Irena Kuczyńska
Z historii

Pierwsza klasa, jak pierwsza miłość, nigdy nie rdzewieje

W  czerwcu 1973 wręczyłam pierwsze świadectwa szkolne. Było ich dużo,  bo i klasa IE Liceum Ogólnokształcącego im. St. Staszica w Pleszewie  była liczna. W ciągu 47 lat wiele się zmieniło, dziewczyny wydoroślały, niektóre są już babciami, kilka przeszło już na drugą stronę tęczy. Ale ja wciąż je widzę w tych starych szkolnych ławkach. Dzisiaj zadumałam się nad zdjęciem wykonanym na schodach do gmachu liceum… I wróciły wspomnienia

Kiedy  1 września 1972 roku  weszłam do sali na poddaszu w gmachu Liceum Ogólnokształcącego im. St. Staszica w Pleszewie,  zobaczyłam czterdzieści par oczu wlepionych w siebie. Wszystkie debiutowałyśmy. Ja jako ich wychowawczyni  – klasy IE i nauczycielka języka rosyjskiego. One jako licealistki. Ja byłam zestresowana, one też. Dla nauczyciela pierwsza klasa, w której ma wychowawstwo, jest jak pierwsza miłość. Co to nie rdzewieje i zostaje w sercu na zawsze…

Chociaż dość dokładnie  pamiętam wszystkie swoje klasy, bo mam je zapisane gdzieś ”na twardym dysku”, to tę pierwszą pamiętam chyba najlepiej.  Patrzę dziś na zdjęcie sprzed 47 lat i wspominam…

Obok mnie siedzi Ewa. Często ją spotykam, bo mieszka w Pleszewie, pracowała  w Miejsko – Gminnym Ośrodku Pomocy Społecznej. Wyszła za mąż za Janusza z IV A. Fajna z nich para. Zawsze mamy o czym rozmawiać. Obok niej druga Ewa, pewnie wyjechała z Pleszewa, bo jej nie widzę. Dalej Irka – moja imienniczka, podobnie jak inna Irka – pielęgniarka.W 1957 roku, kiedy „moje dziewczyny” się rodziły, imię Irena było, jak widać,  na topie.

Irka – pielęgniarka, jeszcze w czasach ”starej przychodni” przy ul. Poznańskiej robiła mi zastrzyki w zabiegowym. I nie bolały. Nawet te bardzo bolesne. Dalej Halinka, niestety, już nie żyje. Odeszła dawno. Jeszcze  kostnica przy starym szpitalu była używana. Spotkałyśmy się na jej pogrzebie.

Nad nią przysiadła Aldona z Jedlca. W latach 70. chodziły do pleszewskiego liceum dwie siostry Aldony, brat Wojtek i kuzynka. Aldona została nauczycielką języka polskiego. Wiem to, bo na jednym jubileuszu maturalnym była i opowiadała o swoich pedagogicznych doświadczeniach. Obok Ulka. Skończyła akademię medyczną  i wróciła do Pleszewa. Pracowała  jako pediatra w Poradni Dziecięcej w starej przychodni. Bywałam tam z moją najmłodszą córką. Teraz jest lekarzem rodzinnym.

Z Urszulą jest związane jeszcze inne moje wspomnienie, już z nowego szpitala. W styczniu 1983 roku spotkałyśmy się na porodówce. Ona rodziła synka a ja córkę. Na oddziale jako położna pracowała druga Ulka z naszej IV E. Pomagała nam urodzić nasze dzieci. Kilka lat temu spotkałyśmy się w Kowalewie w kościele na pogrzebie naszej kochanej Ulki.

Obok Ulki – lekarki rozpoznaję Elę, chyba była z Toporowa? Nie spotkałam  jej już nigdy potem. I wspomniana już dwukrotnie Irka pielęgniarka. Obok niej trzy dziewczyny z Kwilenia – złotowłosa Kamila, której nigdy po maturze nie spotkałam, (podobno też odeszła),  Zosia i Małgosia. Ta ostatnia miała trzy siostry, wszystkie chodziły do liceum, wszystkie uczyłam, a z Gośką spotykałam się w czasach „gazetowych”. Jest radną w Choczu.  Pamiętam dokładnie jej Tatę, był zawiadowcą na stacji w Pleszewie i był w Komitecie Rodzicielskim.

Ewa (kolejna) trzymała się z Irką (kolejną, ale nie ma jej na zdjęciu)). Po maturze poszła do szkoły pielęgniarskiej. Kiedy w 1978 roku w starym szpitalu rodziłam syna, Ewa mnie odwiedziła na porodówce. Przyszła z okulistyki (taki oddział był w starym szpitalu). Była sama w zaawansowanej ciąży. Zanim jej córeczka Ewa poszła do I Komunii św. Ewa odeszła po ciężkiej chorobie. Znów spotkałyśmy się na pogrzebie. A grób Ewy jest na trasie moich wędrówek po cmentarzu przy ul. Kaliskiej.

Kolejna Ewa stoi, obejmuje ją Halinka z Chocza, która też jest pielęgniarką. Pracowała  na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym. Ewa pleszewska wyjechała za mężem do Krakowa. Ale jak się widzimy, kiedy czasem zjeżdża do Pleszewa, zawsze się pozdrawiamy.  Ewa mieszkała najbliżej szkoły. Przebiegła  przez ulicę 1 maja (teraz Hallera) i już była na boisku.

W tym rzędzie, idąc do prawej strony, stoi wspomniana już Ulka z Piekarzewa, schowana i częściowo widoczna może być Marysia z Pieruch (albo z Pieruszyc?). Też czasem ją spotykam. Słabiej widoczna obok, może być jedna z sióstr bliźniaczek z Kolonii Obory(?)  w gminie Gizałki. Były dwie jednakowe dziewczynki Teresa i Jadwiga –  ale jedna przeniosła się po I klasie (chyba) do technikum w Marszewie. Uczyłam później ich młodszą siostrę.

Dziewczynka w sweterku w paseczki to Alinka z Chocza. Ze smutkiem przyjęłam wiadomość o jej odejściu). Na schodach stoi Halinka. Też jej nie widuję, ale od rodziców, których często spotykałam, wiem, że mieszka w Ostrowie Wlkp. Mama Halinki też była w Komitecie Rodzicielskim. Tata – Stanisław kilka dni temu odszedł. Nad Halinką Ela – chyba z Czarnuszki. Mieszka w Pleszewie, czasem ją spotykam. Nad nią druga bliźniaczka – Teresa lub Jadwiga.

Na szczycie Ania – teraz moja znajoma z portalu społecznościowego. Czasem spotykamy się na ulicy, Ania sunie swoim pojazdem ulicami Pleszewa, zawsze się uśmiecha i pozdrawia. I Jolka z Taczanowa,  widywałam ją w Pleszewie, ostatnio jakoś  mi zniknęła z horyzontu. Dziewczynka w okularach – jedna jedyna w całej klasie – to Ania, chyba z Zakrzewa pod Jarocinem.

Obok Ani stoi Lucynka z Rokutowa. Miała piękny długi warkocz. Mieszkała w Pleszewie, spotykałyśmy się bardzo często, szczególnie w ostatnich latach, kiedy bardzo chorowała. Dużo rozmawiałyśmy. Także ona odeszła.

Grażyna z Lenartowic teraz mieszka w Kowalewie. Widujemy się często. Zawsze sobie obiecujemy, że musimy się spotkać, żeby pogadać… I Danuta z Macewa. Pamiętam, że na wywiadówki przychodziła jej starsza siostra – nauczycielka, absolwentka naszego liceum.

Arleta – jej tata był wojskowym i też był w Komitecie Rodzicielskim. Arleta była farmaceutką, pracowała w Kaliszu w aptece. Spotkałyśmy się na wywiadówce w liceum. Jej syn Piotrek trafił  po latach do mojej klasy. Ale Arleta wyjechała z Pleszewa…

Obok uśmiecha się do mnie Krysia –  siedziała z Irką – pielęgniarką. Za nią Basia z ulicy Kaliskiej. Pamiętam Basię, miała starszych rodziców, bardzo zatroskanych o najmłodszą pociechę. Spotykałam  Basię kiedy pracowała w Spółdzielni Mieszkaniowej.

Dziewczynka z burzą loków to Grażyna z Broniszewic. Też nic nie wiem o jej losach. Ale osobę pamiętam, bo była wysoka i postawna. Na murku niżej siedzi Marylka z Jarocina. Prawdopodobnie po I klasie przeniosła się do tamtejszego liceum.

I jeszcze trzy dziewczynki na dole po mojej lewej stronie.  Dwie Halinki i w środku Krysia. Halinka z lewej pracowała w kasie na stacji kolejowej w Pleszewie. Zawsze bardzo uprzejmie sprzedawała mi bilet. Krysia przez wiele lat pracowała na poczcie. Teraz opiekuje się wnuczętami. Mieszka w bloku na moim osiedlu. Często się spotykamy. Druga Halinka była z Gołuchowa. Nie spotkałam jej już nigdy po ukończeniu szkoły.

Ot i wszystko. Nie wiadomo, z jakiej okazji zrobiono nam to zdjęcie w czerwcu 1973 roku. Ale dla mnie jest okazją do wspomnień o dziewczynach, z którymi spędziłam cztery (prawie cztery) lata mojego życia. Piszę prawie, bo jak były w czwartej klasie, ja w Sylwestra roku 1975 urodziłam córkę i poszłam na urlop macierzyński.  Ale na maturę w maju wróciłam. I pożegnałyśmy się je pięknie. Dostałam od nich w prezencie orientalny wazon. Przetrwał  i do tej pory mnie cieszy, bo jest piękny nawet bez kwiatów.

O nauczycielach – moich kolegach, których zastałam w liceum we wrześniu 1972 roku, napisałam też na blogu TUTAJ

Aktualizacja tekstu – czerwiec 2020 rok

 

 

Skomentuj na Facebooku