Irena Kuczyńska
Region Pleszewski Z historii

Flora, po co ty tam jedziesz?

Historia Florentyny i Franciszka Szymankiewiczów jest tragiczna. Ich małżeństwo trwało zaledwie 8 miesięcy.

Flora – ciocia Ewy i Grażyny oraz Romana Lis,  była jedną ze 113 ofiar nalotu na pleszewian wysiadających z pociągu w Komarnie – Buczałach 9 września 1939 roku.

Historia sprzed 79 lat, jest w Pleszewie znana w dużej mierze dzięki Michałowi Kaczmarkowi, który  gromadzi zdjęcia, dokumenty, pamiątki o ofiarach nalotu i spisuje wspomnienia tych, którzy przetrwali tragedię albo wspomnienia ich bliskich usłyszane być może w dzieciństwie.

Jedną z osób, która przeżyła nalot w Komarnie, ale utraciła w nim mamę oraz siostrę mamy jest Halina Jezierska. O traumie, którą przeżyła we wczesnym dzieciństwie, przeczytamy w tym linku: http://irenakuczynska.pl/ponad-100-pleszewian-zginelo-nalocie-dywanowym-stacji-komarnie-9-wrzesnia-1939-roku/

Niestety, nie przeżyła nalotu Florentyna Szymankiewicz – ciocia Ewy Lis, siostra jej mamy Marii. Pamięć o cioci przetrwała w rodzinie. A  zdjęcie uśmiechniętej, młodej kobiety, stoi na komodzie w salonie.

Rodzeństwo Śniegolów

Florentyna Śniegolanka miała trzy siostry: Franciszkę, Annę i Marię oraz brata. Ich mama wcześnie została wdową. Antoni Śniegola nie wrócił z I wojny światowej.  Stanisława Śniegolowa w dzień chodziła do pracy, a w nocy szyła, gotowała, sprzątała.

Z koleżankami...

Florentyna skończyła szkołę wydziałową i pracowała w biurze w Zakładach Papierniczych u Świerkowskiego.  Prawdopodobnie tam poznała swojego przyszłego męża sierżanta Franciszka Szymankiewicza, który grał w orkiestrze 70 pułku piechoty.

Florentyna Śniegolanka  - piąta w pierwszym rzędzie od lewej

Ewa Lis mówi, że chodzili ze sobą 7 lat. Ślub zaplanowali na drugi dzień Bożego Narodzenia 1938 roku. Do ślubu z ulicy Malińskiej, gdzie Flora razem z mamą mieszkała, młoda para jechała do kościoła Ścięcia św. Jana Chrzciciela samochodem.

Ślubne zdjęcie Florentyny i Franciszka 26 XII 1938

Już na rynku Florentyna zauważyła, że nie zabrała z domu bukietu. Trzeba było zawrócić. „Ludzie mówili, że spotka ją nieszczęście” – powtarza Ewa rodzinną opowieść.

Kartka z albumu

Ale tego dnia młodzi byli szczęśliwi. Tańczyli w domu na własnym weselu. A  pięć dni później bawili się na balu sylwestrowym w kasynie.

Tak naprawdę, były dwa bale. Na piętrze bawili się oficerowie, na parterze podoficerowie. Ale dowódca zszedł do podoficerów, złożył im życzenia a panią Florę zaprosił do tańca. Podobno młody małżonek był zazdrosny…

Młoda para mieszkała razem ze Stanisławą Śniegolową  na ulicy Malińskiej. Lato roku 1939 było niespokojne. Jako żona podoficera 70 pułku piechoty, Florentyna Szymankiewicz  była członkinią Koła „Rodziny Wojskowej”.

Michał Kaczmarek w książce „Komarno 1939” pisze, że rodziny wojskowych, podobnie jak rodziny urzędników państwowych, na wypadek wojny z Niemcami,  były objęte planowaną ewakuacją specjalnymi pociągami na wschodnie rubieże kraju, gdzie „miały przeczekać początek wojny”.

Taki pociąg wyruszył z Pleszewa 1 września 1939 roku około godziny 8.00. Odchodząc z pułkiem na wojnę, w ostatnich dniach sierpnia 1939 roku, sierżant Franciszek Szymankiewicz, polecił swojej młodej żonie, żeby razem z innymi żonami wojskowych, pojechała na wschód  „bezpiecznie przeczekać wojnę”.

Do wyjazdu zachęcała Florę sąsiadka Marianna Baran, żona sierżanta Franciszka Barana. „Mówiła: Flora, jedziemy” – przytacza rodzinną opowieść Ewa Lis. Dodaje, że w Komarnie zginęła z dwójką swoich dzieci: 3 – letnim Jerzym i 10 – letnim Olgierdem.

Pociąg ruszał ze stacji w Kowalewie. Pracująca w tamtejszej mleczarni siostra Flory, zaniosła jej na stację masło i lepszy płaszcz.  Miała pytać: Flora, po co ty tam jedziesz? – Jadę w bezpieczne  miejsce – miała odpowiedzieć Flora.

Pociąg z trzystoma pasażerami ruszył. Transport zorganizowało Koło Rodziny Wojskowej z prezeską Janiną Kiszkowską – żoną podpułkownika Aleksandra Kiszkowskiego na czele.  Kierownikiem pociągu był porucznik Józef Kordus.

Z książeczki Michała Kaczmarka wiemy, że pasażerów rozlokowano w kilku wagon ach odkrytych, kilku krytych oraz jednym wagonie pasażerskim, gdzie jechały rodziny z niemowlętami. W którym wagonie
była Florentyna Szymankiewicz? Tego nie wiemy, ale na pewno nie był to wagon pasażerski.

Pociąg zmierzał w kierunku Lwowa, gdzie pleszewianie mieli być rozlokowani w dobrach rodziny Lanckorońskich. W linii prostej było to 500 km od Pleszewa. Spodziewano się, że pokona on tę trasę w ciągu jednego dnia.

Tymczasem, w warunkach wojny, nie mógł jechać najkrótszą trasą, bo pociągi wojskowe miały pierwszeństwo przejazdu. A pleszewski pociąg zamiast kierować się na południowy wschód, jechał łukiem na północ.

Michał Kaczmarek pisze, że trasa wiodła przez Jarocin, Wrześnię, Koło, Kutno, Warszawę, Brześć Litewski, Kobryń, Pińsk do Łunińca (Białoruś)  i stamtąd skierował się na południe w stronę Lwowa.

9 września, po przejechaniu 1200 km, dojechał do stacji Komarno – Buczały (dziś Ukraina). Na  umęczonych dziewięciodniowym podróżowaniem (także w odkrytych wagonach) pleszewian, którzy wysiedli z pociągu i czekali na podwody, spadły bomby z 6 niemieckich bombowców.

Michał Kaczmarek pisze, że w tym dniu niemieckie lotnictwo otrzymało rozkaz bombardowania sieci kolejowej.

Początkowo rannym pomagali mieszkańcy Komarna i Buczał. Wkrótce nadjechały karetki ze Lwowa. Tych, którzy ocaleli, rozlokowano w pobliskich miejscowościach. Zmarłych pogrzebano we wspólnym grobie.

O tym, że Florentyna zginęła, jej mama dowiedziała się od pleszewianek, które nalot przeżyły i do miasta wróciły. Jedną z nich  była pani  Borkowska, drugą pani Kobusowiczowa, której podczas nalotu urwało rękę. – To ona opowiadała mamie, że ciocia Flora zaczęła opatrywać rannych w pierwszym nalocie, w drugim nalocie, ona została zabita – mówi Ewa Lis.

Kiedy po kapitulacji we wrześniu 1939 roku sierżant Franciszek Szymankiewicz wrócił do domu, czekał na żonę i poszukiwał jej.  Kiedy już było wiadomo, że zginęła, ożenił się po raz drugi. Ale dobre stosunki z rodziną pierwszej żony utrzymywał.

Kiedy czasem siostrzenice Flory go pytały, z którą żoną pójdzie do nieba, niezmiennie odpowiadał „oczywiście, że z Florcią”.

Tymczasem Stanisława Śniegolowa do końca swojego życia(zmarła w 1956 roku) czekała na Florentynę. Miała nadzieję, że córka wróci.

       Wpis w pamiętniku siostry Franciszki

A ona pozostała w pamięci siostrzenic i siostrzeńców. A kiedy przeczytali książkę Ludwika Miśka (przeżył nalot) „Historie lotnicze”, w której była opisana tragedia w Komarnie, mieli pewność, że ciocia zginęła i spoczywa we wspólnym grobie na cmentarzu  w Komarnie.

W kwietniu 2016 roku Roman Lis uczestniczył w wycieczce do Lwowa i Komarna, gdzie modlono się za dusze ofiar katastrofy w kościółku i na cmentarzu.

Na cmentarzu w Komarnie przy mogile
Skomentuj na Facebooku