
Są takie miejsca, które mają własną pamięć. Trzeba tylko znaleźć kogoś, kto zechce jej posłuchać. W Choczu, przy Rynku 18, przez lata stała kamienica, która powoli znikała z codziennej pamięci mieszkańców. Dziś trudno uwierzyć, że jeszcze niedawno była pustostanem. Po dwóch latach prac, pod okiem konserwatora zabytków, odzyskała blask i – co najważniejsze – dostała nowe życie. Ale ta historia nie zaczęła się od remontu. Zaczęła się od ciekawości i przekonania, że stary budynek to nie tylko mury. To przede wszystkim ludzie, którzy kiedyś w nim mieszkali, pracowali, robili zakupy, spotykali się z sąsiadami.

Apartament u Symforiana
Anna Kruk-Wróblewska postanowiła poszukać odpowiedzi. Udało się zebrać informacje o dawnych właścicielach kamienicy, a nawet dotrzeć do ich potomków. Na uroczystości pojawił się Józef – prawnuk przedwojennego właściciela, Symforiana Szymankiewicza. To właśnie jego imię otrzymał apartament znajdujący się w starszej części budynku – Apartament u Symforiana. Historyczne zdjęcia i zapiski znalazły swoje miejsce w korytarzu. Historię kamienicy i jej mieszkańców, opowiadały Anna Kruk-Wróblewska oraz historyczka Zdzisława Flisińska. I właśnie wtedy panie zwróciły uwagę, że kamienica, choć dziś wygląda jak jedna całość, w rzeczywistości składa się z dwóch części. Ta starsza znajduje się po lewej stronie głównego wejścia. Przez lata działały tu różne sklepy i zakłady. Przed wojną był sklep kolonialny, czyli ówczesny sklep spożywczy. Po wojnie można było tu kupić między innymi materiały, lody czy sprzęt AGD. Swoją siedzibę miał także zegarmistrz. Młodsza część została dobudowana później. Jeszcze niedawno działała tu siedziba Banku Spółdzielczego w Pleszewie.


Eko Smyki
W jednej części kamienicy powstał żłobek EKO-SMYKI, utworzony w ramach projektu Aktywny Maluch z dofinansowaniem z Funduszy Europejskich. Na razie zapisano czworo dzieci. Docelowo ma ich być szesnaścioro. Do końca roku, w ramach promocji, rodzice nie będą płacić za ich wyżywienie – mówi Anna Kruk-Wróblewska. To chyba najlepszy dowód na to, że rewitalizacja nie musi oznaczać wyłącznie odnowienia elewacji. Prawdziwe drugie życie budynku zaczyna się wtedy, gdy pojawiają się w nim ludzie.
Ksiądz, który zmieniał Chocz
Podczas spotkania nie zabrakło także historii innego człowieka ważnego dla Chocza – księdza Józefa Sieradzana. W latach 1951–1969 był administratorem miejscowej parafii. Kiedy przyjechał do Chocza, zastał kościół bardzo zaniedbany. Zajął się remontem świątyni, jej elektryfikacją, ogrzewaniem i wyposażeniem. Uporządkował również teren wokół kościoła. Ale zależało mu nie tylko na murach. Angażował mieszkańców w życie parafii, organizował przedstawienia, powołał Radę Parafialną i zadbał o dzwony, których po wojnie brakowało. Później został przeniesiony do parafii św. Gotarda w Kaliszu. Rok 2025 był w tym mieście poświęcony jego pamięci.Opowiadała o kapłanie regionalistka, historyczka Zdzisława Flisińska. Biografię księdza, jej autorstwa, można znaleźć w „Roczniku Pleszewskim 2025”.



Kapsuła Czasu
Najbardziej niezwykłym momentem uroczystości było jednak to, co dopiero miało zostać ukryte. Anna Kruk-Wróblewska przygotowała Kapsułę Czasu. Do specjalnej skrzynki trafiły lokalne i ogólnopolskie gazety, złotówki i euro, wiersze lokalnych poetów, zdjęcia, stara i nowa mapa Chocza a także fotografie z niedzielnej uroczystości zapisane na pendrive. W kapsule znalazł się również telefon komórkowy – rocznik 2026. Czy ktoś za 25 lat będzie umiał odczytać wszystkie te znaki naszego czasu? Czy będzie wiedział, czym był pendrive? Czy będzie pamiętał, jak wyglądały papierowe gazety i jakimi monetami płaciliśmy?Tego nie wiemy. Wiemy natomiast, że ktoś w Choczu pomyślał o ludziach, którzy przyjdą tutaj po nas. Ustawiono przed kamienicą drabinę. Maciej Wróblewski, mąż Anny – zarazem osoba odpowiedzialna za koordynację prac budowlanych, umieścił kapsułę w specjalnie przygotowanej skrzynce i zamknął ją w murze kamienicy. Otwarcie? Za 25 lat.



Na rolkach – pakowanie Kapsuły Czasu i migawki z montowania Kapsuły w skrytce
Śpiewać (nie każdy) może
Wieczór zakończył się muzycznie. Na scenie, na Dziedzińcu Kultury/Natury, który powstał na tej posesji dwa lata temu, zgodnie z zasadą „śpiewać każdy może”, wystąpiły cztery studentki – Marta Piechowiak – śpiewająca, Alicja Brąszewska – śpiewająca, Izabela Piechowiak – grająca i śpiewająca, Martyna Sokowicz – grająca na skrzypcach. Obecni na spotkaniu byli sąsiedzi, mieszkańcy Chocza, proboszcz – ojciec Dyzma, architekt odpowiedzialny za projekt rewitalizacji i wszyscy ci, którzy przez ostatnie lata dokładali swoją cegiełkę do tego, by stare mury znów zaczęły żyć. Anna Kruk – Wróblewska dziękowała wszystkim razem i każdemu z osobna.



Za 25 lat
Dla mnie to spotkanie z historią Chocza miało jeszcze jeden, osobisty wymiar. Wśród uczestników byli znajomi z czasów mojej pracy w pleszewskim liceum. Tym bardziej miałam poczucie, że historia, główna bohaterka dnia, nie jest czymś odległym. Bo historia nie mieszka wyłącznie w książkach. Czasem kryje się w starej kamienicy przy rynku. W fotografii znalezionej po latach. W opowieści prawnuka dawnego właściciela kamienicy. W pamięci mieszkańców Chocza. A czasem – w kapsule zamkniętej w murze na 25 lat.
I być może za 25 lat ktoś stanie dokładnie w tym samym miejscu, otworzy ją i pomyśli: „Tak wyglądał Chocz. Tak żyli ludzie, którzy byli tu przed nami”.
Dziedziniec Kultury/Natury powstał przy klasztornym murze w Choczu
Galeria zdjęć:







