Irena Kuczyńska
Region Pleszewski

Świąteczne tradycje pleszewian

Czy wiesz, że klikając w reklamy wspierasz funkcjonowanie mojego bloga?

Idą święta. Niby wszyscy obchodzimy je podobnie, ale prawie każda rodzina ma swoje odrębne rytuały. Dziękuję tym, którzy mi o nich opowiedzieli.

Pieczenie pierników przy kolędach
W moim domu rodzinnym przygotowania do świąt trwały od początku Adwentu. Tata robił dla każdego dziecka (a jest nas 4 ) lampiony, z którymi chodziliśmy na Roraty. Choinkę najczęściej ubierała mama. I to w Wigilię – bo taki jest właśnie zwyczaj ubierania choinki. Kiedy już podrośliśmy to my – czyli rodzeństwo ubieraliśmy choinkę, często w ozdoby zrobione przez nas. Ja, jako najstarsza z sióstr, pomagałam mamie w kuchni i robiłam pierogi z grzybami i uszka do barszczu.

Kinga Adaszak z Michalinką i Frankiem
Pierniki Adaszaków

No i tradycją naszą rodzinną jest pieczenie pierników przy pięknych kolędach Zbigniewa Preisnera „ Moje kolędy na koniec wieku”. Pamiętam też, że podczas Wigilii tato zawsze czytał fragment z Ewangelii św. Łukasza o Narodzeniu Jezusa. Z czasem ja to przejęłam i czytałam. A po kolacji śpiewaliśmy kolędy i czekaliśmy na prezenty, które były pod choinką. W swojej rodzinie staram się podtrzymywać te nasze tradycje i też z moimi dziećmi piekę pierniczki. /Kinga Adaszak/

Makiełki i rodzinne anegdoty
Kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia wspólnie robimy ozdoby świąteczne, dekorujemy okna, a w Wigilię ubieramy choinkę. Tradycyjnie sianko pod obrusem, opłatek, karp, kapusta z grochem czyli tradycyjne potrawy i koniecznie makiełki. Po Wigilii spotykamy się z całym rodzeństwem (przyjeżdżamy do mojej siostry Mirki i tam dalszy ciąg świętowania – śpiewy kolęd i rodzinne anegdoty – czas mija w cudownej atmosferze. /Renata Reszel/

Mistrzowski karp i rodzina
U Waldemara i Donaty  połączyły się dwie tradycje : Sadowskich i Wujsów. Od Sadowskich przejęliśmy zupę grzybową. Są w niej suszone owoce, które po ugotowaniu są przecierane i dużo suszonych grzybów. Zupa jest przyrządzana na słodko-pikantnie i zagęszczona przetartymi owocami. Przejęliśmy też kapustę słodką z fasolą.

Od Wujsów przyszedł kompot z suszonych owoców, gołąbki z grzybami, makiełki. I oczywiście karp, którego moja żona przyrządza po mistrzowsku. Po oprawieniu, karpie leżą 12 godzin w cebuli i wegecie, po tym czasie są płukane i moczone w mleku z jajkiem i przyprawami przez kolejnych 5 godz. Obtaczane w bułce z mąką, trafiają do termoobiegu bez tłuszczu. Palce lizać! Przed wieczerzą dzieci czytają wybrany fragment Biblii. Obowiązuje tradycja smakowania wszystkich potraw.

Basia Sadowska z młodszym bratem

Jest oczywiście choinka, prezenty, wspólny śpiew kolęd i najważniejsze – jest rodzina. Nie wiem co jeszcze można dodać ? /Waldemar Sadowski/

Wieczerza bez wstawania od stołu
U nas Wigilia rozpoczyna się wtedy, kiedy wszystkie potrawy są już na stole. Na samym końcu na stole pojawia się zupa, od której kolacja się zaczyna. Obowiązuje w domu moich rodziców zasada, że nie wolno wstawać od stołu, przed skończeniem kolacji. Odkłada się talerze po kolejnych daniach na szafkę, ale nikt od stołu nie wstaje. Kolacja zaczyna się odczytaniem fragmentu Pisma św., potem kolęda „Bóg się rodzi”, opłatek i zupa grzybowa na pierwsze danie, potem uszka z grzybami, karp, ziemniaki, kapusta z grzybami, kapusta z fasolką „jaś”, makiełki, makowiec na koniec. /Emilia Golińska/

Trochę Pleszewa w Reykjawiku
Odkąd pamiętam, święta Bożego Narodzenia były cudownym czasem spędzanym razem. W Wigilię a najwcześniej dzień przedtem, stroiliśmy choinkę, na której w pierwszej kolejności były wieszane światełka, które mój tato nazywał „diabełki”, bo na kulkach wielkości piłki tenisowej wystawały ze wszystkich stron różki, a żarówki znajdowały się w środku. Zawsze je z wielkim sentymentem wspominam. Potem wieszaliśmy cukierki czekoladowe w złotych papierkach i pierniczki oraz inne bombki kolorowe.

Alina i Zbigniew Dubikowie

Pamiętam również, jak mama piekła makowce, do których tato mielił mak – zawsze 3 razy ręczną maszynką do mielenia mięsa.

Makowce były przepyszne i najlepsze jakie w życiu jadłam, nikt nie piekł takich dobrych. Strucle były pełne maku przepełnionego bakaliami i orzechami włoskimi z naszego ogrodu a ciasto w środku było cienkie jak pergamin.

Oczywiście był problem z karpiem, bo zawsze pływał w wannie i nie było nikogo, kto mógłby go zabić.Tato nie mógł, mama też, więc korzystaliśmy z pomocy sąsiadów.
Na Wigilię była zupa grzybowa, karp, gotowana kwaśna kapusta, koniecznie wspaniała fasola „jaś”na maśle, pieczone ziemniaki, grzyby makiełki z makaronem, zaś na święto 25 i 26 były pieczone różne gatunki mięsa, ponieważ mama je uwielbiała. W myśl zasady „zastaw się”. Przed rozpoczęciem wieczerzy dzieliliśmy się opłatkiem i składaliśmy sobie życzenia.
Potem po kolacji były prezenty. Jak byłyśmy młodsze to przychodził do nas „gwiazdor”z workiem prezentów, a to był przebrany nasz sąsiad. Po prezentach było wspólne śpiewanie kolęd, które wcześniej z tatą ćwiczyliśmy (grał na akordeonie i harmonijce ustnej, pięknie wibrując).
Muszę dodać, że w Wigilię był post i zasiadaliśmy do kolacji po ukazaniu się pierwszej gwiazdki. W nocy obowiązkowo szliśmy na pasterkę i nierzadko był tęgi mróz aż trzeszczał pod nogami.

Od lewej zięć Einar, córka Magdalena na jej kolanach najstarsza wnuczka Alena Marín, syn Alexander,Michał, Zbigniew Dubik i Alina Dubik z najmłodszą wnuczką Stefanie Lea

Obecnie już mija prawie 30 lat naszego pobytu poza granicami kraju ale podtrzymujemy polską tradycję. Staramy się pościć w Wigilię i zasiadać do wspólnej kolacji po ukazaniu się pierwszej gwiazdki.
Potrawy są różne ale bezmięsne z zachowaniem tradycji czyli musi być kutia ale z pszenicą, zupa to przede wszystkim barszczyk czerwony z pierogami, każdy może wybrać: są pierogi ruskie (tradycja z rodziny męża), uszka z grzybami i pierogi z kiszoną kapustą z grzybami.
Jest karp lub inna ryba, fasola „Jaś” z czosnkiem na maśle w pomidorach, knysze łazanki z kiszoną kapustą …wszystkiego tak, aby było 12 potraw tak jak 12. apostołów.
Prezenty czekają pod choinką a choinkę przystrajamy duuuużo wcześniej, bo w połowie grudnia, aby się nacieszyć świątecznym klimatem i zapachem lasu …

W nocy idziemy na pasterkę, po której na następny dzień, świętujemy Boże Narodzenie przy polskich kolędach śpiewanych przez Zespół Pieśni i Tańca „Mazowsze”.

Tak jak w moim rodzinnym domu tak i teraz jest jedno nakrycie dodatkowo dla wędrowca lub kogoś, kto może pomylić drogę i będzie zawsze przyjęty do stołu. Taki był zwyczaj myślę, że we wszystkich polskich domach./ Alina Dubik/

Wigilia wg przepisów babci Rozalii
Przygotowania do świąt w naszym domu zaczynam już na początku grudnia – piekę miodowniki ( muszą odleżeć – tak mawiała moja babcia Rozalia). Potem celebracja pieczenia pierników i dekorowanie.

Muszę je stopniowo przemycać, bo znikają w rekordowym tempie.

Miodowniki😀idą leżakować, dzień przed wigilią przekładane kremem rumowym, powidła agrestowa polane gorzką czekoladą, zapewniam bardzo wytworne😀.

Wypieki przygotowuję sama, nie może zabraknąć pszczółki, sernika, piernika i zawijanych makoczy.
Przygotowania do Wigilii zwykle robiliśmy w moim rodzinnym domu dzień wcześniej, żeby było na świeżo. Teraz zaczynam tydzień wcześniej. Lepię uszka i muszę pamiętać, że jedno ma być z niespodzianką. Tak robiono u nas, odkąd pamiętam. Wkładaliśmy a to śliwkę, a to migdała, co tam w rękę wpadło.


Pierogi robimy z kapustą i z grzybkami. Na stole nie może zabraknąć kulebiaka i barszczu z nutką cynamonu, goździka, a wszystko to gotowane jest w specjalnym kompocie z czereśni – mój barszcz ma taki świąteczny smak.

Do ryby u nas serwuje się maślany kołacz i tym już zajmuje się córka Jagoda. Kapusty muszą być koniecznie z ziołami, do kapusty z fasolą musi być tymianek a do tej z grzybami – kminek. Wszystko to jest wg przepisów mojej babci Rozalii, która urodziła się i wychowała w dawnej Galicji. Oczywiście muszą być makiełki z własnoręcznie robionymi. Nasza rodzina zarówno po mieczu jak i po kądzieli ma korzenie małopolskie a ja staram się kontynuować tradycje, które przywiozła do Pleszewa moja babka, kontynuowała je moja mama i ja – teraz przekazuję je mojej córce.

Nakryciem stołu zajmują się moi panowie pod bacznym okiem synowej Lidii. Wieczerzę zaczynamy o 16.00 modlitwą. Wnuk Maksymilian odczytuje fragment Ewangelii o Bożym Narodzeniu.


Przy naszym stole zawsze jest zostawiane miejsce dla zbłąkanego. Nastrój dopełnia żywa choinka, płonący kominek i kolęda ”Oj maluśki , maluśki”, która też przywędrowała z dziadkami z gór. Śpiewamy kolędy i oczekujemy na Gwiazdora…/Bernadeta Gawrońska/

O ciekawych losach rodziny Bernadety Gawrońskiej napiszę oddzielny post.
Wigilia z szopką pod choinką
W mojej rodzinie od kilku lat spędzamy je w siódemkę tzn ja, moja siostra, rodzice, babcia i dziadkowie. Jesteśmy tradycjonalistami – na stole zawsze znajduje się 12 potraw, w tym aż trzy zupy (owocowa z suszu, grzybowa i rybna), bo mama każdemu chce w te święta dogodzić. Oczywiście, wraz z mamą, spędzamy długie godziny w kuchni aby wszystko przygotować. Po Wigilii oczywiście prezenty, a później wspólne śpiewanie kolęd.
Julia podczas próby Scholi Lenartowickiej
Na moim pianinie  czeka na każdego wcześniej przygotowany śpiewnik, aby każdy mógł zaśpiewać wszystkie zwrotki. Choinkę, mamy oczywiście żywą (nie wyobrażam sobie świat bez zapachu choinki w domu!). Najważniejszym jest oczywiście pasterka, na która wszyscy idziemy do naszego parafialnego kościółka o północy.
Mamy też pewną tradycje, która narodziła się gdy byłam jeszcze dzieckiem.
W któreś ze świąt, chorowałam na zapalenie płuc. Tata z dziadkiem, chcąc sprawić mi przyjemność, zrobili razem dość pokaźnych rozmiarów szopkę. Od tego czasu co roku stała pod choinką, co roku przybywali do niej kolejni goście, chcący zobaczyć Jezusa- pastuszkowie, królowie, których moja siostra robiła na zajęciach w zerówce, zwierzątka z zestawu z Lego, pojawiło się i oświetlenie szopki, czy brama wejściowa.
Na jakiś czas tradycja zamarła, ale dwa lata temu szopka przeszła gruntowny remont, a w tym roku do grona gości betlejemskiej groty dołączy kolejny pastuszek wraz ze swoimi kurkami./Julia Piotrowska/
Wigilia z gwiazdorem dziadkiem Zdzisiem
Święta spędzamy zawsze w gronie najbliższej rodziny. Od dziecka pamiętam wieczerze wigilijne z rodzicami, siostrami i swego czasu jeszcze z dziadkami. Przebiegały one zawsze według ustalonego rytuału, zresztą dość popularnego.
Teresa i Zdzisław Marciniakowie z Marysią i Kasią
Najpierw modlitwa prowadzona przez najstarszego mężczyznę w domu, czyli dawniej przez dziadka Zdzisława Marciniaka, a po jego śmierci przez mojego tatę Zenona. Potem czytanie fragmentu Ewangelii św. Łukasza, przywilej zarezerwowany zawsze dla najmłodszego członka rodziny, czyli najpierw mojej siostry Agnieszki, a od 17 lat dla siostry Asi.
Katarzyna, Maria, Agnieszka i Danuta oraz Zenon Rutkowscy

Potem dzielenie się opłatkiem i wspólna wieczerza obfita w różności kulinarne. Zawsze jest karp gotowany i pieczony, groch, kapusta z grzybami, pierogi z serem lub kapustą i grzybami czy makiełki.

A najbardziej tradycyjna w naszym domu jest zupa rybna, przygotowywana każdego roku zgodnie z przepisem mojej prababci. Zupa ta wymaga wielu składników, w tym krwi z karpia, czerwonego wytrawnego wina czy suszu owocowego. Zawsze była przygotowywana przez babcię Teresę Marciniak, teraz już tradycji dochowuje moja mama Danuta.

Po wieczerzy zawsze było śpiewanie kolęd. Z lat dziecięcych pamiętam mamę i babcię siedzące przy pianinie, a od kiedy moje siostry i ja umiemy grać, to my dbamy o oprawę muzyczną Wigilii.

Marysia i Kasia przy pianinie, dalej mama Danuta z Agnieszką

Moja babcia zawsze mówiła, że trzeba głośno śpiewać kolędy, żeby przywołać gwiazdora. I tego gwiazdora najbardziej pamiętam z lat przedszkolnych. Dopiero po latach zorientowałam się, że gwiazdorem był zawsze dziadek Zdzisiu, który po wieczerzy wychodził z domu, jak mówił „musiał pójść do banku na ul. Kraszewskiego (obecnie Bank Spółdzielczy), którego był dyrektorem i sprawdzić czy wszystko jest w porządku”.

Danuta i Zenon z Marysią, Agnieszką i Kasią w czasach, kiedy dziadek Zdzisio chodził "do banku"

Tak naprawdę szedł do garażu, gdzie był przygotowany strój gwiazdora. Dziś wydaje mi się to śmieszne, ale pomysłowość całej rodziny była rozwinięta i gwarantowała, że nie rozpoznamy dziadka. Gwiazdor był oczywiście wymagający, zawsze prosił moje siostry i mnie o zagranie kolędy na pianinie czy recytację wiersza lub modlitwy.

Dziś oczywiście już nie ma dziadków w naszym domu, ale wszystkie tradycje rodzinne staramy się /Maria Rutkowska/

Wigilia pełna kresowych smaków
Święta Bożego Narodzenia obchodzimy bardzo tradycyjnie, z poszanowaniem zwyczajów mających swoje korzenie w dawnej kulturze Kresów Rzeczpospolitej, głównie z okolic Trościańca Wielkiego na Podolu oraz Białostocczyzny (z której ja pochodzę). Oczywiście jest to wszystko na kanwie religijności katolickiej.
Tydzień wcześniej żona Ala i teściowa Zofia wysyłają kilkadziesiąt papierowych kartek świątecznych z życzeniami do bliskich, familii i znajomych. Ja wysyłam oficjalne życzenia świąteczne – przeważnie w wersji elektronicznej – zaprzyjaźnionym urzędom, stowarzyszeniom, parlamentarzystom, radnym.

Alina i Stanisław Małyszkowie

Przeważnie dzień przed Świętami ubieramy dużą, naturalną choinkę i nie kierujemy się przy tym obecnymi modami. Na choince wieszamy bombki i ozdoby mające często po kilkadziesiąt lat. Wieszamy też cukierki, ciastka, ozdoby ze słomy lub papieru, które wykonały dawno temu nasze dzieci, a które są już osobami dorosłymi. Teraz pojawiły się ozdoby zrobione przez wnuczęta.

W Wigilię staramy się nie leniuchować i nie kłócić, by cały przyszły rok nie był taki. Jeszcze kilkanaście lat temu część starszych wiekiem domowników przestrzegała tego dnia postu ścisłego.

Wieczerzę wigilijną staramy się rozpocząć wraz z pierwszą gwiazdką na niebie. Bierze w niej udział zazwyczaj kilkanaście osób, cztery pokolenia rodziny. Przed wieczerzą zapalamy znicze na przydomowej kapliczce, na stoły – pod białe obrusy – układamy siano.
Wieczerzę rozpoczynamy zawsze odczytaniem stosownych fragmentów Nowego Testamentu oraz modlitwą za zmarłych, szczególnie za domowników i tych, którzy ostatnio odeszli do wieczności.
W czasie wieczerzy przeważanie wszyscy są ubrani w stroje wieczorowe. Liczba dań nie jest ściśle określona. Dania wywodzą się przeważnie z tradycji kuchni kresowej, trościanieckiej, wg przepisów śp. cioci Mari Wodeckiej i Teściowej.
Na stole wigilijnym pojawiają się głównie: barszcz czerwony (bez uszek), groch z kapustą, pierogi z kapustą i grzybami, gołąbki z kaszą jęczmienną i kaszą gryczaną, kapusta z grzybami, karp smażony, karp w galarecie, śledź marynowany, ryba po grecku, sos z grzybami, kutia, strucla makowa, piernik, kompot z suszonych owoców.
Wszystko to jest oczywiście własnego wyrobu, podobnie jak chleb (wg receptury śp. Marii Wodeckiej).

Świątecznie...

Oczywiście łamiemy się wcześniej opłatkiem i składamy sobie życzenia. W fazie końcowej wieczerzy przychodzi św. Mikołaj. Zazwyczaj zostawia on worek z prezentami i oznajmia to dzwonkiem.
Nie praktykujemy żadnych wróżb w Wigilię; wspominamy zmarłych, ale nie pozostawiamy wolnego miejsca przy stole. Oczywiście później udajemy się na pasterkę. W I Dzień Świąt stoły cały czas są zastawione i palą się świece. Tego dnia nie chodzimy w odwiedziny.

Jacek, Wojciech i Mateusz

Przeważnie wieczorową porą w dużym gronie śpiewamy kolędy – jeżeli nie jest to czas żałoby, jak obecnie – posiłkując się rodzinnym zespołem akompaniującym, który składa się z: gitarzysty Jacka, organisty i puzonisty Mateusza oraz akordeonisty Wojciecha. Oczekujemy też na kolędników, którzy jeszcze kilka lat temu chodzili po ulicy Zachodniej w Pleszewie /Stanisław Małyszko/

Wigilia pełna wspomnień o dziadku
U nas zawsze jest wspólne z dziećmi ubieranie choinki i pieczenie pierników. Potrawy to tradycyjnie ryby w różnej postaci: oczywiście karp, ryba po grecku, śledź w śmietanie a także kapusty z fasolą i grzybami, pierogi, barszcz. Sianko pod obrusem. Prezenty po kolacji. Do dzieci przychodzi Gwiazdor. Później oczywiście Pasterka.

Jak żył Dziadek Stanisław Szóstak, który pracował w młodości u Taczanowskich w Taczanowie, a do śmierci prawie opiekował się ich kaplicą, zawsze w Pierwsze Święto robiliśmy zdjęcia w kaplicy przy ubranych przez Dziadka choinkach. Z opowieści dziadka o świętowaniu u Taczanowskich zapamiętałam te o urządzanych przez hrabiego kuligach – kiedy konie ciągnęły sanie. Często dziadek wspominał także kolędników, którzy po wiosce chodzili. /Kinga Melka/

Wigilia z zupą rybną i grzybową
Święta Bożego Narodzenia spędzamy tradycyjnie, rodzinnie jak w większości polskich domów. Na kilka dni przed świętami dzieci wypiekają pierniki, a następnie je ozdabiają.

Wspólnie ubieramy choinkę. Wieczór wigilijny spędzamy na przemian – u moich rodziców oraz u mamy żony. Zawsze przychodzi Gwiazdor, który obdarowuje dzieci prezentami. Jeśli chodzi o potrawy wigilijne również są tradycyjne, jednak na naszym wigilijnym stole zawsze znajdują się 2 zupy: zupa rybna, wywodząca się z mojego rodzinnego domu, oraz grzybowa z borowików pochodząca z domu rodzinnego żony. W tej kwestii w naszym małżeństwie występuje podział: ja jem rybną, a żona grzybową. Każdego roku w naszym mieszkaniu znajduje się też jemioła. /Michał Kaczmarek/

Trochę Broniszewic w Malmo
Podczas świąt  celebrujemy polskie i szwedzkie tradycje! W pierwszą niedzielę Adwentu spotykamy się wspólnie z sąsiadami i zapalamy choinkę ! To trwa około dwóch godzin. Pijemy popularny tu w Szwecji Glögg !

Później 6 Grudnia my Polacy obchodzimy św Mikołaja ! 13 grudnia obchodzi się w Szwecji dzień Św. Łucji ”Sankta Lucia” tzw. Święto Światła ! Nasza córka Nelly w tym roku była Św Łucją ! Wszyscy rano zbieraliśmy się w kościele przy szkole i witaliśmy Święto Światła!

Nelly jako Santa Luccia

To bardzo popularna i ważna tradycja szwedzka ! W ten dzień obowiązkowo w każdym domu, w szkołach, zakładach pracy, wszyscy częstowani są bułeczkami z szafranem ! Tzw. ”Lussekatter ” po 13 grudnia w szkołach, zakładach pracy, urzędach są wigilie dla pracowników tzw ” Julbord ”.

Bułeczki z szafranem

Później przychodzą Święta! Wigilia jest w Szwecji dniem wolnym od pracy ! Tak samo jak w Polsce obchodzi się Święta ! Tylko w Kościele Protestanckim nie ma Pasterki !
Jeszcze taka ciekawostka ! Szwedzi rozpoczynają Wigilię o godzinie 14.00, od znanego fimu ” Kaczor Donald”. Wcześniej jedzą wspólnie tzw ” risgröt” to jest budyń ryżowy z sosem wiśniowym !
Dania wigilijne są podobne, ale Szwedzi mają obowiązkowo na stole wigilijnym gotowaną szynkę , EU-budget , śledzie ! Wszystko inne bardzo podobnie!
Na Święta u nas zawsze są pierogi które już od dwóch lat robi córka Nelly !!

 
 Nelly lepi domek z piernika

Pamiętam Święta w Polsce, w Broniszewicach, jak wszyscy zbieraliśmy się u dziadków na wspólnej Wigilii ! Bardzo mi Tego brakuje ! Dlatego jest to ważne dla mnie aby nasze dzieci celebrowały zarówno polskie jak i szwedzkie tradycje !

Proszę mi wierzyć , można połączyć wszystkie tradycje i przeżywać w radości każde Święta ! To zależy tylko od nas samych ! Musimy szanować wszystkich i traktować równo wszystkich ludzi bez względu na pochodzenie, religię, kolor skóry ! Wszyscy jesteśmy ludźmi wolnymi i mamy prawo do swoich wyborów i życia takiego jak chcemy !

Najważniejsze, aby swoim postępowaniem nie krzywdzić innych ! My szanujemy wszystkie polskie i szwedzkie oraz perskie tradycje ! Wczoraj obchodziliśmy 1 Dzień Zimy, co jest tradycją perską.
Nasze dzieci mi w tym tygodniu powiedziały : mamo to nie są takie Święta jak co roku ! Zapytałam dlaczego ? Odpowiedź była: ” bo w tym roku nie jedziemy do Polski i to nie są prawdziwe Święta! ” To mówi samo za siebie ! Mimo że tu się urodzili, wychowali i są zaintegrowani w życie w Szwecji, tęsknią za Polską !
Pozdrawiam gorąco i życzę zdrowych oraz spokojnych Świąt !Wspomnienia, trudno mi jest o nich pisać, łzy napływają same do oczu ! /Bernadeta Lindner Malmo/

Małe bombki na górze, duże na dole
Gwiazdka w moim rodzinnym domu, to w zasadzie finał adwentowych przygotowań. Jako dziecko toczyłam nierówną walkę z cierpliwością i pokorą podczas gruntownego sprzątania, obejmującego każdy zakamarek mieszkania. Każda szafa, półka pucowana była z namaszczeniem, a polerowanie szkła, w tym zastawy stołowej, wymagało ode mnie wielkiej wyrozumiałości wobec mamy. Taki sprawdzian pokory i miłości 🙂

Lekiem na to napięcie był, gdzieś po drodze, Mikołaj wrzucający do butów czekoladowe słodycze. Czekaliśmy na nie i smak czekolady. Naszym dzieciom wydaje się to nieprawdopodobne, ale moje dzieciństwo to czasy, kiedy dostępne słodycze to landrynki w kształcie cząstek mandarynki w różnych kolorach, posklejane ze sobą, wszystkie smakujące tak samo, oranżada w proszku i wyroby „czekoladopodobne”, często produkowane samodzielnie. Po Mikołaju papierki od czekolady pachniały nam jeszcze przez kilka miesięcy. Dla wszystkich dzieci mojego pokolenia to były prawdziwe skarby.


W Wigilię rano ubieraliśmy choinkę. Zawsze żywą. Przyniesioną przez tatę, który ciągnął ją przez mieszkanie do wyznaczonego przez mamę miejsca. Pamiętam jak zostawał za nim mokry od śniegu ślad. Tak, to były białe święta… No i zasady. Małe bombki na górę, duże na dół. Szklane, brokatowe w różnych kształtach, wyciągane ostrożnie z pudełek. Cukierki, pierniki, lameta i łańcuchy. .. Piękna była. Pachnąca.
Zamieszanie w kuchni, pośpiech. Stół wigilijny przygotowany od samego rana. Sianko, dodatkowe nakrycie dla Strudzonego Wędrowca. To było ważne żeby zdążyć przed pierwszą gwiazdką, a tyle pracy. Co roku okazywało się, że ktoś wyjadł część opłatków… Nie mogliśmy się doczekać.

I karpie w wanience. Żywe. Odwiedzane przez dzieci co kilka minut, dotykane zawsze kiedy padło podejrzenie, że nie oddychają, obserwowane, głaskane. Żywa lekcja przyrody.
Kąpiel i do stołu. Galowe ubrania, odświeżone, wyprasowane wisiały już dzień wcześniej. Koniecznie 12 potraw. Dla mnie najważniejsze były wtedy makiełki. Co rok ta sama dyskusja na temat czy chleb też się liczy.
Życzenia. Bardzo wyjątkowe. Bardzo mnie wzruszały. Kiedyś jakoś mniej się mówiło o miłości. Była oczywista. Kiedy słowa padały, miały ogromną wartość.
Wszystko to mam w sercu. I tam zostanie.
Dzisiaj Boże Narodzenie jest na pewno inne. Zmieniły się możliwości i narzędzia. Znak czasów. Mix dwóch domów i tradycji. Choinkę ubieramy szybciej, aby się nią nacieszyć. Co roku powtarzam dzieciom: małe do góry, duże na dole. I co roku kupuję kilka wyjątkowych, szklanych bombek, które są z nami na święta, a kiedyś dam dzieciom z myślą o ich choinkach. Zamiast barszczu jemy grzybową. Pyszną, choć bardzo kaloryczną.


Czekamy na pierwszą gwiazdkę. Zostawiamy miejsce dla Wędrowca. Nadal dyskutujemy czy chleb liczymy do 12 potraw – każdego roku. Nie poleruję szkła. Kupuję takie, którego nie muszę pucować. Opłatki nadal znikają nieco wcześniej. Taka tajemnica…
Niezmiennie zostały też oczekiwanie, tęsknota i radość ze wspólnie spędzonego czasu bez zobowiązań. I życzenia. Z roku na rok moje potrzeby stają się coraz mniejsze, a ważniejsi są najbliżsi. To przede wszystkim dla nich staram się „zresetować” i zapomnieć o troskach.

Tylko od nas zależy, jakie wspomnienia zabiorą ze sobą nasze dzieci do swoich dorosłych domów. /Izabela Świątek/

Skomentuj na Facebooku