Irena Kuczyńska
Region Pleszewski Z historii

Chwila refleksji nad starym zdjęciem nauczycieli z Technikum na Zielonej

Moja przygoda z Technikum na Zielonej w Pleszewie trwała trzy lata od 1972 do 1975 roku. Pozostały wspomnienia i kontakty z uczniami oraz nauczycielami.

Zdjęcia (chyba?) z końcówki lat 70. kiedy już doszły kolejne osoby: Maria Chrobot – rusycystka, Ewa Biadała – matematyczka, jej mąż Marek – nauczyciel przedmiotów zawodowych. Chyba pierwszy absolwent technikum, który wrócił do szkoły aby zasilić szeregi kadry

W porównaniu z dostojnym budynkiem oraz szacownym Gronem Pedagogicznym w Liceum Ogólnokształcącym im. St. Staszica, nowoczesny gmach  oraz  nauczyciele w Technikum Mechanicznym im. Karola Świerczewskiego na Zielonej to w latach 70. był przysłowiowy dzień do nocy.  Miałam szansę poczuć klimaty obu szkół.

W liceum uczyłam przed południem, w technikum po południu.  Pierwsze zetknięcie z Alma Mater Pleseviensis przy Poznańskiej 38 już opisałam  http://irenakuczynska.pl/zaduma-nad-starym-szkolnym-zdjeciem/ Teraz czas na ,,Zieloną”. Byłam z tą szkołą połączona podwójnie, przez pracę w klasach dla pracujących i przez mieszkanie – pokój w internacie przy ul. Osiedlowej 4, który potem był bursą, a teraz  jest siedzibą Zespołu Placówek Opiekuńczo – Wychowawczych.

Budynek technikum w latach 70.

Młodzi nauczyciele zamieszkiwali wtedy  na jednym piętrze z uczniami. Zdarzało się, że w nocy spotykaliśmy się w toalecie,  gdzie chłopcy wyskakiwali na papierosa. W internackiej stołówce  można było jeść obiady, można  było wziąć dyżury. Przede wszystkim kwitło tu życie towarzyskie nauczycieli, odbywały się studniówki, wieczorki, a nawet bal sylwestrowy pamiętam.

Ale wejdźmy do szkoły na Zielonej. Od rana uczyły się klasy młodzieżowe, a  cztery razy w tygodniu, w poniedziałki, wtorki, czwartki i piątki, po godzinie 15.00 rozpoczynały się lekcje w klasach dla pracujących. Było trzyletnie technikum mechaniczne dla absolwentów zasadniczej szkoły zawodowej oraz pięcioletnie technikum ekonomiczne dla absolwentów podstawówek siedmioklasowych i ośmioklasowych. Niektórzy absolwenci liceum, którzy chcieli być technikami ekonomistami, chodzili tylko na przedmioty zawodowe. Język rosyjski trwał trzy lata. Chętnie zdawano go na maturze.

Ten post nie będzie jednak o uczniach, chociaż były wśród nich siostry zakonne, oficerowie Wojska Polskiego, milicjanci, księgowe, pracownicy umysłowi z wielu instytucji, partyjni dygnitarze, którzy uzupełniali wykształcenie, absolwenci zawodówek zatrudnieni w Spomaszu czy Famocie. Chcę pisać o kolegach – nauczycielach, z którymi spędzałam przynajmniej trzy popołudnia w tygodniu. Po południu pokój nauczycielski na Zielonej był pełen mężczyzn. W klasach  dla pracujących  uczyły tylko trzy kobiety: Mirosława Sobczyńska – chemii, Balbina Frąszczak – przedmiotów ekonomicznych no i ja – pani od rosyjskiego.

Stanisław Tokarz, Antoni Raszewski, Czesław Michlik,

Do pracy przyjął nas (Stanisław  Kuczyński – pseudonim ,,Rumcajs” uczył języka rosyjskiego w klasach młodzieżowych) dyrektor Jaroslaw Szczotkiewicz.  To dzięki ,,Szczocie”  trafiliśmy na Zieloną, bo odeszła właśnie nauczycielka rosyjskiego i on szukał rusycysty. Dyrektor był bardzo przystojny, elegancko ubrany, szarmancki wobec dam, wesoły ale wymagający od pracowników oraz uczniów. Znał prawie wszystkich z imienia i nazwiska. Uczył przedmiotów zawodowych. Mieszkał w szkole, wszystko miał pod kontrolą. Mimo różnic ideologicznych, byliśmy dobrymi znajomymi i lubiliśmy się.

Matura i Jarosław Szczotkiewicz

Zastępcą dyrektora szkoły był  historyk  Tadeusz But . Lubił opowiadać, był dowcipny. Stanowili z Szczotkiewiczem ,, zgrany  duet”. Kierownikiem  oddziałów  dla pracujących był Antoni Raszewski, który też mieszkał w szkole. Pamiętam, że jak dzwonił dzwonek na lekcje, wstawał, brał dziennik i zachęcał kolegów do wyjścia na lekcje słowami ,,dalej, wołki zbożowe do roboty”.

Klasa Stanisława Tokarza

Osobą, której wszyscy się bali był Stanisław Tokarz – nauczyciel przedmiotów zawodowych. U niego na lekcjach uczniowie siedzieli alfabetycznie wg dziennika tak, żeby po wejściu do klasy profesor widział, kogo nie ma. Nieobecność w klasie pana Tokarza, była niemożliwa.

Jeśli ktoś z jego klasy chciał ,,z ważnych powodów” zwolnić się  np. z rosyjskiego, błagał, żeby nie wpisywać do dziennika, bo profesor natychmiast będzie karał pytaniem ze swojego przedmiotu. Zygmunt Zwierz – matematyk, to postawny mężczyzna. Na sam widok Zygmunta uczniowie wpadali w panikę. Ale matematyki uczył dobrze. I był bardzo sympatyczny jako kolega.

Klasa Zygmunta Zwierza

Zbigniew Jachnik – historyk. Lubił swój przedmiot i chyba dobrze go uczył. Uczniowie go lubili, nie straszył, nie prześladował. Dla kolegów z sercem na dłoni. Wiesław Puchalski  (,,Puchacz”) uczył geografii, której za wiele w wieczorówce nie było. Nie bywał więc codziennie w szkole, ale kiedy był, wprawiał wszystkich w radosny nastrój. O Wiesławie Puchalskim szerzej w tym linku:http://irenakuczynska.pl/wspomnienie-o-janie-wieslawie-puchalskim-nauczycielu-wujku-koledze-pleszewianinie-znanym-lubianym/

Kiedy już miałam dzieci, Wiesiu często zapraszał nas do swojego ogrodu na czereśnie. Mieczysław Bogdali – kolejny matematyk. Przyjechał do Pleszewa z  Krakowa, gdzie kończył studia. Mentalność Wielkopolan była mu trochę obca. Mieszkaliśmy razem w internacie i toczyliśmy ,,długie Polaków rozmowy”.

Rower od lewej. Teodor Krawczyk, Bonifacy Wróblewski, Czesław Michlik

Czesław Michlik uczył fizyki. Wzbudzał respekt. Był bardzo wymagający. Za dużo nie mówił. Pamiętam, że razem z Teodorem Krawczykiem, też nauczycielem fizyki ale nie tylko, skonstruowali rower, którym mogła jechać cała klasa. Oczywiście młodzieżowa.

Rower to był popisowy numer technikum na pochodzie pierwszomajowym oraz podczas Banku 440. Czasem na ul. Sienkiewicza pod górkę, trzeba było go pchać. Ale na rynku przed trybuną wszyscy wskakiwali na siodełka i jechali. Pan Czesław w 1990 roku został wójtem Czermina.

Teodor Krawczyk to szwagier Tadeusza Buta. Był barwną postacią. Znał się nie tylko na fizyce ale też na matematyce. Uczył też jakiegoś przedmiotu zawodowego. Lubił uczniów, ale musieli się uczyć. ,,Krawat” egzekwował wiedzę. Kiedy go poznałam, był eleganckim panem w średnim wieku. Lubił prawić  kobietom komplementy, chociaż to żona Marysia była miłością jego życia. Nasza znajomość przetrwała prawie do ostatnich dni Teodora. Byliśmy po imieniu. Lubiliśmy się. ,,Krawata” znali wszyscy. Na emeryturze ukochał rower. Ze zjazdu w 1993 roku pamiętam taki wierszyk, ułożony przez uczestników zjazdu ,,Krawat But i Szczota nauczyli nas trzymania młota”. Wszyscy trzej panowie już są po tamtej stronie tęczy, dlatego z wielkim wzruszeniem wierszyk przytaczam

Klasa Wiesława Puchalskiego

Matematyki uczył też Zenon Walczak. Przyszedł do szkoły w tym samym czasie co my. Bardzo sympatyczny. Chyba jego żona Lidka chodziła wtedy do technikum ekonomicznego. Wiem, że zapraszali nas do siebie, co było ważne, zwłaszcza, że nie mieliśmy w Pleszewie żadnej rodziny. Trafiliśmy tu, żeby odpracować stypendium fundowane z Wielkopolskiego Kuratorium Oświaty w Poznaniu.

Dobrym duchem był też  Józef Szóstak. Pleszewianin z dziada pradziada wprowadzał nas w pleszewskie środowisko. Dom Zosi i Józia Szóstaków był dla nas otwarty. Józiu uczył przedmiotów zawodowych. Na Zielonej uczył też jego brat Henryk Szóstak.

Nauczyciele w pochodzie pierwszomajowym

Kazimierz Potrawiak królował w bibliotece szkolnej. To dusza człowiek, oczytany, mądry, skromny. Z racji swojego szerokiego szczerego uśmiechu, miał ksywę ,,Budyń”. Ale było to sympatyczne przezwisko. Polonista Kazimierz Potrawiak, razem z dr Leonardem Żychskim (w jego domu na ul. Poznańskiej teraz jest sklep nabiałowy kowalewskiej mleczarni), prowadzili Dyskusyjny Klub Filmowy ,,Pegazik” w kinie ,,Hel”.  W poniedziałki były filmy a potem dyskusja.

Przy grobie Kazimierza Potrawiaka – Danuta Waliszewska stawia kwiaty. Na zdjęciu od lewej: Henryk Szóstak, Józef Szóstak, Ryszard Balcerek, pan Ferenc, Antoni Raszewski,  Czesław Michlik, Wiesław Puchalski, Kazimierz Stolarek, Maria Chrobot, Bernard Woźniak

Przedmiotów ekonomicznych uczył Zdzisław Marciniak – dyrektor Banku PKO, ojciec Danuty Rutkowskiej – dziadek Marii, Kasi, Agnieszki i Joanny. Sympatyczny, elegancki, szarmancki wykładowca ekonomiki. Lubiliśmy ze sobą rozmawiać. Umiał słuchać ale i sam miał dużo do powiedzenia. To on w latach 80. przewidział upadek gospodarki nakazowo – rozdzielczej, jaka obowiązywała w czasach PRL.

Leszek Mizgier uczył przedmiotów zawodowych w klasach ekonomicznych. Był dyrektorem jakiejś pleszewskiej instytucji. Niestety, nie pamiętam jakiej. W końcu od moich spotkań z osobami, których pamięć przywracam, minęło ponad 40 lat. A i moja pamięć, zaczyna mieć luki.

Pamiętam, że języka polskiego w klasach dla pracujących uczył  Bogdan Jędrasiak. Był wtedy jeszcze kawalerem.  Miał przezwisko chyba ,,Ptyś”. Przez rok był zastępcą dyrektora szkoły ds. administracyjnych i rozdawał pracownikom mydło ,,Ptyś” i ,,Balbinka”.  Przezwisko (skądinąd sympatyczne) zostało.

Klasa Bogdana Jędrasiaka

Pewnie nie uwierzycie, ale wtedy w latach 70. był rygor szkolny nawet w klasach dla pracujących. Moi uczniowie, niektórzy o wiele lat starsi  ode mnie,  przychodzili do szkoły po pracy i mimo zmęczenia, nie obijali się. No, przynajmniej starali się. Miłe to były czasy. Nawet dzisiaj, kiedy się spotkamy, wspominamy naukę na Zielonej. Uczyłam się ruskiego do Ciebie, bo mi było wstyd nie umieć. Rano uczyłaś w liceum mojego syna, nie chciałam być gorsza – powiedziała mi niedawno uczennica z lat 70. Teraz się przyjaźnimy.

Ponieważ uczestniczyłam w Radach Pedagogicznych oraz wielu szkolnych imprezach na Zielonej, znałam nauczycieli, którzy  uczyli  w klasach młodzieżowych.  Postaram się także ich wspomnieć, tym bardziej, że w zbiorach Zbyszka Haina znalazłam zdjęcie grona pedagogicznego z początku lat 70.

Nie zapomnę na pewno polonisty Bonifacego Wróblewskiego. ,,Boniś” był nauczycielem niezwykłym. Pamiętam sytuację, kiedy wyprosił uczniów z klasy, gdzie pozawieszał obrazy. Potem zaprosił wszystkich i jeden z uczniów był przewodnikiem po wyimaginowanym muzeum i opowiadał o obrazach i twórcach. Ot, taka poglądowa lekcja polskiego a właściwie historii sztuki w technikum, gdzie kształcono ślusarzy i  fachowców od obróbki skrawaniem.

I jeszcze Jan Zawieja, który przeszedł do szkoły z kierowniczego stanowiska w Państwowym Ośrodku Maszynowym. Uczył przedmiotów zawodowych. Spotykam go czasem. Jest aktywnym emerytem.Na końcu korytarza, po prawej stronie była szkolna świetlica, gdzie szefował Bernard Kaczmarek.

Aktywny jest też Stanisław Podymski, który przyszedł do pracy w technikum  na początku lat 70. i też pomieszkiwał w internacie. Prowadził pracownię techniczną. Uczył w klasach młodzieżowych. Był szwagrem Mieczysława Bogdalego. Teraz działa w Gminnym Uniwersytecie Trzeciego Wieku w Gołuchowie. Jest też radnym.

Aldona Cieślewicz uczyła języka polskiego. Mieszkała w szkole razem z rodziną Szczotkiewiczów i Raszewskich. W pokoju nauczycielskim miała swoje stałe miejsce. Elżbieta Korzeniewska  nauczycielka wychowania fizycznego przyszła do pracy  rok przed nami.

Z Genowefą Borkowską – nauczycielką przedmiotów zawodowych stanowiły duet i ubarwiały męską szkołę. Była jeszcze jedna kobieta – też nasza rówieśniczka. Podobnie jak my, pomieszkiwała w internacie. Chodzi o Elżbietę Czosnowską – nauczycielkę fizyki. Długo jednak miejsca na Zielonej nie zagrzała.  Sławka Janiakowa – nauczycielka przedmiotów ekonomicznych przyszła rok później. I też uczyła w klasach dla pracujących.

Pamiętam kolegów z warsztatów szkolnych przy ul. Wojska Polskiego. Kazimierz Stolarek, Roman Bocian, Eugeniusz Liskowski, Tadeusz Waliszewski, Sylwester Świderski, pan Cierniak, Marian Radomski, pan Tomczak, Ferenc, Ryszard Krawczyk, Bernard Wróbel,  Ryszard Balcerek, pan Szymendera, pan Borkowski. Na zdjęciu są też koledzy, którzy przeszli na Zieloną ze szkoły przy ,,obrabiarkach”.

Wymienię ich z nazwiska, chociaż nie wszystkich pamiętam, bo uczyłam na Zielonej  tylko trzy lata. Po urodzeniu Oktawii, do wieczorówki nie wróciłam. Rozpoznaję polonistę Antoniego Mąkoszę, fizyka Jana Gramalę, wuefistę Bernarda Woźniaka, Adama Szejnera – od przedmiotów zawodowych. Główną księgową była Mirosława Matecka, sekretarką Danusia Waliszewska.

Na zdjęciu rozpoznaję jeszcze Bernarda Kaczmarka – kierownika świetlicy szkolnej. Znajdowała się na  końcu korytarza, po prawej stronie. Były tam zespoły muzyczne, które występowały na ,,akademiach ku czci”. Pan Bernard był pierwszą osobą, którą poznaliśmy na Zielonej. Kiedy w sierpniu 1972 roku byliśmy pierwszy raz w szkole i szukaliśmy dyrektora, uprzejmy szpakowaty pan powiedział nam, że pan Szczotkiewicz zwany ,,Szczotą” mieszka w tym domu, tylko wejście jest oddzielne.

Kiedy patrzę na zdjęcia, wspominam z wielką sympatią i życzliwością wszystkich, z którymi  pracowałam w szkole na Zielonej. W roku 1972  szkoła obchodziła 10. urodziny. Była kombinatem, w którym lekcje trwały od poniedziałku do soboty a cztery razy w tygodniu od rana do wieczora. Ostatnia lekcja kończyła się o 20.00. Wtedy wchodziła do klas ekipa sprzątająca złożona z pięciu pań, które pamiętam, niestety bardziej z twarzy niż z nazwisk.

W latach 2007 – 2009 w Zespole Szkół Technicznych na Zielonej uczyła języka angielskiego moja córka Marianna. Ale wtedy w pokoju nauczycielskim siedziały zupełnie inne osoby.

Zdjęcia Zbigniewa Jana Haina, Zdjęcia ze zbiorów Muzeum Regionalnego w Pleszewie

 

 

Skomentuj na Facebooku