Irena Kuczyńska
Region Pleszewski Z historii

Od siedziby starosty, przez dom partii, przychodnię do meliny bezdomnych

 

Dzisiaj opowiem o potędze i upadku budynku przy ul. Poznańskiej 30, który w naszej świadomości funkcjonuje jako ,,przychodnia”.

Gmach  tzw. Landratsamtu  na pocztówkach z 1909 roku prezentuje się imponująco. Eklektyczny z użyciem form neorenesansowych i tzw. kostiumu francuskiego,  przed 1904 rokiem został rozbudowany o człon północny – podpowiada Stanisław Małyszko. Stoi w ogrodzie otoczonym płotem. Drzewa zdążyły już wyrosnąć. Wszak siedzibę najważniejszego pruskiego urzędnika w powiecie pleszewskim, zbudowano w ostatniej dekadzie XIX wieku na tym miejscu, gdzie do 1854 roku był kościół św. Ducha oraz cmentarz. Co się stało z kościołem, o tym przeczytacie w tym linku. http://irenakuczynska.pl/ulica-sw-ducha-zaczela-sie-krola-zygmunta-starego-ksieznej-anny-raciborskiej/

Tymczasem wracamy do nowej siedziby landrata. Gdzie była poprzednia, nie wiadomo, wszak Pleszew był powiatem  od 1818 roku. Wtedy nawet miasto Jarocin leżało w powiecie pleszewskim, ale kiedy zbudowano nowy gmach landratury, Jarocin był już powiatem. Stał się nim w roku 1887, po reformie administracji, która w Wielkim Księstwie Poznańskim zwiększała  liczbę powiatów z 26 do 40.  Być może wcześniej pleszewski landrat urzędował z burmistrzem w ratuszu? Wszak nowy ratusz mieliśmy w rynku od roku 1840.

W nowym obszernym gmachu landrat nie tylko urzędował, ale też mieszkał. Mieścił się też tu bank, urząd skarbowy oraz policja. Do 1917 roku landratem był dr Gewiese, który spoczywa na cmentarzu ewangelickim. Jego grób jest odnaleziony i zadbany. Po Gewiese był  Notzmer. I to on przekazać musiał w 1919 roku władzę pierwszemu polskiemu staroście Arturowi Szenicowi.  Właściciel majątku w Korzkwach  prawdopodobnie nie mieszkał w budynku przy ul. Poznańskiej 30. Nie wiadomo, czy kolejni włodarze powiatu tam mieszkali. Ale na pewno tam urzędowali : Wadyński, Skoraszewski, Kutzner, dr Władysław Wieczorek (grób na cmentarzu przy św. Florianie) i ostatni starosta Kazimierz Siekierzyński.

W 1932 roku powiat pleszewski został zlikwidowany i podzielony pomiędzy krotoszyński i jarociński. Można domniemywać, że w budynku starostwa jakieś urzędy czy delegatury mogły się mieścić.  Ale dzisiejszy post nie dotyczy historii powiatu, tylko budynku, który był siedzibą landrata i starosty, a od kilkunastu lat daje schronienie bezdomnym.

Po 1945 roku reprezentacyjny gmach był siedzibą partii politycznych, po kongresie zjednoczeniowym rezydowali tu pierwsi sekretarze Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, a kiedy przenieśli się do ,,białego domku” przy ulicy Ogrodowej (dziś siedziba ZUS), dawne starostwo przejęła służba zdrowia. Na zdjęciach z lat 60. widać napis Przychodnia Obwodowa. W podwórzu zbudowano siedzibę Stacji Sanitarno – Epidemiologicznej, przez jakiś czas było tam też pogotowie ratunkowe.

Pracownicy pogotowia ratunkowego - w garniturze Leon BinkowskiW latach 70. cały budynek służył pacjentom i służbie zdrowia. W latach  80. XX w. powiększono go o przybudówkę północną z klatką schodową – podpowiada Stanisław Małyszko. Na wysokim parterze był rząd okienek, czyli rejestracja. A tam pamiętam Barbarę Spaloną. W holu na krzesełkach siedzieli pacjenci do lekarzy, teraz byśmy ich nazwali lekarzami pierwszego kontaktu.  Czytelnicy mojego bloga podpowiadają, że w przychodni królowała  Janina Węclewska. Adela Grala – Kałużna też tu przyjmowała swoich pacjentów.  Pracował tu też Józef Żuchowski, był felczerem, ale znał się na leczeniu. Pamiętam, że przez wiele lat był  ,,lekarzem szkolnym” w Liceum Ogólnokształcącym im. St. Staszica w Pleszewie. Z lewej strony było laboratorium, gdzie od rana ustawiały się długie kolejki do pobrania krwi. Przyjmowano ograniczoną liczbę osób. Po południu w małym okienku były wydawane wyniki. Pracowała tam pani Błaszczykowa.

Z lewej strony przed laboratorium mieściła się poradnia dermatologiczna, gdzie pamiętam doktora Orszyńskiego (zawsze w muszce) a potem  Mirosława Błoch. Pielęgniarką tu była Lucyna Ptak. Często ,,po szkole” zaglądał do mamy Arek (Ptak – zastępca burmistrza). Prawdopodobnie w tym gabinecie mieściła się słynna szafa gdańska – czyli szafa w ścianie, z ciemnego drewna.  Po wyprowadzce przychodni do nowego szpitala, szafa zniknęła.  Co się z nią stało, tego nie wie nikt. Na tym samym poziomie (chyba), za laboratorium,  była poradnia ,,K”, gdzie przyjmował pacjentki Edward Horoszkiewicz, Józef Lis a potem też Zbigniew Kończak.  Na tej kondygnacji  była  też  fizjoterapia, którą kierował Antoni Barron.  To tu  w końcówce lat 80. miałam nakładaną parafinę na dłonie. Na piętrze z lewej strony był gabinet zabiegowy, gdzie robiły zastrzyki dwie pielęgniarki, które pamiętam: Barbara Forycka i Halina Gżegolec. Z prawej (chyba) była stomatologia. To tam w 1975 roku Krystyna Karbowska rwała mi ząb. Wspomagała ją Krystyna Horoszkiewicz. Byłam w ciąży i  mocne znieczulenie nie było wskazane. Pamiętam, że obie panie dobrze się spisały, bo nawet za bardzo mnie rwanie zęba ,,na żywca” nie bolało.

Do gmachu prowadziły też inne wejścia. Z prawej strony budynku po schodkach z ulicy wchodziło się do pracowni RTG. Nieco głębiej było oddzielne wejście do poradni specjalistycznych, nie wiem jakich. Od tyłu wchodziło się do poradni dziecięcej. I tę poradnię pamiętam najlepiej. W 1976 roku jeszcze przyjmowała Teresa Reiwer, potem pojawiły się młodsze lekarki Irena Kaczmarek, Urszula Leszczyńska.  Przyjmowały w dwóch gabinetach, trzeci gabinet to królestwo pań pielęgniarek z punktu szczepień. Pamiętam Barbarę Derwich. Jeszcze w latach 80. z najmłodszą córką chodziłam tam na szczepienia.

W piwnicach przychodni był Klub Medyk. Wspomina go Łukasz Jaroszewski. Jego mama Ewa  pracowała w pleszewskiej służbie zdrowia i on jako dziecko w latach 70. i 80. uczestniczył w imprezach dla pracowników. W środku były sklepienia, a na ścianie był wymalowany Esculap. Klamki chyba były z głowami lwów – wspomina mecenas Jaroszewski. Roman Wysocki dodaje, że klub działał niedługo, ale prężnie. To tam, zdaniem Romka odbyło się pierwsze w Pleszewie karaoke. – Pamiętam, że wspólnie z kolegą prowadziłem tam kabaret – wspomina Romek. Krystyna Horoszkiewicz wspomina naukę języka francuskiego, spotkania przy brydżu, podkoziołek. Pamięta, że autorem malunków na ścianach Medyka był Andrzej Wieruszewski.   – Młodzi byliśmy. Wszystkich z tych czasów pozdrawiam – mówi lekarka.

Przychodnia w roku 2016

Na początku XXI wieku, kiedy służba zdrowia zaczęła liczyć koszty, okazało się, że remont  budynku,  przy którym nie ma parkingu, nie opłaca się. Tym bardziej, że w nowym szpitalu przy ul. Poznańskiej znalazło się  miejsce na przychodnie, które wkrótce stały się Niepublicznymi Zakładami Opieki Zdrowotnej.  Dawna przychodnia opustoszała. Nie było pomysłu na zagospodarowanie budynku. A  wszystkie remonty trzeba było konsultować z konserwatorem zabytków. Powiat postanowił sprzedać budynek.  Udało się to w trzecim  przetargu. Za 130 000 złotych kupił go niejaki Stanisław P. z Ostrowca Świętokrzyskiego.  Miał plany. Chciał robić hotel.

Tymczasem nie robił nic. Budynek popadał w ruinę a jego właściciel  reagował tylko na mandaty za niesprzątanie wokół posesji. Kilka lat temu okazało się, że na budynku trzyma rękę komornik i podobno to on wystawił budynek na sprzedaż za 600 000 zł. Ale chętnych nie ma. W dawnym starostwie zagnieździli się bezdomni. Kilka lat temu paląc ognisko, wywołali pożar. Na szczęście strażacy zdążyli go ugasić. Całkiem niedawno gazety pisały o tym, że bezdomna z przychodni zmarła.

Co dalej? Tego nie wie nikt. Chociaż wszyscy pytają, dlaczego w środku miasta stoi coś takiego.  Dawne starostwo, czy jak kto woli przychodnia, to własność prywatna. A ta jest święta. I właściciel może sobie robić, co chce, czyli w tym wypadku nic.  Byle tylko popadająca w ruinę historyczna budowla, nie zagrażała  niczyjemu bezpieczeństwu.

Stare zdjęcia pochodzą z zasobów Muzeum Regionalnego w Pleszewie, zdjęcia z klubu Medyk udostępnił Łukasz Jaroszewski, najnowsze fotki  zrobił i udostępnił Roman Kazimierz Urbaniak

 

 

 

Skomentuj na Facebooku