Irena Kuczyńska
Pleszewianie Z historii

Stanisław Małyszko zna wszystkie dwory, wiatraki, kapliczki, cmentarze…

...nawet te, których już nie ma

Czy wiesz, że klikając w reklamy wspierasz funkcjonowanie mojego bloga?

 Etnograf, archiwista, historyk. Nie ma chyba w powiecie pleszewskim zabytkowego obiektu, którego by Stanisław Małyszko nie opisał, nie sfotografował a przynajmniej o nim nie słyszał. 

Spod pióra pleszewianina wyszło kilkanaście książek, najwięcej  z gminy Gołuchów. I to z różnych powodów. 22 grudnia 2017 roku Rada Gminy Gołuchów nadała mu tytuł Zasłużony dla Gminy.

Moja znajomość ze Stanisławem sięga połowy lat 80. Przyjechał do Pleszewa za żoną Aliną, którą poznał podczas studiów na Uniwersytecie Warszawskim.

Ale do miasta, w roku 1980, po raz pierwszy, dotarł okazją. Nie miał więc szans na osobiste zapoznanie się z kolejką dojazdową z Kowalewa do miasta, co zawsze bywało szokiem dla osób, które swoje pierwsze podróże do Pleszewa odbywały. http://irenakuczynska.pl/historia-pleszewskiej-ciuchci-ktorej-pozostaly-dworce-piekne-wspomnienia/

Pleszew zrobił na nim duże wrażenie. Kiedy tu jechał, to myślał, że wszyscy  posługują się językiem takim jak w powiedzonku powtarzanym przez szwagierkę Barbarę w stolicy: ‚w antrejce na ryczce stały pyrki w tytce”.

Na miejscu się okazało, że nie wszyscy tak mówią. Pleszew zrobił na przybyszu duże wrażenie. Miasteczka średniej wielkości na jego rodzinnym Podlasiu, nie miały tak dobrze zachowanego śródmieścia.

A pleszewskim rynkiem Stanisław wprost się zachwycił. Także jego bliskim, którzy przyjeżdżali tu z Białostocczyzny, Pleszew bardzo się podobał.

Chociaż kocha swoje Podlasie i często tam wraca, żeby nasycić wzrok pięknymi krajobrazami i przypomnieć sobie lata dzieciństwa. Także język Stanisława zdradza miejsce urodzenia, mimo iż od 37 lat jest on związany z Wielkopolską przez małżeństwo z pleszewianką.

W Białymstoku

W Popiołówce

Swoją ukochaną Popiołówkę opuścił jako piętnastolatek. Ponieważ, jak mówi – zawsze ciągnęło go do sztuki, po szkole podstawowej wyjechał do Bydgoszczy do technikum ceramicznego, które edukowało w „sztuce tworzenia”.

Potem oczywiście studia, co było tradycją rodzinną. Studiował brat, obie siostry, więc i Stanisław podjął studia na wydziale historycznym Uniwersytetu Warszawskiego w katedrze etnologii i antropologii kulturowej.

Studia miały związek z badaniem wsi i małych miasteczek w całym bogactwie i różnorodności, z historią, zwyczajami, gospodarką, kulturą i to w perspektywie czasowej.

Z dyplomem magistra, w 1984 roku,  Stanisław Małyszko  podjął  pracę w Biurze Badań i Dokumentacji Zabytków w Kaliszu, który wtedy był miastem wojewódzkim.

Jego praca polegała na badaniu i dokumentowaniu zabytków.  Mentalność mieszkańców Kalisza i okolic była – jak mówi – bardzo podobna do  jego mentalności.

Wszak Podlasie, z którego pochodził  i wszystkie ziemie na wschód od Prosny przez ponad 100 lat należały do Imperium Rosyjskiego. Zawsze ciągnęło mnie do Łodzi i Warszawy, gdzie studiowało sporo osób z Kalisza – podkreśla Stanisław.

Mówi, że przez wiele lat pracował w Kaliszu na pół etatu, dopiero od niespełna dziesięciu  lat jest zatrudniony na całym etacie. Pozwalało mu to na współpracę z Muzeum Narodowym Rolnictwa i Przemysłu Rolno – Spożywczego w Szreniawie oraz na pisanie książek.

Ale zanim będzie o książkach, będzie o współpracy Stanisława z Gazetą Pleszewską. To on był redaktorem rubryki Dawne miejsca i ludzie. W pierwszym numerze Gazety Pleszewskiej, która wyszła w październiku 1990 roku, jest artykuł jego autorstwa o Zespole Pałacowym w Grabiu.  Wrócę do tego w poście poświęconym osobom, które stworzyły pierwszą gazetę pleszewską po upadku cenzury.http://irenakuczynska.pl/chwila-zadumy-nad-pierwszymi-numerami-gazety-pleszewskiej/

Pierwszy numer Gazety Pleszewskiej z października 1990 roku i artykuł St. Małyszki

Pierwszą pozycją książkową Stanisława były „Majątki Wielkopolskie Powiat Pleszewski”. Był to owoc moich  badań,  pomierzyłem wszystkie obiekty, rozpoznałem, zinwentaryzowałem – mówi autor.

Dwa wydania książki z roku 1994 i z roku 1996 rozeszły się. Miałam książkę autora z dedykacją, ale ktoś pożyczył i niestety, nie oddał.  Jeśli odstawił na półkę, bo zapomniał, to źle. Jeśli do niej zagląda, to mu wybaczam zaniedbanie oddania.

W 1999 roku wyszedł kolejny tom z tego cyklu: „Majątki Wielkopolskie Powiat Ostrowski”. Też się książki rozeszły, podobnie jak, wydany w roku 2000 tom trzeci „Majątki Wielkopolskie Powiat Kaliski”.

Jeszcze jedna książka wyjdzie, bardzo obszerna „Majątki Wielkopolskie – Powiat Krotoszyński z Gminą Pogorzela”. Wszystkie te książki to owoc wielu lat pracy, godzin spędzonych w archiwach, w terenie, z aparatem i miarką w ręku.

W czasie badań terenowych w Jarantowie – Kolonii 2017

Przy pisaniu książek o majątkach, badał to, czego nie znał, albo to, co mogło ulec zniszczeniu. Przecież na naszych oczach popadały w ruinę dwory i zabytkowe pałace. Trzeba było chociaż w taki sposób ocalić je od zapomnienia.

Bywało, że etnograf chciał swoimi książkami pobudzić decydentów do dbałości o spuściznę po przodkach. Tak było w przypadku trzech zabytkowych trójwyznaniowych kaliskich cmentarzy na Rogatce.

zlokalizowane obok siebie, kryją doczesne szczątki obywateli miasta Kalisza. Do tego nagrobki wyszły spod rąk prawdziwych mistrzów sztuki kamieniarskiej. Książka „Zabytkowe cmentarze przy Rogatce w Kaliszu” miała być takim pobudzaczem dla władz Kalisza. Czy była lub jest? Oto jest pytanie!

Promocja książki o zabytkowych cmentarzach kaliskich

Po majątkach i cmentarzach przyszedł czas na opisywanie miejscowości. Dlaczego w gminie Gołuchów?  Powodów jest kilka. Po pierwsze możni Czartoryscy, którzy byli właścicielami Gołuchowa i okolicznych majątków w Przekupowie , Wszołowie a od 1900 roku ordynatami gołuchowskimi.

Z Gołuchowa promieniowała kultura zamkowa. Na wsiach pojawiały się kapliczki, które wykonywali rzeźbiarze z Zamku – podkreśla Stanisław.

W gołuchowskim Zamku

Słup w Ogrójcu w Tursku, gdzie opadł cudowny wizerunek Matki Boskiej, został  wykonany w 1766 roku na zlecenie właścicieli gołuchowskiego Zamku. Jest najstarszym, zachowanym, przydrożnym  znakiem wiary w gminie Gołuchów.

Kapliczka w Ogrójcu w Tursku

O obrazie, który „przyfrunął” z  Lenartowic do Turska można przeczytać w tym linku:http://irenakuczynska.pl/wiatr-przyniosl-obraz-lenartowic-turska-zielone-swiatki-roku-panskiego-1764/

Ale nie tylko sławny ród Czartoryskich spowodował, że Stanisław zaczął opisywać wioski w gminie Gołuchów.  Spotkałem tam ludzi, których dzieje wsi interesowały. Myślę o Patrycji Walerowicz – Wojtkowiak – dyrektorce Gminnego Centrum Kultury „Zamek”. Także władze gminy zawsze były przychylne – podkreśla autor kilku publikacji o wsiach w gminie Gołuchów.

Patrycja Walerowicz – Wojtkowiak promuje książkę St. Małyszki

Jego zdaniem gmina Gołuchów jest ewenementem w skali całej Polski. Przecież na wydanie takich książek potrzebne są środki i gmina na tym nie oszczędza. Same podróże do archiwów w Gnieźnie, Poznaniu, w Warszawie generują koszty.

Czasem przegląda się kilkanaście razy metry bieżące archiwaliów i nie znajdzie się nic.  Niektóre informacje trzeba wielokrotnie weryfikować. Trzeba robić kwerendy w archiwach i sprawdzać, co już znaleźli przede mną. I jeszcze raz weryfikować – zdradza tajniki swojej pracy archiwista.

Nie wszystkie źródła są w języku polskim. Na przykład wielotomowy Kodeks Dyplomatyczny Wielkopolski zawiera dokumenty od X wieku, które są   zapisane po łacinie.

Wśród książek w pałacu na Majkowie

Dokumenty z czasów zaborów pisane są po niemiecku z jednej strony Prosny i po rosyjsku po drugiej stronie Prosny. Czasem jest problem z odczytaniem. Najstarsze źródła z gminy Gołuchów, które miał w ręku Stanisław Małyszko, pochodzą z XIII wieku.

Bywa, że korzysta z archiwów parafialnych. Tak było kiedy pisał monografię Jedlca, na zlecenie mieszkańca wsi Sylwestra Woźniaka. W jedleckiej parafii znajdują się księgi parafialne  z końca XVII i XVIII wieku. Bardzo stare księgi metrykalne, są też w parafii w Brzeziu w dekanacie pleszewskim.

Do napisania postu o Stanisławie Małyszko zainspirowała mnie promocja jego najnowszej książki „Przydrożne znaki wiary na terenie gminy Gołuchów”.

Jest ona owocem wieloletnich badań terenowych , szperania w archiwach, uzupełniania i weryfikowania już posiadanych informacji, wywiadów z mieszkańcami gminy Gołuchów – zaznacza autor, kiedy pytam, jak długo pracował nad tym pięknym albumem.

Okazuje się, że ewidencję i dokumentację krzyży i kapliczek rozsianych po gminie Gołuchów robił w latach 2005 – 2007. Ale musiał wszystkie informacje jeszcze raz zweryfikować.

Figury świętych zaczęły się pojawiać na ziemiach polskich już w 4. ćwierci XVIII wieku. Stawiano je na rozstajach dróg, żeby „odpędzić złe duchy”, stawiano je przy swoich posesjach w dowód wdzięczności za pomyślność, stawiano je w miejscach pochówku ofiar epidemii…

W książce Stanisław opisał wszystkie przydrożne znaki wiary z różnych punktów widzenia: lokalizacji w krajobrazie kulturowym, wystroju, otoczenia, fundatorów i intencji fundacyjnych, „bohaterów” kapliczek czyli Chrystusa, Matki Bożej, świętych pańskich.

A wszystko to jest osadzone w historii miejscowości, gdzie kapliczki czy krzyże ulokowano. Jest też katalog, bogata bibliografia, mapy  oraz zdjęcia. Nie zabrakło opisów kapliczek, których nie ma.

Stanisław podkreśla, że 95 procent tych przydrożnych znaków wiary zniszczyli okupanci w czasie II wojny światowej. Niektóre ludzie uratowali, przechowując w swoich domach figurki, które po wojnie wróciły na dawne miejsca.

Podczas lektury najnowszej książki Stanisława natrafiłam na ewenement. W Tursku są aż cztery kapliczki. Z czego to wynika? Z regulacji uwłaszczeniowej, kiedy z jednej wsi w latach 1840 – 1841, powstały cztery. W przypadku Turska były to Bielawy, Bogusławice, Pleszówka i Kwiatów, który został wchłonięty przez macierzyste Tursko (przy drodze do Jedlca) – tłumaczy autor.

Kiedy ludzi uwłaszczano, przesiedlano i organizowano nowe wsie, wtedy wytyczano nowe drogi do kościoła, do pól.  Na obszarze od Bogusławic do przejścia granicznego w Bogusławiu na Prośnie  http://irenakuczynska.pl/ciekawa-historia-hotelu-boguslaw-przy-dawnej-granicy-rosyjsko-pruskiej/ była tzw. Kwarantanna, gdzie przez kilka dni stało bydło, które miało być eksportowane do Rosji.

Stanisław Małyszko jest autorem wielu publikacji o wsiach gminy Gołuchów: „Z dziejów Krzywosądowa i okolic”, „Tursko i okolice”, „Czerminek, Czechel, Kucharki i Szkudła – zarys dziejów”, „Jedlec na przestrzeni wieków”.

Promocja książki o Tursku i okolicach OKL rok 2012

Ale nie tylko gmina Gołuchów. Opisuje też leżącą za Prosną gminę Blizanów: ” Z dziejów Jastrzębnik i sąsiednich wsi”, „Przydrożne kapliczki, figury i krzyże na terenie gminy Blizanów”.

Hotel Krisstoff – promocja o gminie Jastrzębniki

Autor podkreśla, że zawsze pisze o kilku wsiach skupionych np. wokół jednego kościoła, szkoły. Nie wolno odrywać jednej wsi od drugiej, bo zawsze były związki pomiędzy wioskami.

Nawet jeśli po rozbiorach leżały w innych państwach i „tylko” Prosna je dzieliła, jak to było z wioskami w gminach Gołuchów  i Blizanów. Wioski miały liczne związki. Ludzie mieli rodziny po obu stronach rzeki, mimo iż po zaborach była granica i wsie leżały w innych państwach, te więzi nie były zerwane.

Przez długi czas rolnicy z Jedlca mieli ziemię w Kurzej i w Żernikach  po drugiej stronie rzeki i za zgodą władz ją uprawiali.  Zza wody chodzili też do Turska na odpust. Kwitł też przemyt. W zimie po lodzie stada gęsi przeprowadzano na drugą stronę rzeki…

I tak by można bez końca rozmawiać o dworach, kapliczkach, ludziach, których odwiedził Stanisław podczas zbierania materiałów do swoich publikacji, a wszystkie one mają bogatą bibliografię i są źródłem rzetelnej informacji naukowej.

Dla mnie są kopalnią wiedzy i czytam je z wielką przyjemnością. Jeszcze nie raz skorzystam z informacji, które zamieszcza w swoich publikacjach Stanisław Małyszko.

Nie ma na pewno zabytkowego obiektu  w powiecie pleszewskim, a może i w dawnym województwie kaliskim, którego by on nie znał. A co jego zdaniem, w powiecie pleszewskim jest najwartościowsze?

Na pewno Gołuchów jako całość, na pewno założenie rezydencjonalne w Taczanowie http://irenakuczynska.pl/taczanowscy-chca-sprzedac-park-palacem-bez-kaplicy/, na pewno kościół w Kościelnej Wsi – jedyny, który pochodzi z XII wieku i ma bogate dzieje oraz wyposażenie – wylicza Małyszko.

Założenie rezydencjonalne w Taczanowie – ze zbiorów St. Małyszki

Jeśli chodzi o miasto Pleszew, cenny jest – jego zdaniem – zachowany wiekowy układ centrum miasta z interesującą zabudową.  No i kościółek św. Floriana – najstarszy zachowany budynek w mieście. http://irenakuczynska.pl/historia-kosciolka-sw-floriana-najstarszego-budynku-pleszewie/

Dodaje też kościółek w Kucharkach, gdzie odbywała się promocja jego najnowszej książki. Jest stary (1754), piękny, pięknie położony na zboczu doliny, ma dzwonnicę, zrekonstruowane ogrodzenie, cenne wyposażenie, piękne polichromie i ołtarz z 1614 roku, przeniesiony z poprzedniego kościoła – wylicza Stanisław Małyszko.

Kościółek w Kucharkach to prawdziwa perełka wśród drewnianych kościołków. Na zdj. ks. kanonik Sławomir Kosiński – proboszcz, który udostępnił kościół na promocję książki

A ja do historii dwóch kościołów w Kucharkach jeszcze powrócę, zwłaszcza, że ten nowszy powstał na bazie budynku gospodarczego.

Jaka książka będzie następna? W wydawnictwie leży „Na skraju Puszczy Pyzdrskiej. Wsie parafii Lipe na przestrzeni wieków”, czyli moje ulubione domy z rudy żelaza, które  można  też potkać w gminie Chocz i Gizałki oraz ludność olęderska, która przybyła tu z zachodu, aby zagospodarowywać lesiste i bagienne tereny Wielkopolski południowej…

Promocja książki odbyła się na początku grudnia 2017 roku. Byłam  na promocji i już się rozczytuję w ciekawej historii wiosek leżących rzut beretem od gminy Gołuchów.

A jej autor zdradza mi, że ma zarchiwizowane i opisane wszystkie kapliczki i krzyże w powiecie pleszewskim, 80 % wiatraków w byłym województwie kaliskim oraz połowę cmentarzy. Ale czy ta wiedza znajdzie się w książkach, tego jeszcze nie wie.

Z wnuczętami w parku w Dobrzycy

Z rodziną w Popiołówce

Na koniec słów kilka o dzieciach Stanisława Małyszki.Cała trójka, podobnie jak małżonka Stanisława – Alina – to absolwenci pleszewskiego liceum.  Anna skończyła prawo i administrację i pracuje w Starostwie Powiatowym w Mińsku Mazowieckim. Ma troje dzieci, którym dziadek Staś pokazuje piękne miejsca w Pleszewie, Dobrzycy, Gołuchowie.

Jerzy to informatyk i programista, z wykształcenia politolog, pracuje w firmie komputerowej w Warszawie. I Jacek – dr nauk ekonomicznych zatrudniony w Akademii Ekonomicznej w Poznaniu i w wydawnictwie Agora. Można o nim przeczytać w tym linku.http://irenakuczynska.pl/dr-jacek-malyszko-jedna-wizytowek-pleszewskiego-liceum/

Zdjęcia z archiwum Stanisława Małyszki
Na opłatku u biskupa gnieźnieńskiego Wojciecha Polaka 2014

Wręczenie stypendium Marszałka Województwa Wielkopolskiego w dziedzinie kultury w roku 2017

Na opłatku wigilijnym z wojewodą wielkopolskim Piotrem Florkiem

 

Zdjęcia z archiwum Stanisława Małyszki, Marcina Marciniaka i Zbigniewa Jana Haina

 

.

 

 

 

 

Skomentuj na Facebooku