Irena Kuczyńska
Region Pleszewski

Nocny marsz od krzyża do krzyża

Ekstremalna Droga Krzyżowa w Pleszewie

Mateusz Ledzianowski był uczestnikiem Ekstremalnej Drogi Krzyżowej. Przeszedł z narzeczoną 40 – kilometrową trasę, znaczoną krzyżami.

Trasa pleszewskiej EDK wiodła  od kościoła Najświętszego Najświętszego Zabawiciela  w Pleszewie przez Lenartowice-Zawidowice-Rokutów-Grodzisko-Broniszewice-Czermin-Strzydzew-Mamoty-Korzkwy-Tomaszew- do Pleszewa.

W ostatni piątek, po mszy świętej w „Zbawicielu” o godzinie 21.00, 220 osób – otrzymało błogosławieństwo, książeczkę z rozważaniami, mapkę z trasą (ci, którzy nie mieli aplikacji EKD w telefonie) oraz krzyż na drogę i to w sensie dosłownym i – podkreśla Mateusz, który podzielił się ze mną swoimi refleksjami.

Pierwszy z prawej Mateusz Ledzianowski
Ks. Mateusz Klaczyński zawiesza krzyż na szyi Mateusza Ledzianowskiego   W drogę... zdjęcia z portalu www.pleszewnaszemiasto.pl http://pleszew.naszemiasto.pl/artykul/ekstremalna-droga-krzyzowa-patnicy-z-pleszewa-wyruszyli-o,4581114,artgal,t,id,tm.html

Mateusz  Ledzianowski jest nauczycielem fizyki, informatyki i doradztwa zawodowego w szkole w Kucharach i w Kaliszu. Uczestniczył w EDK po raz drugi, jego narzeczona Ania po raz pierwszy.

Pytam, co jest takiego w tej nocnej, ekstremalnej wędrówce, że jednak zdecydowali się podjąć ten trud.  Mateusz mówi, że „właśnie to nocne wędrowanie przez pola, wsie, lasy ma sens, pozwala lepiej zrozumieć słowa Jana Pawła II  ,,nie lękajcie się”  i  zaufać Chrystusowi.  Chociaż łatwiej by było  przemierzyć tę trasę samochodem – przyjemniej, szybciej i bez bólu nóg – dodaje.

Z kościoła Najświętszego Zbawiciela skierowali się na rynek pod kościół Ścięcia św. Jana Chrzciciela. Tu pod krzyżem pierwsze rozważanie. A tych krzyży na trasie było czternaście, tyle ile jest stacji Drogi Krzyżowej.

Tegoroczne rozważania – przygotowane przez sztab osób skupionych wokół pomysłodawcy EKD ks. Jacka Stryczka,  dotyczyły przekraczania siebie, wolnego wyboru, pójścia na łatwiznę.  „Były one oparte na świadectwie życia naukowców, programistów, technologów, którzy podkreślali otwarcie na drugiego człowieka, odejście od patrzenia tylko na siebie i własne sprawy” – podkreśla Mateusz Ledzianowski.

Wędrówka odbywała się w milczeniu. Mimo, iż narzeczeni szli razem, nie rozmawiali. Każde z nich było pogrążone we własnych myślach i rozważaniach.

Kiedy zboczyli z krajowej „12” na Lenartowice, było ciemno. Na szczęście byli widoczni, bo każdy pątnik miał na sobie kamizelką odblaskową i na rękach miał odblaskowe paski.

Kolejna stacja – to przydrożny krzyż na rozstaju dróg w Lenartowicach. I rozważanie, modlitwa, łyk wody z butelki i dalsza  droga ku Zawidowicom, gdzie przy kolejnym krzyżu kolejne rozważanie.

Za Zawidowicami jest las. Dobrze go znają wszyscy amatorzy grzybobrania. Ale inaczej się chodzi leśną drogą w promieniach jesiennego słońca, a zupełnie inaczej w marcową ciemną noc.

Ciszę przerywają samochody, których za wiele tędy nie przejeżdża. Za lasem zabudowania Rokutowa. Trzeba dojść do krzyżówki, trochę niebezpiecznie,  bo po wsi (nie tylko w Rokutowie) biegają psy. Nie wiadomo, czy taki pies tylko szczeka, czy jest groźny i trzeba się go bać – wspomina Mateusz.

Na szczęście, biegające psy, nic złego uczestnikom EDK, nie zrobiły. Na krzyżówce w Rokutowie chwila modlitwy przy krzyżu i trzeba iść dalej. Nogi jeszcze nie  bolą, chociaż zrobiły już kilkanaście kilometrów.

Teraz trasa wiedzie na Grodzisko. Najpierw idzie się przy zabudowaniach, potem pola, kawałek lasu i widać pierwsze światła. Droga wiedzie prosto do kościoła św. Mikołaja, pod którym znów się trzeba zatrzymać i odczytać z książeczki rozważania.

Z Grodziska trzeba się kierować przez Mazury na Broniszewice. Daleko, za Prosną widać wieże chockich kościołów.  Ale szlak wiedzie prosto ku kościołowi św. Michała „na dołku”.

Przy drodze krzyż. I znów rozważanie i modlitwa i w drogę ku wiosce Psienie Ostrów, gdzie też jest krzyż. Bo Ekstremalna Droga Krzyżowa – tak jak w droga życia –  wiedzie od krzyża do krzyża. Okna w domostwach ciemne. Ludzie śpią. Tylko psy szczekają, widząc przechodzących ludzi w odblaskowych kamizelkach.

Następny krzyż  będzie w Czerminie przy kościele św. Jakuba. Potem trasa wiedzie na Strzydzew ku kościołowi św. Józefa Robotnika. Stąd pątnicy biorą kurs na Mamoty. Zaczynają boleć nogi. Ale niebo zaczyna na wschodzie się różowić.

Jest coraz widniej. Ale Korzkiew jeszcze nie widać. Trzeba przejść kilka kolejnych kilometrów, żeby znów stanąć pod krzyżem i zadumać się. Westchnąć do Boga w intencji Babci Mateusza, która zmaga się z chorobą i liczy na  modlitwę wnuka. A Mateusz zapewnia, że trudy pielgrzymki ofiaruje Bogu za swoją Babcię.

Kiedy docierają do drugiego krzyża w Korzkwach, jest już jasno.  Pojawia się drogowskaz wskazujący na Pleszew. I prosta droga wiedzie ku Pleszewowi. Jeszcze po drodze Tomaszew, ale jak mówi Mateusz – krzyża tu nie ma. Najbliższy i ostatni na trasie będzie w Pleszewie przy kościółku św. Floriana.

Jest sobota, kilka minut po godzinie 6.00. Ulice jeszcze puste. Trzeba dojść do kościoła Najświętszego Zbawiciela, gdzie jest ostatnia stacja Drogi Krzyżowej – Zmartwychwstanie. I szklanka gorącej herbaty, którą podali wolontariusze z Akcji Katolickiej.

Około 7.00 Mateusz z Anią byli w domu. „Warto robić rzeczy szalone, nowe, oryginalne, inne niż większość,  bo jak powiedział mój ulubiony fizyk Albert Einstein, „ten kto idzie za tłumem, nigdy nie dojdzie dalej niż tłum”.

I tego uczę na co dzień moich uczniów, na lekcjach  fizyki, informatyki czy doradztwa zawodowego. Jezus Chrystus też przeszedł drogę krzyżową, która nie była usłana różami – podkreśla Mateusz Ledzianowski.

 

 

 

 

Skomentuj na Facebooku