Irena Kuczyńska
Region Pleszewski

Sedes jak śmietnik

Czy wiesz, że klikając w reklamy wspierasz funkcjonowanie mojego bloga?

Resztki jedzenia, ścierki, buteleczki po wódce, popiół z pieca a nawet martwe zwierzęta wrzucają pleszewianie do rur kanalizacyjnych. Powoduje to zatykanie rur i może uszkodzić przepompownie.

Oczyszczanie kanalizacji generuje dodatkowe koszty – powiedziała radiu Centrum Dorota Olejniczak – kierownik Zakładu Wodociągów i Kanalizacji w Pleszewie i zastępca dyrektora oczyszczalni ścieków.

Największym problemem dla pomp są chusteczki nawilżające dla niemowląt, które się nie rozłożą tak jak papier toaletowy. Owijają się wokół rur i pompy nie są w stanie ich przepchnąć do rurociągu. Podobnie jest z podpaskami higienicznymi, ścierkami do naczyń, czy nawet mopami.

Ale nie tylko to ląduje w sedesach. Dorota Olejniczak mówi, że w pleszewskiej kanalizacji pracownicy znajdują resztki jedzenia, obierki, kości, lekarstwa, prezerwatywy a nawet popiół z pieca. Resztki jedzenia powodują, że w rurach osiedlają się szczury.

Zdarzają się też w kanalizacji martwe zwierzęta np. kura z pierzem, małe kotki czy martwe prosiaki, które hodowca wrzucił do studzienki na drodze, bo „do toalety w domu by się nie zmieściły a utylizacja kosztuje”.

Zabójczy dla rur jest tłuszcz, który się zbryla i nie rozpuszcza, zmniejszając przekrój rur. Powinien być  na miejscu w ubojniach oddzielony separatorem i oddany do utylizacji – mówi dyrektorka.

Jeśli trafi w rury, trzeba go oddzielić i zutylizować na oczyszczalni. Martwe zwierzęta też trzeba wydobyć i oddać do utylizacji, bo „oczyszczalnia tego nie przerobi”.

W 98,3 kilometrach  pleszewskiej kanalizacji  znaleźć można też niedopałki papierosów, a nawet „małpki” po alkoholu, czyli wszystko to, co pleszewianie rozrzucają po ulicach. Sedes to nie śmietnik, a oczyszczanie rur kosztuje.

Resztki betonu, kamienie, pieluchy jednorazowe i wszystko to, co powinno trafić na wysypisko, na kompostownik, do kontenera odpadów zmieszanych, do utylizacji  nie tylko zatyka rury, może też uszkodzić jedną z 32 przepompowni – podkreśla Dorota Olejniczak.

 

Skomentuj na Facebooku