Irena Kuczyńska
Region Pleszewski Z historii

Uciekali z Pleszewa w bezpieczne miejsce

1 września 1939 roku o godzinie 8.00 rano wyruszył z Pleszewa w kierunku Lwowa pociąg, którym 300 członków rodzin żołnierzy zawodowych 70 pułku piechoty jechało na wschód, gdzie mieli „bezpiecznie przeżyć początek wojny”.
Podróż trwała 9 dni. Pod Lwowem na pociąg z cywilami spadły niemieckie bomby. 113 osób zginęło w tym Florentyna Szymankiewicz, której rodzina bardzo odradzała wyjazd.
Florentyna Szymankiewicz została żoną sierżanta Franciszka zaledwie 9 miesięcy wcześniej. Kiedy 70 pułk piechoty ruszał na wojnę, Franciszek prosił Florę, żeby wraz z innymi żonami wojskowych, ewakuowała się na wschód. Rodzina jej odradzała. Siostra, która na dworzec w Kowalewie gdzie stał pociąg, przyniosła jej ciepły płaszcz i świeże masło z mleczarni, pytała: Flora, po co ty tam jedziesz? Ale ona chciała jechać, jak mówiła, „w bezpieczne miejsce, jak najdalej od granicy z Niemcami”. Pociąg miał wagony odkryte i zakryte. Spodziewano się, że 500 km pokona w ciągu jednego dnia.
Tymczasem wojna już trwała, ważniejsze były pociągi wojskowe. Pleszewski jechał okrężną drogą (przez Jarocin, Wrześnię, Kutno, Warszawę, Brześć, Pińsk) 9 dni, pokonał 1200 km.
Na stacji docelowej w Komarnie pod Lwowem, na wysiadające z pociągu kobiety i dzieci spadły bomby niemieckie.
Zginęło 113 osób. W tym Flora Szymankiewicz, o czym bliscy dowiedzieli się po kilku miesiącach, kiedy ci, którzy ocaleli, wrócili do miasta. Zbiorowa mogiła pleszewian na cmentarzu w Komarnie pod Lwowem jest zadbana, staraniem m.in. pleszewskiego historyka Michała Kaczmarka, który kultywuje w Pleszewie pamięć o 70 pułku piechoty, w tym o ofiarach niemieckiego nalotu na pleszewski pociąg.Więcej o tragedii, która wydarzyła się 81 lat temu w Komarnie TUTAJ
Więcej o Florentynie i Franciszku Szymankiewiczach z Pleszewa, o ich miłości i wojennych losach przeczytacie  TUTAJ
Wycieczka z Pleszewa do Komarna na grób ofiar nalotu TUTAJ

Skomentuj na Facebooku