Irena Kuczyńska
Region Pleszewski

Świętoszek w liceum

„Ten nie grzeszy, kto grzeszy w sekrecie” czyli adaptacja znanej komedii Moliera „Świętoszek” w auli Liceum Ogólnokształcącego im. St. Staszica w Pleszewie.

Komedia mistrza Moliera powstała w roku 1661, trzy lata później została wystawiona na scenie. Swój rozgłos zawdzięcza też skandalowi, jaki w XVII wiecznej Francji wywołało wykpienie religijnego hipokryty Tartuffe’a.

Zdemaskowanie hipokryzji głównego bohatera w IV akcie jest powszechnie uważane za jedną z najlepszych scen w historii teatru. Na język polski utwór przełożył Tadeusz Boy – Żeleński i Kazimierz Zalewski.

Pięcioaktowy utwór Moliera do potrzeb Teatru Umyślnie Straconej Szansy (taką nazwę przybrała grupa teatralna złożona z gimnazjalistów i trojga licealistów) zaadaptowała Łucja Banaś – Kasperska – nauczycielka języka polskiego i jednocześnie wicedyrektor pleszewskiego liceum.

I było na co patrzeć. Mamy naprawdę utalentowaną młodzież. Grający rolę główną tytułowego Świętoszka Wojtek Rowecki, był znakomity. Podobnie jak Maciej Kempiński – odtwórca drugiej głównej roli. Obaj licealiści świetnie opanowali tekst i słowem oraz gestem operowali bardzo dobrze.

Role Elmiry i Doryny pani reżyser podzieliła pomiędzy dwie dziewczyny. I to nie dlatego, że nie opanowałyby roli. Wszyscy chcieli występować w spektaklu i ten podział ról był sposobem na zaangażowaniu większej liczby aktorów – podkreśla Łucja Banaś – Kasperska.

W rolę Elmiry wcielały się dwie gimnazjalistki: Anna Śliwa i  Nicole Błaszczyk. Doryna to raz Julia Chraplak, innym razem Zofia Czerwińska. Wszystkie cztery fantastyczne, swobodne.

Obsadzeni w pozostałych rolach: Maksymilian Sadowski, Iga Zdunek, Martyna Kubiak, Zuzanna Stasik, Barbara Szymczak, Dominika Hadrzyńska, Oliwia Kraszkiewicz, Majka Sołtysiak przekonywująco grali, rozśmieszając gości, nauczycieli i kolegów na widowni.

Jeśli do tego dodać stroje wypożyczone w Jarocinie, peruki, dekorację nawiązującą do salonu w ziemiańskim dworku – całość wypada bardzo pozytywnie. I świadczy o tym, że do młodych przemawia klasyka i że potrafią wczuć się w to, co przeżywali ludzie cztery wieki temu.

Brawa dla młodych aktorów, brawa dla Łucji Banaś – Kasperskiej za zainspirowanie młodych do zagrania w przedstawieniu, które mogłam oglądać, przeżywać, oklaskiwać, podziwiać i … wspominać.

Kogo i co wspominać?  Łucję Banaś – Kasperską, którą pamiętam jako licealistkę, która występowała na szkolnej scenie. Przed Dniem Dziecka przyszło mi do głowy przedstawienie sprzed 40 lat bez mała, kiedy to Łucja wraz z koleżankami ze swojej klasy występowała dla dzieci nauczycieli i pracowników szkoły.

A potem już prof. Łucja Banaś – nauczycielka języka polskiego – przygotowuje ze swoimi uczniami scenę z powieści Witolda Gombrowicza „Ferdydurke”  na zjazd absolwentów z okazji 70 – lecia Liceum Ogólnokształcącego im. St. Staszica.

Stare ławki na scenie w auli, w nich uczniowie i profesor Bladaczka, który przekonywał ich, że „Juliusz Słowacki wielkim poetą był”. Kiedy przymykam oczy widzę Tomasza Mizerkiewicza (dziekan wydziału polonistyki poznańskiej), Pawła Trzeciaka (lekarz), Mirosława Kuberkę (lekarz weterynarii) i innych, których nazwisk dziś nie pomnę. Ale kiedy dzisiaj zobaczyłam błyszczące z emocji oczy Łucji Ban aś – Kasperskiej, ucieszyłam się, że wciąż potrafi inspirować młodych.

Dziękując za zaproszenie na spektakl i za możliwość uczestnictwa w życiu szkoły, która przez 32 lata była moim życiem, słów kilka na moim blogu skreślam, gratulując szkole i rodzicom utalentowanych dzieci.

Zdjęcie grupowe Maria Cichy

Skomentuj na Facebooku