Irena Kuczyńska
Region Pleszewski

Dom Chłopaków na ostatniej prostej

Zbliża się otwarcie Domu Chłopaków w Broniszewicach. Siostra Tymoteusza pozwoliła mi zajrzeć do pomieszczeń, w których trwają ostatnie prace porządkowe.

W mojej wędrówce po pokojach, sypialniach, łazienkach towarzyszy mi Irena Sobisiak – inspektor nadzoru branży budowlanej. To ona na bieżąco monitoruje, czy prace przebiegają zgodnie z projektem i wszystkimi zezwoleniami.

Na 8 dni przed uroczystym otwarciem, obiekt jest dopuszczony do użytkowania przez sanepid, straż pożarną i nadzór budowlany. „Czekamy jeszcze na dopuszczenie domu do użytkowania, które wyda Urząd Wojewódzki. Chodzi o dostosowanie domu do potrzeb osób niepełnosprawnych” wyjaśnia mi siostra Agnieszka Tymoteusza Gil, czyli „siostra Tymka”.

O charyzmatycznej dominikance, która odpowiada za budowę  Domu Chłopaków, pisałam już na blogu w marcu tego roku. http://irenakuczynska.pl/buduje-dom-dla-chlopakow/.

Siostra Tymka jest bardzo zajęta, ponieważ dyrektor placówki siostra  Regina i główna księgowa siostra Eliza musiały wyjechać do Krakowa na kapitułę generalną, została – jak mówi – na placu boju sama. A tyle spraw na bieżąco jest do załatwienia.

Na rozmowę z siostrą Tymką, w starym domu, umawiamy się na później, tymczasem moją przewodniczką po domu jest Irena Sobisiak. Dominikanka  podkreśla, że jest Irena dobrym duchem tego domu.

Tymczasem „dobry duch” prowadzi mnie od starego domu, przez plac, na którym trwają prace porządkowe, ku nowemu obiektowi, przed którym jest ułożona trwa, posadzone są kwiaty a oszklone drzwi zapraszają do środka.

W holu na ścianie wielki napis zawierający imiona i nazwiska wszystkich darczyńców. Wygląda imponująco. Potem poproszę siostrę Tymkę, żeby zapozowała mi do zdjęcia. Robi to chętnie. Towarzyszy jej Jarek, który swojej „Tymki” nie opuszcza nawet na moment, kiedy wyszła z biura na czas sesji zdjęciowej.

Ale o darczyńcach będzie później. Tymczasem rozglądam się po obszernym holu, gdzie już stoi akwarium z rybkami, jest telewizor, narożnikowa kanapa, ale budowlańcy coś tu jeszcze robią.

 Jarek, siostra Tymoteusza i Irena Sobisiak
Jarek przy akwarium podarowanym przez właścicieli sklepu Kajman w Pleszewie

Na dalszą wędrówkę po zakamarkach Domu Chłopaków podążam za Ireną Sobisiak. Skręcamy w prawo w korytarz, który prowadzi do części domu, w której zamieszka grupa chłopaków. Tapeta w paski – rozpoznawalna dla przyszłych mieszkańców tego domu.

Zaglądam do pokoików. Wszystkie są umeblowane. Ze ścian patrzą na mnie zwierzaki – trzy duże psie mordki, bigiel podobny do psa Ireny Sobisiak. Są motocykle, jest zespół muzyczny, ciągnik, widok miasta pełnego wieżowców.

Korytarz w kratkę Korytarz w paski Tapety na ścianach Pokój dzienny Wnętrza bezinteresownie zaprojektowała Marta Gerting. Każda grupa chłopaków ma część domu. Jest to pokój dzienny z aneksem kuchennym, wygodnymi kanapami, telewizorem. W jednym przypadku jest to nawet wyjście na trawnik i miejsce relaksu na świeżym powietrzu.

Wyjście na teren zielony z pokoju dziennego

W pokojach są szafy, w niektórych już wiszą i leżą ubrania. Wszędzie jest nowa pościel. Do nowego domu ze starego będzie chyba tylko przeniesiona odzież. Na półkach leżą książki, zabawki, nad drzwiami krucyfiksy.

                Pusta przestrzeń pokoi powoli się zapełnia

Każdy pokoik mieszkalny – dwuosobowy ma łazienkę. Są one różne, a wszystkie dostosowane do osób niepełnosprawnych. Są uchwyty przy toaletach. W niektórych łazienkach są wanny z drzwiami szklanymi, w innych kabiny prysznicowe bezprogowe tylko z zasłonką.

Są kabiny przeszklone, wysokie i takie półkabiny. Wszystko z myślą o przyszłych mieszkańcach i ich niepełnosprawnościach.

Zdarza się, że z jednej dużej łazienki prowadzą drzwi do dwóch pokojów. W jednej łazience widziałam wannę ruchomą do mycia chłopaków leżących.

Podczas gdy jeden korytarz jest w paski, inny jest w kratkę. Pomaga to przyszłym mieszkańcom w znalezieniu swojego pokoju.

Na drzwiach widzę małe wizytówki z imionami chłopaków, którzy w pokojach zamieszkają. To wskazówki dla tych, którzy pomagają przenosić rzeczy osobiste chłopaków ze starego domu do nowego. Jedną taką ekipę z torbami, spotkałyśmy.

Przeniesiono już do nowego domu obrazy święte ze starego pałacu, które wkrótce zawisną na ścianach. Czekają też antyramy, gdzie zdjęcia chłopaków się pojawią – tłumaczy siostra Tymka. Wszystko ma być tak jak w domu. Stare obrazy po dziadkach czy pradziadkach „omodlone”, rodzinne fotki, które budzą wspomnienia i świadczą o ciągłości.

Irena Sobisiak zwraca mi uwagę na wszystkie zabezpieczenia, które muszą być, na dozowniki w łazienkach nie tylko z mydłem ale i z płynem dezynfekującym.

Na piętrze są pomieszczenia dla pracowników Domu Pomocy. Dla każdego jest szafka na odzież, jest miejsce na wypicie kawy czy herbaty.

W zasadzie do nowego domu jeszcze nikt się nie przeniósł, no może z jednym wyjątkiem. Pani Regina – krawcowa w jednym z pokoi ma rozstawiony duży stół krawiecki, maszynę, żelazko  bezprzewodowe. A na manekinie wisi śmietankowy habit.

W takim dużym domu zawsze jest coś do przeszycie, do naprawienia – mówi pani Regina i uśmiecha się, kiedy pytam, czy naprawdę umie szyć habity. Oczywiście, że umie. Przecież pracuje u sióstr od lat.

W jednym z przyszłych pokoi dziennych na podłodze stoją kartony, kartoniki, stoją torby papierowe, leża koszulki, kubeczki, „smycze” na klucze, torby. Niektóre z pingwinami.

A wśród tego wszystkiego dwójka młodych ludzi. Przygotowują fanty na loterię. Przedstawiają się. Kamil Lis jest bratankiem siostry Tymki,  studentem automatyki i robotyki na politechnice krakowskiej, ma 22 lata.

Mówi, że do Broniszewic przyjeżdża jako wolontariusz od 5 lat, pierwszy raz na zaproszenie cioci -  siostry Tymoteuszy. Zajmuje się chłopakami, chodzi z nimi na spacery, na gokatry, jeździ na basen czy kawę i ciasto.
 Jako bratanek siostry Tymoteuszy jeżdżę również autem jako kierowca z chłopcami, np. do lekarza czy też z siostrami na zakupy czy do urzędów.  Gram z chłopakami w piłkę, słucham koncertów Daniela czy sam gram dla chłopaków na pianinie, czasami razem z nimi, a czasem z Jarkiem: ja na pianinie a on na perkusji. W tym roku doszła również praca w nowym domu: układanie trawników, sprzątanie, czy prace w środku domu - podkreśla Kamil. Jego towarzyszka to Adrianna Oleksy. Jak mówi - przyjechała do Broniszewic z Bochni.

Z okien rozpościera się piękny widok na dom, w którym mieszkają siostry, na plac, na którym powstaje zagroda dla zwierząt. Ale o niej za chwilę…

Ja z przyjemnością patrzę z okien na zieleń, która już jest i wyobrażam sobie kolejne skwery, klomby pełne pięknych roślin. Zagospodarowanie całego placu jest kolejnym przedsięwzięciem sióstr.

I jeszcze strych. Można do niego dojechać windą. W połowie jest zagospodarowany na oddział rehabilitacji. Po obu stronach drzwi, każde innego koloru. Irena Sobisiak podpowiada, że kolory mają ułatwić chłopakom orientację w tej przestrzeni. Kolor drzwi ma się kojarzyć z rodzajem rehabilitacji.

Tu spotykam dwie dziewczyny. Zmywają podłogi i uśmiechają się. Marija wraz z koleżanką przyjechała z Ukrainy i u sióstr znalazła pracę i dach nad głową. Podkreśla, że „gdyby wszyscy Polacy byli tacy dobrzy, jak te siostry, byłyby w Polsce szczęśliwe”.

W innych okolicznościach, kilka tygodni temu przypadkiem dowiedziałam się, że obie panie zostały przed zamieszkaniem u sióstr oszukane i wykorzystane.

Wychodzimy z Ireną Sobisiak z domu. Spotykamy siostry, pracownicę świecką oraz chłopaków, którzy w torbach przenoszą drobiazgi do nowego domu.

Jeszcze po drodze Irena pokazała mi kotłownię. Opowiedziała, ile trudności było na każdym etapie budowy, którą siostry realizowały etapami w miarę, jak zdobywały kolejne miliony.

Ale o tym rozmawiamy już we trzy w gabinecie siostry dyrektorki Reginy. Siostra Tymka ma swoje biurko z laptopem w biurze ogólnym.

  Stanowisko pracy siostry Tymki - we wspólnym biurze także z siostrą Eliaszą zwaną tutaj "siostrą Gessler" - bo wszystkich karmi
Siostra Eliasza

Na chwilę rozmowy przenosimy się do gabinetu nieobecnej siostry Reginy. Biurko zastawione segregatorami z dokumentacją z budowy. Staroświecka szafa też pęka w przysłowiowych szwach.

Tymczasem do gabinetu wpada dyrektorka Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie Grażyna Kaczmarek. Chwali siostry od samych drzwi.

„Drugiego takiego domu nie ma w całej Polsce a może nawet w Europie. W ciągu 40 lat pracy nie spotkałam nigdy ludzi, którzy by się rzucili z motyką na słońce” – mówi i patrzy na uśmiechniętą zakonnicę.

A ja proszę siostrę Tymkę, żeby mi po raz setny przypomniała, od czego się zaczęła dobra passa. Bo o tym, że stary pałac przestał spełniać standardy, że był pomysł na rozproszenie broniszewickiej wspólnoty po innych domach, o braku kasy na nowy dom i o ich decyzji o budowie nowego domu, w zasadzie wiemy. O „Bronkach” z Broniszewic mówiły chyba wszystkie najważniejsze stacje telewizyjne i radiowe w Polsce, pisały gazety, portale internetowe.

Więcej w tym linku:http://irenakuczynska.pl/dom-chlopakow-ponad-podzialami/

Stary pałac zbudowany w 1898 roku, nie spełnia, niestety, wymogów bezpieczeństwa

Kto śledzi stronę internetową Dom Chłopaków https://domchlopakow.pl/ oraz profil na portalu społecznościowym https://www.facebook.com/dpsbroniszewice/?fb_dtsg_ag=AdwEslfEVFEh3Tx3yK492dTWMFSDJWvudO332NpM1mFERA%3AAdzX1pFczSCFu3p84WIuwZ1Syb25cPwbltoqusHSRgrGhQ,  ten dokładnie wie, o co chodzi.

Wystarczy w internecie wpisać hasło i natychmiast wyskakują dziesiątki różnych informacji o postępach w budowie domu dla 56 niepełnosprawnych synów – jak nazywają siostry swoich podopiecznych.

Siedząc w zaciszu gabinetu, pytam siostrę Tymkę, od kiedy popłynął szerszy strumień pieniędzy na budowę domu. Bo pierwszy milion złotych, jak mówi, wyżebrały pod kościołami.

I szło ciężko. Po zaproszeniu do programu Jana Pośpieszalskiego „Warto rozmawiać”, o ich bezkompromisowej decyzji usłyszała Polska, tym bardziej, że Jan Pośpieszalski zaprosił siostry z widowni do strefy rozmów.

Zadał mi pytanie: jak siostry reagują na to, że rodzice abdykują od swoich dzieci? Odpowiedziałam bez namysłu, wiedziona chyba Duchem świętym, że „my nie oceniamy rodziców, my po prostu kochamy chłopców”. I potej audycji wpłynął na konto drugi milion złotych – mówi siostra.

Potem już szło lepiej. W kwietniu 2017 roku z okazji Dnia Pingwina siostra Eliza nakręciła dla żartu filmik, w którym siostry naśladowały chód pingwina. Stał się on hitem internetu. I zaowocował. Kasa popłynęła a pingwin stał się jednym z symboli budowy.

W sumie do dzisiaj na konto Domu Chłopaków wpłynęło ponad 7 000 000 złotych. Irena Sobisiak podkreśla, że nie można było zlecić budowy od razu, tylko sukcesywnie wraz z dopływem pieniędzy na konto. Nikt przecież nie wiedział, jak pójdzie kwesta na dom.

Pierwsze pieniądze wystarczyły na stan surowy otwarty. Potem na każdą prawie rzecz ogłaszano przetargi, co było trochę kłopotliwe ale pozwoliło oszczędniej gospodarować kasą – mówi Irena Sobisiak, która spędza na budowie dużo czasu. I tak naprawdę zna się na wszystkim. Pewnie dzięki temu udało się rozwiązywać wiele problemów na bieżąco.

Kiedy tak wędrowałam z Ireną Sobisiak po budowie, widziałam, że jest nie tylko zaprzyjaźniona z inwestycją i każdy zakamarek zna, ale też z osobami, które tworzą broniszewicką społeczność, siostrami, chłopakami, których zna po imieniu i którzy ją serdecznie pozdrawiają.

Ale wracam do budowy. Siostra Tymka podkreśla, że nie jest w stanie dokładnie oszacować wartości darów, które wciąż spływają do Broniszewic. Są to m.in. meble z IKEI, akwarium, stół do cymbergraja, jest nieodpłatna pomoc panów z aresztu śledczego w Ostrowie Wlkp. przy zagospodarowywaniu terenu pod zagrodę, gdzie zamieszkają zwierzęta: kozy, alpaki, kury.

 Zagroda

Na razie dom jest skończony i wyposażony. Teraz trzeba zbierać pieniądze na zagospodarowanie obejścia domu, uporządkowanie parku, założenie ogrodu.

Nadchodzący tydzień minie na przygotowaniach do uroczystego otwarcia obiektu połączonego ze 100 – leciem zgromadzenia.

Każdy może się czuć zaproszony. Uroczystość rozpocznie się w sobotę 1 września o godzinie 11.00 mszą świętą w intencji chłopaków i darczyńców.

O 12.30 dom poświęcą ojcowie dominikanie z Łodzi – zaprzyjaźnieni z „Bronkami”, bo tak w skrócie mówi się o siostrach dominikankach w okolicy. Dodam, że nawet pies, którego przywiozły razem z ciągnikiem (tak mówi Irena Sobisiak), ma na imię Bronka.

W sobotę 1 września po poświęceniu domu będzie uczta – wspólna degustacja dominikańskiego bigosu. A potem loteria fantowa z laptopem w roli fanta głównego i pobytem w SPA w Sopocie.

Wśród gości wiele znakomitości nie tylko z Polski, ale też z Kanady, Chicago w USA, Brukseli w Belgii – wylicza siostra Tymka.

I prosi, żeby podkreślić wielką i bezinteresowną pomoc zwłaszcza Ireny Sobisiak – inspektora nadzoru, Magdy Gerting – architekta wnętrz, Katarzyny Zawady – artystki, która bezinteresownie koncertuje na rzecz budowy domu, nagrała też teledysk z piosenką promującą Broniszewice. Tekst i muzykę napisał Jakub Grzegorek.

Katarzyna uświetni też uroczystość otwarcia Domu Chłopaków. Zaproszony jest też Jan Pośpieszalski, który razem z Katarzyną Zawadą zaśpiewa piosenkę o Broniszewicach. Imprezę poprowadzą: Kasia Olubińska i Krzysiu Skórzyński.

Na pewno będzie pięknie. Jestem zaproszona, więc razem z broniszewicką wspólnotą będę przeżywać radość z tego, że się udało dom dla chłopaków zbudować.

Siostra Tymka pokazuje mi na odchodnym szambo, z którym był problem, zagrodę, przy okazji przytula Jarka, który wciąż się przy swojej opiekunce kręci, domagając się uwagi.

A ona przytula, głaszcze, trochę karci, bo buty zgubił i coś w nowym domu spsocił. Widać, że jest nie tylko menadżerką, która potrafi zbudować dom, nie mając kasy. Jest też matką i opiekunką dla  zagubionego nieco nastolatka, szukającego miłości i akceptacji.

Wyjeżdżamy z Broniszewic. Jeszcze rzut oka na ławeczkę usytuowaną naprzeciwko starego pałacu, na której usadowiono  figurę Chrystusa… …i na siostrę Tymkę, która z telefonem przy uchu pobiegła załatwiać kolejne sprawy.

Skomentuj na Facebooku