Irena Kuczyńska
Region Pleszewski

O moich kontaktach z Ukraińcami, którzy pracują w Pleszewie i okolicy

Czy wiesz, że klikając w reklamy wspierasz funkcjonowanie mojego bloga?

 Jest ich wielu. Zajmują miejsca pracy, porzucone przez Polaków, którzy wyjechali do Niemiec, Wielkiej Brytanii, Irlandii…  Złotówki zarobione w Polsce, mają dużą wartość na Ukrainie, podobnie jak euro przywiezione do Polski z Niemiec czy Włoch.

Z Iryną i z Wasylem

Polscy magistrowie nierzadko zrywają szparagi i wiśnie w Niemczech, tak jak ukraińscy magistrowie obrywają pomidory u polskich plantatorów. Emerytowane polskie nauczycielki opiekują się włoskimi staruszkami, nauczycielki z Ukrainy sprzątają w polskich domach.  Jednym i drugim się to opłaca. Ten post będzie o Ukraińcach, którzy pracują w Pleszewie i okolicy. Wielu z nich  poznałam osobiście.  Opowiedzieli mi, dlaczego przyjeżdżają do Polski.

Minimalna  wypłata na Ukrainie wynosi 500 zł, jeśli hrywny przeliczymy na nasze złotówki. Tyle mniej więcej trzeba zapłacić za mieszkanie, a gdzie pozostałe koszty utrzymania? Dlatego nie tylko młodzi ludzie ale też starsi decydują się na przyjazd do pracy do Polski. Najczęściej przyjeżdżają na 2 – 3 miesiące.  Jeden ciągnie za sobą drugiego. Zdarza się, że przyjeżdżają osoby z tej samej miejscowości. Raczej z Zachodniej Ukrainy: ze Lwowa, Łucka, Winnicy, Iwanofrankiwska, Równego, Krystynopola. Ale zdarzają się też mieszkańcy Kijowa.

W Galerii Zamkowej jest agencja, która pośredniczy w zatrudnianiu obywateli państwa ukraińskiego. Asystentami właściciela są Ukraińcy, którzy załatwiają rodakom pracę, mieszkanie, pomagają założyć konta w banku. Pracownicy przyjeżdżający z Ukrainy, nie znają języka polskiego. Wśród nich jest wiele osób  po pięćdziesiątce, które wzięły urlopy bezpłatne na czas pracy, albo z mało płatnej pracy się zwolniły. Zdarzają się  nauczycielki, które w czasie wakacji  przyjeżdżają  do Polski zarobić. Wśród młodszych bywają  osoby z dyplomami magistrów, dla których na Ukrainie nie ma pracy albo jest mało płatna.

Przeciętnie, w ciągu miesiąca zarabiają ok.  2000 zł na rękę (niektórzy więcej). Z tego około 500 zł wydadzą na opłacenie mieszkania i wyżywienie. Tłumaczy mi to Wasyl – asystent właściciela firmy, który studiuje w na wydziale Inteligentnych Technologii w Elektrotechnice na politechnice w Lublinie ale chwilowo pracuje w Pleszewie, gdzie wspiera swoich rodaków podczas ich pobytu i pracy w Pleszewie. Jak mówi, po po odliczeniu kosztów utrzymania i dojazdu,  zostaje im prawie 1500 zł, czyli trzymiesięczny zarobek w ich kraju. Przez 3 miesiące można nieźle zarobić.

Zatrudnienie znajdują głównie przy warzywach na polu, w szklarniach, na budowie, w stolarni. Panie  są delegowane też do Kołobrzegu, gdzie w pensjonatach są pokojowymi.  Panowie pracują we Wrocławiu przy konstrukcjach stalowych albo  w jajczarni w Środzie Wielkopolskiej.

Niektórzy pracują w Polsce nawet  pół roku, mają wydłużane kontrakty, ale są tacy, którzy bardzo szybko wracają do siebie. Nie mogą się odnaleźć w nowej sytuacji życiowej. Zdarza się, że ktoś zaskoczy, dobrze pracuje i ma lepsze zarobki.  Ale  nie może zostać w Polsce tak długo, jak chce. Jak mówi Wasyl, w ciągu jednego roku, Ukraińcy w Polsce mogą przebywać przez sześć miesięcy. Chyba, że mają wojewódzką wizę, wtedy mogą pracować cały rok.

Jedna z pań – 55 – letnia emerytka, otrzymuje na Ukrainie 300 zł  emerytury (1500 hrywien). Z tego 200 zł (1000 hrywien) musi zapłacić za mieszkanie. Na życie zostaje 500 hr. To bardzo mało.  Zdecydowała się więc na przyjazd do Polski, tym bardziej, że dzieci ma dorosłe i usamodzielnione. Będzie tu  pół roku. Pracuje w szklarni z pomidorami. Do końca września – jak mówi Wasyl – może zarobić nawet 10 000 hrywien. Będzie miała z czego dokładać sobie do emerytury.

Pracownicy z Ukrainy przez cały dzień pracują. Wieczorem wracają na kwatery, gdzie trzeba trochę posprzątać, trochę ugotować, zrobić zakupy, coś przeprać, pogadać z rodziną przez telefon, odpocząć. Niedziele są wolne, czasem soboty też, zależy gdzie pracują. W długi weekend i w święta nie pracują. Są stratni, chociaż za wolne dni od pracy i za dni na zwolnieniu lekarskim, za mieszkanie – jak mówi Wasyl, nie płacą.

Po mieście za wiele nie chodzą, wiedzą, gdzie jest bank, w którym mają konto, gdzie jest market Biedronka. Spędzają czas ze sobą. Chociaż – jak mówi Iryna, która jest asystentką w właściciela firmy, z żadną wrogością raczej się nie spotykają.

Niektórzy  mają polskie korzenie, zwłaszcza z terenów, które przed 1939 rokiem należały do Polski. Pamiętają, że dziadkowie mówili po polsku. Oni raczej nie mówią. Chociaż jeden z panów mi wyznał, że jego dziadek czytał mu po polsku „Trylogiꔂ Henryka Sienkiewicza.

Język polski bywa dla Ukraińców trudny, tym bardziej, że literki są inne. Polacy piszą alfabetem łacińskim, Ukraińcy, podobnie jak Rosjanie czy Bułgarzy cyrylicą. Kto miał w szkole język niemiecki czy angielski, to chociaż literki zna i potrafi przeczytać. Kto miał w szkole tylko rosyjski i ukraiński, to jest mu ciężej.

Im młodszy człowiek, tym łatwiej chwyta polskie słowa i zwroty. Większość chce przynajmniej  trochę rozumieć i mówić po polsku. Być może przyjadą jeszcze nie jeden raz.  Tak jak np. Igor, który  był już kilka razy w Polsce i potrafi się porozumieć w języku polskim.  Starsze panie chowają do torebek karteczki z podstawowymi polskimi słówkami. To na pamiątkę, a może dla wnuków, żeby widziały, że babcia uczyła się po polsku – podkreśla pani Ola.

Iryna – asystentka właściciela agencji, ma 22 lata. W Iwanofrankiwsku skończyła studia na kierunku zarządzanie energią, w firmie w Pleszewie zarządza ludźmi. Mówi biegle po rosyjsku, po ukraińsku, po angielsku i po polsku. Zdradza, że języka polskiego  uczyła się na kursach, bo wiedziała, że pojedzie do pracy do Polski. Jej młodsza siostra studiuje w Katowicach  i też w Polsce chce zostać i szukać pracy.

Dla mnie kontakty z Ukraińcami, zatrudnionymi w Pleszewie i okolicy, są prawdziwą przyjemnością i wyzwaniem. Uczę się od nich języka ukraińskiego, a oni uczą się ode mnie podstawowych słów i zwrotów polskich. Jest nam łatwiej, bo wszyscy znamy język rosyjski. W tym języku wyjaśniamy sobie językowe zawiłości, których nie brakuje ani w polskim ani w ukraińskim języku.

 

 

 

 

 

 

Skomentuj na Facebooku