni temu rozmawiałam z „Janeczką”, czyli panią Janiną Masztalerz, która o tragicznych wydarzeniach, (wybuchu wraku sowieckiego czołgu) w których uczestniczyła, dowiedziała się od swojej mamy. Chociaż pewne obrazy w pamięci zachowała.

Tu muszę na moment przerwać opowiadanie pani Janiny, aby przybliżyć Czytelnikom wydarzenia z 24 stycznia 1945 roku, kiedy niemiecki żołnierz rzucił minę w nadjeżdżający od strony Kalisza sowiecki czołg. Czołg eksplodował, czołgiści zginęli, a wrak zepchnięto pod ratusz. Szczegóły w tym linku : http://irenakuczynska.pl/wyzwolenie-pleszewa-spod-okupacji-niemieckiej-wybuchem-czolgu-tle/.

O wybuchu wraku sowieckiego czołgu, który przez miesiąc stał przy pleszewskim ratuszu, o jego ofiarach, już pisałam:http://irenakuczynska.pl/zapomniana-rocznica-smierci-12-pleszewian-we-wraku-sowieckiego-czolgu/

Wrak czołgu na rynku

Janina Masztalerz była za mała, żeby pamiętać to, co się stało. Ale tragiczna rodzinna historia wciąż powracała.  Opowiadanie matki przeplatało się z tym, co dwuletnie dziecko zapamiętało.

Wie, że tata wyszedł z nią na próg kamienicy w której mieszkali. Chciał, podobnie jak inni pleszewianie, wysłuchać ogłoszeń nadawanych przez radiowęzeł. Wszak wojna jeszcze trwała.

Drzwi domu znajdowały się na wprost wraku czołgu, który tu leżał od 24 stycznia. Pleszewianie wspominają, że dzieci wchodziły do wraku i być może „bawiły się w wojnę”.

Nagle rynkiem wstrząsnął huk. Mama pani Janiny usłyszała go z mieszkania. Wkrótce zobaczyła w drzwiach męża z córeczką. Podał jej dziecko, upadł na leżankę ze słowami: Andzia, jelita mi wyszły! Trafił do pleszewskiego szpitala. Po trzech dniach, wskutek zakażenia zmarł.

Wrak czołgu

Z tamtego strasznego dnia pani Janina pamięta, że wszyscy byli w szoku. Mama „miała ręce całe zakrwawione, bo niosła na rękach Tadzia – syna sąsiadów – a ona krzyczała: mamusiu, myj te ręce!”

Dopiero jak trochę podrosła, uświadomiła sobie, że miała wielkie szczęście. Przecież miała nogi na taty brzuchu. Gdyby odłamek trafił parę centymetrów wyżej, mogłaby stracić  nogi.

Tamten  dzień utkwił w świadomości  małej Janeczki. Mówi, że przez wiele lat na bramie ich domu pozostawał  krwawy ślad po mózgu jednej z dziewczynek, która zginęła. I ona ciągle go widziała. Dopiero po latach go zamalowano.

Kiedy była dzieckiem, nie wspominano w Pleszewie ofiar katastrofy. Władze uczciły sowieckich czołgistów okolicznościową tablicą. Tragicznie zmarli pleszewianie doczekali się upamiętnienia swoich nazwisk  dopiero dwa lata temu, kiedy powieszono nową tablicę na portyku odnowionej kamienicy.

O swoim, tragicznie zmarłym ojcu, pani Janina czerpała wiedzę od mamy, która nie mogła się pogodzić ze śmiercią małżonka. Zdążyli przeżyć ze sobą trzy szczęśliwe, mimo iż wojenne,  lata.

Wejchmannowie - siostry i bracia
Mieczysław Wejchmann urodził się w Pleszewie w 1897 roku.  
Świadectwo chrztu podpisane przez ks. prałata Kazimierza Niesiołowskiego

Pochodził z rodziny pleszewskich obuwników, a z zawodu był handlowcem.  Jego rodzice prowadzili w Pleszewie sklepy z obuwiem. Jeden z nich – na ul. Poznańskiej, jest uwieczniony na pocztówce.

Pocztówka ze zbiorów Muzeum Regionalnego w Pleszewie

Walczył w I wojnie światowej. W latach 1920 /21 służył w wojsku polskim. Potem w Poznaniu pracował w sklepie F. Lisieckiego a później razem ze szwagrem Michałem Eckertem, prowadził  sklep z eleganckim obuwiem przy ul. Kraszewskiego, gdzie „zaopatrywały się aktorki poznańskich teatrów”.

Referencje wydane Mieczysławowi Wejchmannowi przez właściciela sklepu w Poznaniu
Mieczysław Wejchmann w drzwiach sklepu z obuwiem (dzisiaj tam jest Rossman)

Kiedy rodzice – Apolonia i Marcin się pochorowali, Mieczysław wrócił do Pleszewa, znów pracował w sklepach a od 1938 roku prowadził kiosk z papierosami, gazetami przy  ratuszu – tam gdzie  był przystanek autobusowy (dzisiaj w tym miejscu  są toalety).

Przystanek autobusowy i kiosk - lata okupacji, z prawej Mieczysław Wejchmann

Pani Janina pamięta, że  jeszcze po wojnie, do lat 60. był tam przystanek autobusowy i kiosk, który po śmierci ojca, zaczęła prowadzić siostra mamy Józefa Lis.

Wracając do Mieczysława Wejchmana, był on miłośnikiem kręgli. Osiągał doskonałe wyniki, o czym świadczy zdjęcie z długim łańcuchem ozdobionym emblematem z dwoma skrzyżowanymi kręglami z 1925 roku. Był mistrzem Poznania i okolic . W Muzeum Kręglarstwa w Poznaniu są medale, które zdobył pleszewianin. Zdjęcie ojca z medalem przechowuje pani Janina w albumie razem z innymi zdjęciami rodziny Wejchmanów oraz rodziny Lisów.

Mieczysław Wejchman z medalami
Medal

Mama pani Janiny – Anna była z domu Lis. Jej rodzina pochodziła z Kajewa, chociaż mama pani Janki urodziła się w Skrońsku koło Olesna w roku 1912.

Jej rodzice Katarzyna i Walenty pracowali w majątku Rekowskich  w Kajewie, gdzie ojciec  był ogrodnikiem.

Z hrabiami wyjechali do ich drugiego majątku do Skrońska na Dolnym Śląsku, ale po trzecim powstaniu śląskim, wrócili do Wielkopolski. Matką chrzestną Anny Lis była hrabianka  Rekowska.

Anna Lis w parku w Chorzewie

To za sprawą hrabiny  Anna zaczęła uczyć się gotowania w pałacu w Taczanowie pod okiem znanego w okolicy mistrza Hancza.  Pracowała w Chorzewie u Hałazińskich, w Dobrzycy u Czarneckich. W końcu hrabina Maria Taczanowska  z Taczanowa poleciła ją do prowadzenia domu u profesora Uniwersytetu im. Jana Kazimierza we Lwowie Stefana Świeżawskiego, wybitnego filozofa, który po doktoracie  podjął pracę naukową na Uniwersytecie im. A. Mickiewicza w Poznaniu i jako jedyny świecki obserwator z krajów Europy Wschodniej, brał udział w obradach Soboru Watykańskiego II. W 1997 roku otrzymał z rąk prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, Order Orła Białego.

Anna Lis we Lwowie (z prawej strony)
Referencje wydane Annie Lis przez żonę profesora Świeżawskiego

W czerwcu 1939 roku Anna Lis wróciła ze Lwowa do Kajewa do rodziców. Mieczysława Wejchmana poznała dzięki siostrze. Narzeczeństwo nie trwało długo. Ślub młoda para brała w Poznaniu. Zamieszkali w jego mieszkaniu na Rynku 14  w trzech pokojach z kuchnią.

Ślub Anny Lis i Mieczysława Wejchmanna odbył się w Poznaniu

W 1943 roku przyszła na świat Janeczka. Ponieważ mieli duże mieszkanie, w czasie okupacji dokwaterowano im Niemców, którzy też stołowali się u Wejchmanów. Jak Niemcy pouciekali, to Rosjanie tam zamieszkali.

Mieczek z Anną i z Janeczką

Ale życie, mimo ciężkich czasów, było szczęśliwe. Rodzice – jak mówi pani Janka – bardzo za sobą byli. Ojciec pracował w kiosku przy przystanku a mama prowadziła dom i wychowywała dziecko.

Z lewej Mieczysław Wejchmann w rynku przy autobusie

24 stycznia 1945 roku wszystkim się wydawało, że koszmar wojenny minął i nic złego już nie powinno się wydarzyć. Ale się wydarzyło. Z raną w brzuchu, ojciec pani Janiny trafił do szpitala, zwanego Zakładem św. Józefa, gdzie 1 marca zmarł. Kilka dni później wdowa otrzymała rachunek.

Z archiwum rodzinnego - rachunek za udzielenie pomocy rannemu
Mała Janeczka na grobie taty

A potem były spacery na grób taty  na cmentarzu  przy ul. Kaliskiej – wspomina pani Janina. Dodaje, że po śmierci ojca w kiosku jego stanowisko przejęła   ciocia, która wróciła do Pleszewa z Poznania, żeby zaopiekować się wdową i sierotą. Trzeba też było zamienić mieszkanie na mniejsze.

W archiwum rodzinnym pani Janina przechowuje zdjęcia, dokumenty, z których najstarszy pochodzi z roku 1860 i jest to akt urodzenia  dziadka Marcina Wejchmanna. Zna go tylko ze zdjęć. Podobnie jak swego ojca Mieczysława, który zginął, mając swoją córeczkę w objęciach.

Od dwóch lat na kamienicy przy ul. Kaliskiej 2 wisi tablica upamiętniająca ofiary wybuchu wraku czołgu. Wśród 12 nazwisk znajduje się też Mieczysław Wejchmann.

 

 

 

 

 

Skomentuj na Facebooku