Irena Kuczyńska
Region szamotulski Rodzinnie

Kiedyś Ty mi Mamo czytałaś, teraz ja dla Ciebie piszę

Dzisiaj jest Dzień Matki, więc będzie o mojej Mamie. Z najlepszymi życzeniami dla Wszystkich Mam, które czytają mojego bloga.

Moja mama Irena Ratajczakówna urodziła się 21 maja 1925 roku w Kamienniku w powiecie czarnkowskim, gdzie mój Dziadek Wincenty Ratajczak pełnił służbę w Straży Granicznej na granicy z Niemcami na Noteci. Mama wspomina, że jako mała dziewczynka lubiła usiąść na ławeczce i powtarzać: ,,jadę do Wameryki”.

Babcia Józefa Ratajczak, Irena (Moja Mama), Dziadek Wincenty Ratajczak, Tereska

O Ameryce słyszała, bo kiedy jej Tata miał wolne po służbie, rozkładał gazetę i na głos ją czytał żonie Józefie, która w tym czasie być może szyła, haftowała, a może kołysała młodszą córkę Tereskę? Mała Irenka chłonęła wiedzę, dlatego rodzice postanowili wysłać ją do dziadków Nowackich do Ostroroga, gdzie był kościół i szkoła na miejscu.

Jej Ojciec Wincenty, był co kilka lat przenoszony na inną placówkę i jego córka często by musiała zmieniać szkołę. A na religię musiałaby chodzić aż 9 km. Ale zanim zapadła decyzja o pozostawieniu małej Irenki w domu dziadków oraz dwóch cioć Marcysi i Stasi, która była ochroniarką w Ostrorogu, sześcioletnia dziewczynka w Drawsku nad Notecią , recytowała z okazji 3 Maja wiersz, który do dziś pamięta.

Zygmuncie nasz, rozgłośnie dzwoń
Niech hymn twój mknie w podniebną toń
niech cały polski słyszy kraj
że dzisiaj święcim 3 Maj
że wolni my, ziściły się pokoleń sny.

Niech echo twe od szczytów Tatr po morza brzeg
niesie tę wieść, niech z szumem drzew i wonią bzu
ojczyzny gmach budują tak, jak 3 Maja każe znak.

W Ostrorogu zadziwiła rówieśników swoją zręcznością. Podczas gdy inne dzieci żonglowały trzema piłeczkami, ona – jak mówi – robiła to czterema. I tym się wkupiła. Lubiła też się uczyć. W domu jej dziadków były książki i gazety. Irenka czytała wszystko,
co jej wpadło pod rękę. Niewiele z tej bogatej biblioteki pradziadków przetrwało. Zakopane  w 1939 roku w skrzyni polskie książki, zamokły i część zbutwiała.

Po skończeniu sześciu klasw Szkole Podstawowej w Ostrorogu, zdała do Gimnazjum im. Piotra Skargi w Szamotułach. Wtedy rodzice Irenki z młodszą siostrą sprowadzili się do Ostroroga, bo dziadek  Wincenty przeszedł na emeryturę. Kupili dwuhektarową działkę i zabierali się za budowę domu.http://irenakuczynska.pl/dzbanuszek-ktory-stal-sie-inspiracja-urodzinowych-wspomnien/

We wrześniu 1938 roku Irenka zaczęła dojeżdżać do szamotulskiego liceum. Z tego czasu zachowało się zdjęcie legitymacyjne i portrecik. Niestety, rok później wybuchła wojna i dalszej nauki już nie było. Czternastoletnia dziewczynka codziennie chodziła do pracy „u Niemca” w ogrodzie w oddalonych o 3 km Rudkach. Cztery lata młodsza Tereska nosiła siostrze czasem do Rudek obiad.

Kiedy wojna się skończyła, Irenka miała 20 lat.  Z jedną klasą przedwojennego gimnazjum, dostała bez problemu pracę najpierw w magistracie, potem w mleczarni. Ale zachorowała i to bardzo ciężko, na szkarlatynę.  I nie wiadomo, co by się stało, gdyby nie dwaj lekarze z Wielonka, bracia Perzowie, którzy w stodole pana Duchnickiego w Szczepankowie, znaleźli lekarstwa po Niemcach i zaordynowali je Irence. Przeżyła.  Jej szkolny kolega, niestety, nie przeżył.

W 1946 roku wrócił z niewoli niemieckiej Michał Leśny. Jego rodzice – Anna i Michał prowadzili w Ostrorogu niewielką restaurację. Na początku syn im pomagał. Zaczął też chodzić na próby chóru i do zespołu teatralnego, który w Ostrorogu powstał w przedwojennym domu katolickim.

I tam zobaczył Irenę. W przedstawieniach grała główne role. Miała ciemne włosy, zielone oczy. Miał się zapytać znajomego: kim jest ta dziewczyna w niebieskiej sukience? I Amor wypuścił strzałę. I trafiła. Przystojny, elegancko ubrany, światowy kawaler grający i śpiewający,  zrobił wrażenie na panience.

Coraz częściej mieszkańcy ulicy Wronieckiej słyszeli warkot motoru  syna właściciela restauracji i psa Mary, który biegł przed nim do ostatniego domu „na górce”. Najmłodsza siostra mamy – kilkuletnia Aleksandra, wspomina do dziś cukierki, które jej przyszły szwagier przynosił. Były to „raczki”, które pachniały papierosami. Tu o Cioci Oli. http://irenakuczynska.pl/ciocia-musi-byc-bez-cioci-mozna-zyc/.

Irena Michał i Mary

Wesele odbyło się w domu przy ulicy Wronieckiej. Młoda para szła z kościoła pieszo, prowadzona przez orkiestrę. Panna młoda miała piękną białą, długą sukienkę i stroik z długim welonem, który niosła kuzynka Kazia Kaszkowiak (w latach 60. uczyła matematyki w pleszewskim liceum).

O Tacie Michale w tym linku: http://irenakuczynska.pl/dziewiec-temu-odszedl-moj-tata-tekst-powstal-okruchow-wspomnien-odruchu-serca/

A potem zaczęło się życie, razem z rodzicami i siostrami panny młodej w domu z ogrodem. Na świat przyszły dzieci: Irena, Kazimierz, Teresa, Elżbieta, Alfreda.  Wszystkie rodziła  w domu. Po urodzeniu Fredki ciężko chorowała. Wtedy dwie babcie opiekowały się naszą piątką.

Mama, Tata i nasza piątka 17 maja 1959 roku

Całe życie naszej Mamy toczyło się w domu i w rodzinie. Kiedy zaczęły się rodzić dzieci, przestała pracować zawodowo. Zajmowała się nami. Pamiętam, że kiedy karmiła młodszą siostrę, ja stałam z książeczką i prosiłam: przeczytaj mi mamo. I zawsze czytała i kupowała książki. Nie było imienin, urodzin, Bożego Narodzenia bez książki. Zawsze były one dodawane do innych upominków.

Pamiętam lalkę Agatę. Każdego roku pod choinkę dostawała nowy strój wydziergany lub uszyty przez Mamę. Był domek dla lalek zrobiony przez Tatę – stolarza z mebelkami i uszytymi przez Mamę poduszkami i firankami.

Inny obrazek. Oktawa Bożego Ciała – wszystkie córeczki w białych sukienkach sypią kwiatki, a synek niesie poduszkę z obrazkiem religijnym. Sukienki szyła Mama, ona też plotła wianki z chabrów na głowę, prała rajstopki, pomagała zbierać do koszyczków kwiatki. Ona codziennie o 6.30 rano i o 18.00 wieczorem szła z nami na procesję do kościoła. I została „panią opiekującą się dziewczynkami sypiącymi kwiatki” w parafii w Ostrorogu na 50 lat.

Mama mojego dzieciństwa to osoba bardzo zapracowana, ale zawsze ładnie ubrana, uczesana. Pamiętam, jak w niedzielę po obiedzie zgarniała naszą gromadkę, brała męża pod rękę i szliśmy na spacer. W lecie było to wyjście nad jezioro, wiosną, jesienią zaliczaliśmy cmentarz, las, okoliczne jeziorka. W zimie brało się sanki, łyżwy i szło na górkę lub na skute lodem jezioro.

Na pewno w dzieciństwie marzyła o tym, że będzie się uczyć w gimnazjum, liceum, a potem pójdzie do Poznania studiować. Wojna pokrzyżowała plany. W Ostrorogu tajnych kompletów nie było, za to była ciężka praca u Niemca na polu.

Po wojnie było już za późno, przyszły dzieci… I to na nas mama przelała swoje ambicje. Cała piątka skończyła szkoły średnie, a troje wyższe studia. Był czas, kiedy ja już byłam w akademiku, brat jeszcze w internacie, siostra w Poznaniu na stancji a dwie najmłodsze w domu.

Trzeba było na to wszystko zapracować. Do pensji Taty, Mama dorabiała w domu jako repasantka, czyli osoba, która „łapała oczka w rajstopach i pończochach”. Kiedyś rajstopy nie były jednorazowe. Po prostu, lecące oczko się łapało. I to robiła moja mama. Szyła też torby, fartuchy jako chałupniczka. Na pewno odmawiała sobie wielu przyjemności.

Ostatnia kładła się spać, pierwsza wstawała, żeby zrobić Ojcu i nam śniadanie najpierw w domu a potem kanapki do szkoły. Wieczorami szyła i robiła sweterki na drutach. Zawsze byłyśmy ładnie ubrane. Kupowała kilka metrów tego samego materiału w geesowskim sklepie i szyła. Czasem pomagała jej ciocia Frania – siostra dziadka – krawcowa z Poznania. My z Dziunią miałyśmy sukienki odcięte w pasie. Ela z Fredką na karczku. Ale wszystkie z tego samego materiału.

Jako najstarsza bywałam wyróżniana. Zdarzało się, że młodsi zostawali z babcią w domu, a my z Mamą szłyśmy na zabawę, posłuchać jak  Tata grał w zespole  na skrzypcach, na klarnecie. Czasem siedziałam z Babcią na widowni, kiedy Mama i Tata śpiewali lub występowali w przedstawieniach. Pamiętam, że chciałam występować tak jak Mama.

Tworzyli z Tatą zgodne stadło, chociaż obaj byli charakterni. Jeździli na pielgrzymki, wycieczki, a kiedy byli już na emeryturze, wyjeżdżali z siostrą Elą w Tatry. Chodzili po górach, o których wcześniej tylko czytali w czasopiśmie „Poznaj swój kraj””, które podobnie jak „Poznaj Świat” prenumerowali i czytali.

Kiedy miałam 18 lat poszłam na studia. Nigdy właściwie do domu nie wróciłam. Wpadałam na niedziele, w wakacje, na święta. Mama zawsze pakowała do torby to, co miała, wsuwała do kieszeni jakiś grosik. Kiedy odbierałam dyplom na absolutorium, była wzruszona.  Pamiętam Mamę w czarnej sukience z białymi perełkami w uniwersyteckiej auli.

Potem sama zostałam Mamą. Pamiętam, jak moja Mama przyjechała zobaczyć swoją pierwszą wnuczkę. Zaczarowała ją. Płaczące do tej pory niemowlę, przy Mojej Mamie, przespało spokojnie całą noc.

I tak mogłabym snuć w nieskończoność opowieść o Mamie, która wzorowo opiekowała się swoim o 14 lat starszym Mężem, a naszym Tatą. W dobrej kondycji dożył on 97 lat. O Mamie, która w każdej sytuacji  stoi po mojej stronie. O Mamie, która  zawsze ma dla mnie krzepiące  słowo, nigdy mnie nie ocenia, nie potępia. O Mamie, która  nie krytykuje moich życiowych wyborów. O Mamie,  dzięki której  rozwinęłam skrzydła.

Mimo swoich 93 lat jest bardzo żywotna, aktywna, zainteresowana tym, co się dzieje w Polsce i na świecie. Bardzo się cieszy, kiedy Ją odwiedzamy. Czeka na nas, a kiedy wyjeżdżamy, stoi przy furtce i macha ręką. Wiem, że czeka na mój telefon, na znak, że żyję.  Jeśli  nie dzwonię, to Mama dzwoni. A ja z radością odbieram telefon. I cieszę się, że mam Mamę.

A Ona? Czy jest szczęśliwa? Może  w głębi serca  żałuje, że „do Wameryki” nie pojechała. Ale cieszy się, że jej wnuczki podróżują po świecie. A jedna, to nawet  w”Wameryce” ślub wzięła.

90 urodziny Mama i My

Mama i ja

Mama i ja

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Skomentuj na Facebooku