Irena Kuczyńska
Z historii

Pierwsza klasa, jak pierwsza miłość, nigdy nie rdzewieje

Czy wiesz, że klikając w reklamy wspierasz funkcjonowanie mojego bloga?

Inspiracją do wspomnień stało się dzisiejsze spotkanie z Irką, pielęgniarką w przychodni przy szpitalu. Uświadomiłam sobie, że dziewczyny z  mojej pierwszej klasy  kończą w tym roku 60 lat. Zadumałam się więc nad ich zdjęciem z czerwca 1973 roku. Były wtedy w I klasie.

Kiedy  1 września 1972 roku  weszłam do sali na poddaszu w gmachu Liceum Ogólnokształcącego im. St. Staszica w Pleszewie,  zobaczyłam czterdzieści par oczu wlepionych w siebie. Wszystkie debiutowałyśmy. Ja jako ich wychowawczyni  – klasy IE i nauczycielka języka rosyjskiego. One jako licealistki. Ja byłam zestresowana, one też. Dla nauczyciela pierwsza klasa, w której ma wychowawstwo, jest jak pierwsza miłość. Co to nie rdzewieje i zostaje w sercu na zawsze .

Chociaż dość dokładnie  pamiętam wszystkie swoje klasy, bo mam je zapisane gdzieś ”na twardym dysku”, to tę pierwszą pamiętam chyba najlepiej.  Patrzę dziś na zdjęcie sprzed 43 lat i wspominam…

Obok mnie siedzi Ewa. Często ją spotykam, bo mieszka w Pleszewie, pracuje w Miejsko – Gminnym Ośrodku Pomocy Społecznej. Wyszła za mąż za Janusza z IVA. Fajna z nich para. Zawsze mamy o czym rozmawiać. Obok niej druga Ewa, pewnie wyjechała z Pleszewa, bo jej nie widzę. Dalej Irka – moja imienniczka, podobnie jak inna Irka, którą dzisiaj spotkałam w przychodni przy szpitalu. W 1957 roku, kiedy „moje dziewczyny” się rodziły, imię Irena było, jak widać,  na topie.

Irka – pielęgniarka, jeszcze w czasach ”starej przychodni” przy ul. Poznańskiej robiła mi zastrzyki w zabiegowym. I nie bolały. Nawet te bardzo bolesne. Dalej Halinka, niestety, już nie żyje. Odeszła dawno. Jeszcze  kostnica przy starym szpitalu była używana. Spotkałyśmy się na jej pogrzebie.

Nad nią przysiadła Aldona z Jedlca. W latach 70. chodziły do pleszewskiego liceum dwie siostry Aldony, brat Wojtek i kuzynka. Aldona została nauczycielką języka polskiego. Wiem to, bo na jednym jubileuszu maturalnym była i opowiadała. Obok Ulka. Skończyła akademię medyczną  i wróciła do Pleszewa. Pracowała  jako pediatra w Poradni Dziecięcej w starej przychodni. Bywałam tam z moją najmłodszą córką.

Z Urszulą jest związane jeszcze inne moje wspomnienie, już z nowego szpitala. W styczniu 1983 roku spotkałyśmy się na porodówce. Ona rodziła synka a ja córkę. Na oddziale jako położna pracowała druga Ulka z naszej IV E. Pomagała nam. Kilka lat temu spotkałyśmy się w Kowalewie w kościele na pogrzebie naszej kochanej Ulki.

Obok Ulki – lekarki rozpoznaję Elę, chyba była z Toporowa? Nie spotkałam już jej potem. I wspomniana już dwukrotnie Irka pielęgniarka. Obok niej trzy dziewczyny z Kwilenia – złotowłosa Kamila, której nigdy nie spotkałam, Zosia i Małgosia. Ta ostatnia miała trzy siostry, wszystkie chodziły do liceum, wszystkie uczyłam, a z Gośką spotykałam się w czasach „gazetowych”. Jest radną w Choczu. Niedawno pochowała tatę. Pamiętam go dobrze, był zawiadowcą stacji w Pleszewie i był w Komitecie Rodzicielskim.

Ewa (kolejna) trzymała się z Irką (kolejną, ale nie ma jej na zdjęciu)). Po maturze poszła do szkoły pielęgniarskiej. Kiedy w 1978 roku w starym szpitalu rodziłam syna, Ewa mnie odwiedziła na porodówce. Przyszła z okulistyki (taki oddział był w starym szpitalu). Była sama w zaawansowanej ciąży. Zanim jej córeczka Ewa poszła do I Komunii św. Ewa odeszła po ciężkiej chorobie. Znów spotkałyśmy się na pogrzebie. A grób Ewy jest na trasie moich wędrówek po cmentarzu przy ul. Kaliskiej.

Kolejna Ewa stoi, obejmuje ją Halinka z Chocza, która też jest pielęgniarką. Pracuje na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym. Ewa pleszewska wyjechała za mężem do Krakowa. Ale jak się widzimy, kiedy czasem zjeżdża do Pleszewa, zawsze się pozdrawiamy.  Ewa mieszkała najbliżej szkoły. Przeszła przez ulicę i już była na boisku.

W tym rzędzie, idąc do prawej strony, jest wspomniana już Ulka z Piekarzewa, schowana i częściowo widoczna może być Marysia z Pieruch (albo z Pieruszyc?). Też czasem ją spotykam. Słabiej widoczna obok może być jedna z sióstr bliźniaczek z Kolonii Obory(?)  w gminie Gizałki. Były dwie jednakowe dziewczynki Teresa i Jadwiga –  ale jedna przeniosła się po I klasie (chyba) do technikum w Marszewie. Uczyłam później ich młodszą siostrę.

Dziewczynka w sweterku w paseczki to Alinka z Chocza. Na schodach stoi Halinka. Też jej nie widuję, ale od rodziców, których spotykam, wiem, że mieszka w Ostrowie Wlkp. Mama Halinki też była w Komitecie Rodzicielskim. Nad Halinką Ela – chyba z Czarnuszki. Mieszka w Pleszewie, często ją spotykam. Nad nią druga bliźniaczka – Teresa lub Jadwiga.

Na szczycie Ania – teraz moja znajoma z portalu społecznościowego. Czasem spotykamy się na ulicy, Ania sunie swoim pojazdem ulicami Pleszewa, zawsze się uśmiecha i pozdrawia. I Jolka z Taczanowa, czasem ją widywałam w Pleszewie, ostatnio jakoś nie. Dziewczynka w okularach – jedna jedyna – to Ania, chyba z Zakrzewa pod Jarocinem.

Obok Ani Lucynka z Rokutowa. Miała piękne długie włosy. Mieszkała w Pleszewie, spotykałyśmy się bardzo często, szczególnie w ostatnich latach, kiedy bardzo chorowała. Dużo rozmawiałyśmy. Także ona odeszła.

Grażyna z Lenartowic teraz mieszka w Kowalewie. Widujemy się często. Zawsze sobie mówimy, że musimy się spotkać, żeby pogadać… I Danuta z Macewa. Pamiętam, że na wywiadówki przychodziła starsza siostra – nauczycielka, absolwentka naszego liceum.

Arleta – jej tata był wojskowym i też był w Komitecie Rodzicielskim. Arleta była farmaceutką, pracowała w Kaliszu w aptece. Spotkałyśmy się na wywiadówce w liceum. Jej syn Piotrek trafił do mojej klasy. Ale Arleta wyjechała z Pleszewa…

Obok uśmiecha się do mnie Krysia –  siedziała z Irką – pielęgniarką. Za nią Basia z ulicy Kaliskiej. Pamiętam Basię, miała starszych rodziców, bardzo zatroskanych o najmłodszą pociechę. Spotykam Basię, pracuje w Spółdzielni Mieszkaniowej.

Dziewczynka z burzą loków to Grażyna z Broniszewic. Też nic nie wiem o jej losach. Ale osobę pamiętam, bo była wysoka i postawna. Na murku niżej siedzi Marylka z Jarocina. Prawdopodobnie po I klasie przeniosła się do tamtejszego liceum.

I jeszcze trzy dziewczynki na dole po mojej lewej stronie.  Dwie Halinki i w środku Krysia. Halinka z lewej pracowała na stacji kolejowej w Pleszewie. Zawsze bardzo uprzejmie sprzedawała mi bilet. Krysia przez wiele lat pracowała na poczcie. Teraz opiekuje się wnuczętami. Mieszka w bloku na moim osiedlu. Często się spotykamy. Druga Halinka była z Gołuchowa. Nie spotkałam jej po ukończeniu szkoły.

Ot i wszystko. Nie wiadomo, z jakiej okazji zrobiono nam to zdjęcie w czerwcu 1973 roku. Ale dla mnie jest okazją do wspomnień o dziewczynach, z którymi spędziłam cztery (prawie cztery) lata mojego życia. Piszę prawie, bo jak były w czwartej klasie, ja w Sylwestra roku 1975 urodziłam córkę i poszłam na urlop macierzyński. http://irenakuczynska.pl/witalam-nowy-porodowce-starym-szpitalu/ Ale na maturę w maju wróciłam. I pożegnałam je pięknie.

A teraz wracam wspomnieniami do pierwszych lat mojej pracy. Aż się wierzyć nie chce, że moje dziewczyny w tym roku kończą 60 lat…

Nauczyciele liceum w 1972 rokuhttp://irenakuczynska.pl/zaduma-nad-starym-szkolnym-zdjeciem/

 

 

Skomentuj na Facebooku