Irena Kuczyńska
Z historii

Pani Zofia była pokojówką w rodzinie ewangelickiego pastora

W Pleszewie gościł syn ostatniego pastora parafii ewangelickiej Joachima Scholza.  Spotkał się z Zofią Borkowską, która jako nastolatka pracowała w pastorówce jako pokojówka i nauczycielka języka polskiego jego siostry Ingrid. Wolfram Schulz przekazał dyrektorowi Muzeum Regionalnego pamiątki po ojcu.

Dawne to czasy. O swoim epizodzie w domu ostatniego pastora parafii ewangelickiej Joachima Scholza, pani Zofia opowiedziała mi mimochodem, jeszcze w czerwcu, kiedy powstawał tekst o budynku, w którym mieści się szkoła muzyczna. http://irenakuczynska.pl/tajemnice-willi-przy-ul-wojska-polskiego-7-ktorej-miesci-sie-szkola-muzyczna/.

Pani Zofia Borkowska wspomina swoją pracę w rodzinie pastora.

W latach 30. XX wieku rodzina Foterków, z których wywodzi się pani Zofia, mieszkała przy ul. Wojska Polskiego 8, czyli niedaleko od dzisiejszej szkoły muzycznej, ale też blisko dawnego kościoła ewangelickiego i cmentarza.

Przez 150 lat to tu,  wokół Placu Wolności, skupiało się życie pleszewskich ewangelików. Można o tym przeczytać w tym linku. http://irenakuczynska.pl/plac-wolnosci-czyli-dawne-pruskie-centrum-pleszewa/.

To ewangelicy  zbudowali w 1848 roku świątynię, którą po 1945 roku przejęła parafia rzymskokatolicka w Pleszewie. Teraz jest to kościół pw. Najświętszego Zbawiciela. Obok kościoła znajduje się pastorówka, dom, w którym do 1945 roku mieszkał pastor – proboszcz parafii ewangelickiej w Pleszewie.

Ostatnim pastorem był Joachim Scholz, w którego domu bywała Zosia Foterkówna – dzisiaj  Zofia Borkowska. Joachim Scholz był synem pastora Emila Scholza. Urodził się w Poznaniu w 1902 roku i część swoich studiów odbył na Uniwersytecie Poznańskim.

Pastorówka w sierpniu 2017 roku

Do Pleszewa trafił w maju 1930 roku i bardzo szybko się tu zaaklimatyzował. Wspomina o tym Olgierd Kiec w artykule „Zarys dziejów parafii ewangelickiej w Pleszewie 1794 – 1945”. Młody pastor zdobył uznanie parafian oraz podopiecznych  zakładów opiekuńczych. Prowadził też parafię w Sobótce.

Trzeba dodać, że po zwycięskim Powstaniu Wielkopolskim, w 1919 roku Wielkopolska została włączona w granice II Rzeczpospolitej.  Część ewangelików z Pleszewa wyjechała. Niektórzy zostali i  musieli odnaleźć się jako obywatele państwa polskiego.

Wśród nich byli właściciele majątku Malinie Jouanne’owie i pastor Scholz z rodziną.  Zofia Borkowska bywała w ich domu. Pamięta, że żona pastora mówiła i pisała po polsku, pochodziła z Grudziądza.

Pastorostwo mieli czworo dzieci: Manfreda, Anitę, Wolframa i Ingrid, którą  pani Zofia miała uczyć języka polskiego.  Polecił  ją  do Scholzów piekarz.

I pani Zofia chodziła do Ingrid. Mówi, że Scholzowie bardzo dobrze ją traktowali, a kiedy miała uroczystość I Komunii św., to nawet pani pastorowa przyszła do jej rodziców na kawę.

Mimo, iż od czasów zajęć z małą Ingrid, minęło prawie 80 lat, pani Zofia pamięta ogród przy pastorówce, gdzie pastor hodował pszczoły a pani pastorowa hodowała kwiaty, zwłaszcza róże.

Ogród za pastorówką w czasach pastora Scholza

Przed wojną nie było wrogości  pomiędzy Niemcami i Polakami w Pleszewie. My mieliśmy swoje życie, oni swoje – wspomina pani Zofia.

Rodzina pastora zajmowała cały budynek. Mieli swoje pokoje rodzice, miały swoje pokoje dzieci, służąca też miała pokój. Jedna duża sala była przeznaczona na zebrania parafialne. Wchodziło się do niej z boku. Teraz – jak mówi pleszewianka – wejście jest zamurowane.

Nie tylko pani Zofia mówi dobrze o rodzinie pastora. Olgierd Kiec pisze, że  „pastor Scholz i jego żona są przedstawiani jako wzorowa rodzina ewangelicka szanująca Polaków zatrudnianych w parafii i w zakładach opiekuńczych”.

Kiedy wybuchła II wojna światowa, pani Zofia miała 11 lat. Nadal przychodziła do domu pastora do pracy.  W sierpniu 1939  roku  jako „wpływowy Niemiec” Joachim Scholz został  prewencyjnie internowany przez polskie władze i wywieziony do obozu w Berezie Kartuskiej. Szczęśliwie wrócił do Pleszewa.

Przez całą wojnę pracował w parafii, chociaż kościołowi odebrano prowadzenie zakładów opiekuńczych dla osób niepełnosprawnych. Część podopiecznych  wywieziono z Pleszewa i zgładzono.

Jeśli chodzi o panią Zofię, to od 1940 roku zamieszkała w pastorówce na piętrze,  zatrudniono ją jako kindermatchen. – Z pastorem rozmawiałam po niemiecku, z pastorową po polsku – wspomina pani Zofia.

Ale nawet  pastor, nie wybronił jej przed  wywózką „na ainsatz”. – Razem z Czesiem Gulczyńskim trafiliśmy do Kłodawy do kopalni, gdzie był też Bogdan Działoszyński z Pleszewa – mówi pani Zofia.

Wróciła z Kłodawy bardzo chora. I to żona pastora zaprowadziła dziewczynkę do niemieckiego lekarza w szpitalu, który wyciął jej polipy. Dzięki temu wyzdrowiała.

W pastorówce mieszkał też ojciec pastora – emerytowany pastor Emil Scholz. W lutym 1944 roku przejął obowiązki kapelana w niemieckim szpitalu polowym, który urządzono w Pleszewie.

Zbliżał się rok 1945. Pani Zofia, która miała kontakt z rodziną Scholzów do końca, mówi, że „strasznie bali się Ruskich, w przeciwnym razie by nie uciekali”.

Pomagałam im się pakować, wysyłali paczki do Niemiec. Jak uciekali, to dzwonili do Jouanne”a o wóz i konie, bo dobrze żyli z Jouanne’ami – podkreśla pani Zofia.

Krystek przysłał im wóz drabiniasty na stalowych kołach, dopiero potem przysłał drugi na gumowych kołach.  Mróz w styczniu 1945 roku był siarczysty. Kucharka grzała im cegły przy piecu, żeby sobie mogli położyć na nich nogi. I uciekali. Najmłodszy synek miał 5 lat – mówi pleszewianka.

Rodzina pastora zdołała uciec do Frankfurtu nad Odrą, ale o tym pani Zofia dowiedziała się znacznie później. Z 1945 roku pamięta, że do opuszczonej pastorówki natychmiast wprowadził się Polak – niejaki Nowaczyk, który „pracował u pastora w domu pomocy”. Potem pastorówkę przejął Dom Pomocy Społecznej.

W Pleszewie rządził sowiecki major Kukajew. – Jak ludzie usłyszeli jego nazwisko, to uciekali, szczególnie dziewczyny musiały się przed Rosjanami chować — wspomina pani Zofia.

Jej znajomość z rodziną Scholzów nie skończyła się w 1945 roku.  Po wojnie się odnaleźli. Okazało się, że Scholzowie osiedli we Frankfurcie, bo mieli nadzieję na powrót do Pleszewa.

Joachim Scholz chciał przyjechać do Pleszewa, ale było potrzebne nie tylko zaproszenie ale i wiza. Nie przyjechał,  zmarł w 1983 roku.

Pastorówka w latach 60.

Jego dzieci do Pleszewa przyjeżdżają, odnaleźli panią Zofię dzięki córce dawnego rządcy majątku w Kajewie, która z synem przyjechała i do Pleszewa też „skręciła” – jak mówi pani Zofia. ,

Kiedy przyjeżdżali w latach 80. przeżywali rewizję, a pod domem pani Zofii stali smutni panowie w czarnych płaszczach. Tak było w 1987 roku na ślubie syna pani Zofii, na który cała rodzina Scholzów przyjechała do Pleszewa.

Zofia Borkowska mówi, że potomkowie pastora przejechali drogę z Frankfurtu do Pleszewa samochodem, jadąc bardzo wolno tą samą trasą, którą w styczniu 1945 roku, razem z rodzicami uciekali drabiniastymi wozami.  Podróż opisali dla dzieci i wnuków.

Kilka dni temu odwiedził Pleszew najmłodszy syn pastora, który w chwili ucieczki miał 5 lat. Wolfram Scholz przyjechał z żoną i z córkami. Odwiedził panią Zofię. Zajrzał na cmentarz. Spotkał się też z dyrektorem Muzeum Regionalnego Adamem Staszakiem.

Wolfram Scholz z żoną, Adam Staszak – dyr. MR i Zenon Rutkowski – tłumacz. fot. Iwona Wieruszewska

Przywiózł kilka ważnych dokumentów po swoim ojcu – ostatnim pastorze parafii ewangelickiej w Pleszewie. – Było to wydanie z 1894 roku  z okazji 100 – lecia gminy ewangelickiej w Pleszewie, akt odwołania Joachima Scholza z parafii w Nowym Tomyślu i powołanie do parafii w Pleszewie z adnotacją Jouannea o przyjęciu rodziny, zaświadczenie z Berezy Kartuskiej z dokumentem zezwalającym na bezpłatny dojazd do Pleszewa – wymienia Adam Staszak. Wszystkie te dokumenty zostaną wykorzystane w powstającej nowej monografii Pleszewa.

Pastorówka i kościół na pocztówce z roku 1898 foto z albumu Wędrówki po dawnym Pleszewie

Stare zdjęcia Muzeum Regionalne w Pleszewie

 

Skomentuj na Facebooku