„Ale asy!” Ojciec z synem płyną Wisłą do Gdańska. Chcieli przeżyć przygodę życia

Avatar photoIrena Kuczyńska28 czerwca 20265min
IMG-20260628-WA00052-1280x960.jpg
Kajaki na Wiśle nikogo już nie dziwią, ale niewielka, płaskodenna łódka napędzana wyłącznie siłą mięśni? Ojciec z synem postanowili przepłynąć nią całą żeglowną Wisłę – od okolic Krakowa aż do Gdańska. Na pokład zabrali trzy beczki z zapasami, namioty i... miesiąc czasu na spełnienie swojego marzenia.

Chciałem z synem przeżyć prawdziwą przygodę – mówi pan Mirosław, który razem z Bartkiem wyruszył w niezwykły rejs. Mieszkają w Kucharkach, dotąd pływali tylko po jeziorze w Gołuchowie.

W sobotę zwodowali łódkę w miejscu, gdzie Wisła staje się rzeką żeglowną na przeprawie promowej Spytkowice. Już podczas wodowania wzbudzili niemałe zainteresowanie.

 

– Ludzie mówili: „Ale asy! Kajaki to widzieliśmy, ale łódkę płynącą do Gdańska? Tego jeszcze nie było” – opowiada pan Maciej, kuzyn Mirosława, który zawiózł obu śmiałków wraz z łódką, namiotami i całym ekwipunkiem na południe Polski.

Łódką jedzie do Gdańska

Ich łódka nie ma silnika. Napędza ją wyłącznie siła mięśni. Kosztowała około 7 tysięcy złotych i została wykonana przez szkutnika z Gdańska z myślą o trudniejszych warunkach na wodzie.

Na pokładzie znajdują się trzy szczelne beczki. W jednej jest żywność, w drugiej ubrania, a w trzeciej namiot, leki i pozostały sprzęt. Na co dzień zamierzają nocować na brzegu, jednak pierwszą noc spędzili… na łódce.

– Płynęliśmy do godziny 20.30. Brzegi były tak zarośnięte, że nie było gdzie rozbić namiotu, więc zostaliśmy na wodzie – opowiada pan Mirosław.

Każdą śluzę pokonują z pomocą jej obsługi. Zanim dopłyną, dzwonią wcześniej z prośbą o otwarcie.

Modliliśmy się bardziej niż w kościele – śmieje się pan Mirosław, wspominając pierwsze śluzowanie. – Na tej śluzie od razu pytaliśmy już o następną.

 

Podczas niedzielnej rozmowy ojciec z synem odpoczywali na brzegu. Upał był tak duży, że postanowili ruszyć dalej dopiero około godziny 16. W tym czasie ładowali powerbanki energią słoneczną. Łączność ze światem jest dla nich bardzo ważna – choćby po to, by kontaktować się z obsługą kolejnych śluz. Wiosłują na zmianę – raz ojciec, raz syn.

 

Pan Maciej, przyznaje, że początkowo był zaskoczony pomysłem kuzyna. Przez lata, podróżując zawodowo po Polsce, wysyłał mu zdjęcia Wisły. W tym roku dostał krótką wiadomość ze zdjęciem rzeki: „Płyniemy do Gdańska”.

Śmiałkowie są dobrze przygotowani do wyprawy. Codziennie wysyłają rodzinie swoją lokalizację. W niedzielę w południe zameldowali się już przy śluzie pod Krakowem.Mówią, że przepływali koło Tyńca, podziwiali Opactwo Benedyktynów.

Przed nimi kilkaset kilometrów, Warszawa, Toruń, Włocławek, Płock i wiele innych miast oglądanych z zupełnie innej perspektywy – z poziomu królowej polskich rzek.

A jeśli przy okazji znalazłaby się fundacja, która chciałaby zamienić przepłynięte przez nich kilometry na wsparcie szczytnego celu? – Jesteśmy otwarci – zapewnia pan Mirosław. Dzięki temu ta niezwykła przygoda mogłaby przynieść korzyść także innym.

 

Z Dobrzycy do serca Polski. Wyjątkowa przygoda w Warszawie


Info Pleszew - Irena Kuczyńska - logo


© 2022 – Info Pleszew – Irena Kuczyńska