Irena Kuczyńska
Najnowsze na blogu Z historii

Trzynastego grudnia roku pamiętnego w Pleszewie

Wspomnienie Stanu Wojennego w Pleszewie

W niedzielę 13 grudnia 1981 roku Polacy włączyli o 9.00 rano telewizory na Teleranek i zobaczyli na ekranie generała Wojciecha Jaruzelskiego szefa Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego.

Głosił przemówienie „do obywateli i obywatelek” poprzedzone i zakończone Mazurkiem Dąbrowskiego. Mówił o wprowadzeniu stanu wojennego, o jawnym dążeniu „Solidarności” do całkowitego rozbioru socjalistycznej  polskiej państwowości i o internowanych.

foto Wiekdwudziesty.pl

Ci, którzy wcześnie wstali, już to usłyszeli o 6.00 rano w radiu i próbowali skontaktować się z rodziną czy ze znajomymi.  Ale łączności międzymiastowej już nie było. Od późnego wieczora dnia poprzedniego, urząd telekomunikacji, który mieścił się  za pocztą przy ul. Poznańskiej w Pleszewie, był obstawiony przez żołnierzy pleszewskiej jednostki. Wszystkie telefony były na podsłuchu, o czym lojalnie informowano tekstem: „rozmowa kontrolowana”.

Miasto Pleszew było białe i wymarłe. Leżał śnieg, po ulicach jeździły pługi śnieżne. Na drogach wjazdowych do Pleszewa stało po 3 – 4 zomowców, leżały kolczatki i stały milicyjne suki.

Tymczasem przemówienie generała było powtarzane o 10.00, o 12.00 i o 14.00. Pomiędzy przemówieniami była przerwa w nadawaniu programy TV. Dopiero po 12.00 umundurowani spikerzy zapowiedzieli pierwszą audycję, którą był … Magazyn Wojskowy.

Z książki Edwarda Kubisza „Solidarność Ziemi Pleszewskiej 1980 – 1990” wynika, że około godziny 6.30 został w Pleszewie aresztowany i przewieziony na Komisariat Milicji Obywatelskiej Bogdan Adamkiewicz – frezer z Fabryki Obrabiarek.

Promocja książki Edwarda Kubisza – opartej wyłącznie na żródłach

Wg Komendy Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej  podstawą do internowania były materiały operacyjne świadczące o jego aktywności w strajku w sierpniu 1980 roku. Przed południem odwieziono pleszewianina do Ostrowa Wlkp. do aresztu śledczego przy ul. Obrońców Pokoju 2. Przetrzymywano go tam do połowy stycznia.

Cela liczyła 25 m2. Obite blachą drzwi z judaszem. Drugi judasz w ścianie. Dwa zakratowane okna. Pod jedną ze ścian kran z zimną wod, umywalka, obok sedes kibla nie oddzielonego niczym od pomieszczenia – wspominał internowany.

Tymczasem w telewizji wbijano Polakom do głowy, co wolno, a czego nie wolno. Po pierwsze, godzina milicyjna od 22.00 do 6.00 rano. Po drugie,  zakaz opuszczania miejsca zameldowania. Osoby, które planowały wyjazd do rodziny na Boże Narodzenie,  mogły to uczynić z przepustką, którą miały wydawać urzędy miejskie i gminne.

Po trzecie zawieszono zajęcia w szkołach i na uczelniach. Po czwarte  zawieszono wydawanie wszystkich gazet, zawieszono też działalność  wszystkich samorządów pracowniczych oraz związków zawodowych, zarówno Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”, jak i wszystkich związków branżowych.

Docierały informacje o  internowaniu liderów „Solidarności”. Uwięziony został Przewodniczący „Solidarności” Lech Wałęsa. Przez cały dzień słuchało się z jednej strony reżimowej telewizji, z drugiej strony zagłuszanego Radia Wolna Europa, żeby dowiedzieć się prawdy o tym, co się stało. I jak to komentują zagraniczne wolne media.

Po Pleszewie już od rana chodziły patrole złożone z zomowców czyli funkcjonariuszy Zmotoryzowanych Oddziałów Milicji Obywatelskiej. Powoływano do nich zwyczajnych obywateli, nierzadko członków „Solidarności” wcielonych w szeregi ZOMO czy ROMO (Rezerwowe Oddziały Milicji Obywatelskiej), a tam zmuszanych do obrony „chwiejącego się porządku” – pisze Edward Kubisz.

W niedzielę 13 grudnia kurierzy dostarczyli im specjalne wezwania – najczęściej tylko ustne do stawienia się na Komendzie MO w Kaliszu. W zdecydowanej większości byli tam dowiezieni samochodami MO. Na miejscu  otrzymali karty mobilizacyjne i znienawidzone przez społeczeństwo mundury.

Tak było w przypadku Henryka Świerkowskiego z Pleszewskiej Fabryki Obrabiarek, który  w 1981 roku mieszkał w Pieruszycach i w niedzielę 13 stycznia wracał z rodziną z mszy św. w kościele w Żegocinie.

Zatrzymał mnie milicjant Urbaniak z posterunku w Czerminie i powiedział, że jest stan wojenny, wszystko odcięte, zablokowane, a ja mam z nim jechać na komendę. Nie miał żadnego wezwania na piśmie. Pytał, czy idę zaraz, czy chcę się w domu pożegnać. Pytał też, co mówił ksiądz Wojciechowski na kazaniu – relacjonował Henryk Świerkowski. Do domu wrócił na Wielkanoc.

O tym, jak wyglądała służba w ROMO  (Rezerwowe Oddziały Milicji Obywatelskiej), napisał Henryk Świerkowski w artykule zamieszczonym w książce Edwarda Kubisza. Można przeczytać w tym linku: Jest stan wojenny, a Ty Heniu jedź na komendę

13 grudnia był bardzo trudny dla związkowców.  Zdzisław Skałecki został wysłany do Zarządu Regionu NSZZ „Solidarność”  do Kalisza, wrócił z niczym, bo siedziba Zarządu Regionu była strzeżona przez milicję.  Mieczysław Marciniak pojechał do Zarządu Regionu Wielkopolska do Poznania, ale tam już też było wszystko spacyfikowane.

Krzysztof Szac razem z kolegami z Międzyzakładowej Komisji Koordynacyjnej NSZZ „Solidarność” próbowali wynosić ze starej  siedziby w Domu Kultury  wartościowe rzeczy i dokumenty. Nie wszystko zdołali wynieść. To co zostało,  później zarekwirowali  milicjanci. Nigdy tego nie odzyskano. Sztandar związku, na szczęście, zabrano i ukryto w Domu Sióstr Służebniczek.

Wieczorem w niedzielę liderzy pleszewskiej „Solidarności” spotkali się na mszy św. w farze. Na szefa „Solidarności” Krzysztofa Szaca wracającego z kościoła o 19.30, czekała milicja. Wrócił z przesłuchania późnym wieczorem. Jego zastępca Stanisław Kuczyński został wzięty na przesłuchanie z domu.

Prawdziwa „wojna” zaczęła się 14 grudnia, kiedy przewodniczącego Komisji Zakładowej  „Solidarności” Edwarda Kubisza i wiceprzewodniczącego  Antoniego Zgorzelaka, na polecenie dyrektora naczelnego Fabryki Obrabiarek, nie wpuszczono do zakładu. Wręczono im karty „urlopu okolicznościowego do odwołania” i w asyście komendanta Zakładowej Straży Pożarnej Ludwika Świderskiego wyprowadzono z zakładu.

Podobnie postąpiono z szefem „Solidarności” w Fabryce Aparatury Tadeuszem Włodarczykiem. Jego zastępcę Bolesława Brajera zostawiono. Krzysztof Szac, jako oddelegowany do pracy w pozazakładowych strukturach „Solidarności”, nie mógł wrócić do firmy, bo nie miał żadnego dokumentu, że jest pracownikiem zakładu.

Dzień po ogłoszeniu stanu wojennego zrezygnował z funkcji Sekretarz Komitetu Miejsko – Gminnego  Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej Jan Reiwer (był członkiem „Solidarności”), funkcję tę powierzono Mieczysławowi Rybce.

Komisarzem – pełnomocnikiem Komitetu Obrony Kraju na terenie Miasta i Gminy Pleszew ustanowiono dotychczasowego Dowódcę Terenowej Grupy Operacyjnej majora Ryszarda Wilińskiego. Rządzili razem z Naczelnikiem Miasta i Gminy Pleszew Mieczysławem Kołtuniewskim, były narady i planowano każdy dzień.

14 stycznia Naczelnik MiG Pleszew Mieczysław Kołtuniewski wezwał kierownika wydziału komunikacji Stanisława Matuszczaka, wypisał mu przepustkę na poruszanie się po terenie i wysłał na objazd wsi  z informacjami o przepisach stanu wojennego. Telefony przecież nie działały.

Od poniedziałku 14 grudnia, z upoważnienia naczelnika, Matuszczak prowadził reglamentację paliwa w gminie. Wydawał talony i rozliczał stacje paliw. Na trzy miesiące należało się 20 litrów paliwa na samochód. Nie wszyscy byli zadowoleni.

14 grudnia problem mieli pracownicy Aparatury, którzy rozpoczynali pracę o godzinie 6.00. Musieli wyjść lub wyjechać z domu nawet godzinę wcześniej a przecież nie mieli przepustek.

W poniedziałek 14 grudnia wszystkie pleszewskie kioski „Ruchu” wyglądały jak po spaleniu. Z gazet można było kupić tylko „Żołnierza Wolności”. Dzienniki się nie ukazały, a tygodniki wycofano.

14 grudnia  w szkołach rozpoczęły się przedterminowe wakacje. Na znak protestu przeciwko wojnie, ówczesny wicedyrektor Liceum Ogólnokształcącego im. St. Staszica Andrzej Szymański oddał legitymację członka Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Natychmiast został pozbawiony stanowiska. Uczył historii a brakujące godziny do etatu uzupełniał wychowaniem fizycznym.

Godzina policyjna była uciążliwa także dla nowożeńców. – Mieliśmy dwie przepustki dla siebie i dwie dla gości in blanco, żebyśmy mogli jechać z przyjęcia u Baksa do domu się przebrać. Na rynku zatrzymała nas milicja – wspominała kilka lat temu  pani Ewa Pluta, która w stanie wojennym brała ślub w farze.

Pamięta, że materiał na garnitur i na suknię ślubną był na kartki. – Kartek na obrączki i na buty nie braliśmy, bo pierścionki mąż kupił wcześniej a buty znajoma przywiozła z Niemiec. Suknię ślubną sprzedałam zaraz po weselu za 100 złotych. Roman Z. kupił ją od ręki – opowiadała pleszewianka.

A oto wspomnienia nieżyjącego już Jerzego Całki, który w 1981 roku pracował w milicji. Kiedy ogłoszono stan wojenny ale i wcześniej był po drugiej stronie barykady, czyli "tam gdzie stało ZOMO".Wspomnienie milicjanta 

Nie wszyscy w Pleszewie, jak i  nie wszyscy w Polsce pogodzili się z tym, co się w kraju działo. Już 15 grudnia pojawiły się w Pleszewie pierwsze ulotki. Funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa  starali się łapać kolporterów na gorącym uczynku.

Wiekdwudziesty.pl

 16 grudnia podczas  pacyfikacji kopalni „Wujek” dziewięciu górników zginęło a 21 zostało rannych. Pierwsze święta wojenne były biedne i smutne. Pleszewianie nosili blachy z plackami do piekarni. Piekarze nie zawsze się wyrobili do 22.00. Trzeba było chyłkiem zmykać do domu, albo nocować w piekarni.

Żeby wyjechać na Boże Narodzenie z Pleszewa do rodziców do Ostroroga w pow. szamotulskim, musiałam załatwiać całej rodzinie przepustki w pleszewskim magistracie.

Każdego roku 13 grudnia pod tablicą „Solidarności” na Murze Pamięci przy kościele Ścięcia św. Jana Chrzciciela dawne wiarusy „Solidarności” składają kwiaty. Przyłączają się do nich władze miasta i powiatu. Tak też będzie dzisiaj.

Krzysztof Szac, Zdzisław Skałecki, Kryspin Kuberka, Andrzej Jędruszek, Arkadiusz Ptak

O tym, jak żyli pleszewianie w latach 80. jaka praca organiczna się odbywała, jakie stowarzyszenia  i grupy działały, jak utrudniano życie tym, którzy w nich działali  – będę jeszcze na blogu pisać.

Dzisiaj o O licealistach, którzy nosili oporniki 

 

 

 

 

 

 

Skomentuj na Facebooku