Poznajcie Artura Stańczyka – 4444. fana mojego bloga

Irena Kuczyńska21 września 20217min0
stanczyk.jpg

Dzisiaj zaprosiłam do przestrzeni bloga Artura Stańczyka z Bógwidz. Mieszka tam od 15 lat. Trafił w okolice Pleszewa za żoną Sylwią. Uważa, że w małej miejscowości łatwiej się żyje i wychowuje dzieci.

Dlaczego pan Artur? Ano dlatego, że okazał się 4444. osobą, która polubiła profil  Irena Kuczyńska Blog  na portalu społecznościowym. No i przyjął zaproszenie na rozmowę.

Miała być kawiarnia ale Artur Stańczyk zaprosił mnie do siedziby Pleszewskiego Towarzystwa
Budownictwa Społecznego, którym od dwóch lat, jako prezes, zarządza.

Rozmowa potoczyła się wartko. Może dlatego, że znaliśmy się trochę. Niejednokrotnie rozmawialiśmy o inwestycjach, które prowadzi PTBS w mieście i gminie. Teraz pan Artur  miał mi opowiedzieć o sobie…

Urodził się w Chojnicach na Pomorzu Gdańskim a dokładnie na pograniczu Borów Tucholskich i Pojezierza Krajeńskiego. Dzieciństwo spędził w Gdyni, na Karwinach, gdzie Trójmiejski Park Krajobrazowy podchodził pod bloki.

Potem Społeczne Liceum Ogólnokształcące w Gdyni i studia na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Gdańskiego w Sopocie. Z Trójmiasta wywiózł wspomnienie o deszczu, który ma kilka określeń. Podczas gdy w Wielkopolsce albo pada albo nie pada, to nad morzem deszcz  może być poziomy, przeszywający, lodowaty, pionowy. Do tego chmury i mgły – wylicza Artur Stańczyk.

Mówi, że do Wielkopolski trafił pod koniec studiów… za swoją miłością.

Żonę Sylwię – Wielkopolankę, poznał na konferencji naukowej w Sopocie. Zarówno ona jak i on należeli do Kół Naukowych na swoich uczelniach. Sylwia studiowała Agrobiznes na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu.

I zaiskrzyło. Postanowili szukać pracy w Poznaniu. Sylwia  już miała zatrudnienie, a on znalazł  pracę w Wojewódzkim Inspektoracie Ochrony Roślin i Nasiennictwa.

Mieszkali oczywiście w Poznaniu. W 2003 roku wzięli ślub. Wiosną 2004 urodziła się pierwsza córka. Kiedy w 2006 roku miała przyjść na świat druga córka, podjęli decyzję o przeprowadzce na wieś. Nie chcieliśmy wychowywać dzieci w dużym mieście – wspomina pan Artur.

No i przyjechali do Bógwidz, gdzie zamieszkali razem z teściami, którzy „mają zasadę, że w nic się nie wtrącają”.

Pan Artur otrzymał pracę w Pleszewskim Centrum Medycznym, przy zamówieniach publicznych. Miał doświadczenie, bo już w Poznaniu w tej branży pracował. Żona, po urlopie macierzyńskim, znalazła pracę w Szkole Podstawowej w Sowinie Błotnej. Potem przeniosła się do Zespołu Szkół Rolniczych w Marszewie, gdzie uczyła przedmiotów zawodowych związanych z logistyką.

Przez jej ręce przeszli wszyscy pleszewscy logistycy  – podkreśla pan Artur. Od kilku lat uczy logistyki w Zespole Szkół Technicznych na Zielonej w Pleszewie.

Tymczasem córki podrosły, obie uczęszczają do Niepublicznego Liceum Ogólnokształcącego w Pleszewie. Bardzo im odpowiada atmosfera tej szkoły i jedna siostra pociągnęła drugą – tłumaczy Artur Stańczyk.

On od dwóch lat jest prezesem Pleszewskiego Towarzystwa Budownictwa Społecznego. Jak mówi, bardzo lubi to, co robi. I wymienia remonty w  budynku w Rynku 10, termomodernizację domu przy ul. Poznańskiej 55, gdzie podłączono też ogrzewanie gazowe, odnowę elewacji i podłączenie ogrzewania gazowego do kamienicy przy Sienkiewicza 40, prace w nieruchomości przy Batorego 2, gdzie wymieniono okna w starej części, przeprowadzono termomodernizację, docieplono stropy, dobudowano kotłownię. Mówi też o szeregowcach przy ul. Horoszkiewicza i blokach przy ul. Mieszka I. Ale to są tematy na oddzielne materiały na blogu.

Pytam pana Artura, czy mieszkając w maleńkich Bógwidzach, nie tęskni za Trójmiastem? Czy odnalazł się na wsi, gdzie jest 7 zabudowań i to rozproszonych, no i bloki.

Okazuje się, że w Bógwidzach żyje się mojemu rozmówcy rewelacyjnie, bo wszędzie jest blisko. Dojazd do pracy zajmuje mu 15 minut, podczas gdy w Gdyni do pierwszej pracy, jeszcze w czasie studiów, jechał 1,5 godziny. Zaś w Poznaniu z Osiedla Kosmonautów jechał do centrum 45 minut, a kiedy były Targi Poznańskie nawet pół godziny dłużej.

A tu z Bógwidz do kina w Pleszewie dojedzie się w 15 minut, do kina w Ostrowie w 30 minut, do kina w Kaliszu w 35 minut.

Na wsi nie jest się anonimowym, bo wszyscy się tu znają, chociaż do najbliższego sąsiada jest 200 metrów. Gdyby jeszcze tych strasznych zapachów z kurników w Bronowie nie  było. Chociaż to ponad 1,5 km to wiatr z południa zapachy przynosi i okien otworzyć nie można – mówi pan Artur.

Co robi po pracy? Trzy razy w tygodniu kosi w obejściu trawę kosiarką i wrzuca kurom na wybieg. Kurek niosek na wolnym wybiegu żyje około 250. Zajmuje się też ogródkiem, trochę czyta, ostatnio są to kryminały.

Na koniec pytam pana Artura, skąd zna mojego bloga? Okazuje się, że kiedyś żona znalazła coś ciekawego i mi pokazała. No to polubiłem. I kompletnie nie wiedziałem, że na FB akurat ogłosiła pani konkurs dla osoby 4444. Tak mi się trafiło.

A mi się fantastycznie z panem rozmawiało. Może dlatego, że oboje z  jesteśmy pleszewianami z wyboru (pisząc pleszewianami – patrzę globalnie – mieszkańcami ziemi pleszewskiej). A teraz łączy nas też blog www.irenakuczynska.pl