Irena Kuczyńska
Region Pleszewski

Taki dzień się zdarza raz na 100 lat!

Czy wiesz, że klikając w reklamy wspierasz funkcjonowanie mojego bloga?

Szkoło, szkoło ma, dziś święto swe wielkie masz. I wszyscy życzymy ci samych pięknych dni – tak śpiewali uczestnicy jubileuszu 100 – lecia Liceum Ogólnokształcącego im. St. Staszica w Pleszewie podczas Gali w Domu Parafialnym.

Ostatni weekend 14 – 15 -16 czerwca 2019 roku należał do absolwentów pleszewskiego liceum. Już w piątek liczna grupa przybyła do Muzeum Regionalnego w Pleszewie, gdzie eksponowana jest wystawa poświęcona 100 – leciu szkoły i gdzie w piątek odbyła się promocja dwóch wydawnictw: „Oni nas uczyli” zawierającej biogramy ponad 300 osób pracujących w liceum od 1919 roku, kiedy to niemieckie gimnazjum przekształciło się w polską szkołę oraz „Księgi pamiątkowej”.

Biogramy są różnej wielkości, jedne rozbudowane, inne bardziej zwięzłe w zależności od tego, jakie informacje udało się autorom pozyskać. Promująca książkę (w zastępstwie dyrektora Andrzeja Szymańskiego, Izabela Wawroska zapowiedziała, że biogramy trafią na stronę internetową szkoły i będą aktualizowane w  miarę pozyskiwania nowych informacji o pedagogach uczących w liceum.

Druga książka „100 lat polskiego Liceum i Gimnazjum im. St. Staszica w Pleszewie Księga Pamiątkowa” zawiera informacje o szkole, nauczycielach, pracownikach, o powiecie, o mieście. A przede wszystkim nazwiska wszystkich absolwentów gimnazjum oraz liceum a było ich 8786.

Są też w książce wspomnienia autorstwa byłych uczniów oraz nauczycieli. Promował ją Ryszard Belak – prezes Stowarzyszenia Przyjaciół Liceum i Gimnazjum im. St. Staszica w Pleszewie, które zjazd z okazji 100 – lecia szkoły organizowało.

W muzeum promowali się również uczniowie liceum, autorzy książki „Życiorysy lokalne”, która powstała we współpracy z Wydziałem Filologii Polskiej Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Pleszewie. Im poświęcę oddzielny post.

Tymczasem zanurzam się w atmosferę świętowania… Z pierwszymi gośćmi zjazdu spotkałam się już w piątek w liceum, kiedy poszłam po swój pakiet zjazdowy. A potem wieczorem w restauracji Frascati, gdzie kilkanaście osób odbywało pierwsze koleżeńskie spotkania.

Ale najważniejsza  była sobota. Na godzinę 10.00 do kościoła farnego zmierzali goście. Była okazja do pierwszych zdjęć. Kiedy w 1972 roku zaczęłam pracę w liceum, Zosia i Marek byli uczniami trzeciej klasy a pani Barbara – absolwentką szkoły – lekarką w przychodni.

Podczas jubileuszowej mszy św. ołtarz w farze otoczyli kapłani – absolwenci szkoły jubilatki. Nabożeństwu  przewodniczył biskup łowicki Andrzej Dziuba – absolwent roku 1968.

Po mszy św.  ze sztandarami na czele, uczestnicy zjazdu przemaszerowali do Domu Parafialnego. Ile  było radości, powitań, uścisków… Spotykam Ulę Kuznowicz z synem Wojtkiem, który wrócił dzień wcześniej z Portugalii gdzie studiuje. Był chyba jednym z najmłodszych uczestników zjazdu.

Przy wyjściu z kościoła para klasowa – Justyna i Piotr. Pozdrawiają mnie od mamy Barbary – absolwentki liceum. Mieszkają w Poznaniu.  Zapewniają, że z bloga www.irenakuczynska.pl czerpią wiedzę o Pleszewie… Jakie to miłe.

Tymczasem na progu Domu Parafialnego czekają na gości licealiści w strojach  z epoki Oświecenia, której przedstawicielem był patron ks. Stanisław Staszic. Tak mi się przynajmniej wydawało. Jest wyłożona  księga pamiątkowa, gdzie można  złożyć życzenia szkole – jubilatce.

Buteleczki z wodą czekają na utrudzonych upałem uczestników zjazdu, z których większość maturę zdawała lat temu 50, 40, 30… Takie roczniki prym wiodły na urodzinowej imprezie.

Zajmowano miejsca na widowni, witano się, pozdrawiano. W pierwszym rzędzie, wśród honorowych gości byli absolwenci najstarsi wiekiem – pani Aleksandra Banasiak, która zdawała maturę w 1950 roku i pan Alfons Kaleta, maturzysta z roku 1951.

Oboje zostali powitani oklaskami a potem w szkole zaproszeni do odsłonięcia pamiątkowej tablicy. Pan Alfons na cześć szkoły napisał okolicznościowy wiersz, który odczytał ze sceny. Pani Aleksandra, która przyjechała z Poznania własnym samochodem (co podkreślał Ryszard Belak), pozdrowiła wszystkich uczestników zjazdu ale swoich lat szkolnych nie wspominała.

Czas naglił a program spotkania był napięty. Prezes Belak dziękował uczestnikom zjazdu za obecność,  sponsorom (ich nazwiska są w książce pamiątkowej) za finansowe wsparcie, dyrektor Lilla Deleszkiewicz  mówiła o szkole – jubilatce, zwłaszcza o wielkiej modernizacji budynku i o współpracy z wyższymi uczelniami, starosta Maciej Wasielewski podkreślał, że pleszewskie liceum kończyła jego żona i obaj synowie. Wręczył też dyrektorce czek na 6000 zł. Prawdopodobnie na nowy komputer.

Burmistrz Arkadiusz Ptak – absolwent liceum mówił o walorach miasta Pleszewa, w którym od 100 lat funkcjonuje liceum. Wójt Gołuchowa Marek Zdunek – absolwent liceum 1976, w imieniu samorządowców, którzy też dołożyli swoje cegiełki do organizacji  zjazdu, wspominał swoje szkolne lata, mówił o nauczycielach i wzruszył mnie słowami o lekcjach języka rosyjskiego. Dziękuję  Ci Marku, to było bardzo miłe.

Sympatycznym akcentem były kwiaty dla byłych dyrektorów:  Stanisława Janiaka i Izabeli Wawroskiej oraz nieobecnego  z powodu choroby Andrzeja Szymańskiego.

A potem był koncert. Prowadzili go dwaj panowie: Robert Kulig – absolwent Staszka i nauczyciel historii oraz  Paweł Myszkowski – absolwent liceum rok 1990. Robert Kulig przypomniał kilka faktów z historii szkoły od czasów pruskich począwszy, poprzez pierwszą maturę, reformę jędrzejewiczowską (1933 rok) zmieniającą gimnazjum w liceum.

Paweł – kuzyn Roberta, wspominał czasy swojej edukacji w Pleszewie, kiedy mieszkał u wujostwa Lidii i Andrzeja Kuligów przy szkole i przez cztery lata byli oni dla niego najbliższą rodziną a Robert bratem.

Mówiąc o latach szkolnych,  wspomniał też o lekcjach rosyjskiego.  I wzruszyłam się po raz kolejny tego dnia mnie.  Wtedy rosyjski  był w szkole z przydziału a nie z wyboru.

Pamiętam „Bola”, bo taką miał ksywę Paweł Myszkowski. Tę jego wiecznie uśmiechniętą  buzię, która mu pozostała do dzisiaj. Pamiętam wielu absolwentów szkoły.

Kiedy się rozglądałam po sali, a wcześniej po kościele, rozpoznawałam twarze, zwłaszcza oczy, uśmiechy. Nauczyciele tak mają, wszystko zapisane gdzieś w głowie jak na twardym dysku i przy spotkaniach rozpoznają osoby, sytuacje.

Obok mnie w sali siedział Marek Góralczyk, absolwent liceum 1966 ale mi znany bardziej jako nauczyciel języka polskiego w pierwszym roku mojej pracy w liceum. Z drugiej strony – Ludwik Trzęsicki – absolwent 1966, ale dla mnie mąż mojej przyjaciółki śp. Doroty Trzęsickiej – nauczycielki fizyki w latach 1974 – 2000.

Dalej Rutkowscy Danuta i Zenon – klasowa para, rodzice czterech fantastycznych córek, z których najstarsza Maria miała za  moment wystąpić w koncercie absolwentów.

I jeszcze w tym samym rzędzie  co ja, Czesław Szymoniak – matura 1976, z burzą ciemnych loków, które przetrwały do dziś. Z przodu przed nami –  kolejna para klasowa Magda i Roman Pisarscy.

Gdzieś za mną Danusia i Ania, dziewczyny z  mojej klasy, matura 1980. Potem spotkam je w szkole. Były  zawiedzione, że tylko one dwie reprezentują całą klasę.

Z tyłu rozpoznaję też twarze osób,  które dzień wcześniej bawiły się we Frascati. Śpiewający barytonem „Gaude Mater” mężczyzna,  okazuje się bratem śp. Jana Szadzińskiego.

Tymczasem zaczynają się występy, na początek pianistka  Maria Rutkowska, potem Violetta Kuchta, której zjawiskowy głos pamiętam z lat jej nauki w liceum. Violetta śpiewa a ja przymykam oczy i odpływam… Widzę aulę liceum i małą dziewczynkę śpiewającą kolędy. I nasze zdumienie, że ktoś tak może śpiewać. Kolejny występ Dominiki Waliszewskiej – młodziutkiej wykonawczyni, również obdarzonej pięknym głosem. Towarzyszy jej kolega przy fortepianie.

Potem Dorotka Wróblewska i zupełnie inne śpiewanie, też piękne. Gdzieś z tyłu za mną siedzi mama Dorotki Jola, którą pamiętam jako uczennicę liceum. I pewnie obciera łzy…I Katarzyna Zawada – znana z własnych aranżacji piosenek Anny German czy ostatnio Violetty Villas. Jej głos, wzmocniony mikrofonem, przebija mury sali Domu Parafialnego i rozlewa się daleko po ogródku jordanowskim.

Na koniec występ szkolnego chóru Consonans pod batutą Aliny Fabisiak i Paweł Myszkowski. Mistrzowski zespół kontynuuje tradycje chóralne „Staszka” i jest dumą szkoły.Przed wyjściem z sali wybrzmiewa jeszcze hymn zjazdowy, napisany z okazji któregoś z poprzednich zjazdów. Z wielkim zapałem został odśpiewany. Kartki z tekstem organizatorzy umieścili na krzesłach.

Przy wyjściu z sali spotykam Violettę. Wykłada na wydziale medycznym Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Pleszewie. Obserwuję ją na portalu społecznościowym. Jestem z niej dumna.

Tak jak z wielu moich uczniów, którzy robią tyle pożytecznych rzeczy, piastują odpowiedzialne  stanowiska, urzędy, grają w filmach, oddają się działalności artystycznej, prowadzą biznesy, działają w samorządach i w polityce. Dzięki Internetowi widzę ich i kibicuję im. Zapraszają mnie do znajomych.

Ale już formuje się pochód z orkiestrą dętą z Marszewa na czele, ze sztandarami. Idziemy przez pleszewski rynek, który już opustoszał. Słońce praży niemiłosiernie. Nad nami lata dron i robi nam zdjęcia. Na Poznańskiej jest trochę cienia. Więcej ludzi, stoją i do nas machają.

Przed wejściem do szkoły zatrzymujemy się. Trzeba odsłonić tablicę upamiętniającą 100 – lecie liceum. Za wstążeczki pociąga Ryszard Belak, Lilla Deleszkiewicz, starosta Maciej Wasielewski, Adela Grala – Kałużna – szefowa Rady Miejskiej, absolwentka 1970, burmistrz Arkadiusz Ptak i wspomniani już najstarsi absolwenci szkoły.

Warto dodać, że sponsorem tytularnym tablicy był Urząd Miasta i Gminy Pleszew z burmistrzem Arkadiuszem Ptakiem na czele.

Każdy z obserwujących scenę odsłonięcia tablicy, która może się zdarzyć  raz na 100 lat, próbował ją uwiecznić własnym smartfonem. Kiedy wstążki opadają, zrywa się burza oklasków. To nasza Alma Mater świętuje setne urodziny. Nie ma w Pleszewie, a może nawet w powiecie rodziny, która nie posyłała w ostatnim stuleciu swoich dzieci czy wnuków a może i prawnuków na Poznańską 38.

I wreszcie można wejść do szkoły. W sędziwych murach jest chłodno, miło. Wszystko przygotowane na przyjęcie gości. Na korytarzach stoją tablice ze zdjęciami, wiszą zdjęcia na klamerkach, pamiątkowe tabla, w izbie tradycji pamiątki, kroniki. Wszędzie uprzejmi i mili uczniowie Staszka, gotowi pomóc starszym kolegom i nauczycielom.

W każdej sali czeka na gości tort z logo zjazdu. To (oraz wiele innych spraw) niewątpliwa zasługa Marii Ozdowskiej, która w organizacji Zjazdu dzielnie wspierała prezesa Ryszarda  Belaka.

Na nauczycieli czeka tort w pokoju nauczycielskim. Chcemy zająć swoje dawne miejsca, ale wszystko się tu pozmieniało.

Gości nas Ewa Dąbkiewicz, jest Małgorzata Maciaszek, Elżbieta Garbarczyk, Teresa Szymczak, Danuta Blandzi, Stanisław Janiak, Aleksander Kula, pierwszy nauczyciel angielskiego Mirosław Milczarek i Krystyna Mrowicka, która uczyła polskiego w latach 1972 – 1976.

Wspominamy, opowiadamy, rozglądamy się. Kręcimy się po szkole. Większość nauczycieli liceum to absolwenci tej szkoły, idą do swoich kolegów. Ja szukam moich uczniów, na swoje świętowanie jubileuszu liceum pojadę we wrześniu do Szamotuł.

Zaglądam do klas, gdzie nie ma już starych tablic z kredą, którą wdychałam przez 32 lata i co pozostało w moich płucach. Tak przynajmniej mówi foniatra.

Nowe białe tablice z pisakami, komputery w klasach, ławeczki na korytarzach. Tak ładnie  nigdy w szkole nie było. Czyściutko, przyjemnie. Aż chce się przysiąść i popatrzeć na przelewające się tłumy.

Wieczorem  biesiada w restauracji Baks. Przy stolikach absolwenci pogrupowani rocznikami. Zespół Nadir gra przeboje z dawnych lat. Na parkiecie wirują pary i nie nie tylko. Tańczą wszyscy razem jak w dyskotece i cieszą się. I tak do świtu prawie. Z przerwami na posiłki i tort jubileuszowy.

Jest okazja do rozmów. Do naszego nauczycielskiego stolika dosiadają się absolwenci. Rozmowom i wspomnieniom nie ma końca.

Przy stoliku obok dwie fantastyczne dziewczyny – Kasia i Gosia z IV B – rocznik matury (chyba) 1984. Przyjechały do Pleszewa z daleka. Nim dotarły z hotelu do szkoły, ja już byłam w innym miejscu w kręgu innych wspomnień. Teraz się spotkałyśmy i ze wzruszeniem wspominałyśmy lata spędzone razem w szkole.

Ojciec Kasi – Kazimierz Wypuszcz był nauczycielem matematyki w naszym liceum. Miałyśmy sobie tyle do powiedzenia. Wszystkie trzy…

W niedzielę przed południem zaglądam do szkoły. Chcę obejrzeć wystawę twórczości naszych absolwentów. Wędruję od gabloty do gabloty, od obrazu do obrazu, od rzeźby do rzeźby. Zatrzymuję się przy gablocie z wydaniami „Gazety Pleszewskiej” poświęconymi Hannie Suchockiej, której powierzono misję tworzenia rządu w lipcu 1992 roku. „Nasza Hania” na zjazd nie dotarła, ale w świadomości uczniów liceum i absolwentów powinna funkcjonować. Szczegóły TUTAJ

Potem jeszcze spaceruję po korytarzach cichych po wczorajszym gwarze. Na półpiętrze chwila zadumy przy nazwiskach dyrektorów liceum, potem nauczycieli i uczniów, którzy zginęli w czasie II wojny światowej.

Na parterze przy stole siedzi Ryszard Belak przeglądając kronikę, w której goście zjazdowi pozostawili swoje wpisy z życzeniami dla pleszewskiej Alma Mater. Towarzyszy mu Wiktor  Biliński – absolwent liceum i długoletni nauczyciel języka francuskiego oraz Nina Kasperska z sekretariatu z koleżanką. Pozdrawiam ich i wychodzę na zalane słońcem schody.

Robię sobie fotkę pod tablicą upamiętniającą 100 – lecie szkoły, z czego 32 lata  były  moje.

PS. Koledzy z liceum z dyrektorkami Lillą Deleszkiewicz i Łucją Kasperską na czele, pięknie przygotowaliście szkołę na przyjęcie gości. Jestem pod wrażeniem.

Zdjęcia i filmiki z uroczystości 100 lecia liceum znajdziecie na fanpage szkoły TUTAJ

TUTAJ  link do fanpage Absolwenci Staszka

Czytaj też artykuły związane z liceum
Chwila zadumy nad starym licealnym zdjęciem
Wspomnienia szkolnego mundurka
Pierwsza matura w pleszewskim Staszku
Pierwsza klasa jak pierwsza miłość
50 lat po maturze napisali o sobie książkę
Co się stało z naszą klasą
Wirtualny spacer po grobach nauczycieli
28 lat temu uczyli w liceum

 

 

 

 

 

 

 

Skomentuj na Facebooku