Irena Kuczyńska
Pleszewianie Region Pleszewski

Poznajcie Tomka Nowaczyka – 1450. fana mojego bloga

Umówiliśmy się we Frascati. Miała być kawa, wypiliśmy piwo. Tomek okazał się interesującym młodym człowiekiem. I prawdziwym dżentelmenem.

Ponieważ mamy wspólnych znajomych m.in. Izabelę Werner i Piotra Fehlera,  rozmowa potoczyła się wartko. Tomek pochodzi z ulicy Wierzbowej, gdzie jego dziadek Marian zbudował dom, jeden z pierwszych na osiedlu. A ja uwielbiam Wierzbową. To było stałe miejsce spacerów z moimi dziećmi w latach 70. i 80.

Tomek też kocha Wierzbową, szczególnie „górkę”, z której w zimie się zjeżdżało na sankach, albo na foliach, a wiosną, latem i jesienią dzieciaki bawiły się w podchody, grały całymi dniami w piłkę. O huśtawki, karuzele, ławeczki na placu dbał dziadek Tomka – Marian Nowaczyk. Co wnuk z dumą podkreśla.

Na Wierzbowej zaczęła się też jego przygoda z motoryzacją. Pamięta, że „od dzieciaka biegał za samochodami” a zawodu – czyli detailingu uczy się na kursach oraz drzwiach otwartych w firmach, które zajmują się doczyszczaniem samochodów.

Autko przyjechało do "salonu detailingowego"

Nie bardzo rozumiem, co to takiego, więc mój  nowy znajomy obrazowo tłumaczy, że „przyjeżdża do niego brudne i zaniedbane auto, a wyjeżdża eleganckie i błyszczące”. Wszystko zależy od kosmetyków, jakich się używa, ale też – co Tomek podkreśla, od fachowości.

Mój rozmówca pomaga też rodzicom w sklepie wędkarsko – zoologicznym, ale – jak mówi – to nie dla niego. Chociaż,  w chwilach wolnych wędkuje.

 Z kolegą wędkarzem i taaaaką rybą

Jest człowiekiem bardzo zajętym i pracowitym. I bardzo pozytywnym oraz optymistycznym. Przekonuje mnie, że w Pleszewie praca czeka na człowieka. Oczywiście na takiego, który żadnej pracy się nie boi, zwłaszcza fizycznej.

I chociaż w dużych miastach zarabia się o wiele więcej, ale też dużo więcej się wydaje na utrzymanie, na dojazdy. Więc on przekalkulował sobie, że swoje życie urządzi w Pleszewie. Widzi, że miasto się biznesowo rozwija, przybywa ludzi bogatych.

Tomek bardzo lubi Pleszew. Chociaż nie wszystko mu się tu podoba. Pytam więc o ulubione pleszewskie miejscówki.

Na pierwszym miejscu oczywiście Wierzbowa z „górką”. Kocha  to swoje osiedle, lubi sąsiadów, wszystkich zna i czuje się tu bardzo swojsko.

Druga miejscówka, niestety,  zniknęła już. Był to „Hades”, gdzie jak mówi „wychował się”. Bardzo ciekawe było środowisko „Hadesu”, zwłaszcza koncerty organizowane przez charyzmatycznego Jacka Szyszkę. Tomek nawet tam pracował w barze przez jakiś czas i wspomina ten czas z wielkim sentymentem.

Marzy mu się w Pleszewie takie miejsce z takim klimatem, które skupiałoby miłośników muzyki i nie  byłoby zamykane (chociaż w weekendy)  o 22.00 czy 23.00, tak jak to bywa w pleszewskich lokalach.

Jego rówieśnicy – a Tomek ma 25 lat, nie mają co robić w Pleszewie po pracy. „Nie ma dyskoteki, nie ma gdzie się wyszaleć. Nie ma żadnego miejsca ani pomysłu na „kulturę młodzieżową” – podkreśla mój młody rozmówca.

Dlatego pleszewianin umawia się ze znajomymi na piwo w pubie Piwnica przy ul. Kaliskiej 2. Chodzi  też na kręgielnię w „Plantach”. A na dyskotekę musi jechać np. do Ostrowa Wlkp.

Fajną miejscówką jest dla niego  pleszewski rynek, ma do niego sentyment, ale „bez tych motocyklistów, którzy ujeżdżają dookoła i hałasują”.

Gdyby miał jakiś wpływ na organizowanie imprez kulturalnych, zmieniłby program Dni Pleszewa, które zdaniem także jego znajomych, od lat mają taki sam przebieg. I zrobiło się trochę nudno.

A przecież by można,”zamiast tych wielkich i kosztownych koncertów zrobić np. każdy dzień święta miasta, dla innego pokolenia pleszewian.

„Po co zapraszać super gwiazdy z dawnych lat, kiedy można zapraszać  zespoły, które aktualnie są na topie. Jeden dzień mógłby należeć  np. do raperów albo zespołów hip hopowych  z dyskoteką na płycie rynku” – sugeruje Tomek Nowaczyk.

Jak trafił na mojego bloga, dlaczego kliknął „lubię to”?  „Kliknąłem i wyskoczyła pani zachęta do polubienia, to polubiłem – zdradza Tomek kulisy swoich ruchów na Facebooku, które doprowadziły do naszego spotkania we Frascati.

Przyznaje, że nie jest czytelnikiem stałym, ale „coś” już czytał m.in. o starej, pięknej poczcie zbudowanej w XIX wieku, którą w czasach PRL – u zniszczono. Zdjęcie poczty zobaczył na  blogu. I zainteresował się.

Mówi że ze smartfonem się nie rozstaje. Kiedy tylko ma wolną chwilę, sprawdza wiadomości i to głównie na portalu społecznościowym. Jeśli już coś czyta szczegółowiej i dokładniej, to są to artykuły o motoryzacji, bo w swoim nowym fachu chce być dobry, nawet bardzo dobry. I wierzy, że mu się uda osiągnąć sukces.

Opowiedział mi jeszcze o swojej przygodzie z tańcem ulicznym. Kilka lat temu uprawiali ten rodzaj tańca w Domu Kultury razem z Grzegorzem Kostkiem, Marcinem Błachem i Jakubem Wysockim. Potem to się rozpadło, bo koledzy wyjechali.

Na koniec pytam, czego by życzył Pleszewowi, w którym chce mieszkać i prowadzić biznes. Odpowiada, że życzy rozwoju i przyjaznego klimatu dla swojego przyszłego biznesu i dla biznesów swoich rówieśników. I jakiegoś pomysłu na zatrzymanie młodych ludzi w Pleszewie…

 

 

 

 

 

 

 

 

Skomentuj na Facebooku