Irena Kuczyńska
Pleszewianie Region Pleszewski

“Zapomniane miejsca” w pleszewskim ratuszu

Okazuje się, że ratusz też może być galerią sztuki. W pleszewskim ratuszu wyeksponowano fotografie miejsc porzuconych i opuszczonych, które fotografuje pleszewianin Tomasz Cichy. W poszukiwaniu takich miejsc fotograf pokonał setki kilometrów.

Wystawa “Życie zatrzymane w czasie” była eksponowana w Zajezdni Kultury, teraz trafiła na korytarze pleszewskiego ratusza. Zakończy wędrówkę w lecie w wyremontowanym holu pleszewskiego kina Hel.

Wędrujące wystawy – to najnowszy pomysł Przemysława Marciniaka – dyrektora Zajezdni Kultury w Pleszewie, któremu przyklasnął gospodarz pleszewskiego ratusza burmistrz Arkadiusz Ptak. Odtąd wszystkie wystawy zdjęć czy obrazów prezentowane w Zajezdni Kultury będą wędrować.

Najpierw do ratusza a na finał do kina Hel, gdzie w holu powstaje specjalne miejsce na ich wyeksponowanie. W ten sposób zwiększy się szansa obcowania pleszewian ze sztuką, bo każda wystawa przez rok będzie obecna w przestrzeni publicznej – przewiduje Przemysław Marciniak.

Od połowy stycznia petenci pleszewskiego ratusza mogą oglądać na ścianach wystawę fotografii Tomasza Cichego “Zapomniane miejsca”. Swój debiut miała podczas otwarcia Zajezdni Kultury.

Zdjęcia prezentują miejsca opuszczone przez ludzi, często zapomniane, powoli zarastające zielenią czy rozsypujące się, do których fotograf dostaje się nie zawsze przez otwarte drzwi. Są to fabryki, szpitale, kościoły, domy prywatne nie tylko w Polsce ale też za granicą.

W poszukiwaniu takich miejsc Tomasz Cichy od 2013 roku przemierzył tysiące kilometrów. Jego zdjęcia dokumentują stan wielu obiektów. Warto się przy nich zatrzymać i przez moment sam na sam pobyć ze sztuką na korytarzach pleszewskiego ratusza.

Przy okazji otwarcia wystawy w Domu Kultury, Tomasz Cichy opowiedział mi o swojej pasji fotografowania opuszczonych miejsc i obiektów.

Pierwszym fotografowanym miejscem przez pleszewianina,  była stara cegielnia w Lenartowicach, dokąd wybrał się z kolegami. Tam – jak mówi – poczuł fascynację. Było to w 2002 roku, kiedy w Lenartowicach były jeszcze resztki metalowych elementów infrastruktury.

Stara przychodnia i dwory w okolicy
Na kolejną wyprawę zabrał aparat cyfrowy i jak mówi – zaczął pstrykać. Poznawałem budynek, stał mi się bliski – wspomina. Odtąd zaczął szukać innych ciekawych miejsc. Na początku w  najbliższej okolicy, zajrzał do budynku “przychodni” przy ul. Poznańskiej, do dworu  w Korzkwach, w Karminie.  Chodził, poznawał, odnajdował pamiątki z czasów, kiedy obiekty żyły. W Korzkwach był to m.in. napis „lokal czynny od godz. 10:00-23:00”. W pałacu w Karminie natknął się na porzucone książki, kartki, napisy. Próbowałem coś z tego wyczytać, wdychałam nostalgię, dotykałem faktury drewna, czułem, że te miejsca mają duszę, ktoś tu żył, działał – mówił pan Tomasz.

Eksplorowanie opuszczonych miejsc wciągało go coraz bardziej. Tankowałem i jechałem – wspomina. Nie interesowały go fakty historyczne związane z opuszczoną nieruchomością
„Interesowało go tło historyczne związane z opuszczonymi, ale skupiał się przede wszystkim na tym co rejestrowały jego oczy”.

Prosektorium na Szkolnej
Jestem estetą, interesuje mnie detal, sztukateria, wizualne aspekty budynkówpodkreśla. Zaglądał do stoczni szczecińskiej ale i do opuszczonych cerkwi na Podkarpaciu. Eksplorował też opuszczone szpitale np. ten w Poznaniu przy ul. Szkolnej, gdzie w dawnym prosektorium  trafił na porzucone  teczki z aktami zgonów.

Mała Moskwa w Legnicy
Wiele emocji towarzyszyło mu podczas wizyty w opuszczonym poradzieckim szpitalu w Legnicy. Miasto to określane jest często mianem „Małej Moskwy”. Odwiedzony przez Tomasza szpital został w dużym stopniu rozgrabiony. Rosjanie wyrwali i zabrali wszystko co się dało, pozostawili jedynie stół prosektoryjny, lampę i napisy na ścianach oczywiście cyrylicą – wspomina. Oprócz szpitala został basen, sklep, kino…  Mówi, że był w Legnicy wiele razy. Za którymś razem zauważył, że nie ma stołu prosektoryjnego. Okazało się, że ochroniarz zabrał go sobie na działkę i świnie na nim bił.

Olęderska chata w Piskorach
Zapytany o najpiękniejsze odkryte miejsce, Tomasz Cichy mówi: chata w Piskorach z 1856 roku. Na jednej z belek cieśla pozostawił swój podpis. Była to chata olęderska, zbudowana przez kolonistów, którzy przybyli do Wielkopolski z Zachodu. Kiedy widział dom  pierwszy raz, żyła jeszcze jego właścicielka.
Po kilku latach odnalazł go, na drzwiach wisiała kłódka, ale widać było, że domek jest opuszczony.  Wszedł przez okno. Zobaczył łóżko z rzeźbioną ramą, pod nim kapcie, obok maszynę do szycia, słoje ogórków w kuchni, dokumenty, zdjęcia z początku XX wieku. Na jednym z nich była rodzina na ławeczce przed domem.
Fotki pan Tomasz zabrał do zeskanowania, zamierzał je odwieźć z powrotem do domku.  Zdjęcia ze swojej eksploracji oraz kilka skanów zamieścił w ramach fotorelacji na swoim fanpage’u. Wkrótce – jak mówi – odezwał się do niego mieszkaniec Ostrowa Wlkp., rozpoznał na nich ciotkę swojej żony. Poprosił o spotkanie i możliwość przekazania fotografii.  Mówił, że o drewniany domek walczyli spadkobiercy, dlatego nikt tam nie wchodził.

Otwarta trumienka w Przysiece
Był też pan Tomasz w grobowcu w Przysiece Starej w Wielkopolsce. Drzwi od kaplicy pałacowej były wyrwane, więc wejście nie było problemem.  Od tyłu były otwarte drzwi do rzeźbionego grobowca: jeden duży sarkofag, 4 duże trumny i otwarta trumna małego dziecka, co mną wstrząsnęło – wspomina fotograf. W kaplicy stała fisharmonia, drewniany kij od figury Jezusa, krzyż. Otwarte drzwi pozostawili prawdopodobnie poszukiwacze skarbów, którzy poszli dalej.

Przez okno i przez płot
Ale nie tylko Polska. Pleszewianin był też we  Francji, gdzie zaglądał do opuszczonych willi  z bogatym wyposażeniem, z malowidłami, kaplicami przypałacowymi, gdzie każdy detal zasługuje na uwagę. Do takich obiektów można się dostać przez okno albo przez płot, także z drutem kolczastym, jak to było w Belgii, gdzie  zwiedzał neogotycki  zamek Miranda (niedawno zburzony).

Marzenia o Michigan
Marzy o miejscówkach nietypowych, które znaleźć można między innymi w Detroit, które stanowi kolebkę przemysłu motoryzacyjnego. Chciałby odwiedzić tam „Michigan Central Station”, kościół św. Agnieszki oraz teatr „Michigan” . Ma nadzieję, że pojedzie, jak zbierze kasę, zwłaszcza, że wizy do USA zostały zniesione.

Turysta niekonwencjonalny
Mówi o sobie, że uprawia turystykę niekonwencjonalną. Oczarowany jest Dolnym Śląskiem, gdzie jest wiele fotograficznych inspiracji. Szuka miejsc niebanalnych, zbaczając z utartych i znanych szlaków turystycznych. Uwielbia klatki schodowe, zwłaszcza te spiralne, zwraca uwagę na ozdobne klamki i balustrady.

Wielkopolska na wystawie (zdjęcia w galerii wyżej)
Na wystawie w Zajezdni Kultury zamieścił zdjęcia głównie z Wielkopolski. Są to najczęściej stare opuszczone domy  z różnych powodów porzucone przez człowieka. Chce je ocalić od zapomnienia, zatrzymać w kadrze jako ślady tego, co było. Informacje o tym, dokąd jechać, znajduje w różnego rodzaju źródłach. Często jedzie też na „żywioł” licząc, że trafi na coś godnego uwagi.

Tomasz Cichy swoje zdjęcia publikuje m.in. na łamach Onetu czy też na prowadzonym przez siebie fanpage’u na facebooku. W ciągu ostatnich kilku lat podejmował współpracę z mediami skupiającymi się wokół turystyki i podróży.
Największą nobilitacją dla Tomasza, był jednak udział w dokumencie „Europa z powietrze”, za którego produkcją stoi National Geographic. Program emitowany był na całym świecie.
Pleszewianin co roku wydaje również swój autorski kalendarz, w którym prezentuje uroki i niebanalne piękno opuszczonych miejsc.
Skomentuj na Facebooku