Irena Kuczyńska
Pleszewianie Region Pleszewski

Robi karierę w Islandii, ale Pleszew ma w sercu

Ten post poświęcam pleszewiance, która od 30 lat mieszka na Islandii i tam zdobywa prestiżowe wyróżnienia. Ale Pleszew ma wciąż w sercu.

Alinę Dubik zd. But  rozpoznałam na portalu społecznościowym.  Śpiewa mezzosopranem w Islandskiej Operze w Reykjaviku, wykłada w szkole muzycznej, ma męża, dzieci i wnuki.

W prywatnej wiadomości zdradziła mi, że  „w sercu wciąż ma Pleszew i cieszy się, że jej rodzinne miasto pięknieje”.

Urodziła się i wychowała w Pleszewie w domu przy ulicy Zamkowej. Do szkoły, co podkreśla, miała bardzo blisko. Wystarczyło przejść przez Plac Kościuszki i już się było na boisku Dwójki.

Zainteresowania muzyką pani Alina wyniosła z domu. Wspomina, że jej tata – Tadeusz But (wicedyrektor Technikum Mechanicznego na ul. Zielonej) – zachęcał ją do śpiewania i od najmłodszych lat z nią śpiewał.

Były to piosenki ludowe oraz inne znane utwory np. „Santa Luccia” czy przedwojenne przeboje. Córeczka  śpiewała, a tato „pięknie grał na ustnej harmonijce i na akordeonie”. Tych ostatnich było w domu kilka.

„Zawsze ćwiczyliśmy razem. Ja stałam z prawej strony obok taty i tak sobie śpiewaliśmy, przygotowując repertuar na rodzinne uroczystości” – wspomina artystka.

Rodzinny dom kojarzy jej się z muzyką Chopina, która „sączyła się z adapteru a tata uwielbiał jej słuchać”. Były też piosenki „Mazowsza” z przebojem Ireny Santor „Ej przeleciał ptaszek” na czele. Było też wspólne słuchanie przebojów Anny German i jej aksamitnego głosu…

Dopiero po latach pani Alina zdała sobie sprawę z tego, jak wielki wpływ na jej muzyczną karierę miał dom rodzinny i tata.

Potem była Dwójka  i zespół taneczny pod kierownictwem nauczycielki Krystyny Rorot.  „Muzyka, ruch, kroki do tańca wyrabiają w człowieku poczucie rytmu nie tylko muzycznego ale również takiego życiowego. Myślę, że potem ten rytm pomaga w życiu w podejmowaniu (po części )właściwych wyborów” podkreśla Alina Dubik.

Zdjęcie zespołu tanecznego z Krystyną Rorot, które opublikowała na Facebooku, obudziło wspomnienia u kolegów z klasy.

Niemałą rolę odegrał również p.Biegański, z którym  przyszła solistka Islandskiej Opery też dużo śpiewała solo i z chórem. Wspomina, że bardzo często nauczyciel muzyki, zwalniał ją z innych przedmiotów aby mogła ćwiczyć śpiew razem z fortepianem. Później były jeszcze lekcje gry na gitarze u pana Łakomego.

Z czasów pleszewskich Alina Dubik zachowała w pamięci park, „który nie wyglądał pewnie tak jak teraz”   ale wiele koncertów odbywało się na scenie zbudowanej z desek,  na której przyszła artystka śpiewała solo i z chórem na różnych imprezach.

Podkreśla, że wtedy nie tylko śpiew ją interesował, ale także sport. Wspomina
treningi, które pod okiem Andrzeja Maciejewskiego – nauczyciela wychowania fizycznego, odbywały się właśnie w parku.

Po skończeniu szkoły podstawowej pleszewianka  rozpoczęła edukację w szkołach kaliskich. Było to  Liceum Ogólnokształcące im. Adama Asnyka i klasa śpiewu Lidii Małachowicz w  średniej szkoły muzycznej.

Podkreśla, że to rodzice zadecydowali o wyborze szkoły w Kaliszu. Alina chciała uczyć się śpiewu, co w Pleszewie było niemożliwe.

Przy wyborze wyższych studiów, wybór padł na Gdańsk, gdzie dostała się do klasy prof. Heleny Łazarskiej. Po dwóch latach była już w klasie śpiewu solowego prof. Barbary Iglikowskiej.

„To było coś niewyobrażalnego. Nie wiem, czy jest w całej Europie pedagog, który miałby takie osiągnięcia, takich laureatów najlepszych konkursów śpiewaczych na świecie” – wspomina Alina Dubik.

Prof. Iglikowska  to była dama w pełnym tego słowa znaczeniu, począwszy od wielkiej kultury osobistej, ogromnej wiedzy, muzykalności, skończywszy na  spojrzeniu na elegancję w ubiorze o każdej porze. Zawsze niezwykle elegancka!!!.- podkreśla artystka.

Dodaje, że tak dużo o swojej mistrzyni pisze,  ponieważ odcisnęła ona  ogromne piętno na jej  dalszym życiu.

Kiedy  była na 4 roku studiów w Akademii Muzycznej w Gdańsku- po przesłuchaniu – dostała pierwszą poważną rolę a był to rok 1984.

Rola Amneris w operze Haendla „Xerxes” była nie lada wyzwaniem ponieważ młodziutka studentka stanęła na scenie obok profesjonalnych śpiewaków z wieloletnim doświadczeniem, a nie mogła być gorsza. Operę tę przygotowywała Opera Krakowska.

Później przyszła inna rola – „Orfeusz”- Glück’a,  z którą też artyści wyjechali  na zachód m.in do Republiki Federalnej Niemiec, do Włoch i Szwajcarii. A był to początek lat 80. , kiedy z Polski tak łatwo się w świat nie wyjeżdżało. Artyści otrzymywali paszporty służbowe.

Kiedy w roku 1985 Alina  Dubik  kończyła studia, otrzymała dyplom z najwyższym wyróżnieniem 5+ przy maksymalnej punktacji wieloosobowego gremium profesorów.

Na gdańskiej uczelni tylko kilkoro studentów otrzymało takie wyróżnienia, m.in. skrzypek Andrzej Kulka i światowej sławy Stefania Toczyska mezzosopran też z klasy profesor Iglikowskiej.

Swojego męża – fantastycznego skrzypka i człowieka pleszewianka poznała w czasie studiów. Ślub wzięli w roku 1982.

Sześć lat później mąż pani Aliny, po zdaniu egzaminu, który w przypadku artystów jest obowiązkowy, otrzymał pracę na Islandii. „Wyjechaliśmy na krótko, a zrobiło się z tego 30 lat” – podkreśla pleszewianka.

Śpiewała recitale, koncerty symfoniczne, występowała w przedstawieniach operowych. Potem przyszły nagrody.

W roku 2009 została nominowana na najlepszego śpiewaka roku Islandii za rolę mammy Lucii w operze ,”Rycerskość wieśniacza”-Mascagniego ( -Cavaleria rusticana).

W 2013 roku Alina Dubik otrzymała prestiżową nagrodę Maski, za rolę w operze Giuseppe Verdiego – Trubadur ( II Trovatore ), która była wystawiana w Islandzkiej Operze. Nagroda Teatralna Griman/Maski jest najważniejszą w środowisku teatralnym i operowym w Islandii i jest przyznawana co roku najciekawszym spektaklom teatralnym, operom, producentom teatralnym, reżyserom, piosenkarzom i m.in. aktorom.

Pani Alina podkreśla, że Islandia to jest mały kraj ale niezwykle muzykalny. Wszyscy się uczą od dziecka grać na różnych instrumentach a później uczą się śpiewu. Jej najstarszy  prywatny student miał 67 lat.

„Za  naukę w szkole trzeba płacić  około 1,5 tysiąca euro tj. ok. 6.000 polskich złotych rocznie,  natomiast prywatnie jest to dużo drożej, więc to pokazuje jak ten naród żyje muzyką” – wyjaśnia artystka.

To samo dotyczy chórów – w Islandii  jest ich pełno, ale żeby w nich śpiewać,  nie wystarczy mieć głos, trzeba również zapłacić.

Pytam panią Alicję, jak się żyje na emigracji, w końcu mieszka poza Polską 30 lat. ” Nie mogę powiedzieć,  że żyje się źle. Mamy wszystko co nam do życia potrzeba oprócz słońca przez  cały rok” – stwierdza.

Wspomina, że dopóki żyli rodzice, przyjeżdżała z rodziną do Pleszewa każdego roku. Tato odszedł 26 lat temu, mama 10 lat temu.

Alina Dubik z mężem

Kiedyś Dubikowie mieli plany aby wrócić do Polski  na emeryturze. Ale wszystko się zmienia kiedy nie ma tej najważniejszej osoby jaką jest matka. „I w tym momencie myślę, że chyba do Polski nie wrócimy z prostego powodu – dzieci i wnuków” – mówi Alina Dubik.

Z rodziną

Córka Magda – świetna skrzypaczka – po 4 latach studiów w Hannoverze u wspaniałego pedagoga prof. Węgrzyna przerwała studia i zdecydowała się na zmianę kierunku i obecnie kończy studia (genetyka i biochemia) w Danii.

Syn Michał po skończonych studiach komputerowych w Uppsala w Szwecji zatęsknił za Islandią i powrócił.

Najmłodszy syn Alexander studiuje prawo i też mieszka na Islandii więc siłą rzeczy Dubikowie pozostaną tam.

„Kochamy ten kraj i ludzi, znamy język, znamy ich zwyczaje i staramy się żyć razem z nimi, jak Polacy którzy już „zapuścili” korzenie. Zresztą kiedy się już tak długo przebywa poza krajem to nabywa się zachowań, zwyczajów i cech danego narodu. Zmienia się myślenie” – mówi pani Alina.

Jest ciągle aktywna uczy młodzież i cieszy się, że może przekazać wiedzę i swoje doświadczenie młodym śpiewakom.

Jej ostatnia  studentka otrzymała najwyższą punktację – ocenę ze śpiewu solowego na Islandii.  Spośród 400 kandydatów z całego świat, którzy wysłali swoje nagrania (3 arie operowe + 2 pieśni) dostało się na przesłuchanie 130,   tylko 6 zostało przyjętych na Los Angeles Unversity. Przy okazji ta studentka dostała od razu 10.000 tysięcy stypendium

Pani Alina kocha Pleszew. Mówi, że  zawsze serce jej rośnie kiedy tutaj przyjeżdża. Podziwia zmiany i z przyjemnością patrzy, jak Pleszew pięknieje.

Przyjeżdża tu  co roku aby odwiedzić grób  rodziców,  zapalić znicze i położyć wcześniej zamówione „białe długie przepiękne, moje ukochane ulubione cudownie pachnące lilie”.  Dodaje, że bardzo tęskni za tym, co minęło.

Skomentuj na Facebooku