Irena Kuczyńska
Z historii

Niemcy wysadzili w powietrze kościół w Gołuchowie

chcieli budować dom partii

Czy wiesz, że klikając w reklamy wspierasz funkcjonowanie mojego bloga?

Pięć miesięcy zajęło hitlerowcom  burzenie kościoła w Gołuchowie. W marcu 1942 roku świątyni już nie było.  Parafianie uratowali część wyposażenia. Po wojnie kościół odbudowali.

Kościół przedwojenny, wyżej zdjęcie parafian przed kościołem,  foto ze strony parafii w Gołuchowie

Zaczęło się od modlitewników
Prześladowanie wierzących mieszkańców Gołuchowa rozpoczęło się w lipcu 1940 roku, kiedy do wioski przyjechał komisarz gminny Erhard Rosbander. Z zamieszczonych  na stronie internetowej Parafii Matki Boskiej Wniebowziętej w Gołuchowie wspomnień Wacława Lewandowskiego, w czasie wojny kierownika poczty, komendanta oddziału AK „Gronostaj” wynika, że już we wrześniu komisarz zaczął odbierać Polakom książeczki do nabożeństwa, które zawierały modlitwę za Ojczyznę lub Modlitwy do Królowej Korony Polskiej.  Nieliczni parafianie oddawali książeczki na posterunku żandarmerii, gdzie potem były palone. Nadgorliwością wykazywał się żandarm Paul (Stanisław) Wdowik – czytamy w historii parafii.   Rosbander zaczął ograniczać nabożeństwa w kościele, usuwał na wioskach krzyże i figurki. Proboszcza ks. Zygmunta Powela przeniesiono  do Kucharek, administrowanie kościołem powierzono proboszczowi z Jedlca ks. Ignacemu Wachowiakowi.

Zdjęcie kościoła bez kopuły

Przyszedł czas na kościół
Wtedy też Rosbander ogłosił, że trzeba przebudować drogę przez wieś, a miejsce gdzie stoi kościół,  znakomicie nadaje się na dom partii. Wysunął pomysł zburzenia kościoła, który stał tu od 1612 roku. Wybudował go z palonej cegły, z wieżą, Wacław Leszczyński – kanclerz koronny, generał wielkopolski, który otrzymał w rodzinnych działach majątek w Gołuchowie.  13 września 1941 roku, ks. Wachowiak otrzymał informację, że nazajutrz, w niedzielę mszy św. w gołuchowskim kościele nie będzie.  W poniedziałek 15 września, na rozkaz Rosbandera, Franciszek Mikołajczyk poszedł  po klucze do kościelnego Andrzeja Włodarczyka. Gołuchowianie, przeczuwając, że nadchodzi najgorsze, zabierają się za wynoszenie z kościoła cennych przedmiotów.

Parafianom sprzyjała burza
Aleksander Liebert
w ,,Opiekunie”‚ z dnia 18 XII 2013 roku pisze, że ,,parafianom sprzyjała  burza, która się w tę noc rozpętała i zatrzymała Rosbandera  w domu”. Ludzie nie tylko ratowali sprzęt, ale po raz ostatni wysłuchali mszy św. w swoim kościele, przyjęli też komunię św. Proboszcza z Kucharek przywiózł Jan Jędrasik. Zgodę na mszę św.  od sekretarza starostwa uzyskał Józef Krzyżanowski.  Po mszy św. rozpoczęło się wynoszenie z kościoła części umeblowania i wyposażenia. W historii parafii odnotowano nazwiska parafian, którzy przez całą noc pracowali. Byli to: Bolesława Świerkowska, Maria Maćkowiak, Maria Majchrzak, Maria Zajączek, Andrzej Włodarczyk, Helena Szymoniak, Helena Owczarkówna z Jedlca, Stanisława Szymoniakówna, Maria Mikołajczykówna, Emilia Matyjasikówna, Elżbieta Mikołajowa, Walenty Dymny i Ignacy Dymny. O relikwiach św. Walentego przechowanych w czasie wojny przeczytasz w tym linku.http://irenakuczynska.pl/wiecie-ze-goluchowie-sa-relikwie-patrona-zakochanych/

Cenne rzeczy ukryto
Rzeczy wyniesione z kościoła trzeba było segregować. Część trzeba było oddać Niemcom, którzy się tego domagali.  I tak na przykład zamiast cennej monstrancji, Niemcy dostali relikwiarz św. Anny. Józef Pawelczyk, podczas rozbierania ołtarza głównego uratował cudowny obraz Matki Boskiej.  Rzeczy wyniesione z kościoła przechowywały w swoich mieszkaniach  Bolesława  Świerkowska i  Maria Maćkowiak. Część rzeczy ukryto w stodole przy plebanii. Metalowe skrzynie do przechowywania wartościowych rzeczy, dostarczono z dworu do pani Stachowiak na Dybulu. Siedmioosobowa komisja  sporządziła  dwie listy: jedną oficjalną rzeczy przekazanych Niemcom i drugą  gdzie spisano rzeczy przekazane Niemcom.

W ogrodzie, w parku i na cmentarzu
Najcenniejsze rzeczy, ukryte w metalowej skrzyni, Walenty Dymny z Józefem Lubońskim  zawieźli do Dymnych i zakopali w ogrodzie.  Druga skrzynia, jak już wspomniałam, trafiła na Dybul, gdzie została zakopana. Cięższe rzeczy woził na Dybul mleczarek  z Turska. Drobniejsze przedmioty rozdano do przechowania parafianom. Najwięcej przechował u siebie Stanisław Maruszewski z Wszołowa. Świece i drobne przedmioty zakopano na cmentarzu.

Kościół bez wieży

Nikt nie chciał zdjęć krzyża
Nazajutrz rano wezwano gołuchowian do przymusowej rozbiórki 300 – letniej kopuły kościelnej wieży. Nikt nie chciał zdjąć krzyża. Mimo gróźb. W końcu ktoś krzyż zdejmuje. Ludzie rozbierają kopułę. Dzwon spuszczono, a drewniane konstrukcje zepchnięto.  21 września 1941 roku, spędzono parafian do wynoszenia organów. Wszyscy, powyżej 12 roku życia, byli zmuszani do prac przy rozbiórce kościoła.  Za uchylanie się od prac, nakładano dotkliwe kary pieniężne relacjonował – Wacław Lewandowski.

Edhard Rosbander w ruinach kościoła

Wysadził kościół w powietrze
21 września 1941 roku gołuchowian obudziły odgłosy wybuchów. A to Erhard Rosbander zaczął burzyć ich kościół za pomocą środków wybuchowych. Niektórzy z daleka z przerażeniem obserwowali, jak zawala się wieża i rozrywa mury świątyni, w której  kilka pokoleń gołuchowian chrzciło swoje dzieci, zawierało związki małżeńskie, żegnało umarłych, modliło się podczas mszy św. Ludzie podchodzili bliżej i nie wierzyli własnym oczom. W kronice czytamy, że 4 października rozsadzano mury świątyni. I znów ludzie przeżywali. Niszczenie świątyni trwało. Zima zatrzymała na chwilę proces ostatecznej dewastacji. 5 lutego 1942 roku, jak wspomina Wacław Lewandowski, rozsadzano resztki świątynnych murów. Podobno podchmielony Rosbander plecami spychał cegły. Gruz z kościoła trafiał w drogi, a niektórzy Niemcy utwardzali sobie nim podwórka.

Ruiny kościoła

Zrównał kościół z ziemią i … zmarł
Niszczyciel gołuchowskiego kościoła Erhard Rosbander domu partii na miejscu kościoła nie wybudował, ale zrównał kościół z ziemią. Nie doczekał jednak końca wojny. Zmarł śmiercią naturalną, po długiej i ciężkiej chorobie. Po wojnie gołuchowianie zaczęli kościół odbudowywać. 15 października 1946 roku funkcję proboszcza parafii w Brzeziu i w Gołuchowie biskup gnieźnieński powierza ks. Stanisławowi Grzesiakowi, który  wraz z parafianami, świątynię odbudowuje. Tylko jej wejście jest od strony parku, a nie jak w zburzonym kościele, od drogi Kalisz – Poznań. Do świątyni wracają przechowywane przedmioty. Do 1961 roku, msze św. odbywają się w sali kolumnowej gołuchowskiego zamku.

Przy pisaniu posta korzystałam z wpisów na stronie internetowej parafii Matki Boskiej Wniebowziętej w Gołuchowie

 

 

Skomentuj na Facebooku