Irena Kuczyńska
Najnowsze na blogu

Tak wyglądał Pleszew 50 lat temu, kiedy brali ślub

Czy wiesz, że klikając w reklamy wspierasz funkcjonowanie mojego bloga?

W Pleszewie trwają złote gody par małżeńskich, które brały ślub w 1969 roku.

Złoci małżonkowie odbierają z rąk burmistrza Arkadiusza Ptaka medale za długoletnie pożycie małżeńskie przyznane przez Prezydenta RP. Wspólnie spełniają toast za dalsze szczęśliwe lata.

 Kiedy 50 lat temu się pobierali, chyliła się  ku końcowi epoka Władysława Gomułki, gdzie lodówkę, kanapotapczan i meblościankę brało się na raty spłacane przez rok, a szczytem marzeń był samochód syrenka.

Małżeńskie życie młodzi zaczynali, najczęściej mieszkając kątem u rodziców. Tam przychodziły na świat pierworodne dzieci.

Potem starali się o mieszkania w blokach zakładowych lub spółdzielczych, co trwało lat kilka, bo na miejscu dzisiejszego osiedla Reja w 1969 roku były ogrody i rosła kapusta, a tam gdzie bloki na Mieszka I – rosło zboże. Pewne lokum mieli wojskowi, którzy zapoznawali w Pleszewie swoje żony.

50 lat temu nie było ślubów konkordatowych i ślubowało się dwa razy, raz przed urzędnikiem, drugi raz przed księdzem. Ślub kościelny, niektórzy brali w tajemnicy. Zwłaszcza ci, którzy piastowali stanowiska, woleli nie przyznawać się do praktyk religijnych.

W pleszewskim ratuszu ślubu udzielała Anna Kwiecień, w pleszewskiej farze ks. kanonik Julian Badziński. Wesela zwykle odbywały się w domach panien młodych.

A gdzie młodzi się poznawali w czasach przedinternetowych? Na potańcówkach, wieczorkach, w pracy. W końcówce lat 60. do „obrabiarek” „aparatury” przybyło wielu młodych fachowców z Polski. I znajdowali żony wśród nadobnych pleszewianek.

Ja postaram się przypomnieć jubilatom, ich dzieciom i wnukom, jak wyglądał Pleszew w 1969 roku?

Ponieważ było to trzy lata przed moim przybyciem do Pleszewa, podczas pisania tego posta, posiłkuję się „Dziejami Pleszewa” wydanymi w roku 1989.

Pleszew 50 lat temu był miastem powiatowym. Urzędu starosty nie  było, rządził powiatem Przewodniczący Powiatowej Rady Narodowej, którym  w 1969 roku był Gerard Stachowiak. „Był on zwierzchnikiem aparatu administracyjnego i przedsiębiorstw terenowych”.

Funkcję I Sekretarza Komitetu Powiatowego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, od którego zależało wiele, jeśli nie wszystko, pełnił Alojzy Staszewski.

Siedziba „wiodącej siły narodu” znajdowała się przy ulicy Ogrodowej w białym domku, w którym dzisiaj jest zlokalizowana placówka ZUS.

Sąd i prokuratura mieściły się w budynku przy Placu Wolności, tam gdzie teraz znajduje się Przedszkole nr 3 „Słoneczne” zwane też „po sądzie”. Drugie przedszkole było tam, gdzie teraz jest szkoła muzyczna. Więcej TUTAJ

W 1969 roku Pleszew miał 13 432 mieszkańców, na 100 mężczyzn przypadało 107 kobiet, więc każdy mężczyzna przyjeżdżający do Pleszewa do pracy, zmniejszał tę dysproporcję i był mile widziany.

Wzrastało zatrudnienie w Pleszewskiej Fabryce Obrabiarek przy ul. Fabrycznej, gdzie w 1965 roku rozpoczęto produkcję obrabiarek i tokarek do metalu.

Z końcem roku 1969  sięgnęło 1200 osób, w tym było wielu fachowców przyjezdnych, którzy zasilili też rynek matrymonialny.

Na dwie zmiany pracowała Aparatura czyli Pleszewska Fabryka Aparatury Przemysłu Spożywczego Spomasz, gdzie, podobnie jak w „obrabiarkach” zatrudniono wielu fachowców przyjezdnych. Część z nich została w Pleszewie i założyła tu rodziny.

Wśród par obchodzących złote gody, są małżonkowie, którzy dzięki temu się poznali. No i wojsko. W 1969 roku jednostka wojskowa była w rozkwicie. Panowie oficerowie szukali żon w Pleszewie. Kilka par mieszka do dziś w Pleszewie świętuje złote gody.

W 1969 roku Pleszew był obszarowo niedużym miasteczkiem. Wszystkie osiedla domków jednorodzinnych wokół centrum Pleszewa, wyrosły po roku 1970. Nie było domów pomiędzy Marszewską i Prokopowską, nie było osiedla zwanego Chopina.

Nie było osiedla Mieszka I. Szumiało tam zboże. Nie było  osiedla domków jednorodzinnych zwanego dzisiaj Królewskim.

Ale były  bloki przy ulicy Hanki Sawickiej – dzisiaj Bolesława Krzywoustego, które dla swoich pracowników zaczęła w 1964 roku budować Pleszewska Fabryka Obrabiarek.

Były też bloki miejskie przy ulicy Poznańskiej i potem Zielonej, ale trzeba było mieć szczęście, albo znajomości, żeby mieszkanie w nich otrzymać. Była już spółdzielnia mieszkaniowa, ale miała mało mieszkań i kolejki oczekujących były długie.

Młode pary mieszkały najczęściej kątem u rodziców, którzy pomagali wychowywać im dzieci. W 1969 roku rodziny wielopokoleniowe były najczęściej spotykane.

Mieszkając u rodziców, młodzi odkładali pieniądze na wpłatę do spółdzielni, na mieszkanie, na meble, na sprzęt AGT i RTV. Często brali sprzęt na raty albo korzystali z pożyczek w Kasach Zapomogowo – Pożyczkowych w zakładach pracy.

Ale wracam do życia w Pleszewie w 1969 roku. Nie było problemów z parkingami, ba, nawet parkingów nie było, bo posiadaczy aut prywatnych było niewielu. Na ulicach, zwłaszcza w dni targowe, widać było furmanki z końmi. Wozami wożono też węgiel z bocznicy na dworcu kolejowym.

Regularnie kursowały z Pleszewa Miasta pociągi do Krotoszyna przez Dobrzycę i Kowalew, gdzie – tak jak dzisiaj, była stacja główna. Kasa biletowa w Pleszewie była czynna całą dobę.I można było w niej kupić bilet na wszystkie pociągi.

W dzisiejszym domu kultury była parowozownia, która (łącznie z obsługą dworca) zatrudniała prawie 100 osób.

Był też dworzec PKS na Placu Powstańców Wielkopolskich, z którego jeździły autobusy np. do Poznania, Kalisza  ale też do okolicznych miejscowości. Nie  było obwodnic, wszystkie samochody na Kalisz czy Ostrów jechały przez miasto.

W roku 1969 jeszcze płynął przez Pleszew Ner, ale już chyba planowano jego zakrycie. Wyloty kanalizacji ogólnospławnej szły prosto do Neru, o czym czytam w „Dziejach Pleszewa”. Pewnie dlatego, trzeba było rzeczkę nakryć. Więcej TUTAJ

Mniejszy też był w 1969 roku park miejski, bo na działce przy ul. Bogusza (której wtedy jeszcze nie było), znajdowało się świńskie targowisko. Kiedy przyjeżdżało wesołe miasteczko, tam ustawiano karuzele. W parku jeszcze stały resztki zabudowań Więcej TUTAJ

Autorzy „Dziejów Pleszewa” ubolewają nad słabym zadrzewieniem ulic. Sytuację poprawia tylko wspomniany już park, oddalone od centrum Planty i Ogród Jordanowski, który należy do parafii ale jest ogólnodostępny.

Nie było w 1969 roku ulicy Bogusza. Do Spomaszu dochodziło się ulicą Kochanowskiego lub Słowackiego lub przez park, albo „ścieżką przez ogrody” przy kamienicy „po Sąginie”. Więcej TUTAJ

Osiedla Reja (PPR) jeszcze nie było. Więcej TUTAJ Do Technikum na ulicy Zielonej, które istniało od 1964 roku, trzeba było iść ulicą Poznańską i skręcić w Osiedlową.

W 1969 roku nie  było nowego szpitala i całego osiedla, które w jego okolicy wyrosło. Dzieci dzisiejszych złotych jubilatów przychodziły na świat w starym szpitalu, który zbudowały Siostry Służebniczki na początku XX wieku i który po wojnie im odebrano.

Nie było Muzeum Regionalnego. Najbliższe muzeum było w Kaliszu, bo  w Gołuchowie Zamek Czartoryskich jeszcze nie był Oddziałem Muzeum Narodowego, w dobrzyckim pałacu mieszkali lokatorzy a po tamtejszym parku chodziły kury. Jeśli jestem przy Gołuchowie, to zalewu na rzece Trzemnej, też w 1969 roku nie było.

Czy były jakieś rozrywki? Ależ tak. Lata 60.  były biedne, szare, siermiężne, sukienki szyło się u krawcowych z materiału zakupionego w sklepach z metrażem (kto wie, co to jest?).

Krawcowe szyły też sukienki ślubne a krawcy ślubne garnitury. Zdarzało się, że sukienka ślubna, po obcięciu, służyła za sukienkę balową na pleszewskie zabawy.

Ale  pleszewianie się bawili na wieczorkach, za zabawach, na dancingach w kasynie. Chodzili też do kawiarni. A była w 1969 roku taka jedna 0 kultowa – „Ratuszowa”, w rynku gdzie teraz jest market Dino.

Pracowała tam jedna z pań, która dzisiaj obchodzi złote gody. W „Ratuszowej” była mała kawa w dużej szklance z koszyczkiem i duża kawa w tej samej szklance z koszyczkiem tylko zalana wrzątkiem do pełna.

Tam, w oparach tytoniowego dymu, bo zakazu palenia jeszcze nie było, toczyły się rozmowy także o przyszłym życiu młodych par.

Żeby oddać atmosferę miasta końcówki lat 60. muszę dodać zdań kilka o innych lokalach m.in. „Klubowej”, „Kolorowej” czy „Wielkopolance”, gdzie odbywały się też zabawy.

No i „Restauracja Złoty Miecz” na skrzyżowaniu Poznańskiej i Lipowej. W 1969 roku była kultowym lokalem w mieście.

Było tu elegancko, wytwornie, w wydzielonej kawiarence można było odbywać romantyczne randki.

Wszystkie lokale prowadziły podmioty uspołecznione czyli Powszechna Spółdzielnia Spożywców „Społem” lub Gminna Spółdzielnia „Samopomoc Chłopska”, które prowadziły wszystkie sklepy i punkty usługowe.

Towar w sklepach  był z rozdzielnika, kierował tym wydział handlu w ratuszu. Sklepiki prywatne były rzadkością. Handlowano w nich towarem niedostępnym  w sklepach uspołecznionych, produkowanym w prywatnych warsztatach: wstążeczkami, spinkami, klipsami, broszkami, czapkami, kapeluszami, modnymi szytymi bluzkami.

Ważnym miejscem spotkań towarzyskich były na pewno dwa pleszewskie kina – „Hel” przy ulicy Poznańskiej, które podlegało  Okręgowemu Przedsiębiorstwu Rozpowszechniania Filmów i „Pluton” o największej sali widowiskowej w mieście – piszą autorzy „Dziejów Pleszewa”.

I nie mylą się. W latach 60. sala Domu Parafialnego, który zbudowano w 1934 roku, pełniła funkcję magazynu mebli.

Nie było w 1969 Domu Kultury. Zbudowano go dopiero w roku 1977, kiedy było już gotowe Osiedle Reja, przepraszam, Polskiej Partii Robotniczej, czyli PPR-u.

Ozdobą ulicy Poznańskiej w 1969 roku na pewno była poczta, zbudowana w końcówce XIX wieku. Niestety, były to jej ostatnie lata. Więcej o poczcie TUTAJ

Było o szpitalu ale nie było o podstawowej opiece zdrowotnej. Wszystkie przychodnie dla dorosłych, dla dzieci, poradnia „K”, laboratorium, rehabilitacja, RTG, stomatolodzy,  i inne znajdowały się w dawnym starostwie przy ulicy Poznańskiej. Do dziś ten ponad stuletni gmach nazywany jest „przychodnią”. Więcej TUTAJ

Handel lekami prowadziły dwie apteki: „Pod Orłem” przy Placu Kościelnym i apteka w rynku, które przetrwały do dzisiaj.

No i jeszcze kościoły i cmentarze. Był kościół farny Ścięcia św. Jana Chrzciciela, był kościół Najświętszego Zbawiciela z wydzieloną parafią i św. Floriana. Nie było kościoła Matki Boskiej Częstochowskiej.

Jeśli chodzi o cmentarze, to zmarłych chowano na cmentarzu parafialnym przy ulicy Kaliskiej i przy kościółku św. Floriana.

Przy ulicy Wojska Polskiego był cmentarz ewangelicki, za blokami przy ul. Hanki Sawickiej były resztki żydowskiego kirkuta. Cmentarza komunalnego nie  było.

No i najważniejsze, nie  było lokalnych gazet. Wszystkie informacje o Pleszewie czerpano z „Gazety Poznańskiej”, „Głosu Wielkopolskiego” „Ziemi Kaliskiej”, „Południowej Wielkopolski”, które należały do Robotniczej Spółdzielni Wydawniczej Prasa „Ruch” i miały w nadtytule hasło „Proletariusze wszystkich krajów łączcie się”. Wszystkie artykuły w gazetach przechodziły przez cenzora.

Na  zakończenie może przypomnę nazwy pleszewskich ulic, które obowiązywały w 1969 roku, kiedy znaczek na list kosztował 60 groszy, a na kartkę pocztową czy pocztówkę 4o groszy.

Dzisiejsza ulica św. Ducha nazywała się Kongresu Zjednoczenia, Bojanowskiego – Marchlewskiego, Hallera – nosiła nazwę 1 Maja.

I koniec. Kropka, chociaż można by tak w nieskończoność. Ten tekst może być inspiracją do wspomnień a go napisałam dla jubilatów, żeby sobie powspominali  szaloną młodość w Pleszewie końcówki lat 60.

Zdjęcia z portalu www.pleszew.pl. Także tam znajdą państwo nazwiska złotych małżonków  TUTAJ

Stare zdjęcia Pleszewa – Muzeum Regionalne w Pleszewie

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Skomentuj na Facebooku