Irena Kuczyńska
Podróże Region Pleszewski

Dzień z Marią Dąbrowską i bohaterami powieści ,,Noce i dnie””

Spektakl „Noce i dnie” w kaliskim teatrze  a potem wizyta w Muzeum im. Marii Dąbrowskiej w Russowie – a wszystko jednego dnia i to  za sprawą projektu realizowanego przez Centrum Wspierania Inicjatyw Obywatelskich w Pleszewie.

Przed teatrem. Wśród uczestników projektu są seniorzy oraz wolontariusze skupieni wokół Centrum Wspierania Inicjatyw Obywatelskich

Pewnie nie uwierzycie, ale „Noce i dnie” to jedna z moich ulubionych lektur, a kiedy zamieszkałam w Pleszewie położonym niedaleko Kalisza, czyli powieściowego Kalińca, pokochałam powieść Marii Dąbrowskiej jeszcze bardziej.

Na ulicy Babinej 2 szukałam budynku, gdzie mała Agnieszka Niechcicówna została przez rodziców przywieziona na pensję. Tę samą pensję Heleny Semadeniowej skończyła Marysia Szumska, urodzona w 1889 roku córka Ludomiry z Gałczyńskich i Józefa Szumskich, autorka „Nocy i dni”

W Kaliszu i powiecie kaliskim jest wiele miejsc opisanych w „Nocach i dniach”. Pamięcin to Pamiętów, Tykadłów to Tykocin, Kurza, z której był Żyd Szymszel, który przyjeżdżał do Serbinowa  po „szmaty, płaty, kurze łapy”, a w końcówce powieści wywoził „wielmożną  panią Niechcic” furmanką z płonącego Kalińca, pozostała Kurzą. Podobnie jak Siąszyce koło Rychwała.

Przed dworkiem Muzeum im. Marii Dąbrowskiej w Russowie

Kto czytał „Noce i dnie” albo przynajmniej widział film Jerzego Antczaka, wie, że nominowana kilkakrotnie do Nagrody Nobla w dziedzinie literatury powieść, ma wiele elementów autobiograficznych. Powieściowa Agnieszka to Maria z Szumskich Dąbrowska. W wielu bohaterach książki można z łatwością rozpoznać członków rodziny Gałczyńskich i Szumskich a także mieszkańców okolicznych wiosek.

Zasłuchani i zapatrzeni

Przewodniczka, która oprowadzała nas po Muzeum im. Marii Dąbrowskiej w Russowie, podkreślała, że żyją jeszcze potomkowie Żarneckich (Żarnecka była w „Nocach i dniach” kucharką), Klimeckich (ekonom) opisanych w utworach pisarki.

Mimo, iż muzeum, tak naprawdę stworzono z niczego, bo rodzice Marii Dąbrowskiej, jako zarządcy majątku a nie właściciele,  zmieniali miejsca swojej pracy i wyjeżdżali z całym dobytkiem, to czuje się tu genius loci czyli ducha miejsca, które ukształtowało  przyszłą pisarkę.

Do 1980 roku dworek był zajęty przez szkołę, klub rolnika, bibliotekę. Najbardziej zniszczyli go ludzie, którzy tu otrzymali mieszkania. Mówiła o tym przewodniczka. Przy dworku stały szopki, chlewiki. Trudno było, kolokwialnie mówiąc, opróżnić dworek. Ostatni lokatorzy opuścili go w 2010 roku

 Od  lat 90. do  budynku, który jest własnością Muzeum Okręgowego w Kaliszu,  „powróciły ” duchy dawnych mieszkańców. . Pokoje umeblowano meblami z przełomu XIX i XX wieku oraz pamiątkami z warszawskiego mieszkania Marii i Mariana Dąbrowskich. Na ścianach wiszą portrety.

W  dworku

Jest salon, biblioteka z wydaniami utworów Marii Dąbrowskiej, w tym niedawno wydanych „Dzienników” pisanych przez 50 lat, kuchnia ze sprzętami, które 100 lat temu używano do przygotowywania jedzenia, sypialnia z dziecinnym wózeczkiem, jakim w latach 20. była wożona moja mama, z nocnikiem pod stolikiem nocnym.

Wózeczek w sypialni

Jest  oczywiście gabinet z biurkiem, mapą majątku na ścianie i barometrem, na który wciąż patrzył powieściowy Bogumił Niechcic, kiedy zbliżały się wykopki czy sianokosy lub żniwa.

Gabinet pana domu

Mapa majątku oraz barometr z napisami w języku rosyjskim, wszak Russów do 1919 roku leżał w Królestwie Polskim pod zaborem rosyjskim. Granicą była Prosna

Jest też w muzeum sala poświęcona filmowi Jerzego Antczaka, ze zdjęciami, fotosami, strojami z filmowego planu. Po premierze w roku 1975, twórcy filmu i aktorzy zjechali do Russowa. Wtedy we dworku była zaledwie Izba Pamięci Marii Dąbrowskiej.

Dworek leży w parku, zadbanym, oczyszczonym z samosiejek, gdzie w końcówce lat 90. urządzono skansen budownictwa chłopskiego z regionu kaliskiego. jest tu chata mieszkalna z Takomyśli, stodoła z Godziesz, obora ze Skrzatek, spichlerz z Russowa z II połowy XVIII wieku zwany „sołkiem”. Jest też chata wyrobnika z Dobrzeca z początku XIX wieku oraz spichlerz dworski z 1800 roku z Kuźnicy Grabowskiej.

Przed budynkiem  Sceny Kameralnej

Na widowni

Sceny ze spektaklu skopiowane z portalu teatralny.pl

Do Russowa przyjechaliśmy prosto z Kalisza z Teatru im. Wojciecha Bogusławskiego, gdzie na Scenie Kameralnej obejrzeliśmy spektakl „Noce i dnie. Tom VI: nie wiem, o czym jest jutro”.  Reżyserował go Sebastian  Majewski wg adaptacji własnej i Tomasza Jękota. Scenografia, kostiumy i światło to zasługa Karoliny Mazur. Muzykę stworzył Daniel Pigoński. W spektaklu wystąpili: Izabela Beń, Magdalena Jaworska, Małgorzata Kałędkiewicz – Pawłowska, Wojciech Masacz (Bogumił Niechcic), Izabela Wierzbicka (Barbara Niechcic), Michał Wierzbicki.

Wymieniam wszystkie nazwiska, bo jestem pod wrażeniem. Zrobić 110 – minutowy spektakl na podstawie 4 tomów epickiej powieści, to nie lada wyzwanie. Reżyser w wywiadzie udzielonym „Faktom Kaliskim” podkreśla, że 98 % stanowi tekst Marii Dąbrowskiej, tylko 2% tekstu zmieniono, bo był archaiczny w swoim brzmieniu.

W spektaklu pojawili się powieściowi Niechcicowie Barbara i Bogumił, Agnieszka Niechcic, Teresa Kociełł, Lucjan Kociełł, Michalina Ostrzeńska, Marcin Śniadowski, Klemens Klicki (wuj Bogumiła – powstaniec) Celina Mroczkówna – guwernantka, która wyskoczyła przez okno. Siedmioro aktorów poradziło sobie z tymi wszystkimi rolami.

A my przeżyliśmy dzień z Marią Dąbrowską, kobietą bardzo – jak na czasy, w których żyła – nowoczesną (1889 – 1965) . Była wykształcona, awangardowa, miała męża a po jego śmierci konkubenta. Pod koniec życia była związana z kobietą Anką Kowalską – poetką.  I nie robiła z tego tajemnicy. Podczas wojny, połączyło obie panie gorące uczucie. Miała poglądy lewicowe, ale w końcu swojego życia protestowała przeciwko antyinteligenckiej polityce komunistycznego rządu.

Fascynowała się papieżem Janem XXIII, odwiedziła pod Paryżem Jana Giedroycia i redakcję „Kultury”.  W testamencie prosiła o pogrzeb katolicki. Spoczęła na Powązkach w Alei Zasłużonych.

Zdjęcia – migawki z wycieczki za poprowadzenie której dziękuję Emilii Golińskiej

 

 

 

 

 

 

 

Skomentuj na Facebooku