Irena Kuczyńska
Pleszewianie

Miłośnik dalekich podróży, lubi czytać ciekawe historie o Pleszewie

Czy wiesz, że klikając w reklamy wspierasz funkcjonowanie mojego bloga?

Od dzieciństwa nie mogłem usiedzieć w domu, zawsze ciągnęło mnie w świat – mówi  Dariusz Wojciech Wołowicz – mój sąsiad z ulicy Reja. Na moim blogu szuka ciekawych historii o Pleszewie…

Postanowiłam sprawdzić, kim jest człowiek, który  lajkuje moje opowieści o Pleszewie, a na swoim profilu zamieszcza zdjęcia z egzotycznych podróży m.in. na Kubę i  na Małe Antyle w południowej Ameryce. – Z zawodu jestem piekarzem, byłem sprzedawcą, pracowałem w Niemczech, gotowałem włoskie makarony w coctail barze  a teraz montuję meble – wylicza pan Darek.

Wyspy Kanaryjskie

Od dziecka uwielbiał podróżowanie. W stanie wojennym  rodzice wysłali go po coś do Poznania. Kiedy usłyszał, że zapowiadają pociąg do Warszawy – kupił bilet, wsiadł w pociąg relacji Paryż – Moskwa i pojechał do stolicy. Tam kupił bilet powrotny i z zakupami, wrócił do Pleszewa. Miał 16 lat.

Pierwszą prawdziwą podróż odbył właśnie do Paryża, gdzie – jak mówi, mieszkali znajomi znajomych. Jeszcze wtedy był potrzebny paszport. Pan Darek mówi, że pokazali mu wtedy kawałek Francji. Pamięta, że mieszkali niedaleko morza, mieli w domu dwie kuchnie, jedli ryby i mule. To tam poznał kuchnię francuską i przyprawy, których w latach 80. w Polsce nie było.

Ale musiało minąć kilkanaście lat, żeby marzenia o wędrowaniu mogły się spełniać. W 2006 roku pan Darek zapisał się do klubu „Halny” przy PTTK. – Ze Zbyszkiem Walczakiem przewędrowałem całe Tatry, a w Bieszczadach się zakochałem – podkreśla mój rozmówca.

Potem przyszedł czas na wyjazdy do Belgii, Niemiec, Anglii, Grecji, Chorwacji, Austrii, Maroka, na Wyspy Kanaryjskie   – przeważnie z biurem podróży.  Pleszewianin mówi, że wykupuje wycieczki i na miejscu organizuje sobie samodzielne zwiedzanie. Urzekł go Wiedeń i Filharmonia, gdzie odbywają się Koncerty Noworoczne. Chciałby chociaż raz siedzieć na widowni, ale podobno bilety są wykupywane 10 lat do przodu.

Na Kubę pojechał właściwie przypadkiem. Planował Indie, ale ta wycieczka nie doszła do skutku, bo brakowało chętnych.  Wybrał więc Kubę. W ciągu 22 dni zwiedzał i wypoczywał. Chodziłem własnymi drogami z dwoma Rosjanami – podkreśla pan Darek. Dogadywali się. Mój rozmówca podkreśla, że w Trójce rosyjskiego uczyła go pani Elżbieta Blandzi i robiła to bardzo skutecznie. W szkole zawodowej Ewa Orszyńska też wyciskała ze swoich uczniów wiedzę, więc problemów z komunikacją raczej nie miał.

Kuba

Z Kuby wywiózł wspomnienie nie tylko wspaniałej słonecznej pogody, ciepłego morza i błękitnego nieba, ale też Kubańczyków, którzy zapraszali ich do stołu, na którym stała miseczka z garstką  ryżu. Oczywiście, nie jedli, ale podziwiali gościnność ludzi „biednych, ale szczęśliwych”. Z Kubańczykami porozumiewali trochę po rosyjsku, trochę po angielsku. Pamięta, że do Hawany jechał taksówką. W Santiago bieda i blacha, ale czuliśmy się bezpieczni – dodaje pleszewianin.

Aruba – na Małych Antylach położonych na Morzu Karaibskim – to kolejne cudowne miejsce, z którego przywiózł wiele wspomnień. Podróże są dla pana Darka istotną częścią życia. Przeznacza na nie wszystkie pieniądze. Jak mówi – woli przełożyć remont mieszkania i jechać w świat. Dopóki może.

Nowy Jork i Moskwa – to miasta, które bardzo by chciał zobaczyć. A że uwielbia wyspy, marzy o wyprawie na Madagaskar.  potrafi się porozumieć w trzech językach, więc – jak mówi – wszędzie się odnajdzie.

Muzyka, to kolejna obok podróżowania, miłość pana Darka. Zebrał pokaźną kolekcję płyt, za niektóre wydał dużo kasy. Kiedyś miał też płyty winylowe. Słucha jazzu, rocka ale muzyką popularną też nie gardzi. Jak był młodszy to śpiewał w Chórze „Harmonia”. Nawet partie solowe  Czesław Gulczyński mu powierzał.  Danuta Michalska, która uczyła go muzyki w Trójce, dostrzegła w małym Darku talent muzyczny i namawiała go do nauki w szkole muzycznej w Poznaniu.

Muzykę poważną pokochał w 1981 roku, kiedy po raz pierwszy był w Teatrze Wielkim w Poznaniu na spektaklu „Straszny dwór”.  Oglądał tę operę jeszcze potem kilka razy. Do grania też go ciągnęło,  ale skończyło się na hejnale mariackim, który w oknie w bloku na Reja grał na trąbce w 1982 roku. Zrobił to tylko raz…

Na moim blogu lubi czytać ciekawe historie m.in. o miejscach, które się zmieniają. Zainteresował go post o osiedlu Reja, gdzie mieszka od dziecka i dużo rzeczy pamięta. http://irenakuczynska.pl/stoja-bloki-reja-pol-wieku-temu-byly-pola-kapusta/

Podpowiedział mi kilka nowych tematów. Ale o tym sza…

 

 

Skomentuj na Facebooku