Dziennikarki w Karafce się spotkały … i wspominały

Irena Kuczyńska29 sierpnia 20218min0
Sześć dziennikarek, pracujących w latach 2000. w konkurencyjnych pleszewskich mediach, spotkało się w Cafe Karafka. Wspomnieniom nie było końca.
Karafka-1-poprawione.jpg

Organizatorką spotkania była Ewa Andersz – Wanat, która w „Życiu Pleszewa” pracowała od początku, czyli od 1997 roku, kiedy w mieście powstał tygodnik konkurencyjny wobec „Gazety Pleszewskiej”, która  była na rynku od 1990 roku.

Ewę zainspirowała Aleksandra Pilarczyk – pierwsza redaktor naczelna „Życia Pleszewa”, którą potem zastąpiła właśnie Ewa Andersz – Wanat. Ala przeszła wtedy do pracy w Jarocinie, gdzie zajęła się prowadzeniem ogólnopolskiego miesięcznika „Wieści Rolnicze”. Jest naczelną tej gazety.

I to Ala, inspirując spotkanie, powiedziała Ewie, że „na spotkaniu ma być Kuczyńska”. Ha, ha, ha! Zaproszenie oczywiście przyjęłam, bo prywatnie wszystkie dziewczyny to moje dobre znajome i tak było nawet wtedy, kiedy konkurowałyśmy na pleszewskim rynku i walczyłyśmy o każdego Czytelnika.

Przypomnę, że do „Gazety Pleszewskiej” wróciłam w 2000 roku, kiedy sprzedaż tygodnika spadała i ówcześni właściciele tytuł sprzedali, a nowy właściciel powierzył mi obowiązki redaktorki naczelnej.

„Życie Pleszewa” zdążyło już wtedy zdobyć dużą grupę Czytelników i „Gazeta Pleszewska” zaczęła walczyć o utrzymanie się na rynku. I udało się. Tygodnik funkcjonował do października 2020 roku i dopiero pandemia spowodowała, że wydawca ją zamknął.

Ale wracam do początku lat 2000. kiedy z Alą konkurowałyśmy na pleszewskim rynku medialnym. Na piątkowym spotkaniu wspominałyśmy ten czas. Obie przyznałyśmy, że wtedy, każda z nas we wtorek, brała najnowsze wydanie konkurencyjnego tygodnika i wytykała swoim dziennikarzom, że tego czy tamtego nie wyłapali i dali się wyprzedzić drugiej gazecie.

Wspominałyśmy charytatywne Bale Burmistrza, Gale Człowieka Roku, które razem prowadziłyśmy w sali Domu Parafialnego, imprezy  np. bicie Rekordów Guinessa w czasie Dni Pleszewa, kiedy byłyśmy zapraszane jako osoby zaufania publicznego czy  plebiscyty Człowieka Roku, gdzie byłyśmy też zapraszane do Kapituły Honorowej. Do czasu, kiedy stwierdziłyśmy, że raczej nie powinno nas tam być.

Dni Pleszewa – zostałyśmy przez burmistrza Mariana Adamka zaproszone do udziału w szaleństwach fryzjerskich – fryzjerki czesały nas i farbowały  na głównej scenie w Rynku. Do udziału został też zaproszony Krzysztof Szac – legendarny lider pleszewskiej Solidarności

W 2005 roku byłyśmy uczestniczkami Pleszewskiej Pielgrzymki do Watykanu, gdzie władze miasta i powiatu wręczyły Janowi Pawłowi II dyplom Honorowego Mieszkańca MiG Pleszew. W pielgrzymce uczestniczyła też Anetta Przespolewska (panieńskie nazwisko Bielarz).

Jesteśmy dumne, że gazety, którymi kierowałyśmy, budowały społeczeństwo obywatelskie w Pleszewie i powiecie. Nie było tematów, których się nie poruszało.

Spotykałyśmy się z Alą na kawie w Karafce, także wtedy kiedy byłyśmy konkurentkami, wywołując zdziwienie u niektórych osób. O, konkurentki siedzą w kawiarni… Fajny to był czas.

Mając konkurencję, oba tygodniki bardzo się starały trzymać poziom i wyszukiwać ciekawe tematy.
I to  było super
– stwierdziłyśmy zgodnie po latach.

Ala wspominała początki „Życia Pleszewa”, kiedy szukała pracowników do tygodnika. Działo się to za pośrednictwem Urzędu Pracy, jeszcze wtedy Rejonowego, wszak powiatu jeszcze nie było. Ale też przez znajomych.

W tym czasie – w 1997 roku – trafiły do gazety: Anetta Przespolewska (wcześniej Bielarz), Kasia Bielarz (wcześniej Żabińska), wspomniana już Ewa Andersz – Wanat. Głównie przez przypadek, „z ulic”, dzięki znajomym, którzy słyszeli, że w mieście powstaje nowy tygodnik i zachęcali do doinformowania się o sprawie. Wszystkie one dawno odeszły z „Życia Pleszewa” i znalazły inną pracę.

Podobnie jak Justyna Napieraj, która do „Życia Pleszewa” przyszła z „Gazety Jarocińskiej”, kiedy przeprowadziła się do Pleszewa. Zajęła miejsce Kariny Pinczewskiej, którą też wspominałyśmy. Także   Tomasz Wojtala, który pracował w „Życiu Pleszewa” od początku, odszedł do innej pracy.

Z dziennikarkami „Życia Pleszewa” miałam i mam dobry kontakt, są to moje koleżanki, od dawna. Z Anettą Przespolewską (Bielarz) uczestniczyłyśmy w wyjeździe integracyjnym do zaprzyjaźnionego powiatu Ammerland w Dolnej Saksonii.

Z Ewą Andersz – Wanat byłyśmy w grupie pleszewskich dziennikarzy zaproszonych na konferencję  do niemieckiego Pfronten – siedziby właściciela firmy FAMOT Pleszew S.A. w Bawarii.

Z Katarzyną Bielarz spotykałyśmy się podczas studiów, które odbywała na Uniwersytecie im. A. Mickiewicza – filia Pleszew.

Z Justyną Napieraj zawsze kontakty były życzliwe, koleżeńskie, nie raz podwoziła mnie swoim autem…

Najbliżej mi do Ewy, pewnie dlatego, że blisko mieszka. Mimo, iż jest w wieku mojej córki, przyjaźnimy się, wspierała mnie w pierwszych miesiącach pandemii, podrzucała zakupy. Byłam u niej w domu, poznałam rodzinę.

I czekam, kiedy Ewa zgromadzi wszystkie zdjęcia i wspomnienia rodzinne, i razem napiszemy niezwykłą historię życia jej babci – mamy jej mamy Anny Rejek zd. Skworcow, której ojciec był Rosjaninem a matka Niemką.

Z rozmowy, która toczyła się w piątek w Karafce wynikało, że dziewczyny śledzą mojego bloga www.irenakuczynska.pl i nawet mi kibicują. Fajnie jest, kiedy spotykam się z Czytelnikami bloga.
Bo ja lubię ludzi, lubię się spotykać, zawsze można się czegoś nowego dowiedzieć, czegoś nowego doświadczyć.

Spotkanie z koleżankami po fachu, bo wszystkie uczestniczki piątkowego spotkania, w zasadzie wykorzystują swoje kompetencje zdobyte w dziennikarstwie, było dla mnie inspirującą wycieczką w przeszłość, co bardzo lubię. Ale  było też dzieleniem się teraźniejszością, co też bardzo lubię.

Kontakty z osobami młodszymi od siebie, są dla starszych bardzo ważne. A więc, kochane dziewczyny, do zobaczenia na następnym spotkaniu!

Czytaj też: Początki Gazety Pleszewskiej

Czytaj też Gazeta Pleszewska przechodzi do historii