Irena Kuczyńska
Region Pleszewski Z historii

Ciekawa historia Hotelu Bogusław przy dawnej granicy rosyjsko – pruskiej

To jest hotel mojego pradziadka – tak Teresa Ramsden zd. Trojanowska zareagowała na zdjęcie Hotelu Bogusław zrobione ponad 100 lat temu. Słyszała o nim, ale po raz pierwszy zobaczyła je na blogu

Kilka dni temu przybliżyłam historię powiatu pleszewskiego, który utworzono w 1817 roku po Kongresie Wiedeńskim w Wielkim Księstwie Poznańskim w granicach państwa pruskiego. Zamieściłam tam pocztówkę, dzisiaj byśmy powiedzieli – reklamówkę „Hotelu Bogusław”, usytuowanego tuż przy granicy prusko – rosyjskiej.  http://irenakuczynska.pl/powiat-pleszewski-razy-sie-pojawial-razy-znikal/

Pocztówkę zobaczyła Teresa Ramsden zd. Trojanowska – pleszewianka, która od wielu lat mieszka w Wielkiej Brytanii. Okazało się, że jest ona prawnuczką dawnego właściciela hotelu i oberży Władysława Kozłowicza. Nigdy dotąd pocztówki nie widziała.Twój interesujący artykuł o powiecie pleszewskim był dla mnie ogromną niespodzianką. Załączone zdjęcie  Hotelu Bogusław wywołało emocjonalne fale wspomnień. Wiele słyszałam o tym hotelu, ale nigdy nie miałam okazji widzieć go na zdjęciu. Dziękuję serdecznie – napisała na Facebooku pod postem Teresa Ramsden.

Opowiedziana przez nią rodzinna historia, zainspirowała mnie do napisania kolejnego posta. Skorzystałam też z książki Stanisława Małyszki „Tursko i okolice” wydanej w roku 2012, który bardzo szczegółowo opisuje wieś Bogusław w czasach, kiedy była ona ostatnią wioską przed granicą Wielkiego Księstwa Poznańskiego z Królestwem Kongresowym.

Trudno sobie wyobrazić, że do 1919 roku, niewielka wioska Bogusław,  była ważnym przejściem granicznym, gdzie załatwiano wiele ważnych spraw, gdzie odbywał się handel, ten legalny i ten mniej legalny. Kiedy w roku 1865 zbudowano nowy most na Prośnie, zezwolenie na pobieranie cła od mostu przeniesiono z dziedzica Turska na powiat pleszewski.  W sprawie budowy nowego mostu, bo stary był bardzo zniszczony, porozumiały się dwa urzędy: Naczelnik Powiatu Kaliskiego w Królestwie Polskim i Radca Ziemiański w Pleszewie w Wielkim Księstwie Poznańskim.  Urzędowa korespondencja, jak pisze Stanisław Małyszko, była prowadzona w języku polskim.

W Bogusławiu znajdował się królewski urząd graniczno – celny z komorą celną pierwszej klasy. Jak pisze  Małyszko, „granicy na Prośnie między zaborem pruskim a rosyjskim, w powiecie pleszewskim strzegło 2 strażników konnych i 20 pieszych”. Podlegali oni kontrolerom w Bogusławiu. Dokładnie wiemy, że z Rosji przewożono na pruską stronę pszenicę, owies, rzepik, siemię lniane, niewyprawione skóry oraz dużo świń. Z zaboru pruskiego do „Kongresówki” wywożono kwas solny, towary z żelaza, towary rolne.  Handel bydłem ustał, bo szerzyła się zaraza księgosuszu.  Jak to i dziś bywa, kwitł przy granicy  przemyt towarów kolonialnych, łokciowych i cygar. W końcówce XIX wieku istniała w Bogusławiu agentura pocztowa a przed rokiem 1906 Królewski Obwodowy Urząd Policji.

Budynki po straży granicznej fot. Stanisław Małyszko

W 1907 roku – potwierdza Stanisław Małyszko, w Bogusławiu pobudowano „Hotel Bogusław” z parterową oberżą.  Prowadził ją Władysław Kozłowicz – pradziadek Teresy Ramsden.  To jego staraniem, już przed I wojną światową, wydano pocztówkę ze zdjęciem całego obiektu oraz restauracji. Z dzisiejszej perspektywy patrząc,  Władysław Kozłowicz był bardzo przedsiębiorczy. Nic dziwnego, urodził się w 1857 roku w Pleszewie w kupieckiej rodzinie Piotra Kozłowicza i Marcjanny zd. Wroneckiej.  Po ślubie z Teofilą Jezierską  zamieszkał w Bogusławiu, gdzie prowadził hotel z oberżą.

Do 1919 roku, interes na pewno kwitł. Zatrzymywali się tu ludzie biznesu, przedsiębiorcy, którzy prowadzili międzynarodowe interesy. Po stronie rosyjskiej hotelu nie było. Można  domniemywać, że nocowali u Kozłowicza zarówno ci, którzy jechali z zachodu na wschód, jak i ci, którzy jechali ze wschodu na zachód. Poruszano się końmi, zatem dość wolno. Hotel był miejscem noclegu ale też spotkań biznesowych, tym bardziej, że obok była komora celna. W Bogusławiu mieszkali też strażnicy graniczni oraz pracownicy komory celnej.

Tak było do 1919 roku, kiedy to powstała II Rzeczpospolita. Rozpoczęło się  budowanie państwa, które nie istniało od 1795 roku. Wielkopolska po Powstaniu Wielkopolskim, została przyłączona do tworzącego się nowego państwa. Z Bogusławia wyjechali strażnicy i celnicy. Opustoszał „Hotel Bogusław”, tak jak po otwarciu granic z Litwą, Niemcami, Czechami, opustoszały przygraniczne hotele w Polsce  po wejściu do strefy Schengen.

Władysław Kozłowicz zmarł w roku 1933.  Hotel wraz z ziemią, przekazał synowi Franciszkowi Kozłowiczowi  (urodzonemu w 1895 roku), który z zawodu był rzeźnikiem. Jego żoną była Alicja Helena zd. Dąbrowska.  Władysław  i Teofila mieli siedmioro dzieci. Wśród nich była Maria – babcia  Teresy Ramsden. Maria Kozłowicz  poślubiła Eugeniusza Juszczuka. Mieli w Pleszewie przy ul. Poznańskiej 17 sklep rzeźnicki. Ich córka Bożena wyszła za mąż za Alfonsa Trojanowskiego, którego rodzice prowadzili sklep bławatny w Rynku. Rodzice Teresy zamieszkali w domu babci Marii  Juszczuk przy ul. Poznańskiej 17.  Do Pleszewa  przeniosła się też siostra Marii – Aniela oraz  ich matka Teofila – wdowa po Władysławie Kozłowiczu.

Babcia Teresy Ramsden – Maria często wnuczce  o Bogusławiu opowiadała. Wspominała o hrabim Czartoryskim, który tam przyjeżdżał z Gołuchowa na białym koniu.  Wspominała  hrabiego Taczanowskiego z Taczanowa – mówi Teresa Ramsden.
W Bogusławiu spędzałam wakacje, będąc jeszcze dzieckiem.  Niestety, spadkobierca, najmłodszy syn pradziadków, zaniedbał posiadłość – dodaje Teresa. Ostatni raz była w Bogusławiu  kilkanaście lat temu. Budynek był pusty. Ale  na bocznej ścianie wciąż jeszcze był napis: „Władysław Kozłowicz i Gostinica”.

Informacja o „Hotelu Bogusław” wywołała też lawinę wspomnień u  Romana Wysockiego, który w latach 60. spędzał wakacje w Bogusławiu w dawnym hotelu. To była nasza dalsza rodzina. Spaliśmy w pokojach na górze, a na dole odbywały się wiejskie potańcówki – mówi pleszewianin. Dzięki mojemu postowi poznał swoją dalszą kuzynkę. – Moja mama i Romana mama – to były kuzynki – potwierdza Teresa Ramsden. Dodaje, że „z tych Kozłowiczów” był też Feliks Kozłowicz, który jeszcze w latach 70. miał na Kaliskiej sklep z dewocjonaliami.

Także pleszewianka Barbara Fluder zareagowała na post o „Hotelu Bogusław”. Jej dziadek był kuzynem Franciszka Kozłowicza.  Moje dzieciństwo tam spędziłam u wujka Franka i cioci Ali. W latach 60.  nie było tam jeszcze prądu.  Byliśmy tam z bratem i siostrą beztrosko szczęśliwi.  Wspaniale się bawiliśmy i nigdy nie nudziliśmy się.  Wujek Franek był porywczy a my dzieciaki lubiliśmy jak  opowiadał.  Siedzieliśmy wtedy przy stole w kuchni przy lampie naftowej i słuchali, słuchali, słuchali.  Cudne to były wakacje – podkreśla Barbara Fluder. Była tam rok temu i nawet weszła  do środka,  wspominając „cudne chwile które tam spędziła”. Pani Basia ma na myśli wiejskie zabawy organizowane przez KGW, o których wspominał Roman Wysocki. Czasem bójki na zabawie były takie gorące, że uczestnicy bijatyk wpadali do pokoju, gdzie spały dzieciaki i dalej się bili.  

Ewa Andersz – Wanat też w dzieciństwie jeździła nad Prosnę do Bogusławia. Dziadek Andersz zaprzęgał konika do bryczki  i jechali. Ktoś grał na gitarze, świeciło słońce i było pięknie. Mogła mieć wtedy z 5 lat. Pamięta, jak starszy brat z jakiejś skarpy skakał do Prosny. Potem słyszałam, że tam nad Prosną był hotel z restauracją i odbywały się  eleganckie bale.  Miejsce tętniło życiem – mówi pleszewianka, która często przejeżdża przez Bogusław, kiedy jedzie do mamy do Konina.

 

Hotel zdjęcie z roku 2012 St. Małyszko

W latach 60. i 70.  Bogusław był dla Pleszewa i okolicy modnym miejscem aktywnego wypoczynku nad wodą.  Prawie w każdy weekend PZGS-y organizowały wyjazdy nad Prosnę samochodem ciężarowym marki Star, na którym były zainstalowane ławki.W słoneczne dni na plaży w Bogusławiu ludzi było tyle, co na plaży w Sopocie – wspomina Roman Wysocki. Wyjazdy organizował jego wujek – prezes Powiatowego Związku Gminnych Spółdzielni.

Wyprawy nad Prosnę  do Bogusławia wspomina też Jacek Andrzejewski. Kiedy jeszcze nie było zalewu w Gołuchowie, większość mieszkańców Pleszewa tam w niedziele jeździła. Pamiętam szeroką plażę nad rzeką i mnóstwo ludzi. Potocznie to nazywano Baden Baden – mówi pleszewianin.

Prosna w Bogusławiu – w latach 60. i 70. tu było pleszewskie Baden Baden

W latach 2002 – 2005 – jak pisze Stanisław Małyszko, dawny hotel z oberżą, został staraniem Ireneusza Kamińskiego,  częściowo przebudowany i wyremontowany. Nadbudowano oba budynki i zmieniono dachy. Aktualnie jest pusty.

Więcej szczęścia miała inna oberża w Bogusławiu zwana „Hotelem Prosna”.  Budynek z końcówki   XIX wieku (dom nr 12) zachował się i jest zamieszkany. Inne budynki po straży granicznej i komorze celnej oraz siedzibę żandarmerii sprzedano w latach 30. XX w. Oferty sprzedaży znalazły się w ,,Gazecie Pleszewskiej” w roku 1930.

Foto Z.J. Hain kwiecien 2017

W perspektywie most na Prośnie

Wschód słońca w Bogusławiu

Za najnowsze zdjęcia hotelu dziękuję Zbigniewowi Janowi Hainowi, który często przejeżdża dawną prusko – rosyjską granicę na Prośnie. Miejsce, które 11o lat temu tętniło życiem…

 

Skomentuj na Facebooku