Irena Kuczyńska
Region szamotulski

Spotkanie ze szkolnymi kolegami po 53 latach

Dzisiaj zapraszam do Ostroroga, gdzie we wrześniu 2016 roku odbył się zjazd absolwentów Szkoły Podstawowej z roku 1963. Byłam wśród uczestników spotkania. Kiedy spojrzę na zdjęcia, fala wspomnień i emocji wraca.

Zdjęcie wspólne  na rynku fot. Magda Prętka ,,Dzień Szamotulski"
Pomysł spotkania zrodził się w maju, kiedy przed cmentarzem w Ostrorogu spotkaliśmy się z Czesiem Działakiem – kolegą z klasy. Kiedy trzy tygodnie później przyjechałam do Ostroroga na 91 urodziny Mamy, Czesiu zjawił się na Wronieckiej 20 ze spisami uczniów obu klas VII a i VII b z roku 1963.
Miał też zdjęcia klasowe – jedno z 1959 roku – z panią Bożena Gumną Taraszkiewicz, która była naszą wychowawczynią w klasie III. Drugie zdjęcie było z roku 1962, z klasy VI z wychowawczynią panią Marią Kaźmierczak – Szymaś i kierownikiem Władysławem Szymańskim.
Na trzecim zdjęciu były już dwie klasy VII z wychowawcami : panią Henryką Bamber – Bańczyk i panem Szczepanem Nowakowskim. Wróciły wspomnienia, razem czytaliśmy nazwiska kolegów i szukaliśmy na zdjęciach. Okazało się, że wielu kolegów nie żyje. Wtedy już wiedzieliśmy z Czesiem na pewno, że zjazd musi się odbyć.
Termin był wyznaczony na sobotę 3 września. Zaplanowaliśmy mszę św. w kościele parafialnym i spotkanie w restauracji. Dlaczego nie w szkole? Ano dlatego, że naszej szkoły nie ma. W budynku przy ul. Poznańskiej, gdzie w klasie I i II uczyła nas pani Anna Szymańska, mieszkają nauczyciele.
Budynek przy ul. Wronieckiej, z którym związane są nasze najmilsze szkolne wspomnienia, jest ruiną. To z tej szkoły w czerwcu 1963 roku wyfrunęliśmy w świat ze świadectwami ukończenia siedmioklasowej szkoły podstawowej. I teraz po latach mieliśmy się spotkać.
Dotarcie do wszystkich kolegów z obu klas wziął na siebie Czesław Działek. I dotarł , każdemu zawiózł zaproszenie, z każdym rozmawiał. Wspierała go dzielnie Maria Grochowina – Bartkowiak. Razem uzgodniliśmy scenariusz naszego zjazdu.
 Marylka i Czesiek – główni organizatorzy spotkania
 
  3 września było bardzo ciepło. Już o 12.30 komitet organizacyjny czyli Maryla, Czesław i ja staliśmy pod kościołem, czekając na kolegów. Pierwszy przyjechał Tadziu Dradrach, potem kolejno dochodzili: Stefania Olech i Maria Stachowiak, Ola Korbas, Benia Dondajewska, Basia Pałubicka, Ela Cania, Zosia Szudera, Walcia Michalska, Maryla Brzóska, Zosia Buliczak, Stefka Sikorska, Gabriela Leśniewska, Joanna Główczyńska, Danka Walerjańczyk, Kazia Perz, Bogdan Pośpieszny, Ziutek Hojan, Marian Urbański, Marek Kaczmarek, Tadeusz Białasik, Heniu Janiszewski, Stasiu Sibilski, Grzesiu Brych, Geniu Opara, Adam Mencel. Kolejne osoby były witane okrzykami radości. Niektórzy nie widzieli się od czerwca 1963 roku. Przyszli nauczyciele: Szczepan Nowakowski, Henryka Bańczyk witani przez swoich byłych wychowanków owacyjnie. Do kościoła dotarła pani Bożena Taraszkiewicz.
 
Jako inicjatorka spotkania powitałam wszystkich w murach kościoła, bo to jedyne miejsce, z którym każdy z nas się utożsamia. Tu w 1949 roku byliśmy chrzczeni przez ks. Tomasza Malepszego, tu 17 maja 1959 roku przyjęliśmy I Komunię św. z rąk ks. Alojzego  Bekera.
Tu dwa lata później sakramentu Bierzmowania udzielił nam abp Antoni Baraniak. Prosiłam proboszcza ks. Krystiana o modlitwę za zmarłych nauczycieli, kolegów (a odeszło w sumie 20 osób – odczytaliśmy w Modlitwie Powszechnej ich nazwiska, podobnie jak nazwiska nauczycieli zmarłych), za nasze rodziny, za nauczycieli a przede wszystkim za nas, żebyśmy z tego spotkania po latach wyszli szczęśliwi i ubogaceni.
Po mszy św. pod kościołem kolejne powitania i przemarsz na rynek, gdzie na ławce ,,w plantach” Magda Prętka z ,,Dnia Szamotulskiego” zrobiła nam pamiątkowe zdjęcie.
A potem restauracja, lampka szampana, kwiaty dla nauczycieli, ,,sto lat” i obiad. Rozmowy, rozmowy, rozmowy o tym, co się wydarzyło w ciągu 53 lat. Kiedy w czerwcu 1963 roku śpiewaliśmy ,,upływa szybko życie, jak potok płynie czas, za rok, za dzień, za chwilę, razem nie będzie nas” nie śniło się nam, że to życie naprawdę tak szybko minie.
Przed kawą i płonącym tortem ,,lekcja wychowawcza”. Wychowawcy wzięli do rąk spisy uczniów i wyczytywali obecność. Każdy wyczytany wstawał i mówił o dzieciach, wnukach, o tym, co robił przed przejściem na emeryturę. Także nauczyciele mówili o sobie. Potem każdy szukał kolegi do pogadania. Były szepty, były łzy. I dużo smacznego jedzenia. Marylka z Czesiem się spisali. Stoły się uginały.
Po kawie przyszedł DJ. I wtedy przyjechała Janka Pilarczyk, która z mężem przebywała na wczasach w Świnoujściu, ale – jak mówiła – nie mogła nie przyjechać na spotkanie z kolegami.Rozpoczęły się tańce, hulanki, swawole. Tańczono w parach i w kółeczku.
Tego wieczoru wszyscy zapomnieli o problemach ,,złotego wieku”, w który jako 67 – latkowie weszliśmy i nie schodzili z parkietu. Szczególnie dziewczyny. Około 23.00, po 10 godzinach integracji, towarzystwo zaczęło się rozchodzić. Obiecując sobie, że to spotkanie było pierwsze, ale nie ostatnie.
Zdjęcie klasy VI w roku 1962
 Klasa VII A i B
 
 Pewnie chcecie wiedzieć, jak to było w szkole w latach 60.  Do budynku przy ul. Wronieckiej,  (popada w ruinę, po wybudowaniu nowej szkoły) wchodziło się od podwórka. Na parterze były trzy sale, na piętrze sala i świetlica, przez którą przechodził kierownik do kancelarii i nauczyciele do pokoju nauczycielskiego.
W pokoju były szafy z przyborami do fizyki i chemii, które nauczyciel przynosił do klasy, żeby pokazać doświadczenie. W świetlicy był wydzielony kawałek na bibliotekę, gdzie stały książki owinięte szarym papierem. W świetlicy raz w miesiącu pan wyświetlał filmy. W klasach wisiały portrety Adama Mickiewicza, Marii Curie – Skłodowskiej, godło państwowe, stały ławki z dziurą na kałamarz z atramentem (długopisy pojawiły się jak byliśmy w klasie VII i nie były ogólnodostępne).
W starszych klasach niektórzy mieli wieczne pióro czyli takie, do którego nabierało się atrament, który wystarczał na kilka stron pisania. Przez ten atrament wszyscy mieli granatowe palce. W klasie była tablica, dzbanek z wodą i miska. Wodociągu oczywiście nie było, podobnie jak toalety.
Ubikacje były na dworze, na podwórku, gdzie wszyscy wychodzili na przerwę. W klasach były też piece. To przy nich grzali się koledzy, którzy w zimie przychodzili do szkoły pieszo z Kluczewa, a potem do klasy VI i VII z Wielonka i Zapustu. Nikt dzieci do szkoły nie dowoził. Nie było też sali gimnastycznej. Wychowanie fizyczne odbywało się latem na boisku, w zimie w klasie, gdzie odsuwało się ławki.
 
Życie szkolne w latach 60.
Dziewczyny przychodziły do szkoły ubrane w fartuszki z granatowej podszewki z białym kołnierzykiem. Chłopcy nosili swetry. Podczas przerw dziewczyny skakały na skakance, grały w klasy, chłopacy gonili się grali w ,,dwa ognie” albo w zbijaka. Nasze podręczniki były czarno – białe, tylko w pierwszej klasie był kolorowy elementarz, potem już do VII klasy wszystko bez koloru.
W roku 1963 telewizory były rzadkością a program był nadawany kilka godzin dziennie. Dzieciaki ganiały po świeżym powietrzu, nie wszystkim chciało się uczyć. Nauczyciel był autorytetem. W czasach, kiedy nie było internetu, nie w każdym domu były książki, nauczyciel był dla wielu z nas jedyną osobą, która przekazuje wiedzę o świecie. Nauczycielka była wyrocznią mody i elegancji.
A film ,,Krzyżacy”, który oglądaliśmy w Szamotułach w kinie (pewnie jechaliśmy tam pociągiem ,,jaśkiem”) jako uczniowie klasy IV, pamiętam do dziś. Scenę uratowania Zbyszka przez Danuśkę odgrywaliśmy potem w klasie. I jeszcze te naoliwione podłogi. Biada temu, kto się przewrócił. Był cały w oliwie. A pralki elektryczne też były rzadkością. Mamy prały w rękach w szarym mydle, bo proszek ,,ixi” wszedł dopiero na rynek w latach 70.
Nasz czas szkolny przypadł na okres ,,małej stabilizacji Gomułki”, kiedy marzeniem było mieszkanie w bloku i samochód ,,syrenka”. Wszystko było przesiąknięte propagandą wyższości ustroju socjalistycznego nad kapitalistycznym. Ale wtedy nie bardzo zdawaliśmy sobie sprawy z tego.
Kiedy kończyliśmy szkołę podstawową mieliśmy po 14 lat i głowy pełne marzeń. Niektórzy zostali w Ostrorogu, tu założyli rodziny, zbudowali domy. Niektórzy (jak ja) wyjechali w świat szukać lepszego losu. Ale każdy powrót do Ostroroga jest okazją do wspomnień, spotkań z kolegami, przynajmniej na cmentarzu. Moje majowe spotkanie z Czesiem, zaowocowało koleżeńskim spotkaniem po 53 latach.
Najpierw był „Głos szkolny”
To wspomnienie napisałam do gazetki szkolnej, która wychodzi w Zespole Szkół Publicznych im. Jana Ostroroga w Ostrorogu. Poprosiła mnie o to Wiktoria Błajek – redaktorka „Głosu szkolnego” oraz portalu MójOstroróg.pl. Teraz postanowiłam zamieścić je na moim blogu. Wiem, że kilka moich koleżanek z klasy funkcjonuje na portalu społecznościowym.
Skomentuj na Facebooku