Irena Kuczyńska
Region Pleszewski Z historii

Był zajazd, jest galeria

Tak się zmienia Pleszew

Czy wiesz, że klikając w reklamy wspierasz funkcjonowanie mojego bloga?

Jeśli zapomnieliście, jak  wyglądał narożnik ulicy Zamkowej i Ogrodowej przed wybudowaniem Galerii Zamkowej, rzućcie okiem na zdjęcie z lat 60. XX wieku. Powspominajmy razem…

Zdjęcie ulicy Zamkowej i Ogrodowej z lat 60. XX wieku

Jest na zdjęciu klimat lat 60. Przed nieistniejącym już domem z lewej strony, stoi kultowy samochód marki „Syrenka”. Mógł, jak niektórzy sugerują, należeć do mieszkającego nieopodal, prof. Teodora Krawczyka – nauczyciela fizyki w pleszewskim liceum i przedmiotów zawodowych w technikum mechanicznym na Zielonej.

Na Zamkowej i Ogrodowej  jest spokojnie i pusto. Nie ma ludzi. Być może jest to niedziela. Na pewno nie jest to poniedziałek lub czwartek. bo w dni targowe pojawiali się wozacy.

Z lewej kamienica - poprzedniczka Galerii Zamkowej Ulica Ogrodowa - w tle zabudowania dawnego zajazdu

Ulica  Zamkowa jest jednokierunkowa. W domu pod adresem Zamkowa 4, na parterze mieszkają państwo Kurowscy. Bo to z tą rodziną kojarzy się duży budynek z czerwonej cegły, przylegający  do ulicy Zamkowej i Ogrodowej.

W latach 60. administratorem nieruchomości był Czesław Kurowski – ojciec Ireny (Reder) – najstarszej latorośli Salomei i Czesława Kurowskich. Irena wspomina, że dom należał do rodziny Jezierskich, która już w latach 50. wyjechała z Pleszewa, pozostawiając dom z ogrodem i stajniami, pod zarządem Czesława Kurowskiego.

Irena pamięta, że pomieszczenia po rodzinie Jezierskich, były wynajmowane na tzw. stancje.  Mieszkały tam uczennice liceum z okolicznych wiosek, z których dojazd do Pleszewa  był trudny, bo komunikacji nie było.

Po licealistkach mieszkanie wynajmowała nauczycielka matematyki w pleszewskim liceum – prof. Stanisława Wilczyńska. Była dla nas jak członek rodziny – podkreśla Irena Reder. Kiedy się wyprowadziła, mieszkanie wynajęła pracownica firmy „LAS” Irena Gozdowiak – Radomska, a potem mieszkał tam nauczyciel z Domu Dziecka Lucjan Młodak. Na piętrze mieszkali Jamrozikowie i Musiałowie.

Z tych czasów dom przy Zamkowej 4 pamięta też Małgorzata Politowicz.  Był on własnością kuzynów mojej mamy – Mariana i Stefci Jezierskich. Mieszkali w Poznaniu. Przez pół roku w pokoju z kuchnią, mieszkaniu sąsiadującym z pracownią pana Antoniewicza, mieszkała moja ciocia, siostra mamy Krysia Geltz – wspomina Małgorzata Politowicz.

Pomieszczenia od ulicy Zamkowej, wynajmował pan Antoniewicz, który prowadził zakład szklarski. Oprawiał też książki. Wspomina to Grażyna Wojterska, której mama korzystała z usług pana Antoniewicza. Pamięta pana Antoniewicza i jego pracownię Andrzej Jędruszek.

Ja też dobrze pamiętam pana Antoniewicza, który chyba wszystkie obrazki pierwszokomunijne w mieście oprawiał. A ja mam jeszcze książkę z XIX wieku, oprawioną przez  życzliwego, starszego pana, który całe dnie spędzał w zakładzie.

Irenka Reder wyjaśnia, że zakład pana Antoniewicza mieścił się w pomieszczeniach sklepu masarskiego, który prowadzili przed wojną  właściciele całej nieruchomości Feliks i  Zofia Jezierscy. Do synowej państwa Jezierskich Wiesławy – docieram dzięki pani Halince Jezierskiej. Potwierdza, że nieruchomość należała do rodziny męża.

Ale tragiczną historię rodziny Jezierskich z pierwszych dni wojny przypomina wnuczka siostry pana Feliksa – Teresa Ramsden zd. Trojanowska.   Podczas okupacji gestapo regularnie przeprowadzało rewizje w wielu pleszewskich domach, poszukując broni. Do domu Jezierskich trafili też. Podczas rewizji znaleźli pistolet, należący do Józefa, „memento” z pierwszej wojny światowej, o którego istnieniu zupełnie zapomniał – przytacza opowiadanie babci Teresa.

Amunicji nie było, pistolet nie funkcjonował. Ale Feliks został zaaresztowany, zabrany do urzędu gestapo przy ul. Sienkiewicza i uwięziony. Babcia moja, Teodozja Trojanowska, poszła do urzędu gestapo, błagać o życie swojego brata. Niewiele to pomogło! Feliks zginął – dodaje pleszewianka. Można o tym przeczytać w „Dziejach Pleszewa”.

Po wojnie dzieci Jezierskich Marian i Stefania wyjechali do Poznania – mówi Teresa. Wkrótce ich matka wyjechała do Poznania za dziećmi. Dom Jezierscy pozostawili pod opieką Kurowskich, którzy  mieszkali  tu już przed wojną. Prowadzili rzeźnię i sklep.

Wiem to od kolejnej osoby, która po opublikowaniu na portalu społecznościowym starego zdjęcia, zareagowała. Chodzi o Zofię Kostruską, która w dzieciństwie często bywała w tym domu na wakacjach u swojej babci Stanisławy z Hadrzyńskich Kurowskiej.

Także pani Zofia, podobnie jak Terenia Ramsden,  zapamiętała opowiadania swojej babci. Urodzona w Kurcewie w 1899 roku, kilkunastoletnia Stasia Hadrzyńska, opowiadała wnuczce, że przyjechała do Pleszewa do pracy ”w zajeździe przy ulicy Zamkowej”.

I tu prawdopodobnie poznał ją  Wiktor Kurowski, który mieszkał po sąsiedzku – w domku w parku miejskim, gdzie pracował jako ogrodnik.Historia parku w tym linku: http://irenakuczynska.pl/pleszewski-park-kryje-tajemnic-warto-je-poznac-naprawde/

Kiedy zmarła mu pierwsza żona, postanowił oświadczyć się właśnie pannie Stanisławie Hadrzyńskiej. Po ślubie w 1926 roku, zamieszkali w domku w parku a potem na ul. Marszewskiej.

W 1943 roku Wiktor Kurowski zmarł, a wdowa – razem z młodszymi dziećmi – Czesławem i Barbarą przeprowadziła się na ul. Zamkową 4.

Ale my wracamy do wspomnień najstarszej wnuczki pani Stanisławy – Zosi Kostruskiej. Wierzyła babci, że tu był zajazd a nie gospodarstwo, bo wskazywał na to rozkład pomieszczeń w nieruchomości.   Wystarczy zamknąć oczy i znów słyszy się gwar i rżenie koni – napisała na FB Zofia Kostruska.

Coś jest na rzeczy, bo na początku XX wieku było w niewielkim Pleszewie (9000 mieszkańców) ponad 20 lokali z wyszynkiem, nad czym ubolewał ks. prałat Kazimierz  Niesiołowski, zatroskany o parafian, który nadużywali alkoholu.  Na Zamkowej  mógł być jeden z takich zajazdów. Do 1918 roku Pleszew był miastem przygranicznym, stąd mnogość hoteli, oberży, knajp i zajazdów.

O jednym z takich zajazdów, przy samej granicy rosyjsko – pruskiej w Bogusławiu nad Prosną, można przeczytać w tym linku:http://irenakuczynska.pl/ciekawa-historia-hotelu-boguslaw-przy-dawnej-granicy-rosyjsko-pruskiej/

Wracając do wspomnień  najstarszej wnuczki Stanisławy Kurowskiej, można się z nią zgodzić, bo stajnie przy Zamkowej 4 przetrwały do lat 90. XX wieku. Wjazd na podwórko  ze stajniami był od ulicy Ogrodowej. Irena Reder pamięta, że Przedsiębiorstwo Produkcji Leśnej LAS, w którym pracował jej ojciec,  składowało tu trawę morską i gąbkę do wyrobu mebli. Regina Ciesiółka dopowiada, że  „Przemysł Terenowy posiadał w stodole magazyn słomy lnianej”.

Irena pisze, że stajnie wykorzystywało też Miejskie Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej „a całym tym inwentarzem opiekował się pan Sobczak, który w godz. wieczornych i nocnych wspólnie z paniami zatrudnionymi w MPGK, zamiatał ulice, zbierał śmieci z ulic Pleszewa i wywoził wozem konnym na wysypisko śmieci”. Wóz ciągnęła kasztanka.

Ten czas z sentymentem wspomina  Stefania Kujawińska. Chodziłam tam, bo pracował z tymi konikami mój Tata.Wchodziło się w podwórze od strony ul. Zamkowej. Przy ulicy mieszkali Państwo Kurek.

Irena Reder odpowiada Stefanii:  Doskonale pamiętam Pani Tatę, był bardzo troskliwy dla zwierząt i cierpliwy dla dzieci gdzie zawsze było nas pełno!!! 

Irena Reder pamięta też  stajnię dla koni pana Kubasika. Obok warsztat stolarski naszego taty, gdzie po godzinach swojej pracy, wykonywał usługi stolarskie.

Następne pomieszczenia magazynowe były  bardzo atrakcyjne dla dzieci.  To tam, przez okres późnej jesieni i zimy, miały swoje schronienie łabędzie, pawie, kaczki…wszystkie zwierzęta z parku i plant oraz oczywiście konie, których używało przedsiębiorstwo komunalne – dodaje Irena Reder.

Mieszkała tu z rodzicami Salomeą i Czesławem Kurowskimi  oraz siostrą Renatą i bratem Piotrem do roku 1984, kiedy jej rodzice zbudowali dom przy ul. Poniatowskiego. Ale lata spędzone na Zamkowej ma w sercu do dziś.

Największą atrakcją dla dzieciaków, było bardzo duże podwórze i ogród ze wspaniałymi jabłoniami, czereśniami i świerkami. Podwórze stanowiło plac zabaw nie tylko dla małych Kurowskich ale też dla kuzynów np. Janki, Jurka i Danuty Lubońskich oraz dla całego mnóstwa rówieśników, którzy po opublikowaniu zdjęcia, się odezwali.

Irena pisze, że na podwórku dzieciarnia okoliczna spotykała się codziennie. W pobliżu ogrodu była pompa wodna i w czasie zimy jej brat z kolegami urządzał lodowisko. W dni targowe czyli w poniedziałki i czwartki, rolnicy z okolicznych wiosek po sprzedaży swoich plonów, wjeżdżali na podwórze,  parkowali wozy konne, koniom podawali karmę i wodę z pompy. Z kolei dla rolników mama gotowała kawę zbożową i herbatę, co było szczególnie ważne w czasie mroźnych zim – podkreśla pleszewianka.

Wspomnienia z Zamkowej ma też kuzynka Ireny – Janina z Lubońskich Bilińska – siostrzenica Czesława Kurowskiego. W latach 50., często odwiedzała mieszkającą tu babcię – wspomnianą już Stanisławę z Hadrzyńskich, która po śmierci męża zamieszkała tu z dziećmi.

Janka wspomina, że jej mama Barbara tu na Zamkowej miała wesele. A ona i starszy brat Jurek nawet się na Zamkowej w mieszkaniu babci urodzili. Potem, kiedy Lubońscy wyprowadzili się na ul. Kaliską, babcia została z rodziną Czesława – czyli ojca Ireny Reder.


Na ganku - wejściu od podwórka do kamienicy na ul. Zamkowej 4. Ślub Barbary Kurowskiej i Czesława Lubońskiego w 1949 roku

Warto przytoczyć wspomnienie Janki z dzieciństwa, wtedy można sobie wyobrazić, jak wyglądał Pleszew w połowie lat 50. XX wieku.  Kiedy miała się urodzić Danusia (oczywiście w domu), jej mama wysyłała starsze dzieci „do cioci Salomei na Zamkową”. Patrzyła oknem jak Janka z Jurkiem  szli przez rynek w Zamkową do cioci Salki.

Kiedy Danka już się urodziła, ciocia Salka wychodziła na ulicę Zamkową, wypuszczała Jankę i Jurka i tak długo patrzyła za nimi, aż bezpiecznie  doszli do domu przy ul. Kaliskiej (kamienica z zakładem szklarskim Glapińskich).

Rodzina w ogrodzie przy ul. Zamkowej 4 : Od lewej: Starsza siostra Barbary Lubońskiej - Genia, Salomea z Foryckich i Czesław Luboński z żoną Barbarą  - rodzice Janki i Jurka Lubońskiego (na zdjęciu). Obok nich córka  Geni - Elżbieta

Mali Lubońscy lubili chodzić na Zamkową, bawili się w ogrodzie i na podwórku. W swoim albumie Janka przechowuje zdjęcia. Dają one wyobrażenie o tym, jak wyglądał ogród i podwórko.

W wejściu do domu: Barbara Lubońska, jej brat Czesław Kurowski - ojciec Ireny Reder, Stanisława Kurowska (pracowała w zajeździe na pocz. XX wieku), "wujek Matecki"
Na tym samym progu w wejściu - pan Forycki - dziadek Ireny Reder po kądzieli trzyma za rękę Irenę Reder. Obok stoi Jurek Luboński. Janka stoi oparta o murek. Dziewczynka w marynarskim mundurku to  Basia Filipowicz - córka Janiny Kurowskiej (siostry Czesława i Barbary)
Na podwórku Hania Lubońska i Renata Kurowska - widok na dom Wrzeszczyńskich przy ul. Zamkowej
Na podwórku Irka, Janka, Danusia, Hania, Piotr Kurowski, Renata,
W ogródku, do którego wchodziło się od ulicy Zamkowej. Dzieci pod jabłoniami, przy piwoniach

„Za czasów Kurowskich”, bo te lata wszyscy najlepiej pamiętają, na podwórku widać było ramy ze schnącymi w słońcu firanami. To pani Salomea prężyła pleszewianom firanki. Wspomina to m.in. Teresa Mańczyńska, która tu przychodziła z nicianymi firankami.

Ale podwórko przy Zamkowej 4 wspominają też  rówieśnicy dzieci państwa Kurowskich, którzy albo blisko mieszkali, albo tu zaglądali.

Anna Szymańska  mieszkała na ul. Ogrodowej 1.  Ten zakątek to część mojego dzieciństwa i młodości. Ja też chodziłam do państwa Kurowskich z firanami, a na górze mieszkali państwo Jamrozikowie. Fajne to były czasy. Jak się patrzy na to zdjęcie, to wygląda to szaro – buro,  ale było fajnie.  Było dużo dzieciaków,  było słychać szkolny dzwonek z Dwójki.  Nadal czuję do tego miejsca sentyment.

Barbara Szczepańska pamięta ten dom i piękny ogród, kwiaty i czereśnie. Pani Kurowska zawsze uśmiechnięta, ciepła i serdeczna. To były cudowne czasy – podkreśla pleszewianka. Mieszkający niedaleko Maciej Barański ma tylko najlepsze wspomnienia, związane z Zamkową 4. Arleta Matuszczak zd. Forycka wspomina z sentymentem „ciocię Salomeę i rodzinkę z Zamkowej”.

Andrzej Jędruszek też pamięta dom przy ul. Zamkowej 4. W części południowej, tej w dół Ogrodowej, była część gospodarcza i stodoła. Przechodząc obok,  czuło się specyficzny zapach i chłód. Podwórze wyłożone było „kocimi łbami” – taki obraz tego miejsca z czasów dzieciństwa ma zastępca burmistrza Pleszewa.

Kurowscy mieszkali  na Zamkowej bardzo długo. Zaczęło się od babci Stanisławy, która opowiadała wnuczce Zosi, że przyszła do pracy  do kuchni w zajeździe, potem mieszkała tu z mężem, z dziećmi i z rodziną syna.

Irena Reder, powołując się na swojego ojca Czesława, mówi że dom przy Zamkowej 4, mogli zbudować przedstawiciele gminy żydowskiej.   Na ścianach i sufitach naszego mieszkania znajdowały się resztki fresków z motywami żydowskimi. Tata wspominał, że był problem z ich zamalowaniem – mówi pleszewianka.

I to domniemanie o pierwszych właścicielach kamienicy, jest wielce prawdopodobne.  Na kolejnej działce w ciągu ulicy Ogrodowej, znajduje się budynek synagogi, którą gmina żydowska zbudowała w 1830 roku. Obok synagogi, która zatraciła zupełnie swój pierwotny kształt, bo teraz się w niej znajduje warsztat,   naprzeciwko Dwójki – też jest budynek będący mieniem pożydowskim. (O tym wkrótce na  blogu).

Irena Reder mówi, że jej tata jako dziecko (lata 20. i 30. XX w.),  bywał zapraszany wraz z innymi dziećmi do synagogi  „na Ich obrzęd, przede wszystkim na pożegnania zmarłych, gdzie dzieci miały  za zadanie bardzo głośno płakać i za to dostawały jakieś grosze”.

Z historii Pleszewa wiemy, że na początku XX wieku, ludność żydowska zaczęła opuszczać miasto. Przenosiła się do większych  miast. Swoje nieruchomości Żydzi sprzedawali Polakom. Tak mogło być w przypadku budynku przy ulicy Zamkowej 4.

Kurowscy byli zżyci z domem przy Zamkowej 4. Irena Reder mówi, że rodzice jej mamy chcieli w latach 60. całą nieruchomość kupić,  „jednak władze miasta nie pozwoliły na zakup, ze względu na to, że to był obiekt zabytkowy”.

Wracając do Kurowskich,  zbudowali oni dom przy ul. Poniatowskiego, w którym ojciec Ireny już nie zdążył zamieszkać, bo w wieku 56 lat zmarł. Wyprowadzili się z Zamkowej w 1984 roku i – jak mówi  Irena – nigdy już tam nie zaglądali,  „widząc z zewnątrz, do jakiej ruiny dochodzi i jak mieszkający tam ludzie, o nic nie dbają”.

Ale historia domu przy Zamkowej 4  toczyła się dalej. Swój zakład zegarmistrzowski miał tu Leszek Olszanowski, a w końcówce lat 80. kwiaciarnię założyła tu Małgorzata Wysocka – Balcerek. Po dwóch latach zamknęłam ją a w rozbudowanym pomieszczeniu, prowadziłam butik. Ostatecznie zamieniłam go w sklep z bielizną Beba, który prowadziłam aż do momentu wyburzenia budynku – wspomina Małgorzata. Sklep dalej istnieje ale na Daszyńskiego.

W latach 90. Barbara Antczak i Bożena Górska rozważały zlokalizowanie sklepu z odzieżą męską MAXIM w dawnych stajniach, ale wtedy jeszcze były tam żłoby dla koni i konserwator nie wyrażał zgody na przeróbki. Dlatego pobudowały na placu pawilon, który funkcjonował do sprzedaży nieruchomości.

W historię kamienicy przy ul. Zamkowej 4 wpisuje się też rodzina Jamrozików, Musiołów  i Uzarków, którzy mieszkali na piętrze. Wspomina o nich Irena Reder. Po śmierci pani Uzarek, jej mąż ożenił się ponownie z wdową z Ostrzeszowa panią Wróbel, która się tu sprowadziła z dziećmi.

Mieszkająca nieopodal Zdzisława Stańczyk pisze: na pierwszym piętrze mieszkali Jacek i Róża Wróbel oraz siostra Jacka Teresa i ich matka. Kiedy kamienica została sprzedana,  dostali lokal socjalny w Taczanowie. Matka chorowała i została umieszczona w starym szpitalu, Jacek i Róża nadużywali alkoholu i w krótkim czasie zmarli. Teresa zaczęła przebywać z bezdomnymi najpierw w Lenartowicach a później w starej przychodni, gdzie /chyba dwa lata temu/ znaleźli ją martwą.

Barbara Antczak, która  prowadziła Jezierskim administrację budynku do końca, czyli do sprzedania  nieruchomości Tomaszowi Kujawskiemu, wspomina różne sytuacje związane z pleszewskimi „indianami”, jak nazywano lokatorów z piętra na Zamkowej 4.

W 2010 roku nieruchomość opuścili dotychczasowi  lokatorzy. W październiku 2011 roku w miejscu kultowego budynku powstała Galeria Zamkowa. http://pleszew.naszemiasto.pl/artykul/galeria-zamkowa-otwarta-zobacz-zdjecia,1133281,gal,t,id,tm.html

W lutym 2011 roku Tomasz Kujawski, oprowadzając mnie po placu budowy Galerii Zamkowa, podkreślał, że  bryła budynku komponuje się z otoczeniem, jej kształt jest uzgodniony z konserwatorem zabytku, a klinkier oraz szprosy w oknach sprawiają, że budynek wkomponowuje się w pleszewską starówkę.

Czytaj też: http://pleszew.naszemiasto.pl/artykul/gazeta-pleszewska-co-kryje-galeria-zamkowa,777562,art,t,id,tm.html

Irena Reder  jest pełna podziwu dla Galerii Zamkowej.  Cieszę się, że tak piękny obiekt cieszy oko.  Nawet znajomym odwiedzającym Pleszew np. na Wszystkich Świętych, polecam hotel w Galerii.  Życzę sukcesów – pisze dawna mieszkanka domu przy Zamkowej 4.

  Ulica Zamkowa w styczniu 2018 roku

 

 

 

Skomentuj na Facebooku