Irena Kuczyńska
Region Pleszewski Z historii

Młodzi kaliszanie piekli bułeczki w Muzeum Piekarstwa w Pleszewie

Jeśli nie byliście jeszcze w Muzeum Piekarstwa w Pleszewie, to koniecznie musicie tam zajrzeć. A najlepiej zorganizować grupę przyjaciół z dziećmi lub wnukami i zobaczyć miejsce gdzie historia Pleszewa i jego mieszkańców splata się z teraźniejszością.

Uczestnicy wycieczki – uczniowie klas autystycznych SP nr 18 z opiekunami przed Muzeum Piekarstwa

W ubiegłym tygodniu miałam okazję powrócić do Muzeum Piekarstwa Grażyny i Tomasza Vogtów przy ulicy Tyniec. Towarzyszyłam grupie uczniów Oddziału dla dzieci z autyzmem Szkoły Podstawowej nr 18 w Kaliszu.

Z jednej strony było to oglądaniem eksponatów zgromadzonych w muzeum, z drugiej podpatrywanie reakcji uczestników wycieczki, którym trudno skoncentrować na dłużej uwagę.

Grupę poprowadziła pani Maria Fibich, która sprzedaje w sklepie przy ulicy Kraszewskiego chleb oraz wyroby cukiernicze. Ale kiedy pojawia się wycieczka, pani Maria staje się przewodnikiem po muzeum i instruktorem wypieku bułeczek.

Pani Maria Fibich z koleżanką Jolą

I robi to znakomicie. Najpierw tłumaczy, że Muzeum Piekarstwa znajduje się w budynku, gdzie od 1913 do 2005 roku, wypiekano chleb dla mieszkańców Pleszewa i okolicy.

Piekarnię założył przy ul. Tyniec  Tomasz Vogt – dziadek  twórcy Muzeum Piekarstwa Tomasza Vogta, który po dziadku i ojcu Michale odziedziczył nie tylko imię ale też smykałkę do piekarstwa, przekazał też swoim synom Michałowi oraz Janowi, który rodzinny biznes rozwijają.

Zdjęcia wszystkich członków rodziny Vogtów są wyeksponowane, podobnie jak zdjęcia dziadków po kądzieli  Tomasza Vogta – Jezierskich – znanych w mieście rzeźników.

W sali głównej Muzeum Piekarstwa, które powstało w 2006 roku, po tym jak rok wcześniej całą produkcję przeniesiono do nowoczesnej piekarni w Kowalewie, króluje długi stół.

Jest to miejsce, gdzie odbywają się warsztaty. Dzieci z Kalisza miały okazję uczestniczyć w lepieniu własnej bułeczki. Pani Maria przyniosła wyrośnięte bułeczki, tłumacząc, że „ciasto drożdżowe nie lubi długiego męczenia”, dlatego trzeba w miarę szybko nadać swojej bułeczce kształt.

Pani Maria Fibich rozpoczyna warsztaty wypieku bułeczek

Najpierw jednak, wszyscy umyli ręce pod kranem  nad oryginalnym zlewem, który na pewno pamięta dziadka pana Tomasza. Potem każdy dostał fartuszek i dzieci obstąpiły stół gdzie pani Maria opowiadała i demonstrowała.

Pokazała dzieciom, jak można z ciasta zrobić ślimaczka czy np. warkoczyk. I zaczęła się praca z ciastem: doklejano, wyciskano, przycinano. Pani Maria opowiadała przy tym, jak powstaje ciast, które dzieci dostały.

Praca nad bułeczkami

wreszcie bułeczki, opatrzone kartkami z imieniem, pani Maria odniosła „do odpieczenia” i zaczęło się oglądanie starych narzędzi, sprzętów, pieca piersiowego, który nigdy nie wygasał, dzież, w których zarabiano ciasto, wycinarek do pierników, foremek do robienia czekoladowych zajączków a nawet starej ręcznej maszynki do robienia lodów, która przypomniała mi moje dzieciństwo i babcię Anię Leśną, która w restauracji prowadzonej przez moich dziadków w Ostrorogu w latach 50.,  w takiej samej maszynce kręciła lody.

Tymczasem uczestnicy warsztatów przysiedli w sali obok, gdzie mogli obejrzeć film o historii chleba. Oliwia słuchała z wielkim zainteresowaniem, bo jak mi zdradziła „lubi historię’, więc siedziała zapatrzona i zasłuchana.

Inne dzieci albo słuchały, albo spacerowały po muzealnych salach, gdzie mogły dotknąć i obejrzeć z bliska przedmioty zgromadzone przez Tomasza Vogta.

Pani Maria zwróciła uwagę na piękne witraże w oknach, które przypominają o sezonowości pracy piekarzy i cukierników. Tłusty Czwartek to czas pączków, Wielkanoc to czas mazurków, natomiast 11 Listopada to rogale kojarzone z św. Marcinem -patronem stolicy Wielkopolski.

Jest jeszcze w muzeum sala tradycji pełna dyplomów, zdjęć oraz dokumentów, z których najstarszy – cechowy – sięga końca XVIII wieku.

Muzeum Piekarstwa, które zwiedzili uczniowie kaliskiej osiemnastki – jest jedną z pleszewskich miejscówek, które trzeba zobaczyć.

Pani Maria Fibich podkreślała, że jego założyciele –  Grażyna i Tomasz Vogtowie, spełnili swoje marzenie – ocalili od zapomnienia spuściznę kilku pokoleń rodu piekarzy.

„Urodziliśmy się w piekarni, a w naszych żyłach mamy kwas”, żartował  Tomasz Vogt na otwarciu placówki w roku 2006, co można przeczytać na stronie internetowej Muzeum Piekarstwa.

Znalazłam tam jeszcze ładny wierszyk Anny Bartkowskiej, którego początek cytuję.

Vogtów ród przez pokolenia

Znany jest z chleba pieczenia.

W dawnym osiemnastym wieku

Zabrali się do wypieku.

Odtąd pod pleszewskim niebem

Zapachniało Vogtów chlebem.

Młodzi kaliszanie opuszczali pleszewskie muzeum z upieczonymi przez siebie bułeczkami. Na pewno lekcja muzealna wzbogaciła  ich wiedzę o otaczającym świecie i pobudziła emocje. A to jest przecież bardzo ważne.

 

 

 

Skomentuj na Facebooku