Irena Kuczyńska
Z historii

Drogi zawiało, a paliwo zamarzało w samochodach

Mróz w Pleszewie sięgał 30 stopni Celsjusza. Pękały drzewa i rury centralnego ogrzewania. Zaspy sięgały 3 metrów. Paliwo zamarzało w rurkach w samochodach. Wojewoda zawiesił zajęcia w szkołach. Chleb na wioski rozwożono saniami zaprzężonymi w konie wypożyczone od rolników. Zima 1978/1979 przeszła do historii jako zima stulecia. Wspominam ją, przy okazji kilku dni zimowych, które mamy teraz.

Alosza zadzwonił do Mieczysława

W 1978 roku mróz złapał zaraz po świętach Bożego Narodzenia. Zaczął padać śnieg. Sypał przez kilka dni. Ówczesny naczelnik miasta i gminy Pleszew Mieczysław Kołtuniewski wspominał, że 29 grudnia, Alosza, czyli Alojzy Staszewski – wojewoda kaliski, znany w Pleszewie jako pierwszy sekretarz partii (Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej) zadzwonił do ratusza, że trzeba ,,przygotować społeczeństwo do odśnieżania”. Przy odśnieżaniu pracowały wszystkie pleszewskie firmy, a zaspy na drogach nieosłoniętych, były wyższe niż człowiek. Pracownicy Państwowego Ośrodka Maszynowego odśnieżali całą ulicę Wojska Polskiego od zakrętu na Fabrycznej do kościoła Najświętszego Zbawiciela.

Pękały rury od centralnego ogrzewania

W pleszewskim ratuszu, zgodnie z zaleceniem wojewody, ustalono dyżury pracowników, którzy koordynowali zaopatrzenie ludności w podstawowe artykuły żywnościowe. Młodszym pleszewianom trzeba wyjaśnić, że wtedy za żywienie ludzi odpowiadali włodarze miasta, bo dystrybucja żywności była pod kontrolą. Zimno było w blokach przy ulicy Polskiej Partii Robotniczej – dziś ul. Reja. Od mrozu pękały rury centralnego ogrzewania, co jakiś czas wyłączano ogrzewanie, żeby spuścić wodę. Niemiłosiernie wiało od okien, były nieszczelne. Zatykanie szpar gazetami, było mało skuteczne. Przez nieszczelne drzwi wejściowe, nigdy nie zamykane, wiało z dworu. Domofonów nie było i nie było zwyczaju zamykania drzwi. Kto miał rodzinę w domku jednorodzinnym, uciekał z bloku. Kto nie miał, musiał marznąć. Ta ,,zima stulecia”, bo tak ją później nazwano, mi osobiście bardzo dała się we znaki. W zimnym mieszkaniu był niemowlaczek urodzony w październiku. Synek chorował. Dogrzewanie ,,farelką” było mało skuteczne. Kiedy wszyscy włączali piecyki, wylatywały korki.

Ogórki zamarzały na stole, ale ludzie się bawili

Taksówkarze, a było ich niewielu w Pleszewie, potem wspominali, że paliwo im zamarzało w rurkach. Jechali do warsztatu ,,podgrzać auto” i wracali na postój, bo chętnych na podwiezienie nie brakowało.
Ale sylwestrowe zabawy się odbyły. Na przykład w Kuźni gm. Chocz bawiono się w remizie. Uczestnicy zabawy sprzed 38 lat wspominają, że ,,farelki wysiadły, wyłączyli prąd, jedzenie stygło, ogórki zamarzały na stole, ale ludzie się bawili”. Droga do Chocza z Pleszewa była nieprzejezdna przez kilka dni. Do Gizałek trzeba było jechać przez Jarocin. Z zimy cieszyli się uczniowie, wojewoda zawiesił na kilka dni lekcje. W Trzech Króli mróz zelżał. Zima stulecia odpuściła. Zaczęto wywozić z miasta śnieg.

 

Zdjęcia: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Skomentuj na Facebooku