Irena Kuczyńska
Podróże

Ile można zobaczyć w Warszawie w ciągu jednego listopadowego dnia

Pierwszą sobotę listopada spędziliśmy z grupą znajomych z Pleszewskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku w Warszawie. Były Stare Powązki, Stadion Narodowy, Muzeum Narodowe i Królewski Ogród Światła na Wilanowie.

Listopadowe jednodniowe wypady do stolicy stały się tradycją. Zawsze w programie opracowanym przez organizatora wycieczek historyka Ryszarda Borkiewicza jest któreś z warszawskich muzeów. Był już Zamek Królewski, Muzeum Powstania Warszawskiego, Muzeum Żydów Polskich, Królewskie Łazienki, Pałac w Wilanowie.

W tym roku w programie były Stare Powązki i Muzeum Narodowe. Ale nie tylko. Wartości dodane to Stadion Narodowy oraz spacer po parku przy Pałacu w Wilanowie, gdzie wieczorem jest pokaz świateł.

Kiedy wieczorem wracaliśmy z Warszawy dziwiliśmy się, że w ciągu jednego dnia można tyle zobaczyć i tyle przeżyć. Droga do stolicy trwała cztery godziny, oczywiście z przerwą na kawę.

Na cmentarzu fot. Ryszard Borkiewicz

Przed 11.00, przy bramie św. Honoraty wiodącej na Stare Powązki, czekała na nas przewodniczka. Przypomniała, że cmentarz został założony z inicjatywy króla Stanisława Augusta Poniatowskiego w 1790 roku.

Dwa lata później zbudowano kościół pw. św. Karola Boromeusza, który jest integralną częścią cmentarza, chociaż i cmentarz i kościół funkcjonują oddzielnie.

Na cmentarzu zwanym teraz Starymi Powązkami, jeszcze przed ich poświęceniem zbudowano katakumby, które też mieliśmy zobaczyć.

Cały cmentarz zajmuje 43 hektary, dla porównania Państwo Watykańskie zajmuje 44 hektary. Na Starych Powązkach spoczywa ponad 1 milion osób.

Wszystkie groby można znaleźć na mapach w internecie. Ale my poszliśmy za przewodniczką. Miała nas oprowadzać w ciągu 1,5 godziny. Więc szliśmy od grobu do grobu.

Zatrzymywaliśmy się przy mogiłach ludzi bardzo znanych ale też przy grobowcach osób, których nazwiska nam nic nie mówiły, ale ich groby były małymi pomnikami architektury cmentarnej.

Zaczęliśmy od grobu obu ks. Stefana Niedzielaka – warszawskiego proboszcza zamordowanego przez służby bezpieczeństwa PRL w 1989 roku.

Grób stoi w cieniu kościoła św. Karola Boromeusza. A na wszystkich murach zewnętrznych świątyni – tabliczki upamiętniające poległych w Kozielsku, Ostaszkowie, Katyniu.

Jest też na kościele tablica upamiętniająca pochówek ks. Stanisława Konarskiego – założyciela Collegium Nobilium w Warszawie, nauczyciela poezji, składni, wygłaszania mów, twórcy traktatu politycznego „O skutecznym rad sposobie” oraz Onufrego Kopczyńskiego  – twórcę pierwszego podręcznika do gramatyki polskiej.

Z drugiej strony kościoła jest tablica upamiętniająca ofiary katastrofy smoleńskiej, ofiary wojen ale też tablica bohaterskiego warszawskiego szewca Jana Kilińskiego – pułkownika powstania kościuszkowskiego.

Przewodniczka prowadzi nas przez cmentarz. Opowiada o ludziach, przy grobach których się zatrzymujemy. Rodzice Fryderyka Chopina spoczywają obok twórcy opery polskiej Stanisława Moniuszki.

Rodzice Fryderyka Chopina i obok Stanisław Moniuszko

Bonawentura Kudlicz – urodzony w 1780 roku Pleszewie i nieco zapomniany aktor, reżyser teatralny, śpiewak basowy, dyrektor Szkoły Dramatycznej, wolnomularz sąsiaduje na cmentarzu z  aktorką Niną Andrycz.

Miałam zaszczyt z tą wielką damą polskiej sceny, żoną premiera Józefa Cyrankiewicza, kilkanaście lat temu jeść w Domu Pracy Twórczej w Gołuchowie kolację. Przy grobie przypomniałam sobie to niecodzienne spotkanie.

Zatrzymujemy się przy grobie „Kuriera z Warszawy” Jana Nowaka Jeziorańskiego, aktora Gustawa Holoubka – wybitnego aktora – odtwórcę Gustawa z mickiewiczowskich „Dziadów”. Przypominamy sobie sylwetki obu wybitnych Polaków.

Grób Zbigniewa Herberta

Niedaleko spoczywa Zbigniew Herbert – poeta, który stworzył „Pana Cogito”. Przy nagrobnej tablicy aktora Zdzisława Maklakiewicza przypominamy sobie kultowy film „Rejs”.

I grobowiec Lusi Raciborskiej – 21 – letniej córki warszawskich mieszczan, który jest na wszystkich folderach warszawskiej nekropolii. A figura kobiety z wszystkimi detalami szaty jest dziełem sztuki, mimo iż zmarła nie była osobą znaną.

 

Na grobie Marii Kownackiej stoi żeliwny Plastuś a w kwiatach dostrzegamy ludzika z plasteliny. Wymyślony przez pisarkę Plastuś – bohater „Plastusiowego pamiętnika” poruszał wyobraźnię i uprzyjemniał pobyt w szkole kilku pokoleniom Polaków.

Blisko katakumb grobowce warszawskich rodów, np. Fukierów – znanych z wyrobów cukierniczych i cukierni. Przewodniczka mówi, że rodzina Fukierów już wymarła, ale grobowcem zajmuje się Komitet Ochrony Cmentarza.

Nagrobek Jerzego Waldorffa

Pierwszym, który zatroszczył się o Stare Powązki był Jerzy Waldorff  – pisarz, publicysta, ziemianin, Wielkopolanin, którego staraniem odrestaurowano dworek Radziwiłłów w Antoninie i utworzono w Warszawie Społeczny Komitet Opieki na rzecz Ochrony Starych Powązek.

Spoczywa blisko katakumb, z daleka widać  jego charakterystyczny profil stoi na nagrobku. W tym samym grobie pochowano Mieczysława Jankowskiego  – życiowego partnera pisarza.

W katakumbach setki tablic nagrobnych osób, które w ciągu ponad 200 lat tu pochowano. wśród nich Katarzyna Sobczyk – piosenkarka („O mnie się nie martw”), Irena Jarocka („Motylem jestem”, „Kawiarenki”), Czesław Niemen –  („Dziwny jest ten świat”,  „Pod papugami”).

 

W założonej w 1925 roku Alei Zasłużonych wiele znanych nazwisk: noblista Władysław Stanisław Reymont („Chłopi”), pisarka Maria Dąbrowska („Noce i dnie”),  Jan Parandowski („Mitologia”), Bogusław Kaczyński – popularyzator muzyki, tenor Jan Kiepura („Brunetki, blondynki”), Wojciech Młynarski – który sam siebie nazywał tekściarzem („Róbmy swoje”), poeta Leopold Staff – jeden z najwybitniejszych polskich poetów XX wieku („Wysokie drzewa”, „Deszcz jesienny”).

Dalej bohaterski prezydent Warszawy z 1939 roku Stefan Starzyński, Stanisław Dygat – pisarz („Jezioro Bodeńskie”) ze swoją żona Kaliną Jędrusik – wybitną aktorką filmową i kabaretową („Ziemia obiecana”, „Jak być kochaną”).

I grób symboliczny premiera II RP Ignacego Mościckiego, który nawet w Pleszewie ma chrześniaka – pana Wicenciaka. (Kiedyś to opiszę).

W drodze powrotnej ku najbardziej znanej bramie ś. Honoraty, grób aktora Andrzeja Zakrzeńskiego, który zginął w katastrofie smoleńskiej a znany jest przede wszystkim z roli Benedykta Korczyńskiego z filmu „Nad Niemnem” oraz marszałka Józefa Piłsudskiego.

Obok spoczywa Krzysztof Kolberger – aktor przedwcześnie zmarły – nam bliski z roli męża Heleny Modrzejewskiej – Karola Chłapowskiego z filmu „Modrzejewska”.

I jeszcze Krzysztof Kieślowski – reżyser filmowy twórca takich dzieł jak „Podwójne życie Weroniki”, „Trzy kolory. Niebieski”,  „Trzy kolory. Czerwony”, „Trzy kolory. Biały”, „Krótki film o zabijaniu”. Na grobie klatka z dłoni. Poruszająca.

Przy ścieżce skromny nagrobek „Czterdziestolatka” czyli Andrzeja Kopiczyńskiego i niedaleko piosenkarki Violetty Villas z pięknymi włosami na zdjęciu i z kotem. („Przyjdzie na to czas”, „Czterdzieści kasztanów”).

Grób Krzysztofa Kieślowskiego

Chciałoby się chodzić dalej z mapą w ręku, albo nawet błądzić bez mapy pomiędzy nagrobkami i myśleć o tym milionie warszawiaków na Starych Powązkach pochowanych, ale czas nagli i trzeba opuszczać najbardziej znaną w Polsce nekropolię.

Ryszard Borkiewicz obiecuje, że w przyszłym roku może odwiedzimy Wojskowe Powązki, gdzie spoczywają politycy, powstańcy, działacze społeczni.

Kolejny etap wycieczki do Warszawy to Stadion Narodowy widoczny za Wisłą. W telewizji biało – czerwony, w rzeczywistości jest szaro – czerwony.

Do nowego obiektu trzeba z parkingu wspiąć się na górę. Wejście tylko z biletem.  Oczywiście idziemy na trybuny i patrzymy na murawę, którą akurat zdejmowano, bo przygotowywano stadion pod jakąś imprezę niesportową.

Przewodniczka mówi, że trawa za każdym razem kiedy jest mecz,  jest na nowa zakładana. Stadion robi wrażenie swoimi rozmiarami. Na widowni jest ponad 80 000 miejsc. Robimy zdjęcia na widowni, niektórzy wchodzą na samą górę, oglądają panoramę Warszawy.

Zdjęcie na stadionie

Po korytarzach chodzą ludzie w garniturach z identyfikatorami. Okazuje się, że to zjazd partii Jarosława Gowina. Akurat tworzyli Porozumienie, co można było przeczytać w internecie.

Na widowni

Z widokiem na widownię

Ale nasze drogi prowadziły  do Muzeum Narodowego.  Instytucja, której początek dało  Muzeum Sztuk Pięknych w Warszawie założone w 1862 roku, jest jedną z największych tego typu w Polsce.

Aktualną siedzibę –  modernistyczny budynek w Alejach Jerozolimskich zbudowano w latach 1927 – 1938. W czasie okupacji niemieckiej część eksponatów uległo zniszczeniu ale wiele pracownicy uratowali.

Nas po muzeum oprowadzała przewodniczka. Pokazała nam kilkanaście obrazów, które omówiła bardzo dokładnie.  Wrażenie zrobiły resztki nubijskich fresków odkrytych przez prof. Kazimierza Michałowskiego w latach 60. katedrze w Faras w Sudanie, podarowanych warszawskiemu muzeum.

Przewodniczka zatrzymała się też przy rzeźbach sakralnych z epoki renesansu, na ołtarzach: tryptykach i poliptykach XV- wiecznych, na obrazach w tym na „Bitwie pod Grunwaldem” Jana Matejki, obrazach Aleksandra Gierymskiego, Józefa Mehoffera…

Strój koronacyjny Augusta III Sasa

Na koniec współczesna atrakcja – Królewski Ogród Światła – Muzeum Pałacu Króla Jana III Sobieskiego w Wilanowie czyli tysiące kolorowych diod ułożonych w finezyjne kształty. Po zmroku można się było poczuć jak w królewskim pałacu.

Królewski Ogród Światła

Wyrafinowana ekspozycja nawiązuje do architektury pałacu. Można było przez chwilę się poczuć jak na królewskim dworze i pospacerować po Magicznym Ogrodzie Króla.

Mieliśmy też szczęście, załapaliśmy się na pokaz światła, obrazu i dźwięku na fasadzie pałacu, dzięki czemu pewne jego elementy ożywały.

Z tego bajkowego świata trzeba było powoli wyjść, zostawiając tłumy Warszawiaków, którzy z małymi dziećmi ciągnęli tu z całego miasta.

Przed nami były cztery godziny drogi do Pleszewa. Zmęczeni ale szczęśliwi z duża porcją wiedzy historycznej ale nie tylko, wracaliśmy do domu, planując kolejny wyjazd z Ryśkiem, który jak zwykle przypomniał historię miasta stołecznego Warszawy.

Foto; Irena Kuczyńska, Eugenia Leśna, Ryszard Borkiewicz

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Skomentuj na Facebooku