Irena Kuczyńska
Region Pleszewski Z historii

Rozpoznał macewę z grobu swojego przodka w Dobrzycy

W dobrzyckim parku  znajdują się resztki macew z cmentarza żydowskiego. Jedna z nich upamiętnia Benjamina Fraenkela. Zdjęcie  macewy rozpoznał w internecie jego prapraprawnuk z Izraela.

Yair Gil napisał do autora bloga – pleszewianina Norberta Zaczka, który szuka w powiecie pleszewskim ,,miejsc zapomnianych’’ – ewangelickich i żydowskich cmentarzy. Fotografuje je  i opisuje na swoim blogu ,,Zapomniane-miejsca.blog. spot.com.’’

W 2013 roku pleszewianin dotarł do cmentarza żydowskiego w Dobrzycy, zrobił kilka zdjęć, sfotografował też macewy w dobrzyckim parku i wszystko to  opublikował  na swoim blogu.

Dzięki tagowi ,,cmentarz żydowski w Dobrzycy’’ zdjęcia oraz informacje o cmentarzu żydowskim przeczytał Yair Gil z Izreala, którego przodkowie mieszkali w Dobrzycy.

Zaś najbardziej okazała macewa zachowana przy dobrzyckim pałacu, upamiętnia  jego praprapradziadka Benjamina Fraenkela – ,,właściciela domu’’.

Taki opis znajduje się  znajduje się przy nazwisku Benjamina Fraenkla w ,,Wykazie uprawnionych do głosowania członków gminy żydowskiej w Dobrzycy’’ z 6 kwietnia 1862 roku.

Pierwszy Fraenkel – Abraham figuruje w spisie jako rzeźnik. Nazwisko jego przodka Mendela Fraenkela (rzeźnika) widnieje w spisie z roku 1837, a Isaaka (krawca) w spisie z roku 1840. W ostatnim spisie z roku 1891 widnieje Abraham Fraenkel – właściciel ziemski.

Informacje te można znaleźć w artykule Rafała Witkowskiego ,,Ludność żydowska w Dobrzycy’’ zamieszczonym w ,,Notatkach Dobrzyckich’’ z grudnia 2004 roku.

Dodajmy, że macewy uratował Michał Karalus, który jeszcze jako dyrektor muzeum w Dobrzycy, przeniósł je z popadającego w ruinę kirkuta na bardziej godne miejsce, czyli do parku przy pałacu. Kolejny dyrektor Wojciech Dąbrowski znalazł dla nich godniejsze miejsce w pobliżu ogrodu różanego za Panteonem i naprzeciwko nowej Oranżerii.

Chociaż dla wyznawców religii mojżeszowej cmentarzem będzie zawsze miejsce pochówku przodków. I będzie ono nim tak długo, dopóki chociaż jedna osoba będzie o tym wiedzieć i pamiętać.

Ale wracam do głównego wątku. Wspomniany już Yair Gil, rozpoznawszy macewę swego dobrzyckiego przodka napisał do pana Norberta meila, w którym poprosił o zdjęcia w lepszej rozdzielczości.

Pleszewianin wysłał zdjęcia wraz z lokalizacją macew. Otrzymał odpowiedź z historią Benjamina Fraenkela.

Prapraprawnuk  Yair napisał, że jego przodek przybył do Dobrzycy z Tarnopola, który w XIX wieku leżał w Galicji należącej do cesarstwa austro – węgierskiego.  Uciekał przed wcieleniem do armii i po wielu zawirowaniach dotarł w okolice Dobrzycy, gdzie ożenił się z Niemką żydowskiego pochodzenia.
Przyjął nazwisko Markiewicz.

I rzeczywiście, w spisie  Żydów z roku 1873 oprócz Benjamina i Mendela Fraenkela znajdujemy Samuela Markiewicza. Można domniemywać, że byli krewnymi. Julius Fraenkel w 1857 roku jako przewodniczący Gminy Żydowskiej powołał bractwo pogrzebowe Chewra Kadisch, które zajmowało się opieką nad organizowaniem pogrzebów.

Yair Gil za wiele o losach swojej dobrzyckiej części rodziny nie wiedział. Pisał do Norberta Zaczka, że był w Dobrzycy dwukrotnie, ostatni raz z dużą grupą kilka lat temu.  Szukał cmentarza ale  znalazł tylko miejsce po nim przy ul. Wrobińskiego.

Nie wiedział, że macewa z grobu jego praprapradziadka Benjamina znajduje się przy pałacu. Yair nie wie też, kiedy jego bliscy wyjechali z Dobrzycy. Mogło to być po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w roku 1918.

W cytowanym artykule Rafała Witkowskiego znajdujemy informację, że dobrzyccy Żydzi skorzystali wtedy z tzw. ,,prawa opcji’’ i wyjechali z Polski.

W roku 1930 były w Dobrzycy już tylko dwie rodziny żydowskie. Jedna z nich Hasse – wyjechała do Palestyny. Przed II wojną światową tylko jedna – rodzina Wolffów mieszkała w Dobrzycy.

Warto wspomnieć, że Benjamin Wolff (zm. w 1902 roku) przez 40 lat był skarbnikiem miasta Dobrzyca oraz ławnikiem. Po jego śmierci syn Max był radnym miejskim. W 1939 roku Wolffowie zostali wywiezieni z Dobrzycy a w ich domu Niemcy założyli Deutsche Hause (Niemiecki Dom).

Kiedy Żydzi przybyli do Dobrzycy, nie wiadomo. W ,,Notatkach Dobrzyckich’’ z 1996 roku czytamy, że pierwsza wzmianka pisana o Żydzie – Dawidzie – synu Mosesa Kippera pochodzi z roku 1771.

W roku 1793, kiedy po II rozbiorze Polski, Dobrzyca wraz z cała Wielkopolską, dostała się pod zabór pruski,  na 196 mieszkańców miasteczka 13 było wyznania Mojżeszowego.
W 1833  Żydów było 151, część z nich (ci bogatsi) otrzymała prawa obywatelskie. W 1834 roku w Dobrzycy już był kirkut. Odnotowano 7 pogrzebów. W 1866 roku pleszewski rabin Klein otwierał nową synagogę.

Dziś po dobrzyckich Żydach zostały tylko macewy uratowane przez Michała Karalusa oraz zapiski w ,,Notatkach Dobrzyckich’’. W nich możemy znaleźć tłumaczenie napisów na macewach. Niżej opis macewy Benjamina Fraenkela

Dzięki Norbertowi Zaczkowi Yair Gil z Izraela znalazł macewę upamiętniającą jego praprapradziadka.
Jeśli jeszcze raz przyjedzie do Dobrzycy, zobaczy ją na własne oczy. Nie położy jednak na niej kamyka, jak to robią pobożni Żydzi na grobach swoich bliskich.

Bo duch jego przodka, znajduje się tam, gdzie ,,czcigodny Benjamin Fraenkel’’ został pochowany w roku 1879, czyli na dawnym kirkucie dobrzyckim w pobliżu boiska sportowego.

I jeszcze wiadomość z ostatniej chwili. Pan Norbert zdradził mi, że napisała do niego rodzina Miny Wolff –  kobiety z drugiej macewy,  pochowanej na dobrzyckim kirkucie w 1916.

Chciałam tylko poinformować, że teraz jestem w 100% pewna, że macewa z Mindel, córką Eliasza Abrahama, to moja prababcia Mina Wolff z domu Bienenstok.  Znalazłam akt urodzenia, który potwierdził, że drugie imię Eliasza było Abraham. Nie byłam o tym wcześniej przekonana – napisała z Jerozolimy prawnuczka kobiety, którą upamiętnia macewa.

Zdjęcia Norbert Zaczek

Tę historię, na podstawie relacji Norberta Zaczka - pasjonata historii z Pleszewa, opisałam w "Gazecie Pleszewskiej" w 2013 roku. Dzisiaj do niej wróciłam, zainspirowana inną ciekawą historią związaną z pleszewskimi wyznawcami religii mojżeszowej. Usłyszałam ją od pleszewianki, której krewni mieszkali w kamienicy pożydowskiej przy ul. Krzyżowej. Znaleźli tam mezuzę, maleńki zwitek  papieru z fragmentem Tory, umieszczany zwykle w futrynie drzwi wejściowych do mieszkania. Na szczęście, mezuzy nie wyrzucono. Zdjęcie przesłałam do Muzeum Żydów Polskich "Polin". Teraz trzeba dopisać historię...

Kirkut w Pleszewie Historia TUTAJ

 

 

Skomentuj na Facebooku