Irena Kuczyńska
Region Pleszewski

Ziemiańskie podróże w dobrzyckim pałacu

Czy wiesz, że klikając w reklamy wspierasz funkcjonowanie mojego bloga?

Dla przyjemności z konieczności” – tak zatytułowana jest najnowsza wystawa w Muzeum Ziemiaństwa w Dobrzycy poświęcona podróżom, jakie odbywali ziemianie.

Jest powóz, są walizki, bilety podróżne, obrazki z podróży, mapy i mapki. I wyczerpujące opisy oraz przewodnik, który zabiera zwiedzających w podróż w czasie…

W holu pałacowym stoi powóz, którym wyprawiano się w podróże niedalekie. Jest odkryty i do ochrony od wiatru szlachcic przywdziać musiał burkę, usytuowaną na wieszaku obok.

Dwieście lat temu, kiedy kolej żelazna nikomu jeszcze się nie śniła, nie było dróg bitych, nie było mostów, podróżujący szukali brodów i przepraw na rzekach.

Nie było hoteli, wybierając się w podróż trzeba było myśleć o wszystkim, co w podróży oraz miejscu do którego podróżowano, mogło się przydać.

Wieziono więc na wozach w skrzyniach piernaty dla wszystkich uczestników podróży, poduszki, kobierce, przybory toaletowe w walizeczkach, naczynia kuchenne i stołowe, apteczkę z lekami, prowiant, kufry z ubraniami, pudła z kapeluszami a nawet nocniki.

Podróżne skrzynie, kufry, walizy, toaletki, naczynia  oraz wiele innych gadżetów zgromadzono na wystawie w dobrzyckim pałacu.

Ekspozycja jest wzbogacona opisami m.in. opisem kilkunastodniowej podróży generałowej Heleny Turno z Dobrzycy do majątku położonego na Wołyniu. Podróżowano trzy tygodnie w zimie karetą, bryczką, wozem w 12 osób i 20 koni.

Ziemianom w drodze towarzyszyli służący, którzy dbali  o komfort jazdy. Chociaż słowo komfort jest określeniem na wyrost, bo w czasie podróży nierzadko noclegi wypadały w karczmach, czy w zajazdach, gdzie rozkładano posłania na podłodze, zdarzało się, że obok chodziły zwierzęta domowe.

Jeśli uwzględnić stan dróg, można sobie wyobrazić, ile było uciążliwości, zwłaszcza podczas wiosennych czy jesiennych roztopów, kiedy koła się zapadały w błoto. Albo w zimie, kiedy śnieg drogi zasypał a w oddali było widać tylko wilcze ślepia.

Ale podróżowano. Najczęściej  bryczkami, karetami, powozami. Oczywiście własnymi.

W latach 30. XIX wieku nastąpiła era  dyliżansu.  Był to pojazd, który przewoził kilka  na tej samej trasie, w wyznaczone dni tygodnia. W zajazdach zmieniano konie, czasem można też było w zajeździe przenocować.

Podróżujących dyliżansem obowiązywały przepisy. Na wystawie znajduje się kwit osobowy na miejsce w dyliżansie z roku 1826, na którego odwrocie odnotowano „Wiadomości dla podróżnych potrzebne”.

Np. punkt 9. mówi : wyłączone są wyraźnie od podróży Dyliżansem małe dzieci, szczególnie chore lub przy piersiach będące, również ludzie obłąkanych zmysłów, konwulsye cierpiący, lub widocznemi krostami okryci, także Starozakonni, skoro we właściwym sobie są ubiorze.

Dyliżanse osobowe wprowadzono na ziemiach polskich w czasie Księstwa Warszawskiego, czyli w pierwszej dekadzie XIX wieku.

Np. z Poznania do Kalisza poczta wozowa odjeżdżała we wtorki o godzinie 17.00. Przyjeżdżała do Warszawy w poniedziałki między 16.00 a 18.00 – napisał Stanisław Borowiak – kurator wystawy w specjalnym katalogu wystawy, który warto kupić, bo zawiera wiele ciekawostek o ziemiańskim podróżowaniu.

Podróż 12 – osobowym dyliżansem z Warszawy do Krakowa trwała 22 godziny, a pośpieszny dyliżans pokonywał trasę z Poznania do Berlina w 26 godzin.

Na trasach dyliżansu można było podróżować własnym powozem, wtedy poczta dostarczała tylko konie, które zmieniano na stacjach oraz pocztylionów.

Na stacjach pocztowych można było czasem przenocować oraz się posilić. Na wystawie jest „Wykaz napojów i różnych przekąsek na Stacyi pocztowej w Brzeźnicy” z 1859 roku,  który zatwierdził Naczelnik Urzędu Pocztowego Pogranicznego w Częstochowie.

W nim butelka piwa, kieliszek wódki, herbaty szklanka, porcja befsztyku i pieczeni, obiad w 7 potraw.

Przypomnijmy, że XIX wiek to  czasy zaborów i na przejazd z Królestwa Polskiego (zabór rosyjski) do Krakowa  w Galicji (zabór austriacki)czy do Poznania (zabór pruski)  trzeba było sobie wyrabiać paszport.

Na wystawie można oglądać bilety, paszporty, mapy, dokumenty, które były niezbędne przy przekraczaniu granic. Jedne są w języku rosyjskim, inne w niemieckim, a te najnowsze z lat 20 i 30. XX wieku w polskim.

Kiedy na początku XX wieku pojawiły się automobile, przeszkodą był stan dróg, na co uskarża się inż. Czesław Raczyński w 1912 roku.  Pisze, że w Królestwie Polskim szos jest niewiele a i te, które są, nie zawsze znajdują się w tym stanie, co w Europie. Drogi boczne, pożal się Boże, wąskie, piaszczyste, błotniste, tak że zapuszczanie się tu automobilem jest ryzykiem…

Zdarzało się, że automobile zapadały się w piachu lub w błocie i … trzeba  było końmi pojazd wyciągać. O tym, też przeczytałam na wystawie.

Moją przewodniczką po ekspozycji była Sylwia Kuźnicka, która współpracowała   z  kuratorem Stanisławem  Borowiakiem oraz Szymonem Balcerem i Marcinem Bocheńskim przy jej powstawaniu.

Opowiada o każdym eksponacie, prowadząc przez kolejne sale, gdzie tematycznie je rozmieszczono.

Nie będę zdradzać wszystkiego, co zobaczyłam, czego się dowiedziałam, dotknęłam i doświadczyłam.

Każda sala jest poświęcona innemu aspektowi ziemiańskiego podróżowania. Od przygotowań do podróży, poprzez jazdę powozem i dyliżansem, trudy i niewygody noclegów w zajazdach i karczmach, podróże koleją, automobilem do  podróży zagranicznych m.in. do Turcji, Egiptu.

Dokąd ziemianie podróżowali? Do sąsiadów, do krewnych, na imieniny, na wesela, na polowania, w interesach, na spotkania polityczne, na zakupy, do lekarza, do szkół, na studia, na karnawał matki wiozły córki na wydaniu  do miasta.

Były też podróże poślubne obowiązkowe w rodzinach ziemiańskich, wojaże turystyczne oraz inspirujące do uprawiania sztuki.

Na wystawie wyeksponowano obrazy malujących ziemian m.in. Jana Kazimierza Mycielskiego.

Najchętniej wybierane kierunki wojaży zagranicznych to Italia, zwłaszcza Rzym, Drezno, Paryż, Turcja.

Na wystawie wykorzystano też elektronikę. Szczegóły można sobie doczytać w folderze zawierającym katalog wystawy.

Wystawę warto a nawet trzeba zobaczyć. Dopracowana w najdrobniejszych szczegółach, z opisami eksponatów, zdjęciami, planszami, cytatami.

Pomyślano też o dzieciach, które mogą sobie przy małym stoliczku porysować kolorowymi kredkami.

Przed sezonem urlopowo – wakacyjnym warto zobaczyć jak podróżowano 100 lub nawet 200 lat temu.

Skomentuj na Facebooku