Irena Kuczyńska
Życie 60+

Babcia Irenka wśród krasnoludków

Czy wiesz, że klikając w reklamy wspierasz funkcjonowanie mojego bloga?

Dzieciom z Przedszkola im. Misia Uszatka w Pleszewie czytałam dziś „Bajkę o smoku wawelskim”.

Zaprosiła mnie Agnieszka Kołaska – wychowawczyni grupy Krasnoludki, przy akceptacji dyrektorki Honoraty Dobrowolskiej. A ja się chętnie zgodziłam. Lubię czytać i opowiadać bajki.

Powitała mnie grupa uśmiechniętych sześciolatków: proszę pani, my jesteśmy starszaki, umiemy pisać i we wrześniu idziemy do szkoły – opowiadały, przekrzykując się, bo każdy chciał coś powiedzieć i każdy chciał być zauważony.

Fantastyczne dzieciaki. Kiedy im się przedstawiłam, mówiąc, że „przyszła do Was babcia Irenka, żeby poczytać Wam bajki”, natychmiast zaczęły recytować wierszyki, które z okazji Dnia Babci i Dziadka prezentowały swoim dziadkom i babciom.

Ustawiły się i same rozpoczęły przedstawienie. Nawet dla mnie zatańczyły. Byłam wzruszona. Przypomniały mi się imprezy Dnia Babci u moich wnuków w Kaliszu… Ale to
było tak dawno…

Opowiedziałam im o moich wnukach i o małej Biance, która mieszka we Włoszech i tylko przez smartfona mogę z nią rozmawiać.

Ponieważ niektórzy mówili, że też mają smartfony, a prawie wszyscy je widzieli i wiedzą, jak się nimi posługiwać, byliśmy już zakolegowani.

Ale ja przyszłam do przedszkola nie o smartfonach rozmawiać, tylko coś dzieciom przeczytać. Ponieważ wciąż świętujemy 100 – lecie odzyskania niepodległości, pani Agnieszka zasugerowała, żeby przeczytać krasnoludkom jakąś legendę związaną z dziejami naszego państwa.

No i wybrałyśmy „Baśń o smoku wawelskim”. Ale zaczęliśmy od rozmowy, gdzie mieszka smok wawelski. Oczywiście, dzieci wiedziały, że w Krakowie, że pod Wawelem i że zieje ogniem.

Wiedziały też, że płynąca przez Kraków Wisła, jest największą polską rzeką, która wpada do morza. Większość dzieci była nad polskim morzem. O czym natychmiast mi opowiedziały.

Po tym wprowadzeniu zaczęło się czytanie baśni o smoku wawelskim, który dawno dwno temu – jak mówi jedna z legend, zamieszkał pod Wawelem i  pożerał wszystko, co miał w zasięgu swojej pieczary.

Kiedy już pożarł wszystkie zwierzęta i miał ochotę dobierać się do ludzi żyjących na podgrodziu, legendarny król Krak zaapelował do rycerzy, aby się odważyli stanąć do walki ze smokiem. Obiecywał nagrody.

Trzem śmiałkom nie udało się. Smok ich zabił  Potwora przechytrzył szewczyk Skuba, który wypchał baranią skórę smołą i siarką i ustawił takiego barana przed pieczarą.

Smok rzucił się na barana, połknął go i podczołgał się do Wisły, bo pragnienie miał straszne. Pił, pił, pił wodę, aż pękł. A dzielny szewczyk od króla Kraka otrzymał nagrodę za uśmiercenie potwora. A mieszkańcy grodu Kraka mogli odtąd spokojnie żyć.

Mam jeszcze przed oczami te szeroko otwarte oczy zasłuchanych przedszkolaków, którzy na pewno bajkę zapamiętają. Na wszystkie pytania dotyczące smoka, króla Kraka  i szewczyka Skuby  odpowiedzieli bezbłędnie.

Po czytaniu i rozmowie była wspólna fotka, dostałam kwiatki oraz laurki, które dzieci dla mnie zrobiły. Obiecałam, że przyjdę jeszcze kiedyś i opowiem im jedną z pleszewskich legend, prawdopodobnie „Legendę o złotym mieczu”.

Opisuję tę wizytę w pleszewskim przedszkolu, bo się cieszę, że mogłam coś pożytecznego zrobić. Pani Agnieszka zrobiła mi wielką przyjemność, zapraszając mnie do czytania bajki przedszkolakom. Ot, taka integracja pokoleń.

 

 

 

 

 

Skomentuj na Facebooku